Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac Inyangi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Plac Inyangi   Pią Mar 16, 2018 1:15 am


Plac Inyangi

 Główny plac miejski, będący miejscem znakomitej większości organizowanych w Filirjonie wydarzeń. Nazwę swą odziedziczył po największym księżycu ze względu na wyjątkową atmosferę, jaka pojawia się tu, gdy świeci on swym pełnym blaskiem. Gdy Inyanga jest w pełni, jej promienie wydają się właściwie przez całą noc oświetlać ten fragment miasta, sprawiając tym samym, że można się wówczas poczuć niemal jak za dnia.
 Nawet na co dzień jest to miejsce dość gwarne, pełne stworzeń wszelkich ras. To właśnie stąd najszybciej rozprzestrzeniają się wszelkie nowinki, także jeżeli ktoś zapragnąłby rozpuścić jakąś plotkę, zaczęcie od Placu Inyangi z pewnością jest dobrym pomysłem. Swoje miejsce znajdują tu też uliczni artyści, dlatego też nawet w okresach zwyczajnego, codziennego życia, niełatwo jest przejść tędy obojętnie.
 Straż Inkwizycji pilnuje, by centralny plac utrzymany był w czystości, wolny od żebraków i innego rodzaju nędzarzy. Tacy są stąd natychmiastowo wypraszani, choć zwykle w niezbyt przyjemny sposób. Inne z kolei mało szlachetne formy zdobywania nowych funduszy praktykowane są tu z kolei niezwykle często, wszak w tłumie bardzo łatwo pozbyć się swej sakiewki na rzecz ulicznego złodziejaszka.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice


Ostatnio zmieniony przez Selphin dnia Pią Kwi 06, 2018 4:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Keeper
Książę

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 17, 2018 9:02 pm

Słyszał doskonale, że ludzie urządzają jakieś święto, festyn... Nie był pewny dokładnie, czego ma się tak naprawdę spodziewać. Ale wiedział, że zimna! Chociaż kto tak naprawdę wiedział, jaka będzie panowała pogoda w mieście? Na Dworze, w ogrodach było dość zimno... Ale może w mieście będzie cieplej?
Zakładając więc ciemnobrązowe rękawiczki i spodnie ze skóry zwierzęcej, a także jasnej kremowej zwiewnej koszuli, Keeper postanowił wybrać także ocieplany płaszcz. Długi do kolan, barwiony na ciemny niebieski. Do tego eleganckie buty...
Ale nie. Szalika czy czapki nie zamierzał brać ze sobą. Sprawdził jedynie czy godnie się prezentuje, czy guziki w płaszczu odpowiednio lśnią na złoto... A po tym już wyszedł na mały spacer. Drobny.
W mieście znalazł się idealnie na rozpoczęcie festynu. Z uśmiechem na wargach i z błyskiem w błękitnych oczach obserwował zieleń, która przyozdabiała rynek, ludzi, stoiska. Wszystko!
Także bez chwili namysłu przyjął sakiewkę, chowając ją do kieszeni płaszcza. Po tym z uśmiechem ruszył dalej, oglądając wszystko. Chętnie także poczęstował się grzańcem, kiedy jedna z ładnych kelnerek podeszła do niego, oferując mu.
Zawiesił oko na niej na dłużej... A po tym na kolejnej pięknej damie... Tak. Keeper z pewnością miał zamiar dokładnie przebadać okolicę.

Quest główny: 1/10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 17, 2018 9:59 pm

Filirjon naprawdę cały obrósł w koniczyny na czas świętowania. Może i Selphin nieszczególnie przepadała za kolorem zielonym, lecz musiała przyznać, że dekoracje nie były złe. Może niezbyt wyszukane i gustowne, jednak dla mieszczaństwa nadawały się idealnie. Były, cóż... Ładne, na swój sposób może i urocze, jednak nic więcej. Kobieta nie była w stanie nie zauważyć, że na placu zrobiło się jeszcze bardziej tłoczno, choć może była to tylko wina tych wszystkich straganów? Prawdopodobnie oba.
Skinęła lekko głową osobie, od której otrzymała sakiewkę z koniczynami, po czym po krótkiej wymianie zdań odebrała jeszcze jedną, którą natychmiast rzuciła w kierunku Hadesa z lekkim uśmiechem na twarzy. Cieszyła się z obecności przyjaciela, choć ta dzieląca ich odległość była dość uporczywa. Może i  Selphin była przyzwyczajona do trzymania innych na dystans, ale zasada ta nie dotyczyła bliskich przyjaciół, toteż było to wszystko nieco niekomfortowe. Choć do przywyknięcia po dłuższym okresie czasu.
Z lekkim rozczarowaniem dostrzegła, że w tym miejscu nie serwowano miodu pitnego. Szkoda... Ale przynajmniej pomyśleli o grzańcu. Nawet jeśli jako Elae Zimy była przyzwyczajona do niskich temperatur, ona także lubiła napić się czegoś ciepłego w mroźny dzień.
- Chodźmy się napić – zaproponowała, wskazując stojącą samym centrum placu beczkę, po czym ruszyła do wskazanego przez siebie punktu pewnym krokiem, już po chwili ciesząc się smakiem gorącego napoju. Kątem oka dostrzegła też charakterystyczną, białą czuprynę, co wywołało na twarzy Selphin delikatny uśmiech. – Hadesie, wygląda na to, że będziesz miał okazję poznać mojego brata. Chyba nie mieliście okazji się spotkać.

[Quest główny 1/10]

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hades
Baron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 17, 2018 10:24 pm

Hades nie lubił tłocznych miejsc. Bardzo. Naprawdę czuł się źle będąc w otoczeniu kilku ludzi, a co dopiero takiego TŁOKU! Mimo wszystko póki był z Selphin czuł się w miare dobrze. Zachowywał oczywiście stoicki spokój, ale to tylko gra pozorów. Wewnętrznie już tak spokojnie nie było. Przechadzał się spokojnie uliczkami miasta, starając się jednak unikać zbliżania do ludzi. Na pewno jednak wszystkich nie ominie...
Złapał sakiewkę z koniczynkami uśmiechając się delikatnie. Dawno już nie pamiętał, by jakkolwiek się bawił. Zapachy, gwar, światło, dekoracje.... Może i mieszczańskie, ale robiły na Hadesie wrażenie. W końcu ostatni czas spędził poza miastem i Dworem.
- Dobrze. - mruknął cicho nadal lekko sie uśmiechając i z chęcią kierujac sie za Selphin, oczywiście nie zmiejszając odległości między nimi.
- Brat? Nie. Raczej nie. Z chęcią poznam. - powiedział po chwili namysłu, ale chyba nie miał z nim przyjemności. Może formalnie tak, ale to nie było nic bliższego.
- Jak w ogóle wiedzie się twoje życie, Selphin? - spytał od tak. Niezobowiązująco. Był ciekaw jak układało się jego przyjaciółce. Czy była... Szczęśliwa. Zależało mu na tym.



Quest główny: 1/10

_________________

Kiedy zapłonie dzień
Twoje demony zamienią się w kształt
Wtedy nadejdzie czas
Który prawdziwy pokaże ci świat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Keeper
Książę

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 17, 2018 10:55 pm

Tak, białowłosy z zadowoleniem rozglądał się po terenie festynu. Był zachwycony takimi kolorami! Och, tak, koniecznie niedługo musieli zorganizować jakiś bal na dworze! W ogrodach! Te ogrody były piękne, ale... brakowało im nieco więcej barwy, kolory. Na pewno wstążki byłyby doskonałym pomysłem.
Jednak gdy tylko zauważyłę tę jedną, konkretną kobietę, z uśmiechem ruszył w jej stronę. Od razu przytulając z zadowoleniem do jej osoby. Czemu miałby się przejmować jakoś bardziej tym, że byli w miejscu publicznym? Siostra to siostra! Warto się z nią przywitać!
Jak kolorowo tutaj! Myślę, że trochę koloru przydałoby się także w naszych ogrodach. Przynajmniej dopóki kwiaty nie rozkwitną na wiosnę... Jak uważasz, Selphin? Jestem pewny, że to świetny pomysł! Mamy na dworze tylu zdolnych... Warto ich nieco wykorzystać — powiedział od razu. Tak. Był trochę spontaniczny, nie analizował długo swoich zachcianek... ale dopóki były takie niegroźne, nie trzeba było martwić się zbędną analizą, a wyłącznie działać! I realizować to wszystko!
A widząc, że siostra także ma porcję alkoholu, stuknął się z nią i swoim grzańcem na toast.
Ach, mogłem zabrać ze sobą trochę pitnego miodu! Ale ci ludzie też mają sporo alkoholi tutaj... Jak myślisz, może warto trochę też spróbować innych? — zagadnął, zerkając w końcu także na tego mężczyznę... Elae. Bez wątpienia. Kojarzył go, gdzieś może mu mignął, ale nie więcej. Jednak po samym wyglądzie już mógł jasno to określić.
Towarzysz? — zapytał z tonem, który już jego siostra mogła doskonale znać. W końcu jej drogi brat był chorobliwie o nią zazdrosny, o jej czas, o to z kim go spędza... Ale nie chciał także, aby coś jej się stalo! Chociaż z drugiej strony to on tutaj częściej się narażał na różnego typu niebezpieczeństwa...
Och, dlaczego nie mówiłaś mi, że wybierasz się tutaj? Chciałaś mnie zatrzymać dalej od tego miejsca?
Quest główny: 2/10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 17, 2018 11:28 pm

 Tak proste pytanie, a jednak dość trudne. Czy Selphin była szczęśliwa? Chyba? Raczej? Może? Z całą pewnością nie była nieszczęśliwa. Cieszyła się pozycją, szacunkiem, a przede wszystkim wolnością. No i miała przy sobie swoją rodzinę. Oczywiście, było w jej życiu kilka elementów, które z pewnością by zmieniła, gdyby miała taką okazję, lecz nie były to rzeczy na tyle poważne, by się nimi przejmować.
 - Dokładnie tak jak zostało to zaplanowane w dniu moich narodzin. No, może z kilkoma wyjątkami. Ale chyba można powiedzieć, że całkiem dobrze. Lubię je. Szczególnie odkąd zostałam baronessą. – Pominęła dość zawiłe okoliczności uzyskania nowego tytułu. - Nie wszystko jest takie, jakie mogłabym sobie wymarzyć, ale w gruncie rzeczy nie mam na co narzekać. A co z tobą? Pewnie nie masz łatwo..? – Zamierzała wprawdzie subtelnie skierować rozmowę na temat wcześniejszych słów Hadesa o jego domniemanej boskości, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Za dużo ludzi, a temat mógł okazać się zbyt zawiły i osobisty, by omawiać go poprzez metafory i gry słowne. Mogła co prawda przerzucić się na Lorgmai, ale nie była pewna, w jakim stopniu jej przyjaciel poznał ten język. Poza tym, problem rozwiązał się sam w chwili, kiedy młoda Elae została przez kogoś przytulona.
 Spiorunowała brata wzrokiem, lecz trwało to zaledwie chwilę – nie zdążył nawet skończyć pierwszego zdania, a jej spojrzenie znów było łagodne i... Cóż, opiekuńcze. Nie mogła gniewać się na Keepera. Po prostu nie była w stanie.
 Na całą tę ilość słów, które właściwie na jednym tchu wypłynęły z ust jej brata, Selphin uniosła tylko jedną brew. Oraz upiła kolejny łyk ciepłego napoju. On się nigdy nie zmieni, pomyślała, rozbawiona, ale jednocześnie lekko zażenowana. W końcu zachowanie Elnarila było tak dalekie od postawy, jaką przyjmować powinien książę, jak to tylko możliwe. Może i z wyglądu przypominali rodzeństwo, jednak nikt, po bliższym poznaniu, nie uznałby ich za takowe. Pod względem charakterów byli zupełnymi przeciwieństwami.
 -El. Zapominasz się – zaczęła z ostrzegawczą nutą w głosie. Zazdrość zazdrością, jakkolwiek irracjonalna by nie była, ale nawet pomimo tytułu księcia, jego zachowania w tamtej chwili nie mogła zignorować. Również ze względu na etykietę, ale przede wszystkim jednak ze względu na samego zainteresowanego. Miał wystarczająco zmartwień,  Keep nie musiał dawać mu dodatkowych powodów do sądzenia, że jego obecność tutaj jest w jakiś sposób niechciana. Przyjęła swój standardowy uprzejmy wyraz twarzy, po czym zwróciła się w stronę brata. – Przedstawiam ci Hadesa Daeva Vertillis, barona Dworu Zimy oraz mojego drogiego przyjaciela. Hadesie, ten oto nieokrzesany młodzieniec to książę Dworu Zimy, Elnaril Avourel Elandorr Myrios. A także mój młodszy brat. Właściwie przede wszystkim to ostatnie.

[Quest główny 2/10]

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hades
Baron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Pon Mar 19, 2018 9:19 pm

Hades sam pochwycił jakiś kubek z grzańcem i zerkał na Selphin poważnie. Upił łyk gorącego alkoholu, ale nigdy nie miał słabej głowy. W końcu kiedy jego rodzice umarli zdarzało się mu wypić za dużo... Ale to przeszłość.
- Mam nadzieję, nie chciałbym byś wiodła życie, które cię zasmuca. - mruknął spokojnie choć jego życie...? Było nieco porażką. Przynosił zgubę wszystkim dookoła.
- Nie, ale jak widzisz daję radę. Całkiem dobrze mi idzie. - odpowiedział jej siląc się na pogodny ton wypowiedzi. Wcale różowo nie było, ale gdyby tylko osiągnął swój cel... Na pewno byłoby mu lepiej. Ten świat nie był jego światem. Nie pasował tu. Wszystko mu to mówiło.
Po chwili jednak jego przyjaciółkę zaatakował jakiś inny Elae. Zachowywał spokój, ale znał go skądś. Pewnie minęli się na Dworze pare razy... O ile się nie mylił ten był Księciem? Przyglądał się tylko, jak ci się dość specyficznie witają. Nie wnikał, a sądząc po ich relacji. Brat albo partner? Nie musiał jednak długo czekać na wyjaśnienie... Młodszy brat Selphin? Cieszył się, że miała rodzinę.
- Bądź pozdrowiony, Książę. Nie mieliśmy przyjemności zamienić słowa. Nie wiedziałem też wszak żeś bratem mojej drogiej przyjaciółki. Miło mi cię poznać. - powiedział do niego spokojnie choć zachowywał kulturę. Nie chciał czasem zrazić Księcia do siebie.

Quest główny: 2/10

_________________

Kiedy zapłonie dzień
Twoje demony zamienią się w kształt
Wtedy nadejdzie czas
Który prawdziwy pokaże ci świat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhona
Mieszkaniec

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Wto Mar 20, 2018 7:56 pm

| początek

Przez większą cześć roku Rhona szczerze nienawidziła miasta. Głośne, cuchnące, szare… i smutne. Bardzo, bardzo smutne. Na całe szczęście obecnie nastała ta część, która wprawiała ją w doskonały nastrój: święto! Święto i świętowanie, och, to tak wspaniałe! W końcu wszystko rozbłysnęło kolorami, ludzie stali się uśmiechnięci, a gwar wokół zmienił się ze smętnych jęków w radosne pokrzykiwania. Rhona nie miała więc zamiaru opuścić okazji: czas świętować. Nawet mimo noszonej żałoby.
Nie stroniła alkoholu, ale dobrze znała swój umiar: wiedziała, na ile może sobie pozwolić, by wprowadzić się w ten błogi, radosny stan, który dodawał jej skrzydeł. I w takim właśnie była teraz. Z butelką alkoholu w ręku szła wyjątkowo skocznym krokiem przez Plac Inyagi.
Ubrana była dość standardowo jak na siebie: włosy spięła w luźny kok, założyła jasną koszulkę i spodnie, a na nogach nosiła wysokie buty do jazdy konnej, które z resztą służyły jej na co dzień. Przy pasie miała niewielki nóż i sakiewkę z drobnymi.
W pewnym momencie podszedł do niej jakiś chłopak, wręczając jej trzy wianki: zwykłe, proste, z różowej koniczyny. Rhona jednak była już w na tyle dobrym nastroju, aby uznać je za najpiękniejsze z pięknych i zachwycona pomysłem wręczania ich obcym osobom, uśmiechnęła się od ucha do ucha. Prawdopodobnie w stanie zupełnej trzeźwości nawet nie rzuciłaby na nie okiem, jednak obecnie wszystko wydawało się piękniejsze i lepsze niż zazwyczaj.
Po chwili zauważyła trzy wyjątkowo ładne postacie. Już na pierwszy rzut oka mogła dostrzec, że tym dwóm mężczyznom i jednej kobiecie daleko jest do mieszczan, ale właśnie: mogła. W obecnym stanie ani śmiała przemyśleć dokładniej tego, co widzi. Byli ładni, więc rzucili się jej w oczy i Rhonie to absolutnie wystarczyło, by do nich podejść.
Nie pytając o zgodę, ani nawet się nie witając, niedbale zarzuciła wianki na głowach obydwu mężczyzn: najpierw temu bez tiary, a później – temu z nią.
Śfiętujmy, szanowni państwo – powiedziała niedbale swoim przyjemnym dla ucha głosem, z nierzednącym uśmiechem, po czym przyłożyła trzymaną w ręku butelkę do ust i napiła się łyka.
[2/3 wianki]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Keeper
Książę

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Wto Mar 20, 2018 9:07 pm

Keeper zamiast na Selphin, wolał spoglądać na Hadesa. Uważnie go obserwował, mierzył swoim wzrokiem, wyraźnie nabierając dystansu. Zaskakujące, jak radosny i dziecinny mógł się wydać, kiedy teraz przybrał rzeczywistą maskę wzorowego księcia. Kogoś poważnego, odpowiedzialnego, dojrzałego...
Tak. Grać się nauczył doskonale.
Skiwnął mu głową.
Także bądź pozdrowiony. Przyjemność poznać przyjaciela mojej drogiej siostry — powiedział, wyraźnie w Lorgmai. Wpojonym mu bardzo dokłanie za dziecka, a po otrzymaniu tytułu księcia... jeszcze dokładniej. W końcu wolał zaznaczyć, że nie powinien liczyć na nic więcej. A bycie przyjacielem Selphin... to już i tak za dużo! Jeśli by ją zranił, skrzywdził...
Jednak książę już po chwili uśmiechnął się nieco swodobniej do Hadesa. Chciał go ostrzec, nie zniechęcić do siebie czy nastraszyć.
Kiwnął do niego kuflem, na znak toastu.
˜— Przyjemna atmosfera, nie uważacie? Rozważałem czy nie poprosić na dworze o kilku utalentownych Elae do przyozdobienia wstęgami ogrodu. Przed wiosną, nim śniegi stopnieją... Ten zabieg tutaj działa doskonale! Jak wam się podoba to śmieszne święto? — zapytał z uśmiechem, po tym dokańczając swój alkohol. A gdy jakaś kobieta z tacką przechodziła obok, wymienił swój kufel na pełny i kiwnął nim w stronę Hadesa na znak toastu.
Kiedy jednak podeszła jakaś kobieta do nich...
El uważnie zmierzył ją wzrokiem. Kim ona była?
Chociaż prezenty chętnie przyjmował. Zawsze i wszędzie. Nic dziwnego, że zerknął na wianek z lekkim uśmiechem, poprawiając go.
Świętujmy! Przyjście wiosny? Czy jednak wiesz coś więcej na ten temat może?
Quest główny: 3/10



Dopisek MG

Rhona, weszłaś w Aurę Grozy Hadesa, a rzut na siłę woli się nie powiódł. Twoja postać czuje nagłe, bardzo silne przerażenie, kiedy tylko zbliżasz się do Hadesa z zamiarem narzucenia na niego wianka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Wto Mar 20, 2018 10:03 pm

Gdyby jej twarz wyrażała jej odczucia wobec słów Hadesa, pewnie teraz mierzyłaby go przeciągłym, sceptycznym spojrzeniem. Jednak nie zamierzała naciskać ani wyrażać swojego powątpiewania w jakikolwiek sposób. Gdyby chciał jej powiedzieć, zrobiłby to. Gdyby ona chciała dowiedzieć się za wszelką cenę, również miała swoje sposoby. Niektórych jednak rzeczy po prostu nie robiło się bliskim.
Selphin z ulgą przyjęła fakt, że jej drogi brat postanowił nie drążyć tematu. Oraz, że przyjął postawę godną księcia. Nawet jeśli było to tylko zwykłe kłamstwo...  Cóż nim tak naprawdę nie było w obecnych czasach. Wszystko było iluzją percepcji.
Zastanowiła się przez moment nad słowami brata, jakby je rozważając – nawet jeżeli znała swoją odpowiedź dużo wcześniej. Kolejna gra pozorów.
- Nie sądzę, by na naszym dworze potrzebne były te mieszczańskie ozdoby. Osobiście uważam, że nasze ogrody w czasie zimy prezentują się najlepiej. Śnieg i kryształy lodu dodają im należytego majestatu. Wstążki pasują tutaj, do zabaw pospólstwa... U nas wyglądałyby raczej nieco... Nie na miejscu. Mimo wszystko, dobrze, że organizują takie zabawy.  Szczególnie jeśli kiedyś chciałaby z Keeperem porwać się na jakąś większą akcję. Święta jak to były wręcz doskonałą okazją dla złodziei.
Jak to bywa na festynach, pewne rzeczy muszą się stać. Szkoda tylko, że historia postanowiła zatoczyć koło i ponowniektoś uznał, że wejście w obszar aury Hadesa może być całkiem dobrym pomysłem. Nie żeby którakolwiek z nich zrobiła to świadomie, ale jednak Selphin nie mogła nie obwiniać ich za to – przynajmniej częściowo. Psuły nastrój jej przyjaciela, a przez to i jej własny. W duchu przeklinała też samą siebie za cały pomysł z festynem. Trzeba go było zabrać w jakieś miejsce wolnych od ludzi, albo przynajmniej do pałacowych ogrodów.
- Jesteś dziś wyraźnie rozchwytywany, Hadesie. Wybacz, jest w tym sporo mojej winy – przyznała się.
Właściwie... Kim była ta dziewczyna? Nie zdawała sobie sprawy, z kim ma do czynienia?
Ach, tak... Ludzie. Przykład zupełnego braku obycia w towarzystwie. Oraz szacunku dla wyższych od siebie.
Wiedziona tą myślą doszła do wniosku, że właściwie, to dziwne dziewczę samo było sobie winne. Gdyby przestrzegała etykiety, nic by się jej nie stało. Uwagę Elae przyciągnęły natomiast podarki dla dwóch przyjaciół. Wianki? Po głębszym zastanowieniu, faktycznie, mijali jakiegoś chłopca z koniczynami, jednak wówczas kobieta zignorowała go. Po namyśle... W końcu przyszli tutaj się bawić, prawda? Raz na jakiś czas mogła to przecież zrobić. Przeprosiła na moment towarzystwo, a już po chwili wróciła z trzema wiankami utkanymi ze śnieżnobiałych koniczyn – oczywiście, jak to ona, musiała wybrać te najokazalej się prezentujące – a także nową porcją alkoholu... Właściwie, nie był taki zły. Grzane wino było wszak jednym z  bardziej przez nią lubianych napojów, a gospoda organizująca festyn cieszyła się całkiem dobrą reputacją, najwyraźniej nie bez przyczyny.
Z wiankiem dla Keepiego nie było problemu, bardzo szybko kolejna porcja kwiatów wylądowała na jego głowie. Jeśli zaś chodziło o Hadesa... Cóż, niby mogła zaryzykować, ale z tak błahego powodu? Przecież gdyby jeszcze ona nie dała rady się uchronić, nastrój Elae jeszcze bardziej by się pogorszył. Zamiast więc sprowadzać na siebie niepotrzebne zagrożenie, wybrała inną drogę. Przecież mogła przekazać wianek bez zbliżania się do niego, prawda? Niedbale wycelowała, po czym rzuciła w stronę mężczyzny obręcz, która trafiła idealnie na jeden z kolców jego tiary... Było to prostsze niż rzucanie nożami.
- Tak. Świętujmy. – Uniosła naczynie z grzańcem, spoglądając na dziewczynę, prawdopodobnie odczuwającą teraz... Dość silny strach. – Proponuję ci zacząć od wycofania się o kilka metrów. Potraktuj to jako dobrą radę.Doskonale wiem, co możesz czuć, dodała w myślach. Poniekąd było jej szkoda przybyszki.

Quest główny [3/10] (3/5 zaliczone)
Wianki [1/4] (2/3 zaliczone)

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hades
Baron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 3:03 pm

Hades doskonale zrozumiał przesłanie Księcia. Rozumiał Lorgmai, aż za dobrze. Potrafił się też posługiwać, ale nie miał jak na razie ku temu większych okazji. Skinął mu tylko głową na znak zrozumienia, a swe ręce grzał na przyjemnie ciepłym kubku z grzańcem.
- Rzadko bywam na dworze, by móc jakkolwiek się wypowiedzieć, ale moim zdaniem to zbędne. Sam wolę prostotę naszego Zimowego Ogrodu, ale to trzeba by było popytać pozostałych. Może to dobra okazja, by dać Dworkom zajęcie. - mruknął spokojnie w odpowiedzi, bo jednak coś trzeba było na Dworze robić, a nie wegetować. Pewnie jako Książę przekona kogoś, by się tym zajął, osobiście Hades nie obchodził świąt innych bóstw, no może czasami zwracał się do jednego bóstwa... Ale była to raczej forma rozmowy.
Dopiero gdy zobaczył jakąś pijaną osóbkę zbliżającą się do niego, aż westchnął ciężko. Znowu się zacznie... Mimo wszystko nie ruszał się z miejsca i zerknął na wianek, który dostał. Co to ma być?
- Nic nie szkodzi Selphin. To ja dałem się namówić... - powiedział uśmiechając się łagodnie do niej. Tylko czekał na to jak jego Aura wręcz odstraszy od niego tą nieświadomą kobietę. Zbliżać się do Boga? Jak śmiała... Mimo wszystko upił łyk grzańca w niby toaście jednak nie był zbyt ekspresywny. jakoś nigdy emocje zbytnio go nie ponosiły. Gdy i na jego głowie, a raczej tiarze wylądował kolejny wianek tylko westchnął cicho. No cudownie. Nie dawał jednak po sobie tego znać, że był to dla niego dziwny zwyczaj. Zerknął na białowłosą kobietę i sam nieco się odsunął od niej. Poprawił jeden z wianków, ten od Selphin, by nie zrobić jej przykrości.

Quest główny 3/10
3/5 zaliczone

_________________

Kiedy zapłonie dzień
Twoje demony zamienią się w kształt
Wtedy nadejdzie czas
Który prawdziwy pokaże ci świat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhona
Mieszkaniec

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 7:28 pm

Rhona zdecydowanie nie należała do lękliwych osób. Nie raz i nie dwa przychodziło jej się zmierzyć ze śmiercią, polując w puszczy. To hartuje. Zarówno ciało, jak i ducha. Nawet w chwilach strachu zachowywała trzeźwe myślenie i podejmowała szybkie, logiczne decyzje: gdyby nie one, pewnie już dawno by nie żyła.
Dlatego kompletnie nie rozumiała, dlaczego tu i teraz, w bezpiecznym miejscu, wśród ludzi, poczuła tak olbrzymi strach. Strach, który sprawił, że pozostały w jej dłoni wianek zleciał na ziemię, a ręka natychmiast powędrowała w stronę noża przy pasie. Spoglądała swoimi dużymi, pełnymi przerażenia oczami na Hadesa, Usta uchyliła w przestrachu. Zdawała się kompletnie zapomnieć o swoim tak dobrym nastroju. Alkohol, którzy przed chwilą wprowadził ją w cudowny nastrój, teraz zdawał się płatać jej figle. Bo jak nie on, to co mogło tak na nią działać? Rhona nawet nie pomyślała, że to ten odziany w czerń mężczyzna wytwarza aurę. Z resztą, nie potrafiła obecnie sensownie myśleć: jej umysł opanował strach, a działania były zupełnie instynktowne.
Zrobiła powolny krok w tył, tak, jakby wycofywała się z terytorium dzikiego zwierzęcia. Przy kolejnym prawdopodobnie odwróciłaby się w tył i uciekła, gdyby przypadkiem nie potknęła się o przechodnia . Upojona alkoholem nie miała na tyle dobrego zmysłu równowagi, by utrzymać się w pozycji stojącej i już po chwili boleśnie wylądowała na swoich czterech literach, w niekoniecznie eleganckim rozkroku.
Podczas upadku gumka zsunęła się z jej włosów, uwalniając bujne, jasne kosmyki.
Cały czas wlepiała oczy w mężczyznę z tiarą na głowie, nie potrafiąc opanować lęku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaspard
Najwyższy kapłan

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 7:44 pm

Ten dzień był jednym z tych dni, gdzie nasz poczciwy, młody kapłan Gaspard nie miał tak naprawdę nic do roboty. Skończył wypełniać raporty dla Wielkiego Inkwizytora, porozdawał rozkazy kapłanom podlegającym jego osobie, bo w końcu to wszystko to jego bardzo, ale to bardzo ważne zadania, które musi wypełniać sumiennie każdego dnia, jako wzór przykładnego członka Inkwizycji. Chłopak w końcu jest jedną z tych legendarnych osób, które wspięły się po drabinie zakonu bardzo szybko, mimo tak młodego wieku. Potrafił zrobić wiele rzeczy, bo do tego został wychowany - aby służyć ludziom, jako najwierniejszy sługa swego Boga. Wprawdzie było wiele potężniejszych bóstw od Llabronacha, ale to właśnie jego wybrał Gaspard, wchodząc w szranki Inkwizycji, ponieważ to właśnie Llabronach był tym, który dawał mu nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję na to, że świat zostanie uformowany do jego wizji, wizji idealnego świata, gdzie każdy będzie sobie równy, a oceniany będzie przez pryzmat jego czynów, dobrych uczynków, a nie tego, gdzie się urodził, czy tego, jaki był w przeszłości, bowiem to dobre czyny tworzą człowieka i to, co robi teraz, a nie jego ciemna przeszłość. Filozofia chłopaka czasami odstawała od członków Inkwizycji, ponieważ starał się przebaczyć każdemu, nieważne kim był kiedyś, bowiem najważniejszym dla niego jest to, że ktoś wierzy w jedno z bóstw, niosąc przy tym radość życia innym. Ten dzień był jednym z tych dni, gdzie być może nasz dobry Gaspard znajdzie sojuszników w dążeniu do swego celu o którym marzy od dziecka. Ten dzień był także jednym z tych dni, gdzie wizja kapłana zdawałaby się materializować… tworzyć wręcz na jego oczach. Wszyscy zebrani w wyznaczonych, bezpiecznych miejscach, cieszący się dobrą strawą, jak i towarzystwem przyjaciół, tych nowych, jak i tych długoletnich, od kołyski. Miejsca te były wypełnione po brzegi ludźmi różnej wiary, jak i tych niewiernych... Ale niech mają. Niech się cieszą, że dzisiaj ma wolne i nie ma ochoty męczyć nikogo swoimi przekonaniami. Białowłosy chłopak chciał dzisiaj odpocząć, choć wiedział, że ten odpoczynek może być w każdej chwili przerwany nagłym wezwaniem.

Gapcio idąc ulicami mijał wiele osób, obdarowując ich swoim uśmiechem. Co, jak co, ale wyglądał na naprawdę przyjazną osobę, czystą od grzechu i złości, biel w końcu ukazywała każdy, najmniejszy brud na waszej duszy, odkrywając, co macie na sumieniu… Zaś nasz miłosierny mnich nie miał nic do ukrycia. Był jednym z tych członków Inkwizycji, który faktycznie ocieplał ich wizerunek w oczach chłopów, mieszczan, czy żebraków. Zawsze niósł za sobą radość i szczęście wysławiając Llabranocha, jako najlepszego Boga. Nie było to bez powodu, ponieważ zmiennokształtny bóg był tym, który daje ludziom długi spokój od codziennych zmartwień, pozwalając im odpocząć. Gaspard roztaczał wokół siebie bardzo podobną aurę, która zarażała ludzi chęcią do życia i optymizmem. Przepychając się przez tłumy, uśmiechał się do wszystkich, dzięki czemu spotykał się z odwzajemnieniem jego gestu. Po czasie, gdy ludzie zorientowali się, kto tak naprawdę znajduję się wśród nich, zaczęli rozstępywać się nieco, aby młody mnich nie musiał ubrudzić sobie swoich drogich, białych szat. Za każdym razem, gdy ktoś tylko zszedł z drogi chłopaka, słyszał słowo “dziękuję” wraz z ciepłym uśmiechem, kreowało to naprawdę dobry charakter młodego Dangerfielda o którym wszyscy już wiedzieli, za co tak naprawdę był kochany, bo mimo tego, że był członkiem Inkwizycji, która była uważana za brutalną i złą, on był jej czymś kontrastującym. Ot dobry chłopiec, który chciał nieść pomoc dla każdego. Cieszyło go to, że rodzice pokazywali swoim dzieciom, czy dziadkowie wnukom, że gdyby coś złego działo się kiedykolwiek w ich okolicy, mają pędzić jak najszybciej do Najwyższego Kapłana Gasparda Dangerfielda, który z pewnością przybędzie na pomoc wraz ze swoimi odważnymi, silnymi Inkwizytorami.

Po dłuższej chwili spaceru przez zatłoczone ulice miasta dotarł w końcu na plac Inyangi, który od początku był jego celem. W końcu to tam działo się wszystko, co najważniejsze w całym festynie. Jego płaszcz powiewał na wietrze dumnie prezentując herb rodu Dangerfield, węża zjadającego swój własny ogon. Gaspard nie był znany tylko dlatego, że był kimś wysoko postawionym w Inkwizycji, ale także przez swoje pochodzenie i umiejętności. Jest jednym z najsilniejszych, jak nie najsilniejszym magiem ze swojego rodu, który jest znanym i szanowanym rodem wśród mieszkańców Filirjonu, ponieważ zaistnieli jako wielcy kupcy, którzy z chęcią pomagają potrzebującym i inwestują w wiele technologii, jak i podróży badawczych. Chłopak z całą pewnością poszedł w ślady swego rodu i niesie pomoc tam, gdzie się da. Nie czekał zbyt długo, żeby ruszyć dalej przed siebie, ludzie nadal ustępowali mu drogi, więc droga przebiegała nieco szybciej. Ludzie uśmiechali się do niego szeroko, wymachując rękoma, aby zwrócił na nich uwagę, on zaś starał się spełnić życzenie każdego, klepiąc ich delikatnie w ramię, zaś do dzieci posyłał równie ciepły uśmiech tak, żeby mogły poczuć się bezpiecznie, ponieważ Inkwizycja przybyła. W pewnym momencie swej krótkiej podróży zauważył grupkę znanych mu osobników. Książę, Pani Baron, jak i Pan Baron oraz jakaś białowłosa dziewczyna, której nie kojarzył. Zastanawiał się tylko skąd wszyscy mają wianki… On takowych nie otrzymał, choć teraz zradza się pytanie - czy gdyby dostał taką okazję, przyjąłby podarek? Prawdopodobnie tak. Postanowił podejść do rozmawiającej grupki i przywitać się z nimi, jak to przystało na Najwyższego Kapłana.
- Witam panią, Pani Baron - skłonił się wszystkim, zaczynając powitanie od Pani Selphin, ponieważ tak właśnie powinno się robić - Witam, Pana Barona i Księcia - im także skłonił się delikatnie, uśmiechając się ciepło. Były to znane jego osobie postacie, ponieważ tak już musiało być. To on kierował wieloma operacjami, gdy wymagał tego Wielki Inkwizytor, zatem musiał znać wyżej postawione osoby w całej krainie.
- Oraz witam Pannę, której ani statusu, ani rangi, ani imienia nie znam - ukłonił się w kierunku białowłosej niewiasty, stając obok grupki, z nieskrywaną ciekawością przyglądając się im. - Wybaczcie mi Państwo, że przeszkodziłem w odpoczynku, jednakże sam czasami muszę skosztować nieco spokoju, mam nadzieję, że nie będę wam przeszkadzać - uśmiechnął się do każdego po kolei, patrząc im w oczy. Chłopak z pewnością roztaczał wokół siebie ciepłą aurę, która przyciągnęłaby każdego, kto choć trochę lubił słuchać czegoś przyjemnego dla ucha, a jego słowa, jak i głos z pewnością należały do takich rzeczy.
- Miasto wygląda bardzo pięknie, ta zieleń powoduje u wielu ludzi radość, dzieci w końcu mogą się nieco pobawić, zobaczyć jak to jest - powiedział to z wielką radością, wręcz płomienną, którą możnaby zobaczyć wraz z błyskiem w jego oczach. Widać było, że zależy mu na szczęściu otaczających go ludzi, chciał aby byli zadowoleni i nie przejmowali się problemami chociaż przez jeden dzień. Z pewnością był to ewenement w szeregach Inkwizycji, któremu nie zależało jedynie na władcy, a na dobru ogólnym wszystkich jednostek tej wielkiej układanki, jakiej jest świat… A co Wy na to, moje drogie owieczki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 9:40 pm

 - Ciekawe ile z tego jest prawdziwe. - Wymamrotała pod nosem Forgotten, przyglądając się kolejnym rozradowanym przechodniom. Spędziła tu zaledwie pół godziny, a już zdążyła zaobserwować przedstawicieli wszystkich ras. Świat aż tak się zmienił od kiedy ostatnio była w mieście? Jakoś ciężko było jej w to uwierzyć. W którym momencie ostatni bastion Ludzkości zmienił się w to...coś?  
- A jakie ma to znaczenie? Hybrydy takie jak ty i tak nigdy nie zostaną zaakceptowane. - Wyszeptał nie tak cichy głosik.
- Poza tym, wszystko i tak obróci się w ruinę, to tylko kwestia czasu. - Dodał inny.

- Skąd ta pewność? - Odpowiedziała im, delikatnie poruszona tym, że jedno z ludzkich dzieci rzuciło jej właśnie trzy białe wianki, tym samym zapraszając do wspólnej zabawy. Jednocześnie podnosząc z ziemi trzy białe wianki, które ktoś przypadkiem upuścił.
- Przyjrzyj się dokładnie. - Odrzekli wspólnie z wyraźną nutą kpiny.
 Forgotten udała, że nie usłyszała ich słów, ale radosny nastrój i tak już uciekł. Wiedziała, co mieli na myśli, lecz postanowiła teraz się nad tym nie zastanawiać. Właśnie po to przyszła na festiwal, by zapomnieć.
 Ogromna beczka z grzańcem nadawała się do tego wręcz idealnie. Po kilku łykach doszła do wniosku, że proces zapijania się do nieprzytomności jest jednak nieco bardziej czasochłonny i ciężko będzie osiągnąć taki stan stojąc na środku zatłoczonego placu. Postanowiła więc skorzystać jednak z innych metod rozluźniania się. Skoro już miała te wianki, to czemu ich nie wykorzystać.
 Powiodła wzrokiem po tłumie w poszukiwaniu odpowiednich towarzyszy zabawy. Po chwili odnalazła niewielki tłumek osób przyozdobionych białymi kwiatami. Skierował się więc w ich stronę.
- Szczęśliwego Święta Fegnai. - Rzekła przyjaźnie do piątki zebranych, podnoszący kufel w szybkim toaście. Możliwe, że nawet bardziej do czwórki, gdyż ostatnia z osób leżała na ziemi i zdawała się być nieco nietrzeźwa.  
 Po takim powitaniu zarzuciła wianek na głowę młodego kapłana i ciepło się do niego uśmiechnęła. Wydawał się być dość przyjaźnie nastawiony, więc może nie zareaguje zbyt negatywnie. W końcu dawne nauczania o konieczności oczyszczenia tego świata z hybryd zdążyły już w większości odejść w zapomnienie, w większości.
 Nie myśląc już nad tym, ani nie czekając na odpowiedź postaci, skierowała się w stronę kolejnego kandydata do obdarowania. Mężczyzna ten, na którego głowie widniała tiara, wydawał jej się znajomy, lecz za nic nie mogła przypomnieć sobie kim był. Trudno, pamięć do ludzi nigdy nie była jej mocną stroną, najwyżej poprosi go później, by się ponownie przedstawił. Z szerokim uśmiechem na twarzy wkroczyła więc w obszar aury grozy.

Quest główny [1/10]
Quest z Placu Inyangi [1/4] (1/3 zaliczone)
Rzut na aurę grozy Hadesa, znów. (+10)

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 9:40 pm

The member 'Forgotten' has done the following action : Dices roll


'k100' : 56
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Keeper
Książę

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 9:47 pm

Keeper chętnie przyjął od swojej siostry kolejny wianek. Przymierzył go, nakładając jeden na drugi... Tak. Poważny książę...
Jednak ten poważny książę jak zwykle, musiał znaleźć się przy damie w potrzebie. Kucnął obok nieznajomej, pomagając jej wstać. Także podniósł jej gumkę, widząc że jej włosy były jeszcze przed chwilą związane...
Jednak po tym... kolejny człowiek. Dziwni byli. Schodzili tutaj ponieważ co? Chcieli czy musieli? Kombinowali coś..?
Chociaż wzrok Keepera nie był przyjemny, kiedy usłyszał że mężczyzna zwraca się do jego siostry. Uważnie go obserwował... a dopiero gdy zwrócił wzrok ku siostrze, widząc że raczej nie jest to nikt istotny bardziej dla jej osoby, uspokoił się.
Wstał, pomagając białowłosej zebrać się z podłogi.
Nie stało ci się nic? — dopytał profilaktycznie, uśmiechając się delikatnie... A po tym już popijając z powrotem swoje grzane wino. Dopiero gdy upewnił się, że dziewczynie nic nie jest, skupił się na przybyłym. Kolejny człowiek. No tak... sporo ich tutaj było.
Ale to nieistotne. Ich święto, prawda?
Chociaż nim się odezwał, wrócił w okolice Selphin.
Widywaliśmy już przyjęcia... wytworniejsze. Dopuszczanie wszędzie gawiedzi nie jest zbyt dobrym pomysłem — odpowiedział zupełnie spokojnie do tego mężczyzny. A do Selphin rzucił już nieco ciszej.
Co się stało..? Miała się odsunąć? — dopytał, ale tak aby człowiek nie dosłyszał, a dla zabezpieczenia wszystko w Lorgmai. Tak. Wolał o wszystkim wiedzieć.
Zgarnął znów kolejny alkohol z tacki, lekko go unosząc w stronę obcego.
Jak rozumiem, każdy powinien się dzisiaj napić, prawda? — zapytał luźno, choć... odnosząc się do obcego mężczyzny bardziej zachowywał się jak oschły książę niż dzieciak.
Jednak w dość szybkim czasie dołączyła do nich i kolejna istota... Ech. Dziwne. Jakaś kobieta.
Wesołego święta! — zawołał, stanowczo przychylniej do niej, uśmiechając się i unosząc znów, prawie opróżnione naczynie z alkoholem do góry, na znak toastu. Jednak... Właśnie... Sporo osób tutaj zaczynało się już kręcić. Nie, żeby narzekał... Aczkolwiek wydawało mu się to aż za dużo.
Po co te wianki? Nie, żebym narzekał... Ale sporo osób je ma. Selphin? — dopytał, uznając że jest to chyba jedyna osoba, która jest w stanie mu wyjawić ten sekret. A przynajmniej poczytalna.
Quest główny 4/10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Mar 21, 2018 10:48 pm

 Coś tłoczno się tu zrobiło. Selphin powstrzymała westchnienie, które cisnęło się na jej usta, gdy ujrzała członka Inkwizycji. Nie żeby miała jakieś większe problemy z istnieniem  samej organizacji, po prostu... Cóż. Pozwalali sobie zdecydowanie na zbyt wiele. No i nie żeby sama Elae była osobą przesadnie religijną. Owszem, wyznawała Niakę, jednakże widok tych fanatyków przyprawiał ją o ból głowy.
 Skinęła lekko głową w stronę przybysza, skrzętnie ukrywając swą irytację spowodowaną faktem, iż zwrócił się do niej tytułem. Mogło to brzmieć dziwnie, jednak niezbyt lubiła, gdy robili to ludzie. Oczywiście, zwrot pełen szacunku – owszem. Jednak publicznie nazywanie jej baronessą mogło w przyszłości nieco utrudnić pracę kobiety...  Nie żeby mieszczaństwo widziało w tym tytule  coś więcej niż pozycję w hierarchii. Tylko Dworzanie zdawali sobie sprawę z funkcji, jakie się za nimi kryją. Mimo wszystko jednak... Wciąż niezbyt się jej to podobało. Również jak fakt, że kapłan wcześniej zwrócił się do Hadesa aniżeli Keepera, który wszak był księciem. Mogła przymknąć oko na zwrot względem niej jako pierwszy – w końcu dworskie obyczaje Elae były nieco inne niż te w mieście. Aczkolwiek to już zwróciło jej uwagę. Kulturalnie przemilczała jednak sprawę. Skoro jej brat nie wyraził swej dezaprobaty, ona również nie powinna o tym wspominać.
 - Skądże. Twoje towarzystwo jest dla nas niezwykle cenne – odparła, przyjmując uprzejmy wyraz twarzy. – Z pewnością, święto dało mieszkańcom Filirjonu wiele radości. Dobrze, że istnieją takie dni, kiedy wszyscy mogą po prostu wyjść ze swoich domostw i cieszyć się świętem – rzekła, posyłając rozmówcy łagodny uśmiech. ...a my możemy się z owymi domostwami dokładnie  zapoznać od wewnątrz, a nawet zebrać jakieś pamiątki, dodała w myślach.
 W odpowiedzi na pytanie brata skinęła tylko głową. Owszem, wytłumaczy mu wszystko, ale nie teraz. Zmiana języka w towarzystwie bądź szeptanie między sobą na dłuższą metę mogłoby uchodzić za nieuprzejme.
 Kątem oka dostrzegła... Hybrydę. Tę samą, co ostatnio. Która, o ironio, postąpiła w dokładnie w ten sam sposób, co ostatnim razem. Miała problemy umysłowe? Prawdopodobnie. Zarówno zapomnienie tak szybko o aurze Hadesa, jak i pchanie się do niej za każdym razem, było równie szalone. Cóż. Może Selphin przedwcześnie postawiła diagnozę o jej inteligencji. Swoją drogą... Hybrydy również były zaproszone? Ponoć dotyczyło to wszystkich ras. Nikt nie wspominał o tych nędznych podludziach, usilnie próbujących wywrzeć na społeczeństwie wrażenie istot będących wartymi czegoś więcej niż siedzenia cicho i wykonywania poleceń.
Niektórzy nie uczą się na błędach.
 - To najwyraźniej jakiś rodzaj tutejszej zabawy. Chłopak wspominał coś o rozdaniu wianków trzem osobom przeciwnej płci. – Zerknęła na wianek, po czym na przedstawiciela Inkwizycji. Właściwie. Czemu nie? Skoro i tak już rozmawiali... Wyciągnęła w stronę mężczyzny utkaną z koniczyn koronę, obdarzając go przy tym niezwykle ciepłym i jakże szczerym uśmiechem. – Szczęśliwego Święta Fegnai, panie. Niech ci się wiedzie – powiedziała miękkim głosem, tak zupełnie niepodobnym do charakterystycznego chłodu, jaki prezentowała czy to na Dworze, czy w podziemiach. Cóż. Różne role wymagały różnych masek.

Quest główny [4/10] (zaliczone 4/5)
Wianki [2/4] (zaliczone 3/3)

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hades
Baron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Pią Mar 23, 2018 10:04 pm

Hades tylko widział jak zaludnia się plac i wcale mu się to nie podobało. Nie przepadał za takim tłumem. Zbyt wielkim tłumem. Białowłosa aż się potknęła porażona przez grozę, którą spowodowała jego aura. Chciałby choć raz kiedyś poznać kogoś kto byłby na nią odporny.
Wtedy jednak pojawił się Kapłan, ale nie byle jaki. Najwyższy Kapłan z Inkwizycji, ale na szczęście ten normalny. Wolał teraz nie rozmawiać na jakieś tematy religijne. Nie miał do tego zbyt wielkiej ochoty.
- Bądź pozdrowiony Najwyższy Kapłanie. - odparł spokojnie do niego Hades, bo skoro używali tytułów i on zamierzał ich używać. W końcu Gaspard nie był anonimowy. Wypił jednak kolejny łyk rozgrzewającego grzańca i tylko on w miarę trzymał go w ryzach w takim tłumie.
Potem jednak zjawił się ktoś jeszcze... Ta dziwna hybryda, którą spotkali z Selphin wcześniej przylazła za nimi. Skrzywił się tylko gdy podeszła, ale nie zamierzał się odsuwać. Miał nadzieję, że czegoś ostatnio się nauczyła, ale widać nie... Nic do niej nie odrzekł czekając tylko aż Aura Grozy zrobi swoje.
Przygadał się tu zebranym, ale sam też zabrał wianki od chłopca, który kręcił się po placu i je rozdawał. Jak wszedł w Aurę, to nie jego problem.
- Moja Droga Przyjaciółko... - mruknął do Selphin i rzucił jej wianek z bezpiecznej odległości. Skoro Forgotten podeszła to zarzucił jej go na głowę, a kolejny rzucił celnie na głowę nieznajomej białowłosej. Wolał nie podchodzić. Było to niezbyt bezpieczne, poza tym... Rzucanie zapoczątkowała Selphin.
- Życzę wam udanego Święta Fengai. - powiedział siląc się na teatralny acz całkiem wiarygodny lekki uśmiech.

Quest główny 4/10 - 4/5 zaliczone
Wianki 1/4 - zaliczone 3/3

_________________

Kiedy zapłonie dzień
Twoje demony zamienią się w kształt
Wtedy nadejdzie czas
Który prawdziwy pokaże ci świat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhona
Mieszkaniec

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 12:59 pm

Poczuła się głupio. Jak nigdy. Zwykle towarzystwo możnych w żadnym razie jej nie peszyło, zwłaszcza, gdy była po pewnej dawce alkoholu. Tym razem jednak, gdy jej serce powoli zaczynało zwalniać, poczuła, że się wygłupiła. I to poważnie. Wprawdzie zebrani nie zwracali na niej większej uwagi, ale… paradoksalnie, to tylko wzmacniało jej negatywne uczucia.
Gdy jasnowłosy mężczyzna zapytał jej, czy nic jej nie jest, mruknęła tylko cicho „nie, nic”, wciąż wpatrzona w Hadesa, niczym w dzikie, groźne zwierzę. Na słowa kapłana praktycznie nie zareagowała, rzucając mu tylko krótkie spojrzenie. Chwilę później, widząc, że nikt na nią nawet nie spogląda, a rozmowa nieznajomych trwa w najlepsze, ostrożnie wstała, pilnując, by raczej odsuwać się od zebranych, a nie przybliżać i natychmiast odwróciła się, prędko znikając w tłumie.
Z jej dobrego nastroju nie zostało absolutnie nic.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaspard
Najwyższy kapłan

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 1:58 pm

/// Zacznijmy od tego, że kolejność wydarzeń w moich odpisach zależna jest od kolejności odpisów i jakotakiego wyobrażenia tej sceny, jakby gdyby co, ale staram się robić to na tyle przejrzyście, że zmodyfikujecie to sobie w zależności od tego, jak sami sobie tę scenę wyobrażacie. Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam, moje słodkie owieczki.


Skinął głową w stronę księcia, po czym odpowiedział na jego pytanie… Które w sumie było retoryczne, ale czy to ważne?
- Pić? Nie piję, zwiedzam, badam, szukam. Moja praca niestety nigdy się nie kończy, nieważne co by się nie działo. - skwitował szybko jego odpowiedź, samemu przybierając oschły nieco ton, aby nie poczuł się zbyt pewnie. Fakt. Może i był księciem jakiegoś tam dworku, ale nie był na swoim terenie, więc powinien zachowywać nieco manier w stronę kogoś takiego, jak Gaspard. Nie nauczyli go etykiety, że na uśmiech odpowiada się uśmiechem? A może po prostu był wagarowiczem i nie uczęszczał na takiego nauki? Ale nieważne, nie ma teraz na to czasu, bo to nieistotne. Po chwili skierował się w stronę Baronessy, która wydawałaby się być tą bardziej ułożoną… Choć nie powiem, jej towarzysz w postaci Myriosińskiego nieco psuł całe te wrażenie nauczonych etykietu istot z dworu.
Gaspard uśmiechnął się ciepło, niczym żar w jego duszy, który spaliłby wam palce, gdybyście go tylko tknęli i westchnął cicho, po czym odpowiedział kobiecie..? Dziewczynie..? Ile oni tak właściwie mają lat?

- Szkoda tylko, że w takie dni rośnie przestępczość. Na szczęście dzisiaj potrojone zostały patrole zarówno Inkwizytorów w poszukiwaniu Apostatów, jak i strażników miejskich, coby ugasić zapał naszych kochanych złodziejaszków, czy gwałcicieli. - skwitował to swoim lekkim uśmieszkiem. I nie, nie czyta wam w myślach, nie bójcie się. On po prostu gada czasami za dużo, wyjawiając Wam swoje plany. Pytanie tylko, czy mówił prawdę, czy bawił się słowami tak, aby zwieść Was w pole? Oczywiście nie odnosimy się do tej sytuacji, bo tutaj nie ma o czym kłamać. Wielki Inkwizytor prawdopodobnie obawiał się różnorakich ataków, istnych zwrotów akcji niczym w księgach, więc rozsiał wszędzie patrole, aby zapobiec takiego typu sytuacjom.

- Hadesie, że też Ciebie tutaj spotkałem. Jak się miewasz? Llabronach nadal spoczywa na twych ramionach? Bo o ile się nie mylę jesteś zarejestrowany jako jeden z moich podopiecznych. Dawnośmy się nie widzieli. - powiedział ciepło do młodego Barona tak, jak miał to w zwyczaju, gdy odnosił się do osób, który pieszczotliwie nazywał “swymi owieczkami”, bo w końcu to on był ich pasterzem w tym okropnym świecie. Znał Hadesa stąd, że był zapisany w jego księdze jako wyznawca jego Boga, więc nie było powodu, aby się nie znać, bo w końcu na pewno musieli się znać tutaj całkowicie nieczytelny kawałek, zabazgrolony wręcz o tym, jak to Hades i Gaspard się nie znają. Nie wiem, kto go zamazał. Nie pytać.

Wtem zjawiła się jakaś istota. Piękna w swym dziwactwie hybryda. Gaspard chyba nigdy jej nie widział, być może ona widziała go na jakiejkolwiek z wypraw, choć śmiem w to wątpić… Ale z drugiej strony to jest taka możliwość, więc czemu nie? Odwzajemnił jej uśmiech i pochylił się, aby mogła zarzucić mu na głowę wianek z większą łatwością. Choć chłopak nie był jakimś gigantem, bo jednak metr siedemdziesiąt wyglądało dosyć przeciętno-śmiesznie, więc prawdopodobnie nie miałaby z tym problemu. Nie było potrzeby, aby odpowiadać jej na życzenia, sam uśmiech był nań odpowiedzią, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości. Nie miał problemu z hybrydami, Gaspard nie był zacofany, ruszał z duchem czasów… A hybrydy szły razem z nim, z resztą tak, jak wszystkie istoty.

Po chwili i Seplhin postanowiła zarzucić mu wianek na głowę, dla jej wygody także się pochylił nieco, ukłaniając jakby. Wyobraźcie go sobie. Na biało ubrany, z białymi włosami i w dodatku dwa białe wianki. Z pewnością wyglądał teraz, jak dobry duszek, który chroni was przed koszmarami tego świata. Jedynym problemem były jego czerwone niczym krew oczy, który potrafiły przyprawić nieco o dreszcze.
- Oby i Tobie się w życiu powiodło, Pani Selphin Chaemyar Aravae Myrios - odpowiedział jej, podkreślając przy tym końcówkę.

- Ach… Wybaczcie moje maniery. Nie każdy musi mnie znać. Najwyższy Kapłan Llabronach, zarówno jeden z najmłodszych członków Inkwizycji i najmłodszy dziedzic najbogatszego rodu ludzkiego na tym świecie, Gaspard Dangerzone - skłonił się, prezentując ponownie herb swojego rodu. Srebrzysty wąż zalśnił na zimowym słońcu, oślepiając was nieco, lecz nieznacznie, nadal wszystko było widoczne i przejrzyste.
- Nie wiem, kto taki wpadł na te wianki, ale muszę go kiedyś znaleźć i nagrodzić za to, że sprawił wszystkim ludziom radość. Takie festyny to dobra okazja, żeby znaleźć sobie znajomości, te ważne i te mniej ważne - skwitował to, co sądzi o zabawie, po czym sięgnął do pasa, aby sprawdzić, czy jego latarnia nadal znajduje się przy pasie.
- Pamiętajcie. Jeśli kiedykolwiek pojawi się jakikolwiek problem, szukajcie mnie w mieście. Wystarczy zapytać mieszkańców, będą wiedzieć, gdzie jestem - w końcu byli na obcym terenie, mogłaby zaistnieć taka sytuacja, że zgubiliby się, czy potrzebowali pomocy.
Po chwili skierował wzrok na hybrydę, obserwując co robi. Cały czas uśmiechał się ciepło do każdego.

///Wybaczcie jeśli cokolwiek poplątałem. Jeśli zadziała się taka sytuacja to dajcie mi znać, a zmienię posta.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 6:04 pm

 - A! - Delikatnie wykrzyknęła hybryda po tym, jak wkroczyła w obszar aury. Nie był to jednak okrzyk przerażenia, a nagłego zrozumienia. Moires. To dlatego mężczyzna zdawał jej się tak znajomy. Mogła nie rozpoznać samej osoby, ale efekt, jaki na nią miała jego zdolność, był zbyt charakterystyczny, by go zapomnieć. Mało co było jeszcze w stanie wywołać u niej tak silne odczucia i mimo że właśnie tego chciała, w takich chwilach zastanawiała się, czy to aby na pewno była słuszna droga.
 Gdy podeszła do Moiresa na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech, który uprzednio został stłumiony przez niespodziewane negatywne emocje. Tym razem jednak był on szczery. Widok grymasu niezadowolenia na jego twarzy, kiedy to do niego podeszła oraz jego precyzyjne rzuty wiankami rozbawiły ją niespodziewanie mocno.  Kontrast między jego majestatem bóstwa śmierci przywdziewającego płytowy pancerz i tiarę w kolorach ciemności, a młodym mężczyzną biorącym udział w festiwalu i rozdającym kwiaty, był zwyczajnie zbyt wielki. Gdy dodać do tego jeszcze sposób, w jaki zwrócił się do niego Najwyższy Kapłan... Przez całą tę sytuację Forgotten była już bliska wybuchnięcia śmiechem, co wyraźnie malowało się na jej twarzy. Od tak dawna nie musiała panować nad swoją mimiką, że zdążyła już zapomnieć o tej konieczności. Na szczęście odwrócona była plecami do większości rozmówców i jedyną osobą, która mogła zauważyć ten chwilowy brak kontroli był sam Moires.
 Kiedy jednak poczuła na swojej głowie wianek radość natychmiast zniknęła, zastąpiona przez zdziwienie. Ona też dostała, dlaczego? Nie znalazłszy odpowiedzi na to pytanie wzruszyła w myślach ramionami i wręczyła mu biały wianek, po czym opuściła obszar działania aury... strach jednak nie zniknął. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak niebezpieczne było to, co zrobiła. Ignorując całe przerażenie, jakie odczuwała, uznając, że wynika ono jedynie z samej zdolności Moiresa, przegapiła wszystkie ostrzegawcze znaki. I mimo że jedynie na chwilę, znów pozwoliła sobie by odczuwać. Teraz nie mogła już nic na to poradzić, więc zwyczajnie odnotowała to w pamięci. Bardziej dogłębnie zastanowi się nad tym później.
 Z rozmyślań wyrwały ją słowa kapłana, miło z jego strony, że postanowił zdradzić pełne imię młodej Elae. Forgotten z umiarkowaną ciekawością i ledwie widocznym złośliwym uśmieszkiem skierowała swój wzrok na "Panią Selphin Chaemyar Aravae Myrios." Była praktycznie pewna, że kobieta nie będzie zadowolona z tak frywolnego wykorzystania jej miana, a już w szczególności w obecności tak dużej ilości losowych przechodniów. Szkoda tylko, że nie podał jeszcze jej tytułu. W taki wypadku, to by był już całkowity nietakt.
 Mimo że informacje, jakie tu zdobywały były niezwykle wartościowe, towarzystwo tak wielkiej grupy osób było dość męczące. Postanowiła więc udać się w jakiś spokojniejszy obszar. Nim jednak się oddaliła, ukłoniła się jeszcze na pożegnanie przed Selphin w charakterystycznie dworski sposób, choć z wyraźną nutą impertynencji i ironii. Reszcie skinęła głową, a  gdy zauważyła, że w dłoni ma jeszcze jeden wianek, rzuciła go ostatniemu z mężczyzn, po czym odeszła w stronę targowiska.

[z/t]

Quest główny [2/10]
Quest z Placu Inyangi [2/4] (3/3 zaliczone)

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Servant
Inkwizytor

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 6:24 pm

Jak bardzo zepsuty musiał być człowiek, który wymyślił, aby celebrować… piwo? Podczas obchodów święta Fegnai, wiele negatywnych myśli kłębiło się w głowie Servanta, a ta była tylko jedną z wielu. W ten czas różne trunki lały się gęsto, co szczerze obrzydzało Septusa, gdyż darzył on szczerą nienawiścią wszelki alkohol i jego pochodne. Nie znosił widoku alkoholu, widoku ludzi pijących alkohol, widoku ludzi będących pod jego wpływem… no tak, czyżby były to oznaki paranoi? Możliwe, ale jak dla Septusa była to dość zdrowa paranoja.
Niemniej przemógł swoje uprzedzenia, aby stać się częścią tego radosnego wydarzenia. Dziś nie ścigały go żadne obowiązki, a chwilowe oderwanie się od murów Siedziby Inkwizycji raz na jakiś czas mu nie zaszkodzi. Tak więc przemierzał plac Inyangi i aby nie odstawać tak bardzo od reszty zgromadzonego tłumu, trzymał w ręku kubek z jakimś obmierzłym sokiem. Nijak nie przypominało to piwa, właściwie smak trunku też niezbyt przypadał mu do gustu (nade wszystko wolał świeżą źródlaną wodę), ale ignorował to, starając się wczuć w klimat święta, co przychodziło mu z niemałym trudem. Z każdym kolejnym krokiem żałował, że zdecydował się uczestniczyć w festynie, spoglądając smętnie na wianki, które trzymał w drugiej ręce, wtedy jednak jego oczy zawiesiły się na znajomej twarzy. Gaspard, jego stary przyjaciel i zarazem znany wielu Najwyższy Kapłan Llabronach toczył rozmowę w towarzystwie kilku Elae. Nie widział przeciwwskazań do tego, aby nie przywitać z nim i być może poznać jego rozmówców.
Przyjacielski uśmiech rzadko znikał z twarzy Servanta, tak więc z tym właśnie uśmiechem podszedł do zgromadzonych i w pierwszej kolejności zwrócił się do starego przyjacielem.
- Wesołego święta Fegnai, Gaspardzie –  od dawna byli na „Ty”, więc darował sobie sztywny zwrot, być może zwróciłby się do niego tytułem Najwyższego Kapłana w przypadku oficjalnej uroczystości, ale to był festyn, a Septus dziś miał wolne.
Miał okazje bliżej przyjrzeć się zgromadzonym. Nigdy nie interesował się politycznymi gierkami Elae, gdyż problemy wielkich rodów były jedną z ostatnich rzeczy, które mogłyby zając jego umysł. Niemniej wydawało mu się, że jeden ze zgromadzonych mógł być Księciem, ale nie był tego stwierdzenia pewny. Założył, więc że ma odczynienia z wyżej postawionymi członkami Dworu i złożył w ich stronę niski ukłon.
- Witam panów oraz panią i również życzę radosnego świętowania, nazywam się Seprus Darkrat, znany również jako Servant, inkwizytor. – nie wiedział, czy zdają sobie sprawę z tego kim jest, więc przezornie było się przedstawić, bo o ile w środowiskach Inkwizycji i Apostatów był dość rozpoznawalny jako kata heretyków, to powątpiewał, by takie informacje interesowały przedstawicieli Dworu. Potem zwrócił się ponownie do kapłana.
- Czy raczysz przedstawić mi Swoich rozmówców?
 
 
Quest główny 1/10 - zaliczone 0/5, Quest z palcu 1/4 - zaliczone 0/4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 9:14 pm

  – I słusznie – odrzekła ze stoickim spokojem na słowa kapłana. Nie obawiała się, że przejrzał jej myśli, w końcu jeśli ona myślała o drugiej stronie medalu, dlaczego inni nie mogliby również zwrócić uwagi na ten aspekt? Oczywiście, Gaspard był tylko człowiekiem i daleko było mu do przenikliwego umysłu Elae, lecz w tym przypadku implikacja wydawała się na tyle oczywista, by  nawet on był w stanie pojąć. Mimowolnie, Selphin zaczęła zastanawiać się, skąd wzięli dodatkowych ludzi do pełnienia obowiązków. Ktoś pracował dłużej niż powinien, poprosili o pomoc Bifrost, czy może jednak, idąc na łatwiznę, zdjęli straż z murów miasta? Nie żeby ta zazwyczaj i tak nikła obstawa miała ochronić kogokolwiek przed potencjalnym zagrożeniem. I nie żeby akurat w tej chwili była to jej sprawa.
  Lekko zaskoczona, pochwyciła wianek od Hadesa, pochylając lekko głowę w jego stronę na znak podziękowania. Któż by pomyślał? Nie dało się jednak zaprzeczyć, że Elae Zimy, zakuty w czarny jak noc pancerz, którego aura chłodu była wręcz namacalna, rozrzucający wokół kwiaty był widokiem niecodziennym. Z pewnością normalnie Selphin nie pochwalałaby tego zachowania, gdyby sama przed chwilą nie postąpiła w podobny sposób. Nie mogła więc narzekać. Czasem po prostu trzeba się dostosować.
  Gdyby miała być stuprocentowo szczera – co zdarzało się stosunkowo rzadko – nie mogłaby zaprzeczyć, że im więcej spędzała czasu w towarzystwie Inkwizycji, tym bardziej przekonywała się, że zdecydowanie bliżej jej do Apostatów, z którymi zdarzało się jej obcować jako Lotos. Nie żeby w jej interesie była eliminacja bogów,  cele organizacji nie przemawiały do niej w ogóle. Mimo wszystko, mentalność jej członków... Cóż. Po prostu bardziej przypadła jej do gustu. Kiedy nie była Selphin, nie było też dworskiej etykiety. Była wtedy takim samym wyrzutkiem jak cała reszta i w pewien sposób podobał się jej konkretny sposób, w jaki tamci zwykle stawiali sprawę. Nie próbowali na siłę nadawać sobie wartości poprzez skomplikowane słowa i gesty, których i tak nie byli w stanie pojąć. Byli prostymi ludźmi i doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Etykieta powinna być materią zarezerwowaną wyłącznie dla Elae, którzy jako jedyni posiadali dość rozumu, by w pełni pojąć całą jej zawiłość. Myśli te zaprzątały głowę Selphin, gdy ta wsłuchiwała się w słowa kapłana i tylko przez lata szlifowana umiejętność zachowania kamiennej twarzy w każdych warunkach powstrzymała ją przed grymasem niesmaku. „Hadesie”? Może i byli tutaj gośćmi, jednak mimo wszystko należał im się szacunek. A raczej, tym bardziej się należał. Kilka słów w kronice w żaden sposób nie upoważniało kapłana do zwracania się  po imieniu do kogokolwiek, nie tylko Elae – ale zwłaszcza do nich. Ani do wykrzykiwania na prawo i lewo jej pełnego miana. Skąd on w ogóle je znał? Nawet w kronikach Selphin zapisana była wyłącznie pod swoim pierwszym imieniem; dbała o dyskrecję jak nikt inny, ponad to rzadko pojawiała się w mieście oficjalnie. Będzie musiała zbadać tę sprawę, a w razie konieczności być może uszczuplić liczbę informatorów Inkwizycji. Dopóki nie mieszali się w jej sprawy, mogli robić, co im się podobało. Skoro jednak postanowili zbliżyć się do Dworu, jej obowiązkiem było temu zapobiec. Może i nie pamiętała osobiście, gdy ludzie wymknęli się Dworzanom spod kontroli, jednak matka dobrze ją zaznajomiła z całą sytuacją. Dlatego też Selphin wiedziała, że każde, nawet potencjalne zagrożenie, należy zdusić jeszcze w zarodku. Poza tym, fakt, że jej miano zostało wymówione publicznie z taką lekkością, dla niej był osobiście uwłaczający. Nie to miejsce, nie ta pora; przecież część ze znajdujących się w okolicy osób nawet jej nie znała, jakie więc prawo miał do odkrywania jej tożsamości przed osobami, których miano nie zostało jej przedstawione?
To ludzie. Twojego miana większość z nich nie będzie w stanie wymówić, nie wspominając już o zapamiętaniu.
  Może i była to prawda, jednakże nie na tyle uspokajająca, by kobieta miała zbagatelizować sprawę. Odnotowała sobie wyraźnie w myślach, że powinna przyjrzeć jej się bliżej. Co zaś do bliższego przyglądania się, nie umknęło jej uwadze zachowanie hybrydy. Zaczynając od faktu, że wykonała dworski ukłon zaskakująco poprawnie, co w obecnych czasach nawet dla większości Dworzan bywało problematyczne, kończąc na tej subtelnie zawartej w tym wszystkim nucie impertynencji. Gest wpasował się w sytuację niemal doskonale i nawet ona nie mogła temu zaprzeczyć. Doceniała dobrze odegraną scenę, choć zwykle na tyle bezczelności wobec jej osoby – współgrającej jednocześnie z wielkim wyczuciem – pozwalał sobie jedynie Elequil. Dziwne, że pomyślała o nim przy okazji tej sytuacji. W końcu to tylko hybryda, w jaki sposób mogłaby być porównywalna z Elae najczystszej krwi? I choć próbowała w to uwierzyć, każdy wypracowany przez lata instynkt, wszelkie znaki tego świata, mówiły jej, że to konkretne stworzenie jest czymś o wiele bardziej zagadkowym i skomplikowanym. Selphin nie mogła nie dostrzec u tej istoty czegoś... Czego nie dało się opisać słowami. A sama najlepiej wiedziała, że takie rzeczy są najniebezpieczniejsze, a także najbardziej fascynujące. W jednej chwili hybryda zachowywała się jak... Hybryda. Zagubione, niezdolne do racjonalnego rozumowania istnienie, którego wyrzekli się wszyscy bogowie, żałosne i głupiutkie. Potem jednak prezentowała coś takiego jak teraz. Na dodatek posiadała wiedzę, której żaden śmiertelnik spoza Dworu nie miał prawa poznać. ...Oraz znała Selphin. Nie zamierzała już pytać brata. Za tym kryło się coś większego niż kilka nieroztropnie rzuconych słów.
  Jednego przedstawiciela Inkwizycji mogła tolerować. Dwóch to było zbyt wiele na jej nerwy. Mogłaby, rzecz jasna, kontynuować spektakl, tylko po co? Obecnie nie miała w tym interesu, poza tym większa liczba ludzi, to więcej problemów dla Hadesa i jego aury. Zanim więc jeszcze Inkwizytor zdążył podejść do zgromadzonych – choć wystarczająco, by Elae przekonała się, iż w istocie do nich on zmierza, zwróciła się do Gasparda.
   – Dziękujemy za twoje towarzystwo, panie, jednak dzień nie będzie trwał wiecznie, a życzyłabym sobie zobaczyć, jak prezentuje się reszta miasta podczas festynu. Nieczęsto mamy możliwość widzieć je tak okazale przyozdobione. – Zerknęła z ukosa na swojego brata i Hadesa. Podejrzewała, że skorzystają z okazji, jednak jeśli chcieliby zostać, nie zamierzała protestować.
   W tamtej też chwili dotarł do nich Inkwizytor – zachował się standardowo, zgodnie z ogólnymi normami, dlatego też w sposób łatwy do przewidzenia.
   – Chętnie zostałabym z państwem nieco dłużej, lecz właśnie zamierzałam odwiedzić pozostałe tereny festynu. Może następnym razem –rzekła z lekko przepraszającym wyrazem twarzy. – Panowie, czy zechcielibyście dotrzymać mi towarzystwa? – zwróciła się do pozostałych Elae, którzy, jak podejrzewała, chętnie przyjęli propozycję. – Jeszcze raz dziękuję za twoje towarzystwo, panie. Niech bogowie mają was w swojej opiece. – Po tych słowach dygnęła z gracją, lecz nie w taki sposób, w jaki zrobiła to hybryda. Tamten zarezerwowany był dla Dworzan. Następnie wraz ze swoimi towarzyszami spokojnym krokiem oddaliła się od zgromadzonych.

[z/t + Keeper + Hades]
Quest główny [5/10]  (4/5 zaliczone)

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tempest
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 24, 2018 11:47 pm

Tempest lubiła festyny. Robiło się w mieście kolorowo i tak przyjemnie - ludzie wychodzili by się wspólne bawić, rozmawiać, napić się. Grali w gry, krzyczeli, biegali, plątali się. Pełno było dzieciaków zaaferowanych wspólnymi zabawami. Wszycy byli jak jedna, wielka rodzina.
Dlatego nie mogło jej zabraknąć tutaj, na placu Inyangi. Przyodziana jak zwykle w czerń, tym razem jednak rozjaśnioną przez ciemną, butelkową zieleń gorsetu, wkroczyła na teren placu, od razu zostajac zatrzymaną przez małego chłopca. Wręczył on trzy wianki kobiecie i szybko wytłumaczył o co chodzi, by po chwili mknąć gdzieś dalej z naręczem wianków. Tempest przyjrzala się kwiecistym ozdobom i uśmiechnęła się lekko kątem ust. No cóż - otrzymała zadanie i należało je wykonać. Przewieszając sobie przez przedramię wianki ruszyła naprzód, rozglądając się za kimś, komu nie przerwałaby za bardzo zabawy a z kim mogłaby nawiązać jakikolwiek kontakt. I oto zobaczyła dwóch panów, który grupa się rozeszła. Mogła to wykorzystać i zamierzała. Nie do jakichś niecnych celów, po prostu chciała skorzystać z festynowego ducha i wykonać to, o co poprosił ją ten mały chłopiec.
- Panowie - dygnęła z wdziękiem, niczym baletnica, kiedy tylko do nich się zbliżyła. - Raczcie wybaczyć, ale pozwoliłam sobie podejść, ponieważ mam dla panów takie oto podarunki. - oznajmiła, ściągając z przedramienia dwa wianki. Jeden najpierw podała kapłanowi, uśmiechając się przy tym ujmująco i drugi podała inkwizytorowi, nie szczędząc uśmiechu.
W chwilę potem odsunęła się nieznacznie, pozostawszy z tym jednym wiankiem. Musiała znaleźć kogoś jeszcze, aczkolwiek nie zamierzała teraz tak po prostu odejść od tej dwójki. Byłoby to niegrzeczne z jej strony, no chyba że życzyliby sobie jej zniknięcia.
- Wesołego Święta Fegnai. - dodała jeszcze, dalej mając usta przyozdobione lekkim uśmiechem.
Nie przedstawiała się, bo czekała na ich reakcję. Jeśli przyjęliby ją do swojego małego grona to niechybnie by to zrobiła, ale wciąż nie wiedziała czy była tam mile widziana, czy przypadkiem nie przeszkodziła w jakiejś ważnej rozmowie.
Zapach jej perfum przemieszał się z panującymi tutaj zapachami. W tym alkoholu czy świeżowypieczonych ciast, a także perfumami innych kobiet. Przez krótką chwilę obserwowała jednego mężczyznę, później drugiego. Nie planowała wgapiać się w nich, gdyż było to zwyczajnie niegrzeczne i sama by sobie nie życzyła tego, żeby ktokolwiek się na nią w taki sposób gapił, albo jej dotykał. Pac. Jakiś pijany mężczyzna przechodząc za Cassandrą postanowił ją klepnąć w pupę. Tempest początkowo wzdrygnęła się, bo to było niespodziewane, a potem obejrzała się za facetem, marszcząc czoło.
- Eeee lala, ae mahsz due... - zawołał słaniający się na nogach facet.
Raz, dwa, trzy, policzyła w myślach Tempest, opanowując poirytowanie. Nie mogła sobie pozwolić na to by się unieść, a już na pewno nie z takiego powodu. Z drugiej strony nie była dywanem, żeby ją tak klepać packą, zwaną dalej ręką. Zignorowała jednak mężczyznę, bo ten poszedł dalej. Pewnikiem klepać inne kobiety. I może mężczyzn.

Wianki 1/4 (2 z 3 oddane) || Picie 1/10 (0 z 5 toastów)

_________________

Ay de mí llorona, llorona de azul celeste
Que aunque la vida me cueste, llorona
No dejaré de quererte

THEME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaspard
Najwyższy kapłan

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Pon Mar 26, 2018 8:42 pm

- Prędko wam było do ucieczki… Rozumiem - wymruczał pod nosem, gdy trójka uciekła w popłochu. Ludzie szybko wybywali widząc Inkwizycję. Czyżby aż tak się ich bali? Bardzo możliwe. W końcu tam, gdzie zjawiali się Inkwizytorzy, tam i pojawiały się problemy, śmierć i wielkie nieszczęścia. Choć, jak wiemy - Gaspard był jednym z tych, którzy ocieplali wizerunek zakonu… Tak samo było z jego zmierzającym do nich przyjacielem. Do nich. Tak.. Do niego znaczy się. W końcu tamta trójka poszła nie dając się nawet przywitać biednemu Septusowi. Gapcio uśmiechnął się do niego szeroko, wymachując do niego ręką niczym dzieciak do swego idola. W sumie mogli tak wyglądać. Mały, niewinny chłopaczek w postaci Gasparda, a wielki, przypakowany Inkwizytor vel Servant.

Gdy tylko przyjaciele stanęli twarzą w twarz, młody Dangerzone parsknął śmiechem, po czym powiedział przez łzy:
- Ty i ta twoja Inkwizycyjna morda. Każdego przestraszycie - wysapał przez śmiech, po czym kontynuował robienie sobie niewinnych żartów z bądź, co bądź jedynej osoby, której na tym świecie ufał - Ominęła Cię niezła zabawa. Niezłe aktorzyny z tych Elae. Sądzą, że nic o nich nie wiemy, a wiemy tak wiele i jeszcze więcej. Trzymamy tu wszystkich za mordę tak, jak chce tego Wielki Inkwizytor. - skwitował szybkie odejście poprzednich towarzyszy rozmowy, zapewne było to na widok Septusa. Choć różnie bywa, prawda? Może dziwnym trafem czas ich naglił. Czy cokolwiek. Szkoda, że nasz młody Gapcio nie wierzył w ich żadne słowo. Ta sztuczna, wyuczona mimika, udawanie takich dobrych. Z pewnością w tych życzeniach Baronessy kryło się coś w stylu “zdychaj kapłanie”, czy cokolwiek innego. Niech tylko pamiętają, że śnieg bardzo szybko topnieje przy spotkaniu z ogniem.

Wtem dołączyła do nich jakaś ciemnowłosa piękność. Człowiek. W końcu. Ile można było gadać z tymi fałszywymi Elae, którzy mówią, jakoby im kije w dupy powsadzali przy narodzinach, które nie pozwalały na chwilę luzu. Choć to prawda. Gaspard sam mówił bardzo podobnym stylem… Ale w jego słowach było nieco więcej jadu, który potrafił wejść wam w żyły i zdusić wszystkie popędy, u Elae zaś było odwrotnie. Flaki z olejem. Wiem, hipokryta ze mnie. Jak to mówi starożytne powiedzenie - “sorry, taki mamy klimat”. No i nic z tym nie zrobicie. Wybaczcie.
- Witaj, nieznajoma. Zwę się Gaspard Dangerzone, a ten tutaj obok wielki to Septus Darkrat, życzymy Ci wesołego święta Fen… Fengiai? Fenagi? Fengai? - zaczął po chwili męczyć się słowem tego.. Czegoś. Zapomniał, nie pytać się. - Septusie, jak to się mówi? - wyszeptał do przyjaciela, stając na palcach, bo w końcu był o wiele niższy od “przybocznego”, czy jak to się tam teraz nazywa. Jednakże po chwili kontynuował.
- Jak się bawicie moi mili? Bez tych Elae od razu jest lepiej - powiedział do swojej dwuosobowej grupki towarzyszącej, po czym uśmiechnął się, wpatrując się w nową koleżankę. Tak się wpatrzył, że w sumie nawet nie zwrócił uwagi na kolesia, który zaczepił pupę czarnowłosej… Oj ciesz się kolego, że odwróciła uwagę Gapcia, bo już dawno pozostałby z Ciebie popiół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   

Powrót do góry Go down
 
Plac Inyangi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Dzielnica centralna
-
Skocz do: