Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac Inyangi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Servant
Inkwizytor

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Wto Mar 27, 2018 8:09 pm

Odeszli, gdy tylko go zobaczyli. Czy się dziwił? Właściwie to nie, mieszkańcy Filianoru mieli w zwyczaju unikać inkwizycji jak ognia (co w przypadku Gasparda było dość trafne). Septus jednak nie rozumiał, czego się bali, przecież inkwizycja niosła pokój i światło prawdziwej wiary, zapewniała prawo i porządek, zwalczała terroryzm, a ludzie, zamiast dziękować, traktowali ich jako smutną konieczność i uciekali, jakby mieli coś do ukrycia... Potem dziwili się, że inkwizytorzy są nadwyraz gorliwi w poszukiwaniu prawdy, a jak tu nie być czujnym, jeśli wszyscy wokół zachowują się w ten sposób?


Servant jednak odepchną te mroczne myśli, gdyż przyszedł w to miejsce, by dobrze się bawić, a nie przejmować wszechogarniającą niewdzięcznością świata. Przynajmniej nie dziś. Zwrócił się więc do starego przyjaciela w zamiarze odwzajemnienia się za drobny przytyk.
-Moja morda? Ze świecom szukać inkwizytora, który wyglądałby przyjaźniej ode mnie. - po chwili dodał — Może jakbyś nie zanudzał wszystkich swoją pompatyczną gatkom to chociaż Elae chcieliby z tobą rozmawiać, ale gdzie tam, ty potrafisz zniechęcić nawet szlachciców — odparł prześmiewczo na docinki Gasparda.
Zastanowił się chwile i dodał już poważniejszym tonem.
- Może i mamy co nieco informacji o działalności Dworu, ale kto wie, czym w wolnym czasie zajmują się dworzanie w swoich cichych i bezpiecznych pałacach z dala od czujnego wzroku sług bożych... Zresztą kto jak nie my, inkwizytorzy szkoleni w sztuce odsiewania plewy kłamstwa od ziarna prawdy, przejemy ich gierki. - po chwili jednak westchną z rezygnacjom - Mam jednak szczerą nadzieję, że wszyscy dworzanie są wiernymi... ja ty to mówisz? Owieczkami, nie chciałbym bowiem wkręcać się w tę ich politykę i machinacje.

Tak więc podczas dyskusji na tematy mniej bądź bardziej ważne podeszła do nich nieznajoma kobieta, niecodziennej zresztą urody. Gaspard czynił honory przedstawiając Septusa, po czym inkwizytor poprawił swojego roztargnionego przyjaciela. Święto Fegnai — co właściwie oznaczało to słowo?


Już miał spytać się nieznajomą o imie, kiedy dostrzegł, jak jakiś pijany obwieś klepie ich dopiero co poznaną towarzyszkę po tyłku. Septus nie znosił chamstwa, choć mógł je tolerować, ale nade wszystko nie znosił pijaństwa, a zwłaszcza ich połączenia. Używki wyzwalały w ludziach dzikie i niemoralne zachowanie, dlatego Servant nigdy nawet kijem by nie ruszył nawet najsłabszego alkoholu.


Stwierdził, że nie może pozwolić, by takie zachowanie uszło płazem, zwłaszcza że nie tyle chodziło o honor niewiasty, ile o godność Inkwizycji, bo kto by widział, żeby w obecności Najwyższego Kapłana i inkwizytora pozwalać sobie na takom ordynarność. Przeprosił więc dwójkę i udał się na stronę, w tłumie zaczepił jednego ze strażników, których w samym sercu placu nie brakowało. Straż go znała, więc kiedy ten zorientował, się kto do niego podszedł, ten wyprostował się i jego wzrok się wyostrzył. Septus jako licencjonowany inkwizytor posiadał oczywiście pewną władzę nad zwykłymi strażnikami, choć starał się tej władzy nie nadużywać. Zazwyczaj.
-Ten tam ma już na dzisiaj dość świętowania — kiwną głową w kierunku powoli oddalającego się mężczyzny — Spędzenie nocy w areszcie wyjdzie na zdrowie jemu i nam wszystkim — po czym dodał stanowczo acz spokojnie — i miejcie baczenie na tych cholernych pijaków, nie obchodzi mnie, że mamy festyn — w mieście ma panować porządek, pamiętacie, że reprezentujecie Inkwizycje. - skołowany strażnik na te słowa odpowiedział krótkim „Tak jest!”, przywołał towarzysza, a Servant, wracając, kontem oka dostrzegłem, jak odciągają pijanego jegomościa. Wrócił do dwójki.
- Jeszcze raz upraszam o wybaczenie, wie pani jak to jest, obowiązki... Proszę w ramach zadość uczynienia przyjąć ten wianek — z tymi słowami wręczył czarnowłosej jeden z wianków otrzymanych przez chłopaka - Gaspardzie mam nadzieje, że podczas mojej nieobecności udało ci się, chociaż dowiedzieć jak ta urocza dama ma na imie?

Quest główny 2/10 - zaliczone 0/5, Quest z palcu 2/4 - zaliczone 1/4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tempest
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sob Mar 31, 2018 1:36 pm

Kobieta przywdziana w czerń była dość rozpoznawalna wśród ulicznych sprzedawców, patroli, handlarzy - ludzi, którzy na codzień znajdowali się na otwartej przestrzeni w mieście. Choć najbardziej znana była wśród żebraków i sierotek. O kobiecie w czerni utarło się powiedzenie, że mimo czarnego ubioru to rozjaśnia ulice Firiljonu - była dobroduszna i skora do pomocy, a przy tym nigdy nikogo nie dyskredytowała przez stan majątkowy czy zawód. Tak też bardzo chętnie pomagała sierotkom, które żyć musiały na ulicy. Nierzadko kupowała im słodkie bułki czy nawet zapraszała na obiad do siebie. I nie, nie truła ich. Jakiż by miała w tym cel? Z sierotkami to było tak, że często przy nich uruchamiał się instynkt matczyny, który z kolei nie miał racji bytu u niej, przez wzgląd na jej bezpłodność. Być może w ten sposób, dbając o bezdomne dzieciaki, rekompensowała sobie fakt, że nigdy swoich nie będzie miała?
Tyle samo serca miała dla ulicznych żebraków. Potrafiła zatrzymać się przy takim i uciąć pogawędkę, czasem sypnąć złotem a czasem poczęstować tym, co akurat przy sobie miała. Traktowała ich jak równych sobie, nie jak wyrzutki. W końcu to błąd w systemie a nie w ludziach. W każdym razie, w większości przypadków tak było.
Uśmiechnęła się ujmująco, kiedy to Najwyższy Kapłan się jej przedstawił, zaraz za tym doszło pełne wdzięku dygnięcie, a na sam koniec przemówiła:
- Bardzo mi miło, mój panie. O mnie zwykli mówić Tempest. - i urwała. Nie zdradziła prawdziwego imienia, ani nazwiska. Była znana pod mianem Tempest.
Spojrzała za inkwizytorem, który wziął w obroty swoich ludzi, rozkazując im zajęcie się pijaczyną, który przed chwilą ją zaczepił. Była z jednej strony zaskoczona tym, że to zrobił, a z drugiej strony - było jej przykro, że człowiek, który pofolgował sobie podczas święta wyląduje w areszcie. Byłaby zapytała, gdy wrócił, czy było to konieczne, ale nie zamierzała kwestionować władzy. Mniejszej lub większej - ona żadnej nie miała. Była prostą alchemiczką tudzież zielarką. I jej władza kończyła się na jej fiolkach.
Uśmiechnęła się delikatnie gdy wrócił, puszczając w niepamięć to, że wydał wyrok na pijaczynę. I z wdzięcznością przyjęła wianek odeń.
- Bardzo dziękuję, mój panie. Do tej damy, nie wiem jednak jak bardzo uroczej, zwykło się zwracać mianem Tempest. - ubiegła Najwyższego Kapłana ze swoją odpowiedzią. Może nietaktownie, ale ujęło ją to, że otrzymała wianek, wobec czego nie mogła sobie odmówić krótkiej pogawędki. - Widzę, że starasz się, mój panie, trzymać w ryzach całe to święto.
Zerknęła na kapłana,a gdy ten zadał swoje pytanie. Była nieco zaskoczona. Zmarszczyła minimalnie czoło, nie bardzo wiedząc do czego pije.
- Osobiście do Elae nic nie mam. - przyznała. Tak, osobiście to poznała jednego Elae i już uważa, że do rasy nic nie ma. Ale faktycznie, na chwilę obecną nie dawali jej powodów by ich jakoś dyskredytować. Może poza tym, że zamordowali jej rodzinę, ale oni sobie na to zasłużyli. - A co do zabawy to przyznać muszę, że to piękne święto. I takie żywe.

_________________

Ay de mí llorona, llorona de azul celeste
Que aunque la vida me cueste, llorona
No dejaré de quererte

THEME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaspard
Najwyższy kapłan

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Wto Kwi 03, 2018 8:34 pm

Pokręcił lekko głową, widząc reakcję Servanta na to wszystko. Mógł mu trzasnąć w ryj, czy cokolwiek, a nie od razu do aresztu wysyłać. Jeśli gość miał rodzinę, a zapewne miał, to prawdopodobnie czeka ich głodowanie i śmierć w najgorszym wypadku, ale Gaspard nic mu nie mówił. Spojrzał tylko na Tempest z uśmiechem, aby nie spostrzegła jego niezadowolenia z przebiegu całej tej sytuacji. Gdy mister Darkrat wrócił do nich, przeniósł wzrok na niego, skinając głową, mówiąc jakby “dobra robota, geniuszu”.

Właśnie miał przedstawiać ich nową koleżankę, ale ta go uprzedziła, więc z jego buzi wyrwało się jedynie “To..”, zakończone cichym “ukhm”. Nie, że mu się to nie spodobało. Po prostu został uprzedzony… A raczej wcięła mu się w słowo. Spojrzał na nią na chwilę, po czym przeniósł wzrok na Septusa i powiedział:
- Módł się, żeby jego rodzina nie przyszła potem do mnie pod dom i nie prosiła o pomoc, bo jedyna pracująca osoba w ich domu siedzi i zdycha za kratami - powiedział zimno, kwitując jego zachowanie, lecz uśmiechnął się po chwili totalnie zmieniając ton swoich kolejnych wypowiedzi na o wiele cieplejszy.

- Nikt nic do nich nie ma dopóki ich nie zobaczy i nie przekona się, jacy są. Zapewne wiesz z jakiego rodu się wywodzę… I zapewne wiesz co mówią o naszej fortunie. Wyobraź sobie, że te gnidy nadal nie uważają nas za kogoś wartego uwagi. - wypowiedział się na temat jego podejścia do Elae. Oczywiście nie wrzucał wszystkich do jednego wora, bo to głupie. Nie ma co od razu podchodzić wrogo do każdego tylko dlatego, że prawie wszyscy z ich rasy tacy byli. No przecież. Ale odkładając to wszystko na bok, Gaspard i tak nie mógł pokazywać wrogości każdemu, bo w końcu był kapłanem… Kochał swoje owieczki całym sercem. No i właśnie. Pytanie teraz, czy Gapcio mówił prawdę..? Może tak? Może nie? Może tak naprawdę Elae uwielbiali jego ród? Być może mieli neutralne stosunki? No bo skąd można to wiedzieć? Nic nie wiecie i nie będziecie wiedzieć dopóki on wam nie pozwoli. Przeszedłby was dreszcz, gdyby choć trochę wsłuchać się w jego słowa. Zmienna bestia, potwór, który podchodzi was cichymi, miłymi słówkami, a potem niszczy was, rozpruwa brzuch i wymazuje ściany juchą. Radzę uważać na żmijowaty język, bo od języka do kłów jadowych jest bardzo, ale to bardzo blisko… Ale być może dla was jest już za późno? Z pewnością dla Servanta już dawno, bo w końcu przyjaźni się z Gaspardem… Ale on jest bezpieczny.

- Żywe, niczym każdy z nas… Ale życie w końcu się skończy. Tak szybko, jak i się zaczęło - uśmiechnął się do dziewczyny, mówiąc te słowa. Dziwny zbieg okoliczności, że mówi o śmierci akurat teraz. Przy Tobie. Ale to tylko zbieg okoliczności, prawda? Tylko zbieg okoliczności… Jakich wiele, prawda? Prawda. Oczywiście, że prawda. Nie ma się, co bać. Choć pewnie tętno Ci podskoczyło, boisz się, że coś wie o Tobie, czego nie powinien wiedzieć. Ale nie bój się, nie bój. Jesteś jego dobrą owieczką, tylko jego. Żaden kapłan nie dorówna mu do pięt. NIGDY.

- Będzie trzeba tu posprzątać. Szkoda, że tak szybko to wszystko się kończy - pokręcił głową, podsumowując poprzednie zdanie, uśmiechając się nadal. Oczywiście nie chodziło mu o nic złego, bo przecież on nie jest zły. Jest dobry, najlepszy… Najmiłosierniejszy ze wszystkich, najukochańszy. On przecież nikogo by nie skrzywdził. Chyba, że apostatów. Apostatów zniósłby z powierzchni tego cholernego świata.

- Ale na szczęście od tego są ludzie, więc będzie dobrze - spojrzał w niebo, wzdychając lekko. Robiło się późno. Gwieździste niebo jest takie piękne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Servant
Inkwizytor

avatar



PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   Sro Kwi 04, 2018 3:14 pm

- Jestem pewien, że zrobiłem jedynie przysługę domniemanej rodzinie tego jegomościa, ponadto domyślam się, że i tak nie trafiłby do domu o własnych siłach, a dzięki mnie spędzi tę noc w przytulnej celi, a nie w jakimś rowie czy innym rynsztoku. - Servant skwitował uwagę Gasparda, nadal będąc pewnym, że postąpił właściwie. Jak zawsze.
Postanowił nie odnosić się więcej do Elae, uznając, że rozważania dotyczące tej intryganckiej rasy przewyższają możliwości jego wątłego, jak zwykł o sobie skromnie mawiać, umysłu. Właściwie wolałby również nie wyrażać swojej opinii na temat tego święta, które to ze „świętością” jego mniemaniem nie miało wiele wspólnego, odniósł się jednak od słów przyjaciela.
- Prawdą jest, że my, śmiertelni często zapominamy o doczesności i przemijaniu, ale z drugiej strony któż chciałby żyć wiecznie? Ale dość już tych dołujących dywagacji, Gaspard będzie mieć na nie dostatecznie wiele czasu na swoich kazaniach, a to w końcu, jak sama zauważyłaś, radosne święto - wypowiedziawszy te słowa, rozejrzał się wokół i zorientował się, że plac zaczął pustoszeć, a zostawali na nim tylko najwytrwalsi, blask słońca już całkowicie znikną za horyzontem.
- Zaiste rozmowa z tobą, Temprest, była tak zajmująca, że nawet nie zauważyłem, jak szybko mija czas. Obawiam się, że będę musiał się niebawem z wami pożegnać, gdyż obowiązki każą mi wykazać się znaczną aktywnością jutro o świcie, - powiedział, po czym zastanowił się chwilę i dodał - chyba że ty również miałaś zamiar opuścić plac, gdyż z tego, co widze niewiele jest już tutaj do roboty, wtedy będę zaszczycony, jeśli pozwolisz mi towarzyszyć ci w drodze powrotnej, być może Gaspard również uda się z nami? W kompanii zawsze raźniej i bezpieczniej, bo kto wie, czy następny pijak byłby zdolny do czegoś więcej niż do niewinnego klepania... - wiedział, że nieco wyolbrzymia, gdyż główne ulice były regularnie patrolowane, ale w taki dzień jak ten mógł się wszystkiego spodziewać, nawet ataku Apostatów (a może nawet w głębi serca na to liczył, wchodząc dzisiaj na festy?) Nie widział jednak przeciwwskazań przeciwko poszerzeniu swoich znajomości, choćby o przypadkowo spotkaną kobietę (zawłaszcza, że akurat ta kobiet odznaczała się ponadprzeciętną urodą), bo kto wie, czy wtedy nie byłaby bardziej skora do dzielenia się swoimi obawami ze sługami świętej wiary, a każda tak obawa może przerodzić się w identyfikację kolejnej zbłąkanej duszyczki w przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac Inyangi   

Powrót do góry Go down
 
Plac Inyangi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Dzielnica centralna
-
Skocz do: