Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Skraj Lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 8:17 pm

Skraj Lasu

To miejsce, gdzie kończy się gęstwina leśna, przerzedza się by ostatecznie skończyć i zmienić w polanę. To idealne miejsce łowieckie dla każdego, nawet dla żółtodzioba. Wystarczy ustawić się na skraju lasu i uzbroić się w cierpliwość. Zwierzyna w końcu musi pojawić się na polanie. To obszar bytowania danieli i saren; jelenie szlachetne rzadziej przechadzają się, za to można dostrzec je przemykające gdzieś na skraju lasu, majestatyczne byki jak i łanie.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 8:36 pm

Cicha. Śmiertelnie niebezpieczna. Przyczajona na gałęzi i skulona jak żbik. Trwała w beznamiętnym bezruchu, obserwując swoją ofiarę chłodnym spojrzeniem bezstronnego dokumentalisty i kalkulowała swoje szanse.
Skończyły jej się strzały. Włóczni nie zabrała tego dnia na polowanie, u swego pasa miała tylko nóż. Zostawała jej siła mięśni i, oczywiście, magia. Ekaja była dobrym łowcą. Zręcznym i biegłym w swojej sztuce. Już jako dziecko łapała zające i ukręcała im śliczne uszate łebki, gdy miała lat czternaście oprawiała jelenie, a wieku lat siedemnastu w czasie swojej Próby zabiła dwa wilki. I jadła ich surowe, ociekające krwią mięso, bo nie mogła rozpalić ogniska w rzęsistym deszczu.
Czymże dla niej miało być zabicie daniela? Dla dumnej i walecznej córki klanu Płomienia? Powinna bez cienia wahania robić to podczas snu lub przynajmniej na wpółobudzona. A teraz czaiła się jak żółtodziób i amator, wlepiała drapieżne spojrzenie w zwierzynę łowną i czekała jedni bogowie wiedzą na co. Pióra w jej ognistym warkoczu kołysały się na delikatnym wietrze, nozdrza dzikiej dziewuchy rozszerzały się - podobnie jak źrenice, które teraz wpuszczały do oczu jak największą ilość światła, by mogła jeszcze lepiej zobaczyć obiekt swojego pożądania i żądzy krwi.
Daniela. Widziała, jak cudownie poruszają się jego mięśnie. Jak jego potężny kark zgina się, gdy daniel skubał korę z drzewa. Jak te potężne rogi zaczepiają o gałązki i je wyłamują. Dawno nie widziała tak pięknego okazu, a pewno już nie tak blisko tego przeklętego miasta.
Oblizała wargi i mimowolnie wyszczerzyła zęby. Jak wilk. Jak przygotowujący się do natarcia niedźwiedź.
Zastałe stawy i zesztywniałe mięśnie zaprotestowały, gdy Ekaja odbiła się od swojej gałęzi miękko jak kot. Z warkotem godnym bestii zeskoczyła na byka daniela. Czy było takie dziwne, że delikatne danielowe nóżki nie podołały dodatkowemu ciężarowi, a cielsko wylądowało na ziemi? Zwierzę zakwiczało ze wściekłego przerażenia, lecz dzika dziewucha ani trochę nie przejęła się tym rozszalałym skowytem. Byk próbował poderwać się, ale panna Błyszczący Kamyk złapała go oburącz za rogi i poczęła wykręcać jego łeb w nienaturalną pozycję, przyduszając jednocześnie kolanami do ziemi. Połamane kończyny nie mogły jednak podnieść cielska. Zwierzę jedynie mogło zarzucać wściekle łbem, walcząc z pachnącym piżmem i lasem drapieżnikiem. Wywalać oczy, język i ryczeć przeraźliwie. Charczeć. Toczyć z pyska pianę. Ekaja trzy razy straciła kontrolę i rogi wyślizgnęły się z jej dłoni, za każdym razem odskakiwała od ofiary z warkotem, by zaraz powrócić. Raz nie zdążyła, wówczas jeden z rogów rozorał jej policzek, na co dzikuska zareagowała wścieklej. Wypuściła jeden z rogów i szybkim, ledwo zauważalnym ruchem sięgnęła po krótki nóż, by zaraz wbić go w szyję jelenia. Raz, drugi, trzeci. Ostatecznie, gdy zwierz tracił już siły, skręciła mu kark.
Pluła sobie w brodę, że poniosły ją emocje i użyła ostrza. Powinna - jak na córę klanu Płomienia i wnuczkę Yamyi Galopującej Modliszki - zabić go gołymi rękami. Na dobry początek podniosła się z podrygującego pośmiertnie cielska i otarła dłonią krwawiący policzek, dysząc ze zmęczenia. Walka z rannym i wściekłym danielem każdego mogłaby zmęczyć.
Nawet i ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 9:06 pm

Jeśli Shenron wypuszczał się poza swoją samotnię i to w dodatku poza mury miasta, to tylko z dwóch powodów. Albo szukał ucieczki od uciążliwego, nawet w kryjówce, gwaru miasta, albo miał zlecenie. I jak na najemnika przystało - zlecenie miał. Jakiś posrany kupczyk zażyczył sobie niedźwiedzią czaszkę do swojej kolekcji. Cóż, Shenron nie był może myśliwym, ale teraz groszem nie śmierdział, a jak zlecenie wisiał i to jako jedyne na tablicy, to musiał się czegoś czepić i tutaj czepił się zabawy w wirtuoza polowań. Kunsztu mu brakowało i finezji, a jak miał coś upolować, bo do gara nie było co włożyć, a szkoda było majtasy na targu sprzedawać za grosze na chleb, to zazwyczaj przy pomocy zaklętego ostrza. Albo korzystając z ich połączenia, albo zwyczajnie okładając zaskoczoną zwierzynę po łbie ostrzem. Obie opcje jakoś zazwyczaj się spisywały i pewnie któraś z nich da popis dnia dzisiejszego. Całe szczęście, że waszmość Jacques de Dupen nie zażyczył sobie niedźwiedziej skóry, bo dostałby ją w paskach. Nieregularnych, brzydkich i postrzępionych. Metoda Shenrona nie nadawała się dla kolekcjonerów zwierzęcych części. Trofea, a na co to komu. Na szczęście zleceniodawca, pan de Dupen (technicznie powinno wymawiać się to miękko "Dupę" ale i jedno i drugie w uszach Shenrona brzmiało wdzięcznie, a Dupen był uproszczony) zdecydował się na czaszkę. Proste.
Znaleźć niedźwiedzia łatwo nie było, a on nawet nie zaczął. Dopiero zmierzał do lasu, kurwiąc na leśną zwierzynę, która swoje odchody raczyła zostawiać wszędzie/ Miał wejść do lasu, kiedy to w oddali zauważył całe zdarzenie. Panienka skacząca na jelenia niczym kotka z chcicą. A później cała ta szamotanina. Stawiał na daniela(jelenia, zgubiłam się?); jednak pannica go zaskoczyła. Fakt, że posunęła się do użycia broni białej, ale jednak - prawie ubiła stworzenie własnymi, gołymi rękami. A mogły nie tylko ręce być gołe.
Przez chwilę obserwował, kiedy to schodziła z truchła tejże istoty, pozbawionej w brutalny sposób życia. Zaraz potem zdecydował się podejść bliżej by upewnić się, czy to nie jakiś zniewieściały elf lub coś, co jednak nie było kobietą a jednak na nią wyglądało. Nie posądzając go o szowinizm - ciężko było mu uwierzyć, że taka drobna istota sama powaliła rogacza. Rzecz jasna obyło się bez poklasku, bo nie było jego rzeczą komuś otwarcie przyznawać podziw.
- Proszę, proszę. Pewnie cały czas latasz po lasach, skręcając jelonkom karki, co? - zagadnął, a to już coś. Rzadko kiedy to robił. Szkoda, że nie wiedział, że nawet całkiem dobrze mu wyszedł ten strzał, że prawie odgadł. Chociaż faktycznie wyglądała jakby ją długo cywilizacja nie widziała.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 9:31 pm

Nie usłyszała, jak się zbliżał. A nie potrafił się skradać ani poruszać pośród szumiących żałośnie liści i trzaskających pod stopami gałązkami. Nie miał w sobie gracji człowieka-lasu, był mieszczuchem. A mimo to Ekaja - tak przecież czujna i uważna! - nie zarejestrowała jego przybycia. Słyszała tylko swój uciekający szybko spomiędzy warg oddech i szum krwi w długich uszach. Oraz lekkiego wiatru. Słyszała po prostu las, a nie człowieka.
Odwróciła się na dźwięk głosu i instynktownie przykucnęła, zdejmując skąpym ruchem łuk ze swoich pleców i go napięła. Trochę głupio. Przecież skończyły jej się strzały. Oto i ona. Wielka, waleczna, dumna i silna wojowniczka, córka z klanu Płomienia, którą podszedł w jej naturalnym środowisku jakiś wielki mieszczuch. I jeszcze widział, jak polowała! I to przy użyciu noża! Wewnątrz było jej zwyczajnie wstyd z tego powodu, acz tego po sobie już w żaden sposób nie pokazała.
Zamiast tego wyszczerzyła kły, błyskała dzikimi oczami i tkwiła w tym przykucnięciu niemal nieruchomo. Jej klatka piersiowa podnosiła się i opadła nierówno - wciąż była zmachana i zmęczona walką z jeleniowatym - a ogień kosmyków, które wymsknęły się z warkocza, kołysały się przy podmuchach wiatru. Delikatnie. Pewnie prawie eterycznie, gdyby nie jej mina wkurwionego niedźwiedzia, krew na rękach, policzku i ogólne zachowanie w typie prawdziwego dzikusa.
- Co tu siuka? - warknęła gardłowo. I zacisnęła usta, gdy uświadomiła sobie, że ponownie zniekształciła język powszechny przez tę swoją nieumiejętność wymawiania twardszych głosek. Czy tam spółgłosek. Masz ci los. Jak ktokolwiek miałby traktować ją poważnie i jak godnego przeciwnika, gdy wysławiała się w sposób przystający tutejszym dzieciom? - A? - dodała jeszcze groźnie. Wolała nie mówić, jak bliski był prawdy. Całe swoje życie spędzała na polowaniach, w lasach, na szukaniu korzonków i jagód. Była dzieckiem lasu. Znajdowała się na terenie teoretycznie dla niej doskonałym, a dała się podejść jak żółtodziób. Co za zniewaga i skaza.
To wyglądało z pewnością komicznie. Dzika dziewucha, która dopiero co powaliła daniela nieomal gołymi rękami, właśnie celowała z pustego łuku w rosłego chłopa. Bo go nie słyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 9:53 pm

Mógł być pewny, że nie był to zdeformowany, zniewieściały mężczyzna, gdy obróciła się frontem do niego. I naprawdę, nie chodziło tutaj, że zajrzał jej za dekolt, nawet nie wiedział, że jakikolwiek miała! Przysięgam. Poznał ją po rysach twarzy, chociaż z tym jej wyrazem to równie dobrze mógłby ją sklasyfikować jako łysego szopa pracza w peruce, któremu ktoś zajumał śmieci, które on sam podpieprzył z pobliskiego kontenera socjalnego fundacji Dzieci Siostry Lebiody.
Tak naprawdę, gdy się odwróciła to momentalnie rozwiała jego wątpliwości. Słysząc jej słowa
- O panie - westchnął, zakładając dłoń na kark i rozmasowując go. Może i dojrzewanie ją sieknęło i to porządnie, co stwierdził po ponownych oględzinach, ale z mową coś było ciężko. Może jej ten daniel zęby powybijał? Tak czy siak, nie parsknął śmiechem, o nie! Zaskakujące, ale tym razem troszkę tylko się podłamał poziomem swojej rozmówczyni. - No więc ja siuka - zaakcentował to słowo - duża niedźwiedź. - obwieścił jej "gwarą", co zaczynało go nieco bawić. - Ale Ty odłożyć zabawka bo się jeszcze skaleczyć - oznajmił, a na potwierdzenie swych słów dotknął wystającej za jego plecami zdobionej rękojeści miecza srebrnego.
Wspaniały sposób by pokazać komuś, że nie ma się złych zamiarów. Nie tyle, że wzdrygnął się wygiętej gałązki, zwanej łukiem. Po prostu jak atlasowy samiec alfa też się chciał popisać swoim asortymentem.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 10:11 pm

No i czemu się ruszał jakoś tak gwałtownie. Gdy podniósł rękę, spięła się mimowolnie gotowa na atak z jego strony. Po części jak skopane kiedyś zwierzę - wystarczy huknąć czy szybko łapskiem machnąć, a warczy albo ucieka. Jej nieufność w tej sytuacji uderzała o porośniętą trawą ziemię.
Oliwy do ognia dolały jego słowa.
Ekaja wiedziała, że ma problemy z mową. Była tego świadoma znacznie bardziej niż czegokolwiek na tym świecie. Nie znosiła tego w sobie, starała się to naprawić, w samotności prowadziła ze sobą dyskusje i snuła światłe przemowy, starając się wyeliminować logopedyczny problem. Ten ciemnowłosy mieszczuch odziany cały w czerń w tak krótkim czasie zaskarbił sobie dwa wielkie minusy.
Po pierwsze - śmiał ją podejść i obserwować.
A po drugie - wyraźnie z niej kpił. Z niej, córki klanu Płomienia, walecznej, dumnej i tak dalej, oraz jej wysławiania się. Taka zniewaga z pewnością wymagała krwi.
Choć niekoniecznie jeleniej.
Podniosła się z klęczek i założyła łuk na ramię. Głowę zadarła wyżej, lśniący czerwienią warkocz zarzuciła na plecy. Nie była z pewnością tak drobna, za jaką ją wziął. Mierzyła niemal metr osiemdziesiąt wzrostu i nie była przy tym szczuplutką panienką o eterycznej budowie ciała niby nimfa. A skąd. To była dziewucha zbudowana z kości i mięśni pompowanych siłą od najmłodszych lat.
- Maś mnie za głupią? - spytała wyniośle. Z pewnością cały efekt psuła sobie sama. Mogła wyglądać jedni diabli wiedzieli, jak majestatycznie, ale musiała się odzywać, a to niwelowało wszystko. - Mogę skręcić ci kark. Jak zwieziu.
Zwierzu.
Z gramatyką też trochę leżała. Jeśli ktoś nie byłby w stanie zauważyć.
Miecz nie robił na niej wrażenia. Gdyby przyjrzała mu się bliżej, być może doceniłaby kunszt jego wykonania. Ostrze. To, jak śmiercionośna broń, może być piękna. Ale z pewnością nie w tej jednej konkretnej chwili, bo w ramach odwetu pokazała mężczyźnie swój krótki nóż z kościaną, rzeźbioną rączką. Że niby to równie dobry oręż.
Pewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 10:32 pm

Nie miał pojęcia, że obcował teraz z pannicą, którą trzymali z dala od cywilizacji. Jednak dość szybko go uświadomiła, swoją postawą i sposobem, w jaki się wypowiadała. Dziecko lasu, najwyraźniej. I teraz, gdy wstała, to nawet nie był zaskoczony, że wątpił w jej kobiecość. Teraz, kiedy stała przodem do niego i gdyby założono jej na głowę drewniany cebrzyk prawdopodobnie myślałby, że ma przed sobą faceta z cyckami. Nie jakimiś konkretnmi, ale jednak!
Shenron spoglądał na nią, choć nie można rzec, że lustrował ją wzrokiem. Zwyczajnie obserwował nieznajomą, jak gdyby pozostawał dalej czujny, czy przypadkiem i na jego kark rude babsko się nie zamierzy. Z dzieckiem głuszy nigdy nic nie wiadomo.
- Nie, nie mam cię za głupią. - obwieścił, już całkiem poważnie.
Zaintrygowała go, toteż łaskawie poświęci jej więcej jak trzy minuty. Łaskawca.
- Tak, tak. Możesz, możesz. - pokiwał głową, choć na ustach igrał dość protekcjonalny uśmiech. Jednak nie brał jej AŻ tak na poważnie. Chociaż... baba dopiero co posadziła jelenia, należał jej się respekt. Czy mu się to uśmiechało, czy też nie.
Zwieziu, musi sobie to zapamiętać. Tak samo jak co tu siuka. Będzie miał co opowiadać w tawernie po pijanemu.
- No ładny nóż, całkiem, całkiem. To teraz zobacz mój. - powiedział połyskując Naevde Seidhe w słońcu. A potem klapnął tym mieczem o ziemię, nieopodal "panienki" z lasu, choć znów nie tak blisko niej. Ostrze trwało w bezruchu, tak jak miało, bo przecież nie przywoływał go do siebie. Jeszcze. Choć był czujny, bo gdyby królewna buszu planowała spieprzyć z jego ostrzem lub zrobić cośkolwiek innego dziwnego i nie w jego smak, to pewnie prędko wyrwie jej miecz z dłoni. Nie ruszając się z miejsca.
Zastanawiało go, czemu zapuściła się tak blisko miasta, skoro wszystko zdradzało, że z cywilizacją za pan brat nie jest. Zasadniczo miał wiele pytań, ale chyba nie mógł się spodziewać wyczerpujących odpowiedzi. Nie zapowiadało się na to. Chociaż warto było spróbować, nic nie tracil a mógł zasłyszeć jeszcze kilka ciekawych odmian przez przypadki.
- Jesteś stąd czy się zapędziłaś? - spytał, krzyżując ramiona na torsie.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 10:56 pm

Przestał z niej kpić. Ekaja nie wiedziała, czy to za sprawą noża - ale no prośba, z czym do ludzi - czy może uznał, że zabijanie jeleni bez większej broni to wyczyn godny wojownika. Interesował ją przede wszystkim efekt i to, że drwin zaniechał. Być może zaczynał traktować ją jako kogoś równego sobie. Nie miała pewności, ale sama podobna myśl ją uspokajała. Z lekka. I, jakby nie patrzeć, łatwo było zaskarbić sobie jej zaufanie. W początkowych chwilach zawsze była nieufna, trochę jak prawdziwa bestia. Ale nawykła do życia w stadzie, zaufanie do innych - nawet tak podejrzanych jak ten tutaj - było dla niej stanem o wiele bardziej naturalnym. Inną sprawą było to, że do tej pory starała się wystrzegać ludzi, co czyniło ją z kolei jeszcze potężniej nieszczęśliwą i bardziej samotną.
No biedne dziecko z lasu.
Z tego względu przestała spinać się do ataku. A gdy wyrzucił broń, podeszła do niej i niemal z nabożną czcią ujęła w obie ręce, nie śmiąc dotknąć rękojeści. Nie rozumiała, czemu tak lekkomyślnie rzucał swoim orężem, ale uznała, że pewnie mieszczuchy nie przykładają wielkiej walki do tego, czym walczą. Może to był dla niego tylko kawałek blachy? Może mógł mieć takich dziesiątki?
Nie miała wprawnego oka zbrojmistrza, lecz umiała docenić ostrze - które zresztą sprawdziła, przejeżdżając po nim opuszkiem kciuka - i eleganckie wykończenia.
- Dobra broń. Mocne oś'cie - oznajmiła kompletnie poważnie. Ostrze, głupia. - Wy, w miastach, tak ciskacie bronią jak kamieniem? - spytała jeszcze, nim podeszła. Pewnie, twardo i bez cienia zawahania.
A gdzieżby rzuciła bronią. I to jeszcze cudzą? Za takie rzeczy w klanach ludzie potrafili wyzywać kogoś na śmiertelny pojedynek, jeśli był to oręż przekazywany z pokolenia na pokolenie, mający w sobie duchów przodków. Zatrzymała się kilka niedużych kroków od tego mieszczucha-zbója i wyciągnęła w jego stronę miecz na otwartych dłoniach. Ktoś mógłby powiedzieć, że podobne zachowanie uderzało o głupotę. Kto normalny podchodziłby do potencjalnego przeciwnika i to jeszcze po to, aby oddać mu jego broń?
Ekaja odwróciła wzrok na krótki moment, gdy padło pytanie, co właściwie tu robi. Nie była stąd. Pochodziła z kompletnie innego w jej mniemaniu świata, w tym nie bardzo chciała nawet istnieć. Ichni ludzie, ichnie miasto, ichnie zachowania, wszystko to dla niej kompletnie niezrozumiałe i miejscami średnio logiczne. Dlatego trzymała się obrzeży, do centrum nie wściubiała nosa, bo tam należało mieć pieniądze, a w slumsach i innych podobnych miejscach można było wymienić mięso na inne rzeczy, ludzi na to szli. O dziwo. Nie miała przy tym pojęcia, że wciskano jej śmieci bezużyteczne i bezwartościowe.
I nie potrafiła kłamać - czy raczej jeszcze nie poznała nawet, czym jest właściwie kłamstwo. Dlatego westchnęła boleśnie.
- Mój klan został pokonany psiez wroga. Ci, co żywi zostali, musieli uciekać z Puści. Lasu. Nie jestem stąd, ale mus mi być tutaj, wśród was, choć wy tacy dziwni i... - zabrakło jej słowa, więc zaświergotała coś w języku swojego ludu tonem średnio zadowolonym. Zmarszczyła brwi, szukając odpowiedniego wyrażenia, które nawet nie nadeszło, więc wzruszyła ramionami. - Dziwni wy. Jak nie my.
To na pewno była głęboka myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 11:15 pm

Cóż, gdyby Naevde Seidhe mogło jeszcze mówić, to najprawdopodobniej posłałoby w stronę Shenrona soczystą wiązankę za to, że faktycznie ciepnął ostrzem na ziemię, nie zastanawiając się czy czasem jakieś stworzenie nie załatwiło tam swojej potrzeby. Tak czy inaczej - ostrze nie mówiło, więc zwyczajnie leżało w trawie, nie ruszając się. Shenron zauważył, że w pewien sposób zaciekawił pocahontas, a co za tym idzie - najwyraźniej się rozluźniła. A więc poznał jako-taki sposób na tę przybłędę. Zaaferować, zaciekawić i już jest inaczej. Zresztą na początku trochę z niej się pośmiał (dalej się śmiał, ale gdzieś tam w środku). Srebrny miecz był doskonale zrobiony, a w dodatku wyglądał jak prawie nieużywany, choć miał za sobą już parę lat.
- W zasadzie to nie, nie ciskamy. - pokręcił głową, obserwując uważnie działania rudowłosej dzikuski. - Broń rzucamy na ziemię gdy się poddajemy, tak mówią. No a ja rzucać mogę bo zawsze wróci. - obwieścił, przyjmując oręż od niej i chowając go z powrotem w czerwonej pochwie z pasami na jego plecach. Naturalnie, że nie pokazał jej, o co chodziło. Więź ze swoim ostrzem zostawi na później, jak troszkę popodsyca ciekawość panienki z lasu.
Zmarszczył lekko czoło, widząc jej reakcję na jego słowa. Gdyby był wyposażony w ośrodek odpowiedzialny za poczucie winy i współczucie to pewnie by to wywołało na nim jakieś reakcje, a jednak - teraz zwyczajnie się przyglądał, wyczekując odpowiedzi. I doczekał się.
- Popierdoleni - powiedział, gdy wyraźnie pokazała, że szuka słowa i znaleźć nie może, dlatego zastosowała swój rdzenny zamiennik. - To słowo, którego szukasz.
Nie ma to jak edukację dzikusa zacząć od soczystych wulgaryzmów. Ale hej - to była najlepsza i najkrótsza droga by inny mogli mówić, że jest "jak swoja". Wystarczy, że nauczy ją rzucać kurwam i chujami (tym drugim tylko werbalnie, proszę). Mistrz wykształcenia - Shenron.
- Tak, jak nie wy. A wy jak nie my - oznajmił, mimowolnie uśmiechając się kątem ust. Chociaż nie, on uśmiechać się nie potrafił, nawet gdy chciał (choć nigdy nie chciał) toteż na jego usta wszedł grymas, nieudolnie parodiujący uśmiech, a w efekcie wyglądajacy jakby się najemnik nabawił zgagi.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pon Mar 19, 2018 11:53 pm

Nie ciskali mieczami, ale gdy się poddawali - to już tak. Czyli ciskali. Choć właściwie tego nie robili. Na Święte Drzewo, jak bezsensownie. Pewnie dlatego na twarz Ekaji pojawiło się pobłażanie, jakby mieszczuch rzucił czymś totalnie głupiutkim, jakby miała go w tamtej chwili za skończonego małego głuptaska. Ot co. Nie potrzebowała wiele więcej dowodów na to, jak bardzo z ludźmi z miasta było coś nie w porządku.
I co to za broń, która wraca? Dziewczę ponownie przyjrzało się broni, lecz tym razem z większym podziwem, może nawet czymś na kształt nabożnej czci. Co za mądry oręż. Niechybnie posiadał swoją duszę, duchy przodków czuwały nad nim i napełniały go starą magią, by zawsze mógł znaleźć rękę, która nim władała. Nie miała do czynienia z taką magią. U niej, w jej domu, pośród jej pobratymców - magia była na porządku dziennym i posługiwał się nią każdy. Lecz takiego jej rodzaju nie widziała nigdy. Wiedziała, że istnieje magia, która pozwala władać siłami natury, ciałem czy duszą. Ale metalem? Coś niebywałego!
- Wróci. Jak domowy wilk. On też wraca - zamruczała, choć nie do końca jasne było, czy były to słowa skierowane do mężczyzny czy może mówiła sama do siebie.
Była dzikuską z Nieprzebytej Puszczy. Wolno jej było.
Nowe słówko do tymczasowo ograniczonego słownika. Popierdoleni. Nie słyszała go wcześniej, więc wydawało jej się, że brzmi wyjątkowo uroczo. Delikatnie. Nie jak obelga, którą przecież to określenie było. Dlatego pokiwała z przejęciem głową, jakby ktoś obiecał jej za to przynajmniej wskrzeszenie całej rodziny i podjęła próbę wymówienia tego niezbyt chlubnego epitetu.
- Popier'dolenii - powtórzyła miękko, pieszczotliwie. A w myślach jeszcze kilka razy, zapisując popierdolenie jako przyjazny synonim dziwnego. No cóż. Tak to jest, jak jedną z pierwszych osób, z którymi się rozmawia poza klanem, jest jakiś dupkowaty buc. Ale skąd ona miała o tym wiedzieć? Jak na razie pochyliła głowę. - Dziękuję, zapamiętam. - Pełna powaga. Skoro przestał z niej drwić, to z pewnością nie zrobi już tego ponownie. Tak to przecież w jej umyśle działało. Może i miał skomplikowany mechanizm, lecz zasadę działania raczej łatwą do rozgryzienia.
Wy jak nie my, my jak nie wy. I jeszcze ten grymas. Borze Zielony, miał zamiar zejść na ciężką chorobę?
- Nas już nie ma. Spalili sadyby. - W tym miejscu wzruszyła ramionami, jakby jej to nie ruszało. Bo należało być twardą, nawet jeśli smutna to była myśl. I wciąż nie pogodziła się do końca ze stratą. - Wy macie domy z kamienia i miecie, które wracają. - Krótka przerwa. Szukała słów, które potrafiła wymówić bez większych problemów. Nie wychodziło, za mało słów bliskoznacznych i synonimów miała w rudej główce. - Ci wsi'styko w miastach jest popierdoleni? - zadała to pytanie absolutnie poważnie z niewzruszoną miną, żółte ślepia nawet nie błysnęły, nawet jeśli to słowo brzmiało w jej ustach po prostu groteskowo.
Nie wymawiała go tak, jak powinna. Żadnej agresji, złości, twardego akcentowania. Mówiła to tak delikatnie, jakby wspominała o rosnących na polu bławatkach. A w ten kulawy sposób chciała zatrzymać rozmowę. Tęskno jej było do towarzystwa, a większe skupiska tych ichnich ludzi wprawiały ją w stan niepokoju i czuła się pośród nich zbyt nieswojo, by mieć śmiałość się odzywać. Ona! Dumna, wyniosła i waleczna! Ekaja Błyszczący Kamyk córka U’Wanga z klanu Płomienia! Tutaj łatwiej przychodziło jej zebranie myśli. To z pewnością przez bliski kontakt z naturą.
Albo to, że dookoła nie było żadnego więcej żywego ducha. Bo nawet daniel był definitywnie martwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Wto Mar 20, 2018 5:00 pm

Dziwne było to wszystko. Tak dziwne, że Shenron najwyraźniej zapomniał, by być zlożliwym egoistą, mającym wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Coś ostatnio miał dużo wymówek, by nie być sobą. Jednak tutaj był wyraźnie zainteresowany spotkaną przez siebie pannicą i szybko zapomniał o zleceniu; pełen profesjonalizm. Choć może wciąż podejmie się wykonania, zasieganie niedźwiedzia to i tak jakaś zabawa a i pieniądze z tego będą. Rudowłosa dzikuska raczej złota mu nie wypluje, ale z durgiej strony - zawsze mógłby ją komuś wcisnąć jako niewolnika (prędko by się oswobodziła) czy do zamtuzu, jako dziwkę (tam prędko położyłaby klientów trupem na glebie). Na chwilę obecną nie miał większych zamiarów wobec dzikuski, po prostu rozmawiał z nią.
Uniósł lekko brew słysząc jak mamrocze coś pod nosem.
- U nas na wilki domowe zwykle mówi się psy. - poinformował ją łaskawca. Choć wilki robiły większe wrażenie niż kundle, wilcze wynaturzenia.
Rozbawiło go, że tak szybko podchwyciła nowe słówko. Wstręciuch paskudnik jeden, jak on tak mógł? Znęcać się nad biedną dzikuską poprzez podawanie jej złych słów w ich języku. Może kiedyś ją uświadomi, że to obelga. On a może kto inny. Na chwilę obecną miał z tego zbyt wiele uciechy, choć z zewnątrz nie cieszył się tak wyraźnie.
- Spalili... co? - zerknął na nią, bo chyba po raz pierwszy miał większe problemy ze zrozumieniem jej. - Ta, mamy. Mamy też alkohol. - oznajmił. Ciekawe czy dzikusy miały swój alkohol i czy ta konkretna pannica kiedykolwiek się upiła i to tak porządnie. Mogłoby być zabawnie. Jego własny Tarzan. W sumie Jane.
Znów w pięknhy sposób użyła tego słowa. Mógł być z siebie dumny. No i z niej, za szybką naukę.
- Zasadniczo to tak, wszystko. Ludzie zwłaszcza. - poinformował ją.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Wto Mar 20, 2018 8:06 pm

Istniało prawdopodobieństwo, że gdyby rzucił cokolwiek o tym niedźwiedziu, Ekaja bardzo szybko zaproponowałaby pomoc. Choćby w wytropieniu! I wcale nie byłoby to z jej strony egoistyczne, nie ma takiej opcji, nigdy w życiu. Przecież nie chodziłoby jej o korzystanie z niesamowitej okazji na rozmowę z kimś, kto przejawiał mniejszą lub większą chęć ku temu, nie rzucał w nią kamieniami ani nie groził - a przynajmniej nie na tyle otwarcie, aby mogła to zauważyć.
Psy. Wilki domowe. Co za różnica? Wzruszyła ramionami, błyskając ślepiami.
- U nas mówi się hal'lawan - odparła, uznając to za konieczne. Skoro on jej powiedział jak to brzmi w języku powszechnym, czemu nie miałaby go poinformować, jak to wymawiać w jej dialekcie? Nawet jeśli było mu to tak potrzebne jak trzeci sutek?
Ekaja nie rozumiała świata, w którym musiała się odnaleźć. Nie znała wielu zjawisk, nie potrafiła się poprawnie wysłowić, lecz nie można było zarzucić jej jednego - głupoty. Była na swój sposób całkiem prosta, być może naiwna i dość prostoduszna, ale przekornie inteligentna. Szybko łapała, łatwo przychodziło jej nabywanie nowych umiejętności, słowa również zapamiętywała zwinnie - zwłaszcza teraz. Cóż z tego, że ten szatan podsuwał jej wulgaryzmy i określenia uznawane przez ogół społeczeństwa za obraźliwe? Póki nie miała o tym pojęcia, było całkiem w porządku.
- Dom. Całe domy. Wioskę - wyjaśniła szybko, gdzieś się wewnątrz trochę kurcząc, bo wyraziła się w sposób średnio-zrozumiały. - Alkohol? - przekrzywiła głowę niczym zaciekawiony pies.
Na kolejne słowa pokiwała spokojnie głową i zmarszczyła brwi.
- Tak. Dlatego mówią, że was tsieba zabijać - wyartykułowała z pełną powagą i z jeszcze pełniejszą swobodą, jakby właśnie wcale a wcale nie wspominała o anihilacji rasy ludzkiej. Tak była uczona, dobra? Klany toczyły ze sobą wojny i wyżynały się nawzajem, ale ludziom z pewnością robiłyby to chętniej. I to ramię w ramię! - Nazywam się Ekaja Dev'Allae a H'Om. U was to bzmi Ekaja... - chwila zawahania. Głupio tak jej to było wymawiać. - Blyściący Kamyk. Z klanu Płomieni. - Pochyliła głowę i uderzyła delikatnie pięścią w swoją pierś. Bo przecież właśnie się przywitała. Tak... po swojemu. Wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Wto Mar 20, 2018 9:52 pm

Jasne, pewnie od razu by jej powiedział, żeby nieszczęsnego niedźwiedzia zatłukła gołymi pięściami. Nie, niedźwiedź był jego i tylko jego. To on go zatłucze swoim orężem, nie ma wchodzenia w drogę. Choć z drugiej strony towarzystwo tej dzikuski było ciekawe i mogłoby się niechcący wydłużyć. Kto to napisał?
- Hal'lawan - powtórzył, jak gdyby chciał podchwycić jej słówko. On ją słówek, ona jego i będą zadowoleni, oboje wykształceni; poligloci.
Wysłuchał w milczeniu tego, jak wyjaśniała mu to, co miała na myśli. Pokiwał głową na znak zrozumienia, ponieważ więcej do powiedzenia w tym temacie nie miał. Bo i co miał rzec? Że mu przykro? Nie potrafił współczuć. Że wszystko się ułoży? Kłamać potrafił, ale pocieszać już niekoniecznie. Wolał dalej to przemilczeć i nie drążyć, co by nie zrobiło się niezręcznie. Bo jeszcze nie wiedział jak wygląda "niezręcznie" w jej wykonaniu. Jeszcze mu się przewiesi przez ramię wyjąc jak bestia, a nie płacząca dziewucha. Byłoby to... niepokojące.
- Wiesz co... - mruknął, ściągając pas, którym miecze przytroczone były do jego pleców. Oba zestawy ułożył na ziemi i a sam klapnął obok, pod drzewem, opierając się plecami o pień. Ach, było tutaj spokojnie. I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu ruda gołymi łapami mordowała daniela.
Zerknął na nią.
- A tak, alkohol. To nasz jakby wywar, piekielnie paskudny a jednak cały czas masz ochotę na więcej. A jak wypijesz tego więcej to zaczynasz widzieć różne rzeczy i robić niespodziewane rzeczy. Ostatecznie rzygasz lub zasypiasz. A jak się budzisz to zazwyczaj nic nie pamiętasz. - obwieścił, przyglądając jej się przez chwilę by zaraz potem oprzeć głowę o pień i spojrzeć na niebo. Kolejne słowa skwitował nie patrząc na nią.
- Wiesz, sam też często mam ochotę pozabijać ich wszystkich. - oznajmił, wzruszając ramionami. A niech sobie mordują ludzi, co jemu do tego. On jeszcze żył i na drugą stronę się nie wybierał. Zresztą.
- Zostańmy na Ekaja - dalej nie potrafię zapamiętać. Mów mi Shenron lub T'Shaw. Jak wolisz. - poinformował, bo przecież takie proste wyrazy chyba potrafiła wypowiedzieć. Prawda?

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Wto Mar 20, 2018 10:42 pm

Przykucnęła, gdy tak się rozłożył na ziemi, zerkając tylko pobieżnie na odkładany na bok pas - i broń przede wszystkim. Nawet nie z powodu lęków, że mógłby jej użyć. Zdecydowanie bardziej przeważał tutaj chłodny podziw dla samego oręża, jego wyglądu, ostrości i kunsztu jej wykonania.
Sama pokusiła się o zdjęcie z ramion łuku. Złapała go pewnie w dłoń i usadowiła się w siadzie skrzyżnym, swoją broń kładąc na swoich udach. Rzecz jasna, ona zwyczajnie musiała zająć miejsce dokładnie naprzeciwko biednego i narażonego na to bezpardonowe wlepianie w niego żółtych oczu Shenrona.
Gdy tłumaczył jej, czym jest ta niesamowita mikstura alchemiczna, Ekaja wyłapywała wszystkie nowe informacje z miną wyrażającą potężne zainteresowanie. Dopiero na sam koniec zacisnęła usta, spojrzała gdzieś w bok i milczała kilka długich sekund. Brzmiało to teoretycznie podobnie do tego, co robił jej lud w czasie obchodów Dnia Ziemi. Wtedy również dawali się ponieść emocjom. Robili rzeczy, na które przypuszczalnie nie poważyliby się o zdrowych zmysłach. Również i to, co się wówczas działo, zostawało w pamięci jako wspomnienie niewyraźnego snu. Z tą drobną różnicą, że ich otumaniała magia. Ot co.
I tylko trochę pewne magiczne ziółka w ogniskach.
- Nie rozumiem. Siemu ochota na więcej, skoro nic nie pamiętaś? Skąd widziadła? - pytała tonem zagubionym w zawiłościach oddziaływania alkoholu na zwykłego człowieka. Albo niezwykłego.
Trudno było jej pojąć samą mechanikę i jeszcze powody, przez które ludzie mieliby do niego sięgać ot tak, skoro ewidentnie był niebezpieczny. Co za brak logiki. Jakim cudem ludzie sami siebie jeszcze nie wytępili do szczętu?
Zwłaszcza że jeden z nich, przedstawiciel tej dziwacznej - popierdolonej no kmon - rasy właśnie wyznał jej, że miewa ciągoty do pozbycia się wszystkich. Czy to nie było ironiczne? Parsknęła na to tylko. Bo cóż miała powiedzieć, jeśli nie przytaknąć?
- Sienron? - powtórzyła niepewnie. Nie podchodziło jej to pod język. Nie umiała. Dlatego spróbowała z drugim. - T'Siaw? - znów powoli i bez większej pewności w tonie.
Reasumując - nieprawda. Nie potrafiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sro Mar 21, 2018 1:49 pm

Chwila spokoju, odpoczynku od gwaru miasta. Całkiem było tu przyjemnie i gdyby nie uciechy, które gwarantowało mu życie w mieście, to pewnie sam zacząłby latać po lesie. Niestety, wygoda jednak wygrywała. Poza tym tutaj nie było burdeli z dziwkami, a do poziomu zoofilii się nie cofnie. Chociaż - gdyby nastały ciężkie czasy pewnikiem trzeba by było znaleźć rozwiązanie.
Spojrzał na nią i przez chwilę tylko się jej przypatrywał. Zaraz potem rozłożył ręce jak gdyby chciał powiedzieć "nie pytaj mnie", jednak po chwili udzielił jakiejś bardziej precyzyjnej odpowiedzi niż sam gest
- Wiesz, są różnie powody. Jak ludzie dużo wypiją stają się odważniejsi, zdolni do wszystkiego. Inni piją, bo chcą pozbyć się smutków, które faktycznie odchodzą na pewien czas, gdy ten... wywar działa; wiesz - ktoś komuś umarł, komuś się nie wiedzie. Wypicie sprawia, że niczym się nie martwisz, nawet jeśli to chwilowe. A to, że nie pamiętasz i boli cię potem głowa, to tylko taki... efekt uboczny? - oznajmił.
Oh, pierwsza głęboka wypowiedź w wykonaniu Shenrona od... dłuższego czasu. Bardzo długiego czasu w sumie. Zwykle jedno zdanie i to proste to najwięcej na co się wysilał w trakcie rozmowy z innymi a jak ktoś go pytał o takie głupoty, rzeczy oczywiste to zwyczajnie taką osobę ignorował. Bo albo była jakaś niedorozwinięta, albo... no nie było innej alternatywy.
- Popracujemy kiedyś nad tym. - skwitował jej próby wypowiadania jego imienia i przydomku. Oczywiście, nie planował że będzie przyłaził i ją uczył, powiedział to po prostu by ukrócić jej cierpienia przy tych próbach. - Til'Illan powinno być łatwiejsze. - podsunął jej nazwisko. A jak z tym nie pójdzie to zostanie Karol. Chociaż nie, do tego by się raczej nie przyznał. Nawet przed jakąś dzikuską.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 1:32 am

... piją, bo chcą pozbyć się smutków, które faktycznie odchodzą na jakiś czas...
Uniosła nieco wyżej głowę, w żółtych ślepiach błysnęła ostra iskra zainteresowania. Magiczny wywar - alkohol - który powodował, że ludzie zapominali o trapiących ich smutkach, o cierpieniu, bólu. Na jedną albo dwie chwile byli odcięci od swojej prywatnej agonii, epicentrum piekła i mogli poczuć się na nowo wolni. Zamrugała kilka razy, marszcząc brwi.
- Gdzie moźna go dostać? - spytała krótko. Prosto z mostu, co się miała czaić? Jej intencje w chwili obecnej były bardziej niż jasne. Chciała sprawdzić na własnej skórze, czy wypicie wysokoprocentowego trunku pomoże jej w oderwaniu się od rzeczywistości. Miała ochotę chociaż... spróbować. Do tej pory starała się ze wszystkich sił udawać sama przed sobą, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, lecz ta sztuka wychodziła jej - bądź co bądź - naprawdę kiepsko, jeśli nie jeszcze gorzej. Ostatecznie zwykle kończyło się na tym, że czuła się bardziej przybita, bo dochodziło do tego wszystkiego poczucie winy, że zwyczajnie stara się zapomnieć o swojej przeszłości.
Ciężko było być taką Ekają.
Pokiwała głową. Popracują. Znaczy - ona popracuje. Obrała sobie za punkt honoru wymówienie tego imienia w sposób poprawny. Shenron pewnie nie był świadomy, jak często będzie sobie wałkowała i mamrotała jego imię w sposób bzdurnie uparty sama do siebie, zupełnie jakby właśnie odmawiała jakąś idiotyczną modlitwę.
- Til'Illan - powtórzyła. Miękko, śpiewnie i, co ważniejsze, poprawnie. Skinęła sama sobie głową z aprobatą i uniosła do góry lewy kącik ust. To była, można to chyba tak nazwać, namiastka chyba uśmiechu. Z pewnością jej twarz przybrała na krótki moment łagodniejszy wyraz niż do tej pory. - Jest łatwiej. Tak będę mówić dopóty, dopóki nie umiem Sienron. Na honor.
Bo przecież zapewnienie go, że się nauczy, było rzeczą niebywale ważną, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 2:01 am

Shenron uniósł lekko brew słysząc jej pytanie. To brzmiało tak, jak gdyby chciała już teraz wstać i odmaszerować we wskazane przez niego miejsce, tam gdzie mogłaby kupić alkohol. Dowodu nie miała, to by jej nie sprzedali, ot co. Po co ją fatygować na marne.
- Następnym razem cię zabiorę w takie miejsce. - obiecał, bo przecież nie rozważał, że będzie ten następny raz. A teraz, może i był dupkiem, który uczył dzikuskę słów takich jak "popierdoleni", to nie potrafił jej oddelegować tak jak stała do jakiejś karczmy, gdzie to zamawiałaby alkohol, bo... No właśnie, po co jej tak nagle się schlać? - A w ogóle to po co ci to wiedzieć? Czemu chcesz się najebać? - zapytał, tym samym podsuwając jej drugie, magiczne, pięknie brzmiące słówko.
Powtarzanie jego imienia jak mantry? Uwaga, bo jeszcze zacznie jej się przez to śnić i to pewnie nie w scenariuszach, gdzie urywała mu łeb. Słysząc jak poprawnie wypowiada jego nazwisko, skinął lekko głową, a kącik jego ust również drgnął w uśmiechu. W zasadzie - znów w tej nieprzyjemnej jego parodii. Ona nie potrafiła wymawiać "sz" a on totalne beztalencie, nienauczyony jak się powinno uśmiechać, jak to miałoby w ogóle wyglądać. A samo podnoszenie kącika ust zdawało się być jakąś reakcją bezwarunkową.
Uderzył się pięścią w lewą stronę klatki piersiowej z poważną miną.
- Trzymam za słowo. - powiedział wtedy.
Rzecz jasna troszkę tutaj się z niej nabijał, ale przecież nie musiała tego wiedzieć, zresztą aż tak tego nie było widać po nim.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 2:27 am

Chciała. Najchętniej zostawiłaby tego jelenia - czy raczej podarowała go w ramach podzięki Shenronowi - i pognała co sił we wskazane miejsce. Ba, pewnie by jeszcze wzbiła się pod w niebo pod postacią ptaka, byleby było szybciej.
Sposępniała z lekka. Następnym razem, też coś. Parsknęła i wydęła usta jak naburmuszone dziecko, któremu matka każe iść do świątyni, gdy właśnie można oglądać super egzekucję na placu.
- Niech będzie - oznajmiła w końcu tonem z lekka obrażonym. Pokazał jej ciastko, pomachał nim przed nosem i bezczelnie je zabrał. Problemem było to, że dla Shenrona były to słowa rzucane na wiatr, ot, obietnica bez pokrycia. A Ekaja wzięła to absolutnie na poważnie i, duch jej zmarłej babki świadkiem, jeśli gdzieś go zobaczy, z całą pewnością będzie o tym pamiętała. Bez dwóch zdań. I jeszcze wytknie, że przysiąg składanych pod gołym niebem się nie łamie, że to plami honor i burzy równowagę przyrody. Najebać. Zapisała to słowo w pamięci, lecz nie odpowiedziała od razu. Odłożyła swój łuk na trawę obok i podciągnęła kolana pod brodę, zerkając gdzieś w bok. - Tęsknię za domem, ale tam są tylko duchy i nie ma po co wracać. - Wzruszyła ramionami. Twardzielka, oczywiście, że niby wcale jej to nie boli aż tak bardzo, a jedynie gniecie. - Brak pamięci o tym to coś popierdoleni? - spytała jeszcze, dziwacznie składając zdanie i, ponownie, popisując się tym nowym ślicznym słówkiem, które tak szybko podłapała. Z marszu. Bo brzmiało wyjątkowo przyjemnie w jej uszach.
Głupia i naiwna dzikuska. Łykała totalnie wszystko, co Til'Ilian jej opowiadał i nie wyczuwała najmniejszej kpiny. Bo przecież okazał się być prawym człowiekiem i kimś, kto potrafił wyciągnąć rękę do obcego. Albo naprawdę niemiłosiernie chciała wierzyć, że ma do czynienia z kimś właśnie takim.
Uderzył ręką w pierś, a dzikuska skinęła głową. Teraz zostało już potwierdzone.
- Psysiąg pod gołym niebem darowanych złamać nie moźna - oznajmiła jeszcze z miną bardziej niż poważną. Wśród jej ludu w takich sytuacjach rozchodziło się o honor i cześć. Złamanie jednej głupiej obietnicy mogło wyrokować na reputacji całego klanu.
Dziwny to lud zresztą był. Do bólu praworządny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 6:27 pm

- No już, już. Nie rób takiej miny. - powiedział, widząc że nie za bardzo odpowiada jej opcja przełożenia tego na inny termin. W zasadzie to był całkiem ciekaw jak się Ekaja zachowa, kiedy będzie pod wpływem. I ten niedobry diabełek z jego ramienia podpowiadał mu, żeby faktycznie zabrać ją już teraz do gospody, postawić spirytus i patrzeć, co się dzieje. A jak zdechnie od stężenia alkoholu we krwi to przecież co złego to nie on. No i rzygowin jej też nie będzie musiał wycierać.
Pokiwał tylko głową, gdy powiedziała, że tęskni za domem. Jeszcze trochę i uroni łezkę nad tą biedną postacią. Tylko trochę mu do tego brakowało - a to trochę to było stanie się kimś innym niż Shenron. Przykre, ale jakie prawdziwe.
- Tak, dokładnie tak. - kiwnął głową, w zasadzie nie wiedząc z czym się zgadał. Hm, musiałby nad nią jednak nieco popracować, żeby móc się jako tako dogadać. Swoją drogą to była całkiem niezła zabawa. Miał swoją własną Pocahontas, która zamiast śpiewać o barwach, które kolorowy niesie wiatr wolała pójść z nim i się najebać jak szpak, żeby zapomnieć co się dzieje.
Podniósł się powoli z ziemi i chwycił pas od mieczy, by zaraz założyć go, w wyniku czego miecze wróciły na jego plecy.
- Nie mogę jednak patrzeć na Twoje niezadowolenie. No to co? Idziemy kupić jakiś alkohol? - zapytał, kompletnie puszczając w niepamięć fakt, że miał tu do wykonania jakieś zlecenie. - Weź może łeb tego tu - wskazał na martwe stworzenie - Może damy radę to wymienić na wódkę. - zaproponował.
Cóż, lubił dobrą zabawę a w towarzystwie pijanej dzikuski zabawa ta mogła faktycznie być przednia. O ile nie skoczy na niego i nie sprobuje zadusić gołymi rękami.

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekaja
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 7:03 pm

Nawet nie wiedziała, na co właśnie się tak chętnie zgodziła. Skusiła ją perspektywa szybkiego pozbycia się z myśli tego, co nie pozwalało jej normalnie sypiać i funkcjonować - nie zależało jej na cenie, chciała się tylko i wyłącznie, choćby chwilowo, uwolnić od podążających za nią cieni przeszłości.
Jeśli alkohol miał jej w tym pomóc - zdecydowanie była gotowa na późniejszy ból głowy i złe samopoczucie. Nie mogło być to przecież aż tak złe, prawda?
Nieprawda.
Westchnęła tylko głośno. Boleśnie. A jakże. Wcale nie była to pierwsza, żałosna próba manipulacji, byleby wymusić na Shenronie wskazanie jej drogi do alkoholu. Rzuciła mu również rozżalone spojrzenie, jakby zagłada jej klanu była wyłącznie jego winą. Skąd miała wiedzieć, że tak trywialne sztuczki nijak nie odnajdą właściwej drogi do tych zapomnianych i niewidocznych shenronowych części? Próbować nikt nie mógł jej zabronić.
Przyglądała się w milczeniu, jak Til'Illan podnosi się z ziemi, lecz sama w początkowej fazie ani drgnęła. Jak chwyta za pas, jak zapina sprzączki, aby broń ponownie znalazła się na właściwym sobie miejscu. Oparła brodę o swoje kolana, a później padły słowa, które zdecydowanie chciała usłyszeć.
Podejrzanie szybko - jakby czekała po prostu na sygnał - podniosła się do góry i wyprostowała, zgarniając po drodze swój łuk z ziemi.
- Tak - oznajmiła tylko krótko. Nie należało jej powtarzać dwa razy, łuk przerzuciła przez plecy i pokonała długimi krokami odległość dzielącą ją od jelenia, wydobywając po drodze swój krótki nóż.
No i co tu dużo mówić? Powoli i metodycznie odcięła danielowi łeb, tylko troszeczkę się krwią ochlapując. No cóż. I czekała na dalsze instrukcję.
Ale musiała wyglądać na jeszcze dzikszą niż do tej pory. Ze śladami krwi na rękawach, z tym rozciętym policzkiem, z piórami we włosach. Oraz rogatą głową daniela, którą obwiązała sznurem i trzymała w dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Sob Mar 24, 2018 9:42 pm

No, szybko się uczyła. Znaczy - na Shenrona chyba nie działało to, że tak cierpiała przez jego odmowę. Zdecydował się zabrać ją na picie tylko dlatego, że mogła z tego być większa zabawa. Zresztą, sam chciałby się napić toteż dlaczego by z okazji nie skorzystać?
Kiedy zadbał, by jego ekwipunek wrócił na swoje miejsce, to jest - miecze na plecy, spojrzał na nią. Dzikuska wzięła się za odcinanie łba danielowi i nawet sprawnie jej to poszło. Widząc, jak się dziecię ubabrało krwią, odchrząknął. No cóż, mógł się z takim brudaskiem udać tylko w jedno miejsce. Miejsce, które znał od zawsze. Miejsce, w którym się wychowywał. Do dzielnicy portowej.
- Dobra. Chodź ze mną. Nie gadaj z ludźmi, nie wpadaj na nich i nie gap się na wszystkich i wszystko to będzie dobrze. Tym bardziej kiedy wejdziemy do portu, bo tam za gapienie się dostaniesz w ryj z miejsca. - poinstruował ją, po czym pokierował się w stronę miasta ze swoją towarzyszką.
zt x2

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   Pią Kwi 27, 2018 9:49 pm

Riverd Jednooki przemierzał las wprawionym ruchem osoby obytej z tym obszarem. W lewej ręce dzierżył łuk, w drugiej zaś przygotowaną miał już strzałę. Jego sokoli wzrok podążał bystrze za jego ofiarą. Już za kilka sekund pozbawić miał ją życia. Jeden płynny ruch i pocisk przemierzał już z wielką prędkością dzielący ich dystans.

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skraj Lasu   

Powrót do góry Go down
 
Skraj Lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Tajemniczy dom w środku lasu
» Środek lasu.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Dzikie tereny
 :: 
Las Graniczny i okolice
-
Skocz do: