Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Me extrañaste?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vesperr
Markiza

avatar



PisanieTemat: Me extrañaste?   Sob Mar 24, 2018 5:25 pm


Vesperr Droth'tadon
∴ Jedność ∴

Informacje podstawowe

WIEK: 27 lat
RASA: Elae
PODTYP: Lato
ORGANIZACJA: Dwór
RANGA: Markiza
WYZNANIE: Nydo


"Jeśli chcesz, by twoi ludzie byli ci wierni, muszą bać się ciebie bardziej niż wroga"


Zdolności i słabości

ZDOLNOŚCI

» Siła Woli
» Wytrzymałość
» Używanie Broni - rapier (II)
» Siła
» Zwinność
» Dryf - Vesperr wnika w ciało wybranej osoby. Ich ciała łączą się a myśli stanowią jedność. Wszelkie wspomnienia tasują się między sobą, a dwójka tworzy zgrany tandem. Walczą razem, poruszają się razem, z tą różnicą, że Vesperr w takim wypadku przyjmuje całość obrażeń zadanych osobie, z którą łączy ją Dryf. Po opuszczenia ciała drugiej istoty wszelkie rany technicznie zadane tejże osobie przenoszą się na ciało Vesperr. Jednocześnie kiedy druga osoba skutecznie rani przeciwnika podczas trwania Dryfu, zwraca Elae żywotność w wysokości 80% od zadanych obrażeń przeciwnikowi. Tym skuteczniejszy Dryf i bardziej celny, im większa więź łączy dwójkę. Dryf może zostać też wykorzystany do zwykłego czytania wspomnień, choć przemykają one bardzo szybko i wymaga to bardzo dużego skupienia.
» Odwrócony Dryf - Jeśli Dryf jest wykonany na przeciwniku i Siła Woli Vesperr wygrała - na chwilę może przejąć ona ciało przeciwnika i tym samym zadawać obrażenia. W przypadku Odwróconego Dryfu obrażenia nie są odbijane na Vesperr, ponieważ sam Dryf jest niekompatybilny. Vesperr jest wyrzucana z ciała przeciwnika jeśli ten w którejś turze wygra rzut sprawdzający Siłę Woli lub gdy skończy się jej Heyat.

SŁABOŚCI

» Musi każdemu udowodnić ile jest warta, co nierzadko pakuje ją w kłopoty.
» Ma alergię. Wiosną ledwo żyje - kicha, prycha i smarka.
» Zdolności dyplomatyczne u niej leżą.
» Masochizm i sadyzm w jednej osobie, to połączenie, które sprawia, że nie odmówi sobie wpakowania się w sytuację, gdzie z pewnością odniesie obrażenia; a z drugiej strony - nie przepuści okazji, by kogoś "zadrapać".


"Nie ma bohaterów. W życiu wygrywają potwory."


Wygląd

Panna Droth'tadon liczy sobie metr siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu i jest raczej charakterystyczną postacią, jeśli chodzi o jej wygląd. Jest ona nietuzinkowej urody, wystarczy spojrzeć na jej twarz by się o tym przekonać. Poza tym, że ma dość ładną buzię, ze zgrabnym nosem i dużymi, pełnymi ustami, to pierwszą cechą charakterystyczną są jej oczy. Miedziane tęczówki, królowe świdrującego, przenikliwego spojrzenia, które sprawia, że można się poczuć nieswojo. To spojrzenie wymierzone w oczy innej osoby daje jej wrażenie, jak gdyby Vesperr wiedziała o wszystkim. Ona wie, przemka przez myśl osoby o słabej sile woli, w którą to właśnie Vesperr wycelowała swoje firmowe spojrzenie. Miedziana tęczówka ma bardzo wąską, choć z bliska dobrze widoczną, czarną obwódkę, nadającą jeszcze więcej głębi jej oczom. Niecodziennego koloru oczy otaczają gęste, czarne niczym smoła rzęsy, naturalne i takie, których niejedna pani mogłaby pozazdrościć. Jej oczy podkreśla coś innego - błękitne tatuaże, wędrujące od skroni, przez kości policzkowe i kończące się na równi z wewnętrznym kącikiem oczu. To druga cecha w wyglądzie Vesper, która rzuca się w oczy. W końcu niecodziennie kobieta każe sobie wytatuować twarz. Ostatnią cechą to dość niecodzienna, odważna fryzura Elae - lewy bok jej głowy jest wygolony na tyle, że pozostaje na nim tylko kilkumilimetrowy meszek, milutki w dotyku, swoją drogą. Miejsce pozbawione brzytwą włosów kończy się zaraz za uchem. Po drugiej stronie - duży kontrast - kaskada czarnych, gęstych włosów z granatowymi, grubymi pasmami, których barwę Vesperr zawdzięcza człowiekowi, którego aspekt pozwala na zmianę kolorów przedmiotów i nie tylko. Jej włosy zwykle splecione są w szeroki, luźny, gruby warkocz, który najczęściej przerzuca przez ramię, na klatkę piersiową. Sam warkocz sięga niewiele poniżej linii biustu i spośród wszystkich tych znaków - on jest cechą flagową w jej wyglądzie.
Vesperr nie ma bladej, alabastrowej karnacji. Jej skóra wygląda na ładnie, równo opaloną. Dzięki temu aspektowi, na Vesper wygląda dobrze niemalże każdy kolor, a poza tym - na opalonej karnacji ciało wygląda znacznie smuklej, a mięśnie się lepiej prezentują. Powinna być wdzięczna naturze, za taki atut, ponieważ jej ciało jest umięśnione. Nie przesadnie, nie wygląda jak gdyby nie robiła nic poza podnoszeniem ciężarów - muskulatura pleców, ramion, brzucha, ud i łydek jest wyraźnie i ładnie zaznaczona. Vesperr dba o swoje ciało - każdego ranka wykonując odpowiedni dla siebie zestaw ćwiczeń oraz odmawiając sobie kalorycznych posiłków (choć nie znaczy to, że ma obsesję i jednak jak ma ochotę to wpieprzy kawałek tortu lub nawet cały tort).

Charakter


Życie bardzo szybko ustawiło do pionu Vesperr. Będąc urodzoną w takiej rodzinie, a nie innej nie miała okazji by celebrować czasy dziecięce. Od początku trzymana w dyscyplinie i rygorze; odmawiano jej zabaw, a o wyjściach do innych dzieci nie było mowy. Wiecznie podnoszona poprzeczka, zawsze o milimetry za wysoko. Wyprany z dziecięcej radości, jałowy okres dorastania ukształtował charakter Vesperr. Przede wszystkim - chorobliwie ambitna. Ciągły i proporcjonalny do jej osiągnięć wzrost oczekiwań jej ojca sprawił, że młoda Droth'tadon jest niesamowicie zacięta, jeśli jest coś, co ma zrobić, a jednocześnie jeśli to nowe wyzwanie, które w opinii innych jest poza jej zasięgiem. Niegasnąca potrzeba udowodnienia wszystkim ile jest warta sprawia, że ciężko jej zaskarbić sympatię kogoś, kto jej nie zna. Z punktu widzenia obcej osoby Vesperr jest pyszałkowatą zołzą, która ma zawyżone mniemanie o sobie. Dzieje się tak, ponieważ od Vesperr dość często można usłyszeć "Nie ma rzeczy, której bym nie dała rady". Tutaj trzeba ją zrozumieć - tak długo ojciec wpajał jej to, za każdym razem gdy poddawała się, mówił że przecież nie ma takiej rzeczy, z którą by sobie nie poradziła. Nie przyjmował odmowy. I stało się tak, że powtarzane jak mantra słowa ojca stały się celem jej życia, jej myślą przewodnią. Nie powinno się jednak sugerować tym, co myślą inni. Elae nie jest osobą złą, pozbawioną ogłady i skromności. Zwyczajnie złakniony pochwał umysł Vesperr robi podpowiada jej by wymagać od siebie wiele, dawać jeszcze więcej, a oczekiwać zawsze więcej, niż to możliwe.
Młoda Markiza nie jest dobroduszną dziewczynką, która wyciągnie rękę by pomóc inny, w tym Elae. Samo hasło "Elae" powinno uprzedzić o tym, że będzie to nieskora do charytatywnych akcji, mających na celu wsparcie kogoś, jeśli nie leży to w kręgu jej zainteresowań, a ta osoba dla Vesperr nie jest potencjalnym sojusznikiem. Z reguły podchodzi do każdego, nawet swoich, z dystansem; nie szczędzi sobie uszczypliwości i bardzo, ale to bardzo lubi "pyskować", przynajmniej tak to nazywali jej rodzice, a ona wolała określenie - posługiwanie się rzeczowymi kontrargumentami. Nie interesuje jej zdanie innych w temacie tego, czy damie przystoi przeklinać czy też nie. W swoich oczach nie jest typową damessą, damą dworu. Jest przecież Markizą, której podlegają ludzie, żołnierze. A takich trzeba trzymać krótko, pokazać im że się panienką nie jest i rzucić jednym przekleństwem albo dwoma. Elae nie daje sobie wchodzić na głowę żołnierzom - potrafi bardzo szybko ich sobie podporządkować. Składają się na to dwie rzeczy - twardy, nieustępliwy charakter kobiety oraz szacunek, jaki ma wśród swoich podwładnych. Na ten szacunek, rzecz jasna, zapracowała - udowadniając swoje przygotowanie bojowe, znajdując granicę między szanowaniem podwładnego a zamiataniem nim podłogi oraz samym nazwiskiem. W końcu była wnuczką Rerverthe, autora manewru "Królewski Gambit", który pozwolił na stłumienie buntu wśród Elae wiele, wiele lat temu.
Wobec rzyjaciół (są tacy w ogóle?) Vesperr jest nawet znośna. Nie brakuje w tych relacjach uszczypliwości, bo jednak jest to część Vesperr, której nie da się wykluczyć, niemniej jednak należy wspomnieć o jej lojalności wobec przyjaciół. Tu można nawet zacząć mówić o jakiejś większej bezinteresowności, większej lub mniejszej, w zależności od jakości relacji i jej długości.
Podsumowując samą Vesperr można powiedzieć, że przez wiele jej cech faktycznie można odmówić jej tytułu damy. Wrednej zołzy - niekoniecznie, ale damy to już na pewno. Ma swoje humory - czasem lepsze, gdzie nawet da się z nią normalnie porozmawiać, a czasem gorsze - gdzie, uwaga, najchętniej roztrzaskałaby czaszkę osoby, która odważyłaby się do niej odezwać. Nie powinno się oceniać Elae po tym, co o niej mówią czy piszą (w opisach charakteru zwłaszcza). Bo to, jaka jest, może odbiegać od tego jak ją piszą.

Historia

- Więc Twoja rodzina...
- Tak, moja rodzina od pokoleń piastowała stanowisko markiza. Od... prawie czterystu lat. Zmieniają się tylko głowy rodu, imiona markiza, nigdy jego nazwisko. Wciąż jest to Droth'tadon. W zasadzie, z tego co mi mówił ojciec, to nawet dobrze dogadywali się, i dogadują, z Fëanáro, nie najgorzej też z Vërno. Wiesz, o nas, Droth'tadonach podobno od początku mówiło się, że jesteśmy linią doskonałych strategów i dowódców. Szczerze mówiąc to nasz ród o wiele bardziej preferował rozwiązania siłowe ponad tkanie sieci kłamstw i intryg. Jeśli trzeba było zadziałać, wykonać brudną robotę to wołano Droth'tadonów. Żadne z nas nie bało się podnieść miecz i tarczę, ruszyć w bój i splamić krwią wroga. Nigdy nie stroniliśmy od rozwiązań siłowych, one były bardzo skuteczne. No i są skuteczne teraz. Fakt, mało finezyjne, ale to chyba nie o to chodzi.
- No dobra, powiedzmy, że rozumiem. Ale jak w takim razie wyglądała twoja historia? Mówiłaś przecież, że w waszym rodzie pierwszorodnymi byli zawsze synowie, stąd przyjęto, by nie ubliżać córkom, że tylko pierworodni mogą przejąć funkcję markiza.
- Hej, dobrze wiedzieć, że mnie słuchasz, Gdlyn. No tak - stało się tak, że to ja byłam pierworodną mojego ojca. Nie zdziwi cię pewnie, że powiem, iż z początku byłam jego wielkim, no wtedy to akurat małym, rozczarowaniem. Posiadanie synów jako pierworodnych to była jakby ich tradycja, coś co wyznaczało, że faktycznie jesteś prawdziwym Droth'tadon. A tu psikus, urodziła się córeczka. Mój ojciec początkowo nie chciał w ogóle mnie znać, ignorował - tak mówiła mama. Dopiero się zainteresował, kiedy to w wieku lat trzech wyzwałam go na pojedynek na miecze.
- Na miecze? Chyba coś kręcisz, Vesperr
- No, nie takie kute ze stali. Ja miałam swój patyk i to był mój miecz. Chcąc uwagi ojca, a nie wiedząc jak ją zdobyć, po prostu rzuciłam mu wyzwanie. Na początku mnie zignorował, nic nowego. Dopiero gdy przyłożyłam mu tym kijaszkiem po piszczelu, łaskawie zerwał się z krzesła, rozumiesz, żeby mi wlać. Wtedy zatrzymał go jego ojciec, a mój dziadek - Rerverthe Droth'tadon.
- Sir Rerverthe to twój dziadek? Autor "Królewskiego Gambitu"? On jest legendą!
- Ach tak, już wiem czemu ojciec był sfrustrowany za każdym razem, gdy pytałam o dziadka. Cały czas żył w jego cieniu, wszyscy zachwycali się osiągnięciami dziadka, a nie jego. Dziadek wysoko postawił poprzeczkę. Ojciec chyba nigdy nie dał rady jej przeskoczyć. Stąd jego mania.
- Jaka mania?
- O tym zaraz, daj mi skończyć! Jak już mówiłam - mojego ojca zatrzymał dziadek. Pouczył go, że kiedy ktoś Droth'tadonowi rzuca wyzwanie to należy je przyjąć. Ojciec wziął zatem kij i... no stłukł mnie nim, choć zasłaniałam się jak mogłam. Postawił na swoim, a jednak - ten moment coś w nim zmienił. Podjął decyzję, żeby mnie trenować, choć początkowo to wyglądało tylko jak zabawa. Walka na patyki, na drewniane miecze. Zaczął zapoznawać mnie z tradycjami rodu, z naszym kodeksem, zdradzać nasze tajemnice. Dorastałam i szkoliłam się pod jego okiem, ale - zawsze byłam dla niego za słaba. Zawsze stawiał wysoko poprzeczkę, a gdy już miałam ją przeskoczyć - on ją podwyższał. Ciągłe wymagania, wieczne niezadowolenie. Byłam dobra, w lot chwytałam jego nauki, a jednak - wciąż niewystarczająco dobra. W końcu nie byłam synem, tylko córką. Był kawałem dupka, który mścił się za to że nikt go nie zauważa i nie chwali, wobec czego całą swoją frustrację przenosił na mnie. Patrząc na to z innej strony - w swojej frustracji, podczas sparingów, pokazywał mi rzeczy, ruchy których sam chyba był nieświadom. Wykorzystałam to, dzięki temu wypracowałam własny styl walki. Podczas moich nauk fechtunku dość szybko okazało się, że miecz nie jest dla mnie. Rapier, to była moja broń - nie ujmowała mojej lekkości, bardzo lekko wchodziła w przeciwników. Niedoceniana a jednak zabójcza. Tak odnalazłam siebie, swój styl, swoją siłę i precyzję. Sparingi z ojcem stawały się coraz łatwiejsze, a jednak - nigdy nie udało mi się go pokonać. Nie wiem, czy byłam za młoda by jednak przerosnąć własnego nauczyciela i markiza Dworu, czy może faktycznie chodziło o to, że jestem córką, a nie synem, wobec czego - teoretycznie - byłam słabsza i gorszym wojownikiem.
- Rozumiem. Niekończąca się presja ze strony ojca, poczucie że jest się dla niego ciężarem.
- Naprawdę długo to przeżywałam, parę lat. A jednak coś innego zajęło mój umysł. Zamiast dołować się, że nie dam rady, tę myśl zastąpiła mantra mojego ojca. Nie ma rzeczy, z którą bym sobie nie poradziła. Powiedział to raz, a później powtarzał. Ale wiesz, w jego ustach nie brzmiało to jak kwestia podnosząca morale. Pod tymi słowami czułam się jeszcze gorzej, jak gówno. Naprawdę, onie nie zagrzewały do walki, nie motywowały do działań. Nie wypowiadane tak, jak on je wypowiadał. U niego to brzmiało, że albo sobie ze wszystkim poradzę, albo będę niczym. Nie chciałam być niczym. Byłam szczeniakiem, który pragnął atencji ojca, jego uznania. Uznania, którego nigdy i tak bym nie dostała i gdzieś w podświadomości zdawałam sobie z tego sprawę, a jednak moja druga strona pchała mnie do dalszych działań.
- Ciężka sprawa.
- Mnie to mówisz?
- A jak było z twoim aspektem?
- Z Dryfem? Dryf pokazał się dopiero, gdy miałam osiemnaście lat i to całkiem niespodziewanie. Mój przyjaciel, taki ciołek i niemota, co to nikomu nie potrafił przyłożyć, wpadł w tarapaty. Jeszcze wtedy przejmowałam się takimi ludźmi, którzy sami nie potrafią o siebie zadbać. Chciałam mu pomóc, a jednak grupa pachołków obwiesia, który prał mi kolegę, nie pozwoliła mi się nawet zbliżyć. Co mogłam zrobić? W duchu tylko go wspierać, żeby choć trochę się postawił. I wtedy, och, dziwne uczucie. Coś jakby chwyciło mnie za żołądek i szarpnęło naprzód. Zanim się obejrzałam - to ja stałam naprzeciwko tego złamasa. Ja ale... czułam inne myśli. Obce myśli. Przez umysł galopowały wspomnienia, moje i... zdecydowanie mojego przyjaciela. Mieszały się ze sobą, scalały. Podobnie myśli. I chyba dzięki temu ruszyłam... ruszył... ruszyliśmy do działania? Fakt, nie udało nam się wygrać, bo jednak Aiden był słabeuszem, który nawet z muchą miał problemy, ale jednak to było ciekawe doświadczenie. Zwłaszcza, gdy wyrzuciło mnie z jego ciała i okazało się, że to ja mam rozbity nos i połamane żebra. Chyba jeszcze nigdy nie dostałam takiego wpierdolu, przynajmniej nie w sytuacji, gdy druga strona nie miała absolutnie żadnych obrażeń. Później Dryf próbowałam na wielu osobach, próbowałam powtórzyć to, co zrobiłam wtedy, w zaułku. Raz wychodziło, a raz niekoniecznie. Okazało się, że jest to skuteczniejsze na osobach, które znam, w mniejszym bądź większym stopniu. Wtedy nasze Dryfy lepiej się zgrywały, a wspomnienia mieszały. Faktycznie z takimi osobami dało się osiągnąć jedność. Nie perfekcyjną, ale zawsze coś. Dopiero jakiś czas później odkryłam, że Dryf można odwrócić, to jest - wymusić na kimś jedność i zamiast wspołpracować to wyrwać mu kontrolę nad jego ciałem.
- Całkiem przydatna umiejętność.
- A jaka efektowna. Podobno bardzo zabawnie to wygląda, kiedy to ktoś nagle sam z siebie zaczyna się okładać pięściami czy dziurkować sztyletem.
- No to czemu nie wykorzystałaś tego, hm, odwróconego dryfu przeciwko swojemu ojcu, podczas sparingu?
- Fakt, że ojciec cały czas się wzmacniał swoim aspektem i ja też, po jego odkryciu, postanowiłam to zrobić. Jednak szkopuł w tym, że ojciec miał stalową siłę woli. Nie potrafiłam jej złamać, narzucić swojej. Prawdopodobnie, tak myślę, to stąd że jednak w jakimś stopniu paraliżował mnie strach przed nim. Przed poznaniem jego myśli o mnie. Odwrócony dryf nierzadko wrzuca myśli przeciwnika i naprawdę trzeba uważać, żeby nie przejęły nad tobą kontroli. Jakby nie było - nigdy mi się to nie udało. Mój Aspekt był bezużyteczny.
- Nawet zwykły Dryf? Ten, gdybyś traktowała go jak sojusznika?
- Jak już mówiłam, Dryf jest bardziej skuteczny, kiedy znasz tę osobę to fakt, ale też coś cię powinno z nią łączyć. Im silniejsza więź tym trwalszy Dryf. Z moim ojcem było tak, że Dryf się zrywał kiedy tylko dostałam się do jego umysłu. Był tak słaby. Nic mnie nie łączyło z nim, a za to wiele dzieliło.
- To trochę smutne, kiedy z własnym ojcem nie masz więzi. Chociaż takiej, która pozwoliłaby wam myśleć i działać jak jedność.
- Cóż, byłam dla niego złem koniecznym, a on nie był dla mnie moim ojcem, a nauczycielem. Wkurwiającym, nieprzyjemnym, ale bardzo dobrym. Szczerze mówiąc to nawet nie żałuję, że go zamordowano. Cieszę się, że mogłam zrobić mu na złość i przejąć funkcję Markizy. Wiem, że miał nadzieję, iż to mnie ktoś zabije, zanim on będzie musiał oddać urząd, ale to ja miałam więcej szczęścia. Przykro mi, ojcze, będziesz musiał znosić w piekle wieści, że twoja córka rządzi się tytułem markizy.

Ciekawostki

» Swój wolny czas spędza na czym? Na treningach walki. Kukle treningowej nie daje chwili wytchnienia.
» Uwielbia słodkie bułki, dokładniej jagodzianki. Przynosząc jej taką, można zdobyć jej przychylność (w drobnych sprawach) i wszyscy o tym wiedzą.
» Nigdy, przenigdy nie da się wcisnąć w suknię. Woli odpuścić sobie bankiety i bale niż wciskać się w gorsety i falbany. Uwielbia swoją zbroję i luźniejsze ubrania.
» Jest wprawną wojowniczką, zdaje sobie z tego sprawę i zwykle poproszona o to, choć chętniej - przekupiona słodką bułką - zgadza się na sparing (czytaj: trening); Wyjątkowo w tej sytuacji nie wyśmiewa nikogo, nawet jeśli to mężczyzna poprosi ją o pomoc.


Ostatnio zmieniony przez Vesperr dnia Sob Mar 31, 2018 6:13 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Me extrañaste?   Sob Mar 31, 2018 6:03 pm

Będzie akcept, ale uzupełnij sobie 8 umiejkę.

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vesperr
Markiza

avatar



PisanieTemat: Re: Me extrañaste?   Sob Mar 31, 2018 6:17 pm

Próbujemy

_________________

You snooze, you lose.

Theme Song & That Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Me extrañaste?   Sob Mar 31, 2018 7:49 pm

Akcept~

Dryf
» Koszt rzucenia zaklęcia: 30 Heyat
» Koszt podtrzymania: 10 Heyat na post
» Każda zadana rada powoduje, że regeneruje Ci się rana o jeden stopień niższa. Leczenie następuje dopiero po przerwaniu więzi, co oznacza, że jeżeli twoje ciało zostanie zabite w trakcie trwania umiejętności, to i tak będzie to oznaczało śmierć postaci. Po zakończeniu umiejętności, jeżeli masz otrzymać ranę tego samego poziomu co leczenie, efekty te zrównoważą się.
» Nie masz konkretnego ograniczenia czasowego do wykorzystywania tej umiejętności, lecz jeśli spędzisz w więzi z kimś powyżej 4 postów, Wasze umysły mogą zbytnio się ze sobą scalić, przez co istnieje możliwość wystąpienia konsekwencji po rozdzieleniu.

Odwrócony Dryf
» Koszt rzucenia zaklęcia: 70 Heyat
» Koszt podtrzymania: 10 Heyat na post
» Wykorzystujący siłę woli - ty i osoba, na której używasz umiejętności, wykonujecie co turę sporny test na siłę woli. Jeśli twój wynik jest niższy, zostajesz wyrzucona z umysłu ofiary.
» Ofiara w niektórych sytuacjach otrzymuje bonus do swojego rzutu na wolę.

+15, kiedy sama możliwość, że osoba ta mogłaby zrobić coś takiego, jest prawdopodobna
+30, gdy próbujesz zmusić kogoś do podjęcia akcji, która mogłaby w rzadkich lub konkretnych okolicznościach wystąpić.
+50, gdy zmuszasz kogoś do podjęcia akcji, której w normalnym przypadku nigdy by nie podjął.

Za każde 10 dodatkowo wydanego Heyat podczas tury, kiedy kogoś kontrolujesz, możesz zmniejszyć jego bonus do woli (wynikający z powyższy modyfikatorów) o 10.

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Me extrañaste?   

Powrót do góry Go down
 
Me extrañaste?
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Organizacja
 :: 
Kartoteka
 :: Zaakceptowane
-
Skocz do: