Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Świątynia Niaki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Świergot
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Świątynia Niaki   Sob Mar 31, 2018 11:09 am

Świątynia Niaki

Powstała na planie prostokąta budowla, która onieśmiela zarówno rozmiarem, jak i wszechobecnym przepychem. Z daleka widać, że architekci odpowiedzialni za wzniesienie przybytku nie próżnowali, garściami czerpiąc z funduszu przeznaczonego na finansowanie świątyni. Wnętrze urządzone jest w sposób, który wprost informuje odwiedzających o bezkresnym uwielbieniu dla bogini oszustwa, przejawiającym się w każdym rycie dłuta. W centralnej części znajduje się monumentalny ołtarz otoczony czterema marmurowymi rzeźbami, upamiętniającymi wizerunek Niaki; wszystkie ukrywają czar spojrzenia pod woalami przepastnych kapturów. Wewnątrz, niezależnie od pory roku, panuje charakterystyczny dla miejsca religijnych obrządków chłód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Benvolio
Markiz

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Sob Mar 31, 2018 4:33 pm

"If I'm a pagan of the good times
My lover's the sunlight
To keep the Goddess on my side
She demands a sacrifice."


Przejście przez plac świątynny zawsze zajmowało sporo czasu. Nie dość, że zajmował on znaczne połacie terenu miejskiego, to jeszcze kręciło się na nim pełno ludzi tworzących ciasne szpalery tłumu. Benvolio jednak miał już wprawę względem zachowywania mobilności pośród filirjońskiej tłuszczy. Zgrabnymi susami i raźnymi krokami torował sobie drogę brylując między ciżbą pospólstwa. Niczym rączy jeleń pokonujący leśne występy, tako i on w miejskiej dżungli zmniejszał sukcesywnie odległość, jaka dzieliła go od celu. Zwinnie usunął się z drogi nadjeżdżającego powozu, przeskoczył nad usypiskiem śmieci i wyminął hurmę miejscowych opryszków. Powiewająca za nim karmazynowa peleryna łopotała roztańczona. Wprawiona w ruch podmuchami wiatru znaczyła drogę Elae. Dyskretny chrzęst ocierających się o siebie blaszek akompaniował odgłosom łączonych z nagolennikami trzewików, które raz po raz jednostajnie stykały się z brukowaną powierzchnią. W powietrzu prócz plebejskiej woni i zwierzęcego smrodu unosiły się siarczyste przekleństwa, pokrzykiwania, czy zawodzenie. Żebracy, dostojnicy, rzezimieszki, złodzieje i szarlatani. Kupcy, rzemieślnicy, kapłani i kurwy. Cały przekrój tutejszego społeczeństwa kłębił się na placu niczym owadzi rój. Fëanáro przebrnął z kocią gracją lawirując między miriadami ludzkiej szarańczy. Wreszcie stanął przed bogato zdobionymi wrotami przystając, aby objąć wzrokiem cały przepych, blichtr i galanteryjność znajdującego się na wprost budynku.
- No no Niaka, ładnie się tu urządziłaś, moja niemiła. - rzucił pod nosem komentarz wyzuty z rzeczywistego podziwu, wypowiedziany z niemal ganiącą nutą. Odrzwia religijnego przybytku otwierały się do środka, co było dla Benvolia w tym momencie jakże wygodne. Trzymając dłonie w kieszeniach nie miał zamiaru zaprzęgać ich do pracy, toteż wszedł on do świątyni popychając jej podwoje czubkiem buta. Wewnątrz władzę sprawowała specyficzna para - chłód i półmrok, czyli dokładnie coś, z czym Elae radził sobie najlepiej. Wmaszerował on bezceremonialnie do środka pogwizdując cicho i ruszył przed siebie, a z jego kolejnymi krokami zapalały się w magiczny sposób umiejscowione na kolumnach kaganki. Żagwie płonęły kaskadami jaskrawego ognia, płomieniami o temperaturze tak wysokiej, iż nie potrzeba było wiele czasu, a w przybytku Niaki zaczęło robić się o wiele przyjemniej. Fëanor minął szeregi dębowych ławek i znalazłszy się przed monumentalnym ołtarzem postawił jedną nogę na stopniu przed piedestałem. Można to było uznać za bardzo płytkie przyklęknięcie okutego w zbroję rycerza.
Otoczony przez zakapturzone postacie wyjął wreszcie ręce z kieszeni, obejmując w jednej z nich niewielką sakiewkę monet. Podrzucił ją kilkukrotnie w powietrze skupiając wzrok na feerii różnorakich barw zdobiących szklane witraże.

_________________

"Only in truth, the Lords will abandon their thrones, and the Unkindled will rise. Nameless accursed undead, unfit even to be cinder. And so it is that ash seeketh embers..."
____________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Świergot
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Sob Mar 31, 2018 6:11 pm

Świergot zakasłała ostentacyjnie, gdy dobiegł ją przykry odór ciała, które nie zaznało dobroci wody i mydła od co najmniej tygodnia. Plac świątynny obfitował w rozmaite zapachowe bodźce — od mdlącej słodyczy perfum do fetoru zgnilizny — składające się na pozbawioną harmonii kompozycję. Baronessa pociągnęła za smolisty materiał kaptura i przykryła nim zmarszczony w niesmaku nos, a następnie ruszyła śladem Benvolia, klucząc pomiędzy rozszczebiotaną gawiedzią z wdziękiem łabędzia.
Przecinali plac w milczeniu, przytomnie wychodząc z założenia, że zaistniałe warunki nie sprzyjają prowadzeniu konwersacji. Świergot w niekłamanym podziwie obserwowała, jak uwięzione w karbach żelaza ciało markiza z kocią zwinnością lawiruje pomiędzy prowizorycznymi przeszkodami. Promienie południowego słońca podkreślały malachitowe akcenty, które nieśmiało odmalowywały się na amarantowej powłoce zbroi, nadając Fëanáro boskiego dostojeństwa. Całkiem trafnie, pomyślała Świergot, bezwiednie rozciągając usta w pełnym tajemnicy uśmiechu, zważywszy na to, dokąd zmierzamy.
Zatrzymali się w posępnym cieniu świątyni, przyglądając się wzniosłej budowli z niewysłowionym uznaniem. Baronessa wypuściła aksamit kaptura spomiędzy wrzecionowatych palców, ku własnej uciesze stwierdzając, że miast plugawego wyziewu wpuściła w nozdrza bryzę lawendowych kadzideł. Widmo powabnego zapachu wzmogło się, kiedy markiz otworzył wrota z ujmującą nutą obcesowości, którą Świergot skwitowała przelotnym chichotem.
Ostrożnie, markizie — skomentowała, upewniając się, że tren kruczej sukni przekroczył próg wraz z nią, nim obyczajnie zamknęła dwuskrzydłowe wejście za sobą — kobiety zwykły przywiązywać uwagę do detali.
Baronessa wstrzymała kroku przed majestatem misternego ołtarza, oddając należne bogini honory nobliwym skinieniem głowy — zupełnie, jakby witała się z przyjaciółką. Oszczędne w słowa pozdrowienie zwieńczyła ułożeniem prawej dłoni na piersi, tuż nad rytmicznie tętniącym sercem.
Zamierzasz wkupić się złotem w łaski bogini — zapytała konspiracyjnym półszeptem, skinąwszy podbródkiem na skromny mieszek, którą dzierżyła opancerzona dłoń Benvolia — czy wyciągnąłeś sakwę wyłącznie po to, by mi zaimponować?
Znikomy uśmiech po raz wtóry przyozdobił posągowe oblicze Świergot, nie pozostawiając złudzenia co do filuterności tonu jej ostatniej wypowiedzi. Najpewniej oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że cena, jaką należy uiścić za uznanie baronessy, wynosi znacznie więcej, niż zawartość jednego mieszka.

_________________
Stand in the ashes of a trillion dead souls and ask the ghosts if honor matters.


Their silence is your answer.
| Theme.


Ostatnio zmieniony przez Świergot dnia Sob Mar 31, 2018 8:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Sob Mar 31, 2018 7:45 pm


Niaka

 Nim się spostrzegliście wszelkie ognie w świątyni zgasły, a temperatura gwałtowanie spadła. Nawet promienie słoneczne, które jeszcze przed chwilą rozświetlały wielobarwne witraże, teraz skryły się za grubą warstwą ciemnych chmur.
 Silne powiewy wiatru zaczęły targać wszystkim, co znajdowało się wewnątrz budowli. Nawet postacie zgromadzonych tam kapłanów nie zostały oszczędzone. Jak gdyby odepchnięci od ołtarza przez nadnaturalną siłę polecieli w stronę ław i z całym impetem w nie uderzyli. Nie podnieśli się. Ta sama energia pochwyciła Świergot i przyszpiliła ją do ściany kilka metrów nad drzwiami wejściowymi.
 Z każdą kolejną chwilą wiatr wzmagał się coraz to bardziej, a Benvolio pod ciężarem gromadzącej się wichury padł gwałtownie i boleśnie na kolana. Monety z sakwy, którą podrzucał, raptownie rozleciały się we wszystkie strony rozbijając liczne witraże, przez dziury w których do pomieszczenie począł wpadać siarczysty deszcz, szybko zbierając się cienką warstwą na posadzce i przemaczając stroje wszystkich zebranych. Posągi bogini, na które padły krople wody, zdawały się przemieniać. Po kilku chwilach przestały przypominać marmur, z którego były wykonane.  Przekształciły się w coś nienamacalnego, eterycznego i poczęły kroczyć w stronę ołtarza. Kiedy wszystkie znalazły się w jednym miejscu zdawały się nawzajem przenikać, by następnie spoić się ze sobą, tworząc tym samym najpiękniejszą istotę, jaką kiedykolwiek widziały wasze oczy. Nieskazitelna uroda tej postaci wywoływała jednak w waszych sercach jedynie przejmujący lęk i.. żal, żal do samych siebie, gdyż instynktownie czuliście, iż to z waszej winy tak perfekcyjny byt był zmuszony, by wymierzyć wam karę. Jak mogliście sprawić taki kłopot swemu bóstwu? Teraz na samą myśl o tym przejmował was głęboki smutek. Zawiedliście Ją, a tym samym i siebie.

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Benvolio
Markiz

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Nie Kwi 01, 2018 11:44 pm

"It is not light that we need, but fire; it is not the gentle shower, but thunder. We need the storm, the whirlwind, and the earthquake."

Swego rodzaju obrazoburcza prowokacja powiodła się aż za dobrze. Intensywność jej późniejszych konsekwencji zaskoczyła samego Benvolia w stopniu przekraczającym jego najśmielsze oczekiwania. Mała szopka, którą przygotował została niemal natychmiast zanegowana. Jak za dotknięciem magicznej różdżki rozpalone przy pomocy posiadanego aspektu żagwie zgasły, a chłód do spółki z ciemnością na powrót objęły we władanie święty przybytek. Rozpętał się istny huragan miotając obecnymi w świątyni ludźmi niczym szmacianymi lalkami.
I ten żal, niewysłowiony, niesłabnący żal ścisnął za serce Elae. Bo czyż to nie dzięki żywiołowi wiatru, domenie Niaki, ogień mógł w pełni rozwinąć swe skrzydła? To porywiste podmuchy wzmagały jego ukochane płomienie nie pozwalając im zgasnąć nawet na moment. Wiązały ogień naginając go wedle własnej woli, kształtując na własną modłę. Był to jeden z istotniejszych powodów dla których Benvolio oddawał się w opiece tej właśnie Bogini. I choć ogień nie mógł zrodzić się bez powietrza, to teraz przez jego impertynencję został przez tenże szkwał obrócony w nicość.
Szkoda mu było Shallan, w końcu została ona wciągnięta w jego samolubną grę i jeśli uda im się wyjść z tego ambarasu cało to wiedział, że baronessie należą się szczere przeprosiny. Myśli tej przeznaczył ledwie ulotną chwilę, gdyż zniebozstąpenie wypełniło mu szczelnie umysł przytłaczając do tego stopnia, że ledwo pamiętał o zachowaniu ciągłości w tak podstawowych czynnościach jak oddychanie. Fëanáro może i egzystował na tym świecie już cholernie długo, ale ciężko byłoby mu odnaleźć w przeszłości moment tak wzniosły i górnolotny, bo ocierający się o obcowanie z jednym z absolutów, jak teraz. Próżno było oskarżać Benvolia o egzaltowaną reakcję, gdyż doznawane aktualnie uczucia nie dorastały do pięt zachwytowi, ekstazie i grozie, na jaką zasługiwał zrodzony awatar Niaki. Przyszpilony do zimnej posadzki za sprawą niewidzialnej siły, czuł presję tak kolosalnie odczuwalną, iż noszona zbroja zdawała się ważyć więcej, aniżeli grzechy całej ludzkości.

"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem. Zbyt mądrze piękna stąd istnym jest głazem."

Samo patrzenie na personifikację Bogini zdawało się szermierzowi niewłaściwe, niemożebnie zuchwałe i buńczucznie impertynenckie. Z drugiej strony pokusa była nieodparta, bo ta boska istota stojąca teraz przed nim definiowała pojęcie piękna na nowo, wynosząc go na niezdobyte przez żadną śmiertelniczkę wyżyny. Powiadano, że Niaka, jako jedyna z bóstw, była ślepa i teraz Fëanáro uznał to za coś naturalnego, gdyż sam obejmując ją wzrokiem niemal tonął w szaleństwie jej nadobności i niewysłowionej anielskości. Maestria jej widzialnej powłoki przekraczała znane mu dotychczas ramy tego, co ośmielał się nazywać pięknym.  
Zacinający deszcz spływał z niego pajęczyną wodnych nitek mieszając się z pojedynczymi łzami, jakie rodziły jego szeroko otwarte oczy. Nie były to jednak łzy smutku, czy przerażenia. Był to niemy chryzmat jego bezbrzeżnej radości. Radości wybijającej się pośród całej kaskady odczuć na przemian dobrych, jak i negatywnych. Ciężkich w tej chwili do opisania, zobrazowania, czy wyrażenia w jakikolwiek sposób. Wiedział, że nadciąga nieuchronna kara za swój szalony wybryk, ale jego nietuzinkowe rozumowanie samo do tego doprowadziło.
Benvolio uważał bowiem, że zwrócenie na siebie uwagi bóstwa czynem, choćby i niewłaściwym, było lepsze niż pozostawanie niezauważonym. Był zdania, że boski gniew jest lepszy niż jego zimna, beznamiętna obojętność. Im niżej upadniesz, tym wyżej wzlecisz. Im dalej odbiegniesz, tym absolut bardziej będzie chciał, żebyś wrócił. Jeśli nie zwróci się na siebie boskiej uwagi, nie ma co liczyć ani na potępienie, ani na zbawienie. Tylko jeśli zostaniesz przyłapany i ukarany, możesz zostać zbawiony. Nie wystarczy być jednym z ziarenek piasku na plaży i jedną z gwiazd na firmamencie nieba. W ten sposób przynajmniej absolut pozna twoje miano. Fëanáro tułał się po ziemskim padole tyle lat wielokrotnie prosząc panteon o pomoc, wskazówkę, czy drogowskaz  i jedyne co go spotykało, to przerażająca, ze wszech miar dojmująca cisza. Wreszcie bogini zwróciła na niego swoją uwagę i choć ocierał się w tej chwili o śmierć, jak jeszcze nigdy dotąd, to jednocześnie jeszcze nigdy nie czuł się tak żywy i tak spełniony jak teraz, obcując z doskonałym, nadnaturalnym bytem. Jedna chwila to wszystko, czego można oczekiwać od doskonałości.
On swoją przeżywał własnie teraz.
Na przekór bycia igraszką losu.
Fëanáro otworzył wreszcie usta, z których to wydobył się niepotrafiący zapanować nad drżeniem głos:
- Dziękuję. - jedno słowo było wszystkim na co się zdobył, a nawet to wymagało od niego tytanicznego samozaparcia i żelaznej woli.
Po jego skrytej w pancerzu twarzy nadal spływały łzy ginąc pośród tańczących wokół kropel deszczu. Rycerz pochylił głowę nieomal trąc powierzchnią przyłbicy o kamienną posadzkę.
Czekał.

_________________

"Only in truth, the Lords will abandon their thrones, and the Unkindled will rise. Nameless accursed undead, unfit even to be cinder. And so it is that ash seeketh embers..."
____________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Świergot
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Pon Kwi 02, 2018 11:31 am

Powinnam była to przewidzieć, spostrzegła Świergot, kiedy pierwsze podmuchy porywistego wiatru odbiły się rykoszetem od murów świątyni. Łuczywa ostudził chłód niewidzialnej dłoni, która przebojem wtargnęła do przybytku wraz z wichrem, a niewiele później przepastne szaty kapłanów łopotały pod sklepieniem niczym krucze skrzydła. Tęczowe witraże z przejmującym trzaskiem ugięły się pod nachalnym naciskiem powietrza, spolegliwie zapraszając do środka pierwsze krople rzęsistego deszczu.  
Przyrzekam, że świat nie zatrzyma się w miejscu ani na moment, jeżeli choć raz zdecydujesz się wziąć moje rady do serca! — Głos baronessy podjął straceńczą walkę z donośnym szumem nieujarzmionych podmuchów, nawiązując do lakonicznej przestrogi, którą Świergot obdarzyła towarzysza tuż przed przekroczeniem świątynnych progów.
Fałszerka nie była pewna, czy gniewnie wyartykułowane słowa sięgnęły uszu Benvolia, ale uznała, że bezspornie dotarły do innego adresata, i bynajmniej nie zjednały sobie jego aprobaty. A przynajmniej tak uzasadniła fakt odrywających się od posadzki stóp. Rozkoszną chwilę bezwładnego lotu zagłuszył głuchy huk ciała przypartego z impetem do surowej ściany, pół stopy obok wytwornej tapiserii, która — o ironio! — przedstawiała mistyczną sylwetkę bogini zstępującej na ziemski padół.
Dotkliwe uderzenie pozbawiło Świergot tchu, ale nie przytomności, choć powątpiewała, by cokolwiek pokaźny zasób skrzętnie magazynowanej determinacji okazał się wystarczający w obliczu boskiej furii. Shallan poczuła, jak delikatne pasmo włosów butnie wyswobadza się spod jarzma pozłacanej spinki, która wkrótce opadła na posadzkę z dźwięcznym brzdęknięciem.
Fëanáro, warknęła jadowicie niczym żmija, rzucając rozgniewane spojrzenie na prowokacyjny błysk utraconej własności, przeklęty markiz Fëanáro.
W niewysłowionym zachwycie obserwowała, jak rozszczepiony obraz boskiej obecności spaja się w jedność, nadając kształt najdoskonalszemu tworowi, jaki kiedykolwiek ujrzały jej oczy. Przytomnie spuściła wzrok, przyjmując gorliwe razy wymierzone batem nieposkromionego wichru z pokorą wzorowej niewolnicy.  Ostatecznie, oceniła rzeczowo, pomimo niesprzyjającej rezolutności sytuacji, to niezbyt wygórowana kara za niesubordynację wobec wyższych bytów.
Pierzchliwy i trwożny, grzechu dotyk srogi — wyrecytowała półgłosem pojednawcze słowa kantyczki – jednej z niewielu, które odcisnęły trwałe piętno w jej pamięci — w wieczności bóg możny — śmiertelnik ubogi. — Skruszone powitanie doraźnie rozerwało kajdany lęku, lecz nie zdołało owładnąć spiętrzonej fali żalu, która wypełniła wnętrzności baronessy po brzegi. Nieoszlifowana nonszalancja, z której Świergot niechlubnie słynęła, została w mgnieniu oka utemperowana żarem boskiej egzystencji.
W przeciwieństwie do skulonego w przyklęku kompana, nie zamierzała dziękować; nie myślała również o chyleniu czoła w desperackim akcie przeprosin. Baronessa wiedziała, że Niaka — pomimo szlacheckiej kapryśności — nie brylowała wśród panteonu jako bogini szalona. Tym samym, jeżeli istniał choćby i najwątlejszy cień szansy na pertraktację, pozostawał bez związku z żalem za cudze dokonania. Obawiała się jedynie o los markiza — tego aroganckiego, lekkomyślnego markiza — lecz nagła eksplozja pozaziemskiego wzburzenia skutecznie wiązała jej ręce, skazując fałszerkę na łaskę bezczynności.

_________________
Stand in the ashes of a trillion dead souls and ask the ghosts if honor matters.


Their silence is your answer.
| Theme.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Pon Kwi 02, 2018 6:17 pm


Niaka

 Choć oczy bogini skryte były za zdobną maską, czuliście na sobie ciężar jej spojrzenia. Żaden, nawet najdrobniejszy wasz gest nie umykał jej uwadze.  
 Po kilku minutach absolutnej ciszy, nieprzerwanej nawet przez odgłosy nieokiełznanej burzy wyraźnie szalejącej poza budowlą, bogini usiadła na tronie uplecionym ze wstęg wiatru i lodowych kryształów. Chmury rozstąpiły się tak, by pojedynczy promień światła padał na jej postać roziskrzając jej kreację. Niezrozumiałe dla was wzory oplatające jej dopasowaną suknię i połyskujące srebrzystym blaskiem zdawały się subtelnie poruszać, a pasy zwiewnego materiału składającego się na długie rękawy oraz tren delikatnie unosiły i falowały w powietrzu.
 - Wyjaśnijcie mi proszę, moi wierni wyznawcy... - przemówiła, a jej głos przypominał świst chłodnego powietrza poprzedzającego cięcie ostrza - ...cóż takiego musiałoby się stać, by marny insekt uznał, iż może on rościć sobie jakiekolwiek prawa do Powietrza, które pozwoliło mu rozwinąć jego kruche skrzydła i wznieść się nieco ponad swych pobratymców. 

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Benvolio
Markiz

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Pią Kwi 06, 2018 7:43 pm

"Tak jakby patrząc na nią, wiedział, kim jest i jaka jest. Czarownica. Bogini. Kobieta nie z tej ziemi, ale jednocześnie trochę z tego świata. Warta miłości, strachu i podziwu."

Zawodzenie Shallan ledwo przedarło się do jego uszu potykając z nieustępliwym szumem podmuchów. Co do słów baronessy ognisty szermierz rzadko brał rady innych do serca w sprawach tak monumentalnej wagi, jak ta. Nie chciał później żałować, że ewentualne następstwa nie wynikają z jego świadomych i podjętych przez niego samego decyzji, a są efektem tego, że ktoś stłumił władające nim żądze i utemperował żywiołowy charakter. Być sobie samemu sterem, żeglarzem, okrętem. Czyż to nie opis sztampowego męskiego podejścia? W tym aspekcie Fëanáro nie wyłamywał się ze stereotypowych szablonów warunkujących samczy rodzaj.  
Bezbrzeżna cisza zdawała się ciągnąć w nieskończoność pośród nieustannego wietrznego naporu. Fruwających przedmiotów, porwanych ku górze monet, tnących powietrze odłamków witraży. Na przekór panującej wokół całej świątyni burzy.
Niaka zasiadła na utkanym z wiatru i lodu piedestale skąpana w egoistycznym świetle jaśniejącym wyłącznie nad nią. Wreszcie boska istota przemówiła w miejscu swego kultu, a głos jej niepodzielnie rozniósł się po budynku niczym porywisty szkwał. Beznamiętnie wdzierał się w środek umysłu dochodząc zewsząd i wypełniając melodyjnym dźwiękiem całą psyche. Benvolio z uwagą wsłuchał się w słowa bogini poświęcając chwilę na adekwatne ich przeanalizowanie. Osobiście był szalenie ciekaw jak daleko rozciągał się zakres wszechwładzy i wszechwiedzy absolutów. Czy mieli oni bezpośredni wgląd w myśli zwykłych śmiertelników? Czy potrafili przeniknąć w głąb duszy żywych bytów? Nic nie było pozbawione ograniczeń i musiało się to w mniejszym, lub mniejszym stopniu odnosić nawet do bogów.
- Nawet pełzająca po ziemi larwa, pogardzana przez wszystkich poczwarka dostępuje wreszcie zaszczytu przeobrażenia. Wzbicia się w powietrze jako motyl. I choćby przez ten krótki, ulotny moment wybija się ponad szarą przeciętność. - oznajmił przyklękając na jedną nogę. Kolano drugiej oderwało się od posadzki tak, że rycerz mógł podeprzeć na nim swój łokieć. Zachrzęściły łączenia płytek pancerza i stuknęła o podłoże pochwa przypasanego miecza. Przyobleczona całunem hełmu twarz markiza wyrażała pełne ukontentowanie z zaistniałej sytuacji. Udało mu się dokonać czynu równie zuchwałego, co monumentalnie doniosłego i wyjątkowego. Dostąpił bowiem zaszczytu rozmowy z awatarem bogini. Ilu śmiertelników mogło świadomie i z pewnością pochwalić się równie bezprecedensowym efektem? Co prawda Fëanáro wolałby odbywać tenże dyskurs w bardziej sprzyjających dla siebie i swej kamratki okolicznościach, ale radykalne operacje wymagały ekstremalnych solucji. Tylko działając ryzykownie mógł także odczuć bezdyskusyjne podekscytowanie i przejęcie. Jego marazm i znudzenie ciągnącą się od wieków egzystencją wyparowały bezpowrotnie. Przepełniał go animusz i ferwor. Wewnętrzny ogień płonął w nim równie jasno i gorąco niczym letnie słońce w samo południe. Objawienie się Niaki przywróciło w nim także żar wiary w swą boginię opiekuńczą. Będąc naocznym świadkiem jej zniebozstąpienia został obdarzony tyloma przenikającymi go na wskroś emocjami, jakie nie nawiedzały go od dawien dawna. Jeśli w jego sercu dotychczas tkwiły jakieś zalążki sceptycyzmu, labilności i niedowierzania to zostały one w tej bieżącej chwili wyplenione i obrócone w perzynę.

"To co larwa nazywa końcem świata, reszta świata nazywa motylem."

- Motyl ten nie uzurpuje sobie prawa do Powietrza, a jedynie śmiało korzysta z jego nieocenionych dobrodziejstw. - idąc w ślad za Niaką, markiz zaakcentował silniej słowo "powietrze", gdyż najwidoczniej podkreślanie go było tutaj kluczowe. Skoro zaś bogini władała tym właśnie aspektem nie widział obiekcji, aby zadośćuczynić jej manierze. Całą wypowiedź starał się, na przekór ekstremalnych warunków pogodowych i żywiołowej aurze napierającej na wszystko i wszystkich, przekazać w sposób jak najbardziej dworski, podniosły i godny najnobliwszej z rozmówczyń. Siedzący przed nim na tronie ideał nie zasługiwał na nic pośledniejszego i zwyczajnego. Nadal przyklękając Elae na zakończenie swych słów przytknął zaciśniętą w pięść dłoń do posadzki ponownie schylając głowę w iście żołnierskim geście. Pozie adekwatnej do relacji między władcą, a swym rycerzem. Powietrze napędzało jego własny żywioł, było motorem i paliwem ognia, czynnikiem nieodłącznym i nierozerwalnie z nim zespawanym. Mając zaś przed sobą Królową Wiatru winien jej był hołd, oddanie i posłuszeństwo. Fëanáro nie wiedział tylko za kogo uchodził w oczach samej Niaki i tego zapragnął teraz ze wszystkich swych sił dociec. Przez setki lat nie otrzymał od niej nigdy żadnego wyraźnego znaku, ani responsu. Czy to przez jej świadomą bierność, czy też przez jego własną ślepotę i krótkowzroczność.

_________________

"Only in truth, the Lords will abandon their thrones, and the Unkindled will rise. Nameless accursed undead, unfit even to be cinder. And so it is that ash seeketh embers..."
____________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Świergot
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Pon Kwi 09, 2018 8:07 pm

To niedorzeczny plan Fëanáro, i mniemam, że masz tego pełną świadomość. Świergot zważyła na ścierpłym języku brzemię własnych słów wypowiedzianych nie dalej, niż zeszłego południa, podczas ożywionej rozmowy w zimowej twierdzy markiza. Krnąbrnego i zuchwałego markiza, sprostowała natychmiast baronessa, głowiąc się, czy nie powinna uzupełnić bogatego inwentarza epitetów opisujących Benvolia o szalonego. Przystała na jego propozycję z dwóch pobudek: po pierwsze — pomimo wielu rozmów traktujących o nierozważnej eskapadzie w głąb studni wspomnień markiza, czuła się zobowiązana, by zrekompensować mu własną obcesowość. Z nawiązką, jeżeli będzie trzeba. I po drugie — w dobie metodycznie szlifowanych ostrzy czyhających na moment jej nieuwagi, przypieczętowany obietnicą pakt zdawał się oczywistym środkiem zapobiegawczym.
Ale tutaj — w chłodzie murów spektakularnej mekki bogini oszustwa, tuż przed jej obliczem, zjawiskowym nawet pod cienkim woalem gniewu — wartość doraźnego przymierza okazała jej się bezspornie niewspółmierna do ewentualnych korzyści, jakie mogłyby z niego kwitnąć. To jest, napomniała się baronessa, zdumiona przytomnością własnego umysłu, jeżeli kiedykolwiek będzie nam dane przekonać się o jego intratności.
Głos bogini zdawał się budować i łamać rzeczywistość jednocześnie; każde słowo, jakie opuszczało usta Niaki naznaczało rządzące realiami prawiła nieusuwalną rysą. Pojedyncze wyrazy rezonowały niczym brzmiący dzwon, wypełniając świątynię sążnistymi podmuchami wiatru, które zwiastowały zarówno niebezpieczeństwo, jak i nadzieję. Shallan de Lanäthari, znana z giętkości języka oraz niebywałej umiejętności operowania nim w sposób, pozwalający manipulować ludzką wolą podług własnego kaprysu, po raz pierwszy zwątpiła w potęgę własnego aspektu. Czymże bowiem był fałsz, jeżeli nie zaledwie pojedynczą nicią w snutej przez wieki pajęczyny intryg?
Świergot wsłuchała się w wypowiedź markiza, z milczącą aprobatą doceniając kunszt metafory, jaką posłużył się w rozmowie z boginią. Stąpali po cienkiej linii niczym para niewprawnych cyrkowców, narażonych na bolesne lądowanie w przypadku najdrobniejszej nieprawidłowości. Marni z nas ekwilibryści, pomyślała Świergot, przenosząc ciężar ciała na kolana i pochylając głowę na tyle nisko, by bez trudu dojrzeć zebraną na posadzce srebrną pierzynę kurzu, lecz jeżeli czeka nas upadek, to przynajmniej poprzedzi go spójna symfonia naszych głosów.
Niemniej nawet w obliczu ulotnej radości, płynącej z wzniesienia się wyżej od pobratymców — rozpoczęła fałszerka, dostosowując własną retorykę do współtowarzysza wywołanej lekkomyślnością niedoli — nadal pozostaje zaledwie motylem, zdanym na łaskę niosącego go powietrza.
Świergot przełknęła ślinę, mierząc siły z palącą suchotą, jaka zapanowała w jej ustach. Pomimo przebiegającego szlakiem kręgosłupa dreszczu, baronessa niewzruszenie trwała skulona w serwilistycznym ukłonie.
To od niego bowiem zależy, czy czarowny witraż skrzydeł nie obróci się w stos wielobarwnego popiołu.

_________________
Stand in the ashes of a trillion dead souls and ask the ghosts if honor matters.


Their silence is your answer.
| Theme.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Czw Kwi 12, 2018 10:23 pm


Niaka

 Mimo że próbowałeś zmienić pozycję, twoje ciało, przygniecione przez niewyobrażalny ciężar, pozostało w pierwotnej postawie. Z każdym kolejnym wypowiedzianym przez ciebie słowem zaczynało być ci coraz to trudniej nabierać powietrze. Twój oddech przyspieszał starając się dostarczyć życiodajnego tlenu. Nie dało to jednak kompletnie nic. Wypowiedź zakończyłeś z trudem. Końcowe zdanie wymówione na ostatnim oddechu. Może i siła, która dociskała cię do posadzki zniknęła, ale ty nie miałeś już nawet energii, by utrzymywać się na nogach. Przed oczami miałeś mroczki, w uszach słyszałeś szum, a serce zaczynało bić coraz szybciej.
 Bogini była nieprzenikniona. Nie reagując w żaden sposób na twój wywód ani wyraźną trudność z jaką poczynało ci przychodzić kontynuowanie go, spoczywała na swym tronie. Zamyślona, wściekła, dumna? Nie sposób było stwierdzić.
 Podczas twych rozważań na temat nierozsądności tego planu, Świergot, na twoją twarz padło kilka pojedynczych promieni światła odbitego od stroju Niaki. Kiedy zaś zakończyłaś swą wypowiedź, twoje ciało oderwało się od ściany i zaczęło gwałtowanie spadać. Dopiero przy samej posadzce ta prędkość zmalała na tyle, by nie spowodować ci zbytniej szkody.
 Coś w posturze bogini się zmieniło. Nie byłaś w stanie stwierdzić co, ale wiedziałaś, jak powinnaś na to zareagować. Jakiś wewnętrzny instynkt, esencja twoich umiejętności, podpowiadał ci, by podejść do tronu.  


Odliczanie: I

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Świergot
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   Pon Kwi 16, 2018 8:12 pm

Smolisty materiał sukni załopotał na wietrze, kiedy bezwładne ciało Świergot raptownie zaczęło pikować w dół niczym polujący sokół. Z okrzykiem przerażenia na ustach, baronessa zawisła tuż nad kamienną posadzką; lot trwał na tyle krótko, by uniemożliwić jej makabryczną wizualizację własnej czaszki, która z głuchym łoskotem zmienia się w krwawą miazgę, lecz wystarczająco, by wydusić z piersi desperacki okrzyk. Nieopisana siła władała ciałem fałszerki jak szmacianą lalką, poddając próbie wytrzymałość jej kości oraz mięśni — rozjuszona bogini przywdziała płaszcz naukowca, który z sadystyczną rozkoszą badał rozmaite możliwości, w jakie można wygiąć ludzkie ciało do czasu, aż zmożone własnymi ograniczeniami skapituluje.
Porywisty wiatr wymierzał sprawiedliwość siarczystymi policzkami, których ciężar opadał na pobladłe oblicze Świergot z częstotliwością katowskiego bicza, lecz fałszerka odczuwała każde smagnięcie z równym i niezaprzeczalnym impetem. Pozbawiający tchu ból znajdował się poza wąskimi ramami ludzkiej wyobraźni, ale bezsprzecznie istniał, a to mogło prowadzić wyłącznie do jednej konkluzji.
Świergot żyła; jej filigranowa forma rozciągnęła się wzdłuż posadzki w jak najzacniejszy z dywanów, ale żyła. Udręczona dotkliwymi skutkami własnej lekkomyślności, uniosła wzrok w niemym osłupieniu i poczuła, jak błoga światłość zrozumienia spływa na nią wraz z feerią barwnych promieni odbijających się wytwornego odzienia prawowitej władczyni oszustwa.
Wysmukła lina — dotychczasowa projekcja uskutecznianej ekwilibrystyki — rozciągnęła się pojedynczą nicią pomiędzy fałszerką a tronem bogini. To nierozsądny plan, powtarzała w myślach niczym mantrę, ale jeżeli nie sposób cofnąć raz podjętego działania, to równie dobrze można dać się porwać rwącemu strumieniowi brawury do reszty.
Czy taka jest twoja wola, moja pani? — zapytała sfatygowanym półszeptem, choć miała wrażenie, że tembr głosu nijak nie odzwierciedlał rzeczywistego przekazu, jaki trafiał do czujnych uszu Niaki. Zupełnie, jakby bogini samoistnie selekcjonowała ich myśli, umiejętnie separując te, które okazały się warte jej cennej uwagi od tych całkowicie bezprzedmiotowych.
Baronessa wykonała krok naprzód — zaledwie jeden, pozornie nieznaczący, po którym nastąpiła chwilowa przerwa przeznaczona na pobieżną ocenę reakcji bogini. Pomimo iskry kurażu, jaka rozbłysła w jej sercu wskutek zmiany w rzeczywistości, której nie potrafiła wytłumaczyć, resztkami świadomości wspomniała, że oto przed nią formował się zachwycający awatar najznamienitszej z fałszerek. Ulotny moment poświęcony na obserwację służył wyłącznie temu, by upewnić się, że niezidentyfikowane uczucie, którego doświadczyła ni stąd, ni zowąd, bynajmniej nie stanowi byle ułudy, lecz prawdziwością dorównuje boskiej furii.
Wówczas Świergot zaczęła kroczyć wąskim szlakiem rozpiętej między nią a boginią liny, w nadziei, iż doprowadzi ją on do rozwiązania po stokroć pełniejszego, aniżeli własna śmierć. Smagnięcia wzburzonego wiatru sprawiały wrażenie nieustępliwych, lecz wola fałszerki zawzięcie usiłowała dotrzymać im gorliwości.
Naiwnie tuszę, iż wiesz, kim jesteśmy, moja pani — kontynuowała baronessa, w rozpaczliwej nadziei ujarzmienia sążnistych razów, które bezlitośnie wymierzał porywisty aspekt. — Zapewne czyny, których się dopuściliśmy, stanowią niewybaczalną potwarz w obliczu boskiego majestatu. Jednakże, bez względu na trywialność pobudek, jakimi się kierowaliśmy, opalizujemy blaskiem okruchu twej potęgi, oddając się pod twą pieczę przez długie lata. — Świergot zerknęła na Benvolia, którego głos — dotychczas stanowczy i niezłomny — zdawał się martwieć pod brzemieniem dotkliwej acz zasłużonej kary. — Być może i stulecia.
Stopniowo rozluźniająca się więź z realiami wzbudziła w baronessie uczucie, którego doświadcza topielec, nim nieustępliwy nurt porwie go do szczętu. Jeżeli udałoby się jej dotrzeć do ołtarza, przy którym olśniewające widmo Niaki zajęło miejsce na należnym tronie, padłaby na kolana, z niekłamaną szczerością oddając cześć bogini.
Zawsze byliśmy — od pierwszego do końcowego oddechu — oddani twojej łasce. Wyłącznie od ciebie zależy, kiedy wydamy ten ostatni.

_________________
Stand in the ashes of a trillion dead souls and ask the ghosts if honor matters.


Their silence is your answer.
| Theme.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Świątynia Niaki   

Powrót do góry Go down
 
Świątynia Niaki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Świątynia Grzechu (dawniej Legowisko Reda)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Dzielnica świątynna
-
Skocz do: