Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac egzekucyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Plac egzekucyjny   Pon Sty 22, 2018 8:26 pm

Plac egzekucyjny

 Miejsce ulubionej rozrywki gawiedzi. To właśnie na tym placu Inkwizycja przeprowadza spektakularne, coraz częściej wyjątkowo wymyślne i okrutne egzekucje, których zadaniem - wedle głoszonych prawd - jest oczyszczenie i w konsekwencji wyzwolenie duszy skazańca. Jak również przyciągnięcie uwagi tłumu.
 Niegdyś miejsce to wykorzystywane było raczej sporadycznie, lecz w ostatnich czasach częstość "pokazów" znacznie się zwiększyła. Obecnie publiczne egzekucje odbywają się średnio raz na kilka dni, za to ludzie - nawet jeśli z początku przerażeni - obecnie traktują je jako jeszcze jedną atrakcję.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ylva
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 4:19 pm

Wilczyca stała na placu i patrzyła na wznoszoną przez cieśli scenę, na której być może za kilka dni odbędzie się kolejne krwawe widowisko. Zmrużonymi oczami śledziła czynności inkwizytorskich mróweczek, dla przechodniów będąc tylko jednym z tych który mają wykonywać swoje zadania. Jednak to nie była jej praca. Ba, powinna znajdować się w zupełnie innym miejscu, jak chociażby składać ofiarę w świątyni w podzięce Nydo za awans na berserka, lub też modląc się za duszę przybranego ojca. Jednak była tu. I patrzyła.
Pomimo śniegu i świeżych sosnowych desek, miała wrażenie, że w powietrzu wciąż czuć smród spalenizny. Bo jeśli dobrze pamiętała to ostatniego apostatę spalono tu żywcem. Albo to był przedostatni, a ten na końcu listy był jednak ugotowany żywcem? Nie pamiętała. Jednak krzyki nieszczęśnika stanowczo zakłócały jej spokój tamtego dnia.
Liczba przechodniów zgęstniała, a ona jak oderwana kra wmieszała się w nich i ruszyła z prądem w stronę jednej z bram miejskich. Do tej pory splecione na piersi ręce przemieściły się, lewa znalazła oparcie na rękojeści szabli, prawa zaś luźno spłynęła wzdłuż boku. I to na tej drugiej lśniła piękna miedziana bransoleta o skomplikowanym żłobieniu. Nie wszystko złoto co się świeci, ale trochę złota musiało być to warte.
Wilczyca zbliżała się do wylotu uliczki gdzie masa ludzka na chwilę gęstniała i gdzie raj mieli kieszonkowcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vazdadon
Gawron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 4:44 pm

Nie lubił tego placu.
Może dlatego, że zawsze kręciła się tam niezliczona rzesza szarych inkwizytorów. Może dlatego, że właśnie tutaj, na tym kamiennym bruku, życie straciło wielu mu podobnych. Apostatów, zdrajców, złodziei i morderców. Mimowolnie odczuwał potrzebę zatrzymania się tam chociaż na krótką chwilę, by oddać się momentowi zadumy, ponownego przemyślenia, czy aby na pewno kroczy właściwą ścieżką.
A następnie przypominał sobie, jak miesiącami przymierał głodem w brudnych rynsztokach, jak był poniewierany i poniżany, że nikt nigdy nie wyciągał do niego ręki - ani inkwizytor, ani kapłan, ani bogobojny człowiek. Ponownie nachodziły go obrazy, jak okrutna potrafiła być inkwizycja, a to na nowo napełniało go chęcią do działania przeciw nim i przeciw ich śmiesznym bogom, którym rzekomo zawierzali życie.
Roztarł zgrabiałe dłonie, jeszcze tylko chwilę spoglądając na miejsce niedawnej kadzi. Mniejsza. Przecież tylko tamtędy przechodził.
Potrząsnął głową i nieśpiesznym krokiem przemykał między tłumem. Ludzie zwykle go ignorowali lub nie zauważali - nieszczególnie wyróżniał się z tłumu, nie rzucał się w oczy, był tak podejrzanie przeciętny, że uderzało to o absurd. Pewnie dlatego bez większych problemów - w czasie tego przeciskania się między ludźmi - nożem wysuniętym z rękawa odciął dwie sakiewki, jak gdyby nigdy i nic.
Mówi się, że okazja czyni złodzieja. Ale to nie do końca prawda. Bubba - sam tytułujący się Vazdadonem - nie miał świetnej sytuacji, by choćby spróbować zsunąć bransoletę z nadgarstka pewnej kobiety. Właściwie zauważył to zupełnym przypadkiem i podstępny głosik wewnątrz umysłu powiedział mu, że ta błyskotka może być wiele warta - przynajmniej tydzień gry w kości i picia, nieprzejmowania się jutrem, życia spokojnego. W sakiewkach, które już upolował nie mogło być wiele pieniędzy, przecież widział, jak wyglądali ludzi, których okradał i żaden z nich nie wyglądał na srającego złotem.
A taka złota bransoleta, tak zachęcająco kołysząca się i zachęcająca, by tylko ją zdjąć...
Ruszył tropem kobiety jak pies gończy. Powoli, nieśpiesznie, obserwował ją kątem oka, niby nie zwracając na nią żadnej uwagi. Ale sama ułatwiła mu zadanie, gdy wmieszała się w tłum.
Oto wkroczyła do jego królestwa, do szarej ciżby, w której zawsze się ukrywał. Nie ma trudniejszego miejsca do znalezienia kogokolwiek niż tłum.
Jak szczur, jak cień zbliżał się do niej powoli i nieustępliwie. Cierpliwie. Był już za nią, a i tak nie wykonał żadnego ruchu. Czekał na swoją okazję, na tłum, na...
Na przeciskającego się dzieciaka, który wpadł na kobietę i pomknął dalej. Vazdadon nie czekał, aż dzieciak się oddali. Szybko jak wąż wyciągnął dłoń i jego palce z delikatnością uderzających o siebie motylich skrzydeł złapały bransoletę, by już w następnej chwili zerwać ją z nadgarstka. Nie patyczkował się. Łudził się, że kobieta uzna za winnego dzieciaka. Wprawny złodziej kradnący coś z taką niedelikatnością? Tak brutalnie? Widocznie? Bransoleta zniknęła w rękawie, a sam winny obejrzał się za uciekającym ulicznikiem, zupełnie tak, jakby drażniło go to, jak ten się przepycha przez tłum.
Zawsze mógł uciec do cienia. Albo zwyczajnie uciekać. Wspiąć się na dach, zniknąć w ciemnej uliczce. Przecież był do tego stworzony.
Ale jak miałby zakładać niepowodzenie, skoro plan był taki cudowny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ylva
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 5:20 pm

Nie lubiła tłumu. Tu mieszały się wszystkie zapachy, niemyte ciało i wonne olejki jakiejś damy, lanolina z wełnianego kubraka wysokiego mężczyzny i kwaśny zapach potu grubej karczmarki. Nienawidziła ludzi bo nie czuła się jedną z nich. Działała inaczej, inaczej się poruszała, inaczej wyglądała, inaczej myślała. Jej zmysły też reagowały inaczej. Obcy dotyk był czymś niesmacznym. Dłoń w wełnianej rękawiczce a skóra oblekające wychłodzone palce. Wyobcowany materiał a żywe ciało które wywołuje dreszcz idący wzdłuż ręki i spływa po kręgosłupie pokrywając jej ramiona gęsią skórką. Ręka poszła za ruchem ściąganej bezczelnie bransolety.
Momentalnie poderwała spojrzenie od ziemi i smagnęła nim niczym biczem tłum. Ludzkie szczenie przepychało się między ludźmi, ale nie szaleńczo, nie próbowało uciec. Zatrzymała się w pół kroku, a jej górna warga drgnęła, na ułamek sekundy błysnęły spod niej zęby. Czy to złudzenie światła, czy też niewyspanie przechodnia, lecz czy były one wilcze?
- Fy faen* - zaklęła ostro łapiąc się drugą ręką za pusty nadgarstek. - Pierdolone miasto. - Warknęła gardłowo. Jej wzrok znów skupił się na ludziach ją otaczających, większość była zajęta swoją wędrówką, a ci którzy jeszcze chwile temu patrzyli na jej wybuch złości teraz odwracali spojrzenie. I tylko jeden mężczyzna patrzył za oddalającym się dzieciakiem.
Nic. Szaro-brązowy jak to miasto. Nijaki.
- Ej ty! - Warknęła wilczyca, wciąż z irytacją jednak nieprzeznaczoną dla chłopaka.





*Fy faen (norw.) - kurwa mać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vazdadon
Gawron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 5:36 pm

Całe swoje życie chował się pośród bezimiennego tłumu. Rozumiał logikę jego postępowania, potrafił wtopić się w sytuację i udawać postronnego obserwatora, który nie ma niczego wspólnego z rzeczami, które rozgrywały się dookoła. Był idealny do swojej roli. Niczym się nie wyróżniał, o jego twarzy zapominano, gdy tylko przestawało się na niego patrzeć. Nijaki, szary, pozbawiony cech charakterystyczny, wyglądał jak sztandarowy średniej klasy obywatel.
Jak szczur przemykał się między ludźmi, nie wzbudzając niczyjego zainteresowania. W tym tkwiła cała jego potęga - w tej przeciętności.
Kobiecie, którą właśnie okradł, z pewnością było trudniej. Wybijała się spośród niewesołej ciżby. Miedź jej włosów cięła zatęchłe powietrze miasta jak ostrze. Jej chód, gesty - wszystko to nie pasowało do zwyczajnych mieszkańców. Była kimś, kto z pewnością nie znał praw rządzących podobnymi uliczkami. Kimś, kogo łatwo oszukać. Okraść.
Tak sądził. Taką miał nadzieję. Odprowadzał znikającego dzieciaka wzrokiem, nie przejął się przekleństwami. Przecież nie były kierowane do niego, prawda? Dopiero na ten kolejny okrzyk, odwrócił się, jakby mimowolnie i spotkał się twarzą w twarz z tymi wilczymi oczami. Przecinała go tym spojrzeniem na wskroś, lecz to nie robiło na nim żadnego wrażenia. I co zamierzał zrobić? Dokładnie to, co powinien uczyć ktoś niezwiązany ze sprawą. Bez większego zainteresowania wyminął ją, gotów pójść dalej i dalej. W swoją drogę, swoimi ścieżkami, zniknąć sprzed oczu bestii. Razem z łupem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ylva
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 5:54 pm

Skoro nie był w to zamieszany to logiczna była jego obojętność, w końcu tak bardzo ludzka i normalna. Jednak ona nie zachowywała się normalnie. Wystarczyło, że postąpiła jeden krok, potem drugi, trzeci był już szybkim doskokiem wyważonym na piętę, bo inaczej na śliskiej śniegowej skorupie zaraz by upadła.
Jej ręka wystrzeliła w stronę jego własnej, zaciskając się w żelaznych okowach jego nadgarstka. O włos od bransolety która znajdowała się w jego rękawie. Czego chciała ta dziwna kobieta?
Irytacja i złość już znikły z jej oblicza, chociaż płatki nosa wciąż poruszały się odrobinę zbyt szybko jak u węszącego zwierzęcia.
- Mówiłam do ciebie. - Chrypa lub gardłowy głos, trudno było określić która z tych rzeczy określała tą kobietę. - Widziałam jak patrzyłeś na tamtego dzieciaka. To był on?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vazdadon
Gawron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 6:08 pm

Pierwszy krok. Wdech. Drugi krok. Wydech. Za nim trzeci. I czwarty. Minął ją, mógł kontynuować swój marsz. Chwal dzień wieczorem, miecz, gdy wypróbowany, dziewicę, gdy za mąż wydana, lód - gdy się przeszło, piwo - gdy wypite. Z tego względu chciał odejść i dopiero na osobności podziwiać swój łup i wstępnie ocenić jego wartość, a następnie zweryfikować.
Lecz coś zawiodło. W takim momentach zawsze zawodzi.
Serce zamarło mu na moment, gdy wilcza kobieta złapała go za nadgarstek i zatrzymała. Tak blisko bransolety. Złapała złodzieja za rękę na dosłownie gorącym uczynku. Był gotów już sięgnąć po swój nóż, wbić go jej w rękę - by tym samym się uwolnić - a następnie zniknąć. Dosłownie zniknąć. Wpaść w czyjś cień i przebiec w dwuwymiarowym mrocznym światku do bezpiecznego miejsca. Ani myślał z nią walczyć czy się siłować, nigdy nie wychodziły mu starcia bezpośrednie i wolał ich unikać. Nawet z kobietami.
Niemniej żaden mięsień nie drgnął mu na twarzy, gdy się odwracał. Był dobrym kłamcą. I właściwie wystarczyło mu jedno spojrzenie na jej twarz, by zrozumieć, że nie jest podmiotem jej złości.
Co za ulga.
Westchnienie przepełnione opadającą adrenaliną nie wydostało się z jego ust. Zamiast zmarszczył nieco brwi i przyglądał jej się tak, jakby właśnie oszalała. Tak zaczepiać ludzi? Na środku ulicy?
- ... to był on? - powtórzył, udając, że nie ma pojęcia, o czym mówi. - To ulicznik. Pełno się tu takich kręci. Lepiej sprawdź, czy masz sakiewkę. - To ostatnie zdanie dodał już nieco pouczającym tonem i zmierzył ją, zupełnie bezwstydnie, od stóp do czubka głowy. Zupełnie jakby dopiero teraz jej się przyglądał i faktycznie zwrócił na nią większą uwagę. Jakby wcale a wcale nie szedł za nią od jakiegoś czasu, wyłapując jej gesty i sposób poruszania się.
Byleby nie przesunęła swojej dłoni wyżej. Żeby tylko go puściła, skoro osiągnęła cel i go zatrzymała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ylva
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 6:22 pm

O świcie wstać musi, kto cudze mienie lub życie chce zabrać. Rzadko leżącemu wilkowi udko zdobyć się uda, a śpiącemu wojowi - zwycięstwo. Jej zmysły otępione chorobą społeczności zdawały się widzieć mniej, czuć i chcieć mniej. Zabierz śpiącej bestii skarb którego strzeże, a bogaczem się staniesz.
Mruknęła z aprobatą na jego odpowiedź jakby się zgadzając na to co powiedział. Stal na jego nadgarstku się rozluźniła, cofnęła jednak wędrując ku górze. Materiał rękawa docisnął do jego ręki rozgrzaną od ciała bransoletę. Coś błysnęło w wilczych oczach.
Zmrużyła je z lekkim uśmiechem, skierowanym bardziej do siebie niż do niego.
Musiała wyczuć nierówność. Metal pod ubraniem.
Ręka pokryta wzorem tatuaży cofnęła się.
- Idź. - Powiedziała z rezerwą.
I to wszystko. Jakby pozwalała ofierze uciec, nabrać rozpędu by mieć większą przyjemność z dognania jej i zatopienia zębów zębów w miękkiej tkance, przygnieceniu do podłoża, szarpiących konwulsjach śmierci.
Trzy kobiety pochylone nad studnią ułożyły twoją przyszłość jeszcze nim zakwiliłeś. Nie możesz iść wbrew tej ścieżce. Zawsze jesteś na niej, a wszystko jest dokładnie tak jak powinno być. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vazdadon
Gawron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 6:34 pm

Myślał, że się udało. Że mu się upiekło. Nie chciał zawczasu opiewać zwycięstwa, lecz przypadkiem to zrobił. Los pewnie dlatego spłatał mu figla i zmusił wilczą kobietę, by zacisnęła dłoń wyżej na jego ręku. Nie odpowiedział. Przecież nie musiał. Złodziej złapany na gorącym uczynku.
Ten uśmiech, te zmrużone oczy. Ten błysk w tych nieludzkich, zwierzęcych ślepiach.
Uciekaj, Bubba.
Wycofał się. Dwa kroki w tył, nie odwracając się do niej plecami. Nigdy nie pokazuj wrogowi pleców, nigdy nie spuszczaj go z oczu, jeśli chcesz przeżyć. Nie każdy przeciwnik jest na tyle honorowy, że nie zechce wbić ci słodkiej stali prosto w trzewia, gdy akurat przestaniesz go obserwować.
Vazdadon wiedział o tym wszystkim. Lecz ona - ta kobieta - wzbudzała w nim niepokój, gdy spoglądała na niego w taki sposób. Zupełnie tak, jakby był jej ofiarą, świeżym kawałkiem mięsa. Wcale nie pozwalała mu teraz odejść z dobrej woli. Chciała się bawić jego kosztem. Zagrać z nim w grę, gonić go i ścigać, tak jak robi to prawdziwy drapieżnik.
Bo przecież był tylko szczurem. Nędznym i nijakim pionkiem, jednym z wielu. Mogła zabijać takich jak on już setki razy. Niemniej nie zamierzał tak łatwo dać się zarżnąć za byle bransoletę, miał wprawę w uciekaniu od śmierci. W ukrywaniu się, wtapianiu w tłum, znikaniu w biały dzień.
Szedł. Przyśpieszył nieco kroku, nie oglądając się za siebie. Jeden, dwa, trzy kroki. I wtedy puścił się biegiem, skręcając w pierwszą uliczkę, jaką zobaczył.
Gdzieś wewnątrz zaświtała mu myśl, że ta bransoleta nie była tego warta, lecz tylko na moment. Zaraz po wpadnięciu za róg zrobił jedyną rzecz, jaka wydawała mu się sensowna - odbił się od ziemi i zgrabnym ruchem złapał się palcami o wystający ze ściany gzyms. Wejść na dach, odbiec kawałek, zeskoczyć i uciec do cienia. Żeby nie tak... na widoku. Oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ylva
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 7:07 pm

Walczyła w niej natura człowieka i zwierzęcia.
Jeden krok, drugi. Znów liczyła uderzenia serca przypadające na jeden oddech. Powstrzymywała siłą woli szum krwi w uszach, narastający wraz w wzrastającym ciśnieniem. Zapach ludzkiego potu wokół niej się wzmógł. Chłopak wycofywał się jeszcze przodem do niej, a ona ani drgnęła. Wszystkie mięśnie w jej ciele powoli się napinały, ścięgna szyi stały się wyraźnie widoczne pod ciemnym wzorem.
Szczurek rzucił się do ucieczki a drapieżnik patrzył z ciekawością.
Błysnęły w uśmiech wilcze zębiska.
Oddech, jeden, drugi.
Jesteś dokładnie tam gdzie powinnaś być.
Krok, śnieżna skorupa ślizgająca się pod skórzaną podeszwą buta.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Złodziejaszek uciekł a ją opływał tłum przechodniów, niczym skałę wynurzającą się z wody. Ludzie klęli i potrącali ją próbując przejść, ale ona stała niewzruszona. Spojrzała na pusty nadgarstek i wzruszyła ramionami.
Szkoda. Ładna była ta bransoleta, ale przecież to tylko błyskotka. Nic bez czego nie da się przeżyć. Nie warta straty cennego czasu i ścigania jakiegoś złodziejaszka po ulicach miasta. Był tak bardzo do bólu bezosobowy, że i tak zapomni jego twarzy. A może nie? Cholera wie.
- Bóg z tobą chłopcze. Obym zapomniała. - Mruknęła dając porwać się tłumowi, gdzieś gdzie chciała dotrzeć. Sakiewka za to wciąż tkwiła ukryta pod połą kaftana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vazdadon
Gawron

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 06, 2018 7:27 pm

Nie odwracał się i nie sprawdzał, czy go goni. I tak zdawało mu się, że czuje jej oddech na swoim karku. Coraz bliżej i bliżej. Wskoczył na dach, później na drugi i dopiero wtedy ośmielił się zerknąć przez ramię. Pusto. Zeskoczył na ziemię miękko niczym kot na ugiętych nogach, dłońmi zaparł się o ziemię i po chwili wyprostował. Otrzepał rękawice, odkaszlnął i oczyścił ubranie z wyimaginowanego kurzu. Zlustrował wzrokiem okolicę, uspokoił oddech. I ruszył przed siebie nieśpiesznie, szukając swojego ukochanego tłumu.
Nie było szans, aby go zapamiętała - tak przynajmniej sądził. Nie z jego niesamowitą przeciętnością, z tą twarzą podobną niemal do każdej innej i jednocześnie do żadnej. Dopiero gdy upewnił się, że już był z dala, bezpieczny i spokojny wyciągnął bransoletę z rękawa i przyjrzał jej się bliżej.
To z pewnością będzie dobry dzień. Ten i kilka następnych.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Sob Mar 10, 2018 6:41 pm

Nie powinno jej tu być, a jednak była. Ukryta w cieniu, obserwująca to, co mogło się tutaj dziać. Na szczęście nic się nie działo. Ludzie przechodzili przez ten plac, w pośpiechu go omijając. A ona obojętnie spoglądała na podwyższenie, na którym Inkwizytorzy zabijali ludzi. Pewnie w większości niewinnych. Nie rozumiała, czemu wszyscy się na to godzili, czemu nikt nie reagował, nie przerywał tej rzezi. Strach? A może przeświadczenie o tym, że nic innego nie da się zrobić, a patrzenie to dobry sposób by nie narobić sobie kłopotów.
Stała oparta o ścianę i czekała. Na kogo? Na Mavetha. Umówiła się z nim i w sumie chciała z nim porozmawiać, a nawet prosić go o radę w pewnej kwestii. Śnieg jej nie przeszkadzał, chociaż wolałaby, żeby było cieplej. Naciągnęła mocniej kaptur na oczy i cicho westchnęła, kładąc po sobie również uszy. Troszkę się w ten sposób odcięła od świata, ale tylko po to, by móc spokojnie pomyśleć. Chciała sobie wszystko poukładać w głowie i w sumie nie tylko. Podobało jej się działanie w Apostatach, ale chciała również czegoś więcej. Chciała awansować, by móc zacząć się czymś poważniejszym. Może nawet pomóc w robocie Mavethowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Sob Mar 10, 2018 10:59 pm

Plac egzekucyjny był miejscem, które starał się omijać szerokim łukiem, jednocześnie wiedząc, że kiedyś to jego mogą wprowadzić na ten plac i tak zakończy się jego życie. W przeciwieństwie do wielu skazanych byłby winny wielu, jeśli nie wszystkich stawianych mu zarzutów.
Jeśli to będzie mieć miejsce, nie będzie nikogo, kto by przerwał jego egzekucję. Jeśli ten moment nadejdzie, umrze nie okazując strachu ani słabości. Nie będzie żałować za swoje winy. Być może świat się w końcu zmieni, może oni pokonają pierdoloną inkwizycję albo lud w końcu przejrzy na oczy i zrozumie, że ich bogowie albo nie istnieją albo ich wola nie pokrywa się z tym, co robi Inkwizycja.
Wiedział, że Lellalia chciała się z nim zobaczyć i dlatego zamierzał się stawić w wyznaczonym miejscu. Nie oznaczało to jednak, że będzie się śpieszyć na to spotkanie, szczególnie ze względu na miejsce spotkania i na to, że to dobre ćwiczenie cierpliwości. Powiedział, że przyjdzie, ale nie powiedział, że będzie punktualnie.
Biały puch chrzęścił pod podeszwami jego ciężkich butów, uprzednio osiadając na jego czarnej pelerynie i kaftanie – co miało miejsce, kiedy dostał śnieżką od jednego z dzieciaków.
W końcu się pojawił i dostrzegł znajomą postać, na której widok się wesoło uśmiechnął. Lella była urodziwą kobietą, nawet, jeśli nie była w jego typie. Z drugiej strony… może była typem urody kobiety, której nie brał pod uwagę. Inną sprawą było to, że ona nie rozkładała nóg za pieniądze. Nic innego go nie urządzało niż niezobowiązujące chędożenie.
Lella. Prosiłaś, bym przyszedł. Cóż to za paląca potrzeba, która wymaga mojej obecności? — zwrócił się do niej tym zdrobnieniem, które ona uważała za słodkie. Był jedną z nielicznych osób, które mogły do niej w ten sposób mówić. Chociaż prawdą było to, że do niej mówił w ten sposób znacznie wcześniej, od chwili, w której ją poznał. Bo dla niego było łatwiejsze wymówienie krótszego imienia niż dłuższego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Sob Mar 10, 2018 11:17 pm

Jeśli nie brało się pod uwagę tego, że na tym placu odbywały się egzekucje, to można powiedzieć, że było to miejsce jak każde inne. Ludzie tędy chodzili, a jednak nie zatrzymywali się, a jeśli nawet, to na bardzo krótko. Całkiem jakby to miejsce było samo z siebie, jakieś przeklęte. Może faktycznie coś w tym było. Tyle śmierci na pewno nie mogło dobrze wpływać na dane miejsce. A jednak Lellalia nie bała się, ani zbytnio nie przejmowała. Z przerażającą obojętnością spoglądała na ten podest, na który nie raz wprowadzano winnych i niewinnych, na którym działy się rzeczy straszne i nieraz przyprawiające o gęsią skórkę, przerażenie. Na niej to nie robiło większego wrażenie. Jej serce dawno temu zamarzło. Nie odczuwała litości, raczej złość na cały świat, na bogów, którzy zasiali ziarno nietolerancji. Wciąż budziła się nocami z krzykiem na ustach, wciąż słyszała krzyk męża, który płonął żywcem. Nie zasłużył na to, był dobrą osobą. Powinien żyć, a jego oprawcy powinni się smażyć w piekle.
Obiecała sobie, że znajdzie tych ludzi, pozbędzie się ich w możliwie bolesny sposób. Tak by cierpieli, jak jej mąż.
Ręce splotła pod swoim pełnym biustem, głowę miała lekko opuszczoną, a kaptur dodatkowo przysłaniał większą część jej twarzy. Była spokojna, pogrążona w myślach, a jednocześnie nasłuchiwała uważnie. Nawet jeśli jej uszy nie poruszały się w celu wyłapania najmniejszego dźwięku. Kroki Mavetha była w stanie zawsze rozpoznać. Denerwował ją fakt, że się spóźnił, z drugiej strony sama była sobie winna. Nie powiedziała, że to spotkanie jest jakieś wybitnie ważne. Niemniej miło, że się na nie stawił.
Gdy stanął przy niej, przemówił, podniosła nieznacznie głowę, tak by móc na niego spojrzeć złotymi oczyma. Jej źrenice od razu zrobiły się węższe. Jak u kota lub węża. Krótką chwilę po prostu go obserwowała, by ostatecznie cicho westchnąć.
-Miło, że się w końcu stawiłeś – burknęła. Nie uważała tego zdrobnienia za słodkie, uważała je za strasznie denerwujące. Na szczęście dla Mavetha, był on w kręgu tych nielicznych osób, które mogły się do niej tak zwracać bez ponoszenia żadnych konsekwencji. -Potrzebuję czegoś mocnego, co pozwoli mi awansować. Mam dość bycia nowicjuszką. Chcę się porządnie wkręcić w tę organizację – powiedziała poważnie. Zastrzygła jednym z uszu, a na jej uroczej twarzy odmalowała się śmiertelna powaga. Nie żartowała, Apostatów traktowała naprawdę serio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Nie Mar 11, 2018 10:16 pm

Kobiety. Nieważne, że w ogóle przyszedł do niej zamiast oczekiwać, by ona przyszła do niego. W końcu to ona czegoś od niego chciała w tym momencie. Powinno się liczyć to, że w ogóle przyszedł a nie to, że śmiał się spóźnić. Kobiety. Z nimi żyć ciężko, ale bez nich żyło się równie ciężko.
Czując się przez nią uważnie obserwowany, nie odwrócił ani na chwilę spojrzenia ani nie skrył się bardziej pod głębokim kapturem peleryny, którą nosił. Sam ciężko westchnął za sprawą tego jakże „ciepłego” powitania.
”Dobrze cię widzieć, Maveth. Dziękuję, że przyszedłeś jak prosiłam.” — wypowiedział te słowa, starając się mówić, jak ona, ale nie burczeć jak ona.
Jednocześnie nie szczędził sarkazmu, który był odpowiedzią na to burczenie i taki, a nie inny komentarz. Wydawać by się mogło, że naprawdę tego chce, ale rak nie było. Nigdy czegoś takiego nie chciał i nigdy czegoś takiego naprawdę nie okaże.
Uniósł jedną z brwi za sprawą słów kobiety. Powinien by to przewidzieć. Powinien był przewidzieć to, że ona zwróci się do niego z taką sprawą. Podobało mu się to zaangażowanie, chociaż z drugiej strony… było w nim coś, wszystkie sprzeczne postawy i uczucia, które mogłyby sprawić, że zapragnąłby wyperswadować jej to.
Tak musiało być, znali swoje miejsca i wykonywali swoje obowiązki w imię celu, który jest słuszny. Tym celem było zniszczenie Inkwizycji i wiary we wszelakich bogów oraz ich gorliwych wyznawców.
Więc potrzebujesz rady — trafnie podsumował wypowiedzieć Lellalii. Schował też dłonie do kieszeni spodni i nieznacznie się zgarbił. Widząc to zdeterminowanie i śmiertelną powagę musiał udzielić jej rady, której potrzebowała. Jego lojalność nie mogła zostać w żaden sposób zanegowana.
Pierwsza rada, nie śpiesz się. Pośpiech jest złym doradcą. Druga rada, korzystaj ze swojej alchemicznej wiedzy i stwórz coś, co sprawi, że będą płonąć jak ludzie na stosach. Zawsze możesz korzystać z trucizn, chociaż one rzadko kiedy sprawdzają się w przypadku dużej liczby potencjalnych ofiar — zniżył głos do konspiracyjnego szeptu, jednocześnie nachylając się ku niej, tak by mieć pewność, że go słyszy. Nie chciał się na alchemii, ale znał się na truciznach, które też były wyrobami alchemicznymi. Nie umiał ich jednak tworzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Nie Mar 11, 2018 10:45 pm

Mógł się nie spóźniać, wtedy zamiast narzekać, okazałaby stosowną wdzięczność. Zamiast tego, musiał się liczyć z jej marudzeniem, bo ona naprawdę nie lubiła spóźnialskich. Nawet jeśli spóźniały się „jej” osoby. To chyba denerwowało ją jeszcze bardziej, bo w sumie gdy chciała się z kimś ze swojego kręgu spotkać, to liczyła na to, że on również chce się z nią spotkać. Widocznie Maveth nie chciał jej widzieć na oczy, skoro zamiast wytłumaczenia, miał tylko jawną kpinę, która tylko jeszcze bardziej ją zdenerwowała.
-Może bym tak powiedziała, gdybyś się nie spóźnił – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. Nie zamierzała mu się tłumaczyć, ani tym bardziej go przepraszać. Zwłaszcza, że podejrzewała iż ma do czynienia z człowiekiem, którego nazwać można „uczuciowym niedorozwojem”, który by lepiej wypełniać swoją pracę po prostu pozbył się ze swojego życia wszelkich uczuć. Nie był to jej problem, a na pewno nie zamierzała się tym przejmować.
Nie rozumiała skąd to jego zdziwienie. Sam ją w to wszystko wprowadził, więc sądziła, że w tej chwili również jej pomoże. W końcu znał tę organizację lepiej niż ona, wiedział więcej o tym, czego oczekują. Ona była tylko Sójką, tą od „przynieś, wynieś, pozamiataj” plus „zrób truciznę dla kogoś tam”. Cieszyła się, że jej alchemiczne zdolności mają jakieś zastosowanie, ale z drugiej strony, to było za mało. Ile w organizacji było osób, takich jak ona? Umiejących to samo? Mogących zrobić to lepiej, czy szybciej? To było zdecydowanie niebezpieczne. Musiała się przysłużyć, stanąć nieco wyżej na tej drabinie, by poczuć chwilową pewność siebie, która zmotywuje ją do dalszego działania.
-Można tak powiedzieć – odparła ostrożnie. Uniosła głowę, tak by móc bez przeszkód na niego spoglądać. Wlepiała w niego swoje złote oczyska. Niektórych mogłoby to przerażać, ale ten skrytobójca powinien być do tego przyzwyczajony. Zaczęła nieco dreptać, bo mimo wszystko było jej zimno w łapki. Była pozbawiona tego komfortu, jakim są buty.
-Bez pośpiechu i z mojej dziedziny. Rozumiem – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Tworzenie alchemicznych mikstur nigdy nie było proste, wymagało cierpliwości. Można powiedzieć, że tej miała całkiem sporo, chociaż nie do wszystkiego. Poruszyła uszami, gdy wspomniał o tym, że trucizny nie sprawdzają się na tłumie. Jak zawsze – gdy myślała – zaczęła jednym ze smukłych palców wodzić po swojej dolnej wardze. By potem lekko ją przygryźć, co oznaczało, że coś wymyśliła.
-A gdybym stworzyła, taką truciznę, którą da się użyć masowo? – Zapytała, patrząc na Mavetha wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Pon Mar 12, 2018 10:48 pm

Ona zachowywała się jakby go nie znała. Należał do grona mężczyzn, którzy jeśli nie chcą się z kimś widywać po prostu nie przychodzą na dane spotkanie. A to, czy się spóźnił czy nie, nie powinno mieć znaczenia. Nie musiał się jej tłumaczyć. Nie oczekiwał też, że ona będzie mu się tłumaczyć. Nie oczekiwał również przeprosin. W sumie nic innego też nie oczekiwał. Tak było prościej. Wtedy z pewnością była mniejsza szansa na rozczarowanie się i niezadowolenie z powodu doznawanych niepowodzeń.
Najwyraźniej za mało mnie znasz —odparł oraz zaśmiał się cicho i zarazem gorzko. Nie była to do końca prawda, ale tak, pozbył się wielu uczuć ze swojego życia, w czym mu pomogli jego rodzice oraz mentor. Ktoś by powiedział, że byli złymi rodzicami, skoro byli w stanie to zrobić swojemu synowi, ale on by się z tym nie zgodził. Byli dla niego dobrzy i dali mu wiele rzeczy, których potrzebował i które mogą pomóc mu przetrwać.
Wprowadził ją, ale nie zrobi za nią wszystkiego. Wprowadzając ją w tę organizację stał się za nią w jakimś stopniu odpowiedzialny. W końcu ona przestanie być Sójką i będzie w stanie radzić sobie sama, bez jego pomocy. To jednak trochę zajmie. On miał już ugruntowaną pozycję w tej organizacji, ale też kiedyś zaczynał tak jak ona. Wół nie zapomniał, że kiedyś był cielęciem.
Wytrzymał to spojrzenie, samemu też nią spoglądając niebieskim i zielonym okiem. Na prawe gorzej widział, dlatego za swoje dominujące oko uważał lewe. Nie przerażało go to, dlatego też nie odwrócił głowy pod naporem złotego spojrzenia Lelli.
To dreptanie wyglądało trochę zabawnie. Sama wybrała takie miejsce spotkania, a on jej nie odda swoich butów. Poza tym mogłyby trochę nie pasować, w końcu koty nie nosiły butów.
Skinął głową w ramach potwierdzenia i pewnego zadowolenia, że go zrozumiała.
W przypadku tłumu najlepiej jest podawać truciznę z pożywieniem, ale to wymaga odpowiedniej organizacji. On był w stanie zabić kogoś ostrzem zanurzonym w truciźnie. Jedno lekkie dźgnięcie, po którym oddalał się z miejsca.
Kiedy zaczęła wodzić palcem po swojej dolnej wardze, spojrzał na usta swojej towarzyski. Nie był z tym jakoś szczególnie dyskretny, chociaż mogło być tak, że ona na to nie zwróci uwagi. Każdy inny mężczyzna to by zrobił na jego miejscu.
Gdybyś stworzyła taką truciznę, wtedy mogłabyś otruć więcej naszych przeciwników i przysłużyć się organizacji — odpowiedział cicho, wciąż będąc blisko niej. Nikt nie powinien usłyszeć o czym rozmawiają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Pon Mar 12, 2018 11:28 pm

Wzruszyła ramionami, bo to już nie jej problem. Ona jak każda kobieta lubiła rozmawiać, on zapewne jak większość mężczyzn, zwłaszcza pracujących w takim zawodzie, nie był zbytnio rozmowny. A już na pewno nie rozmawiał o swojej przeszłości, która była pewnie równie mroczna, co jego peleryna.
Ona nie chciała by robił za nią wszystkiego. W tej chwili miał jej tylko wskazać drogę. Być drogowskazem, co swoją drogą całkiem nieźle mu wychodziło. Nie była dzieckiem, które potrzebowało prowadzenia za rękę, miała dość własnego rozumu, by podejmować samodzielnie decyzje, by w ogóle decydować o swoim życiu. Jego namowy na nic by się nie zdały, gdyby ona sama nie chciała dołączyć do tej organizacji. Niektóre woły zapominały, a potem wypominały Sójkom, że trzeba je za rączkę prowadzić.
Jego nie zamierzała przerazić, poza tym doskonale wiedziała, że są na to inne sposoby, dużo skuteczniejsze. Mężczyzn właściwie było śmiesznie łatwo przestraszyć, pozbawić chęci do życia czy chociażby zniszczyć. Z kobietami było nieco trudniej, chociaż od każdej reguły jest jakiś smutny wyjątek. Na szczęście, nie ona była tym wyjątkiem. Jej psychika już raz się sypnęła, drugi raz raczej jej się to nie zdarzy. A przynajmniej nie w taki sposób, jak teraz.
Dobrą truciznę dawało się rozprzestrzeniać na wiele różnych sposobów. Problem w tym, że na tę chwilę nie istniało zbyt wiele takich trucizn. Zdecydowanie musiała nad tym popracować, bo to mogłoby się naprawdę przydać w działaniach Apostatów. W końcu mogliby zlikwidować wiele celów jednocześnie. Jakie wygodne by to było? Zdecydowanie musiała coś w tym kierunku podziałać. Było na świecie kilkadziesiąt naturalnych trucizn, tylko odpowiednio je połączyć, nadać im odpowiednie właściwości i już!
Czuła na sobie jego wzrok. Domyślała się, gdzie go skupia. W sumie nie pierwszy raz to robił.
-I takiej odpowiedzi… oczekiwałam – wymruczała zadowolona. Oj tak, teraz już wiedziała, co ma robić. Przed nią szmat pracy, ale ostatni czasy wolała ciężko pracować, niż się obijać. Wtedy nie myślała o ukochanym, ani o tym, co utraciła. Zaczęła rozkosznie mruczeć z zadowolenia, chociaż może powinna sobie to podarować. Dźwięk ten był naprawdę uroczy. -Dziękuję, wiedziałam, że mogę liczyć na twoją radę – mówiąc to uśmiechnęła się do Mavetha ślicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 13, 2018 7:04 pm

To była akurat prawda – nie należał do bardzo rozmownych osób. Jednak jego przeszłość nie była żadną tajemnicą i nawet, jeśli tak było to nie mógł o niej rozmawiać. Ktoś mógłby wykorzystać to przeciwko niemu. A tego bardzo by nie chciał. Niektórzy pewnie by to zrobili, chcąc uwolnić świat od kogoś takiego jak on, a inni mogliby mu współczuć. Nie chciał jakiegokolwiek współczucia, a tym bardziej litości.
Jako ktoś, kto ma ugruntowaną pozycję w tej organizacji może służyć radom innym członkom organizacji, szczególnie, gdy oni tego potrzebowali. A teraz była właśnie taka sytuacja, skoro chciała się z nim zobaczyć.
Trucizna, która pozwalałaby masowo zabijać im przedstawicieli Inkwizycji oraz gorliwych wyznawców byłaby strzałem w dziesiątkę. Gdyby stworzyła taką truciznę, bardzo przysłużyłaby się Apostatom i dostałaby to, czego chciała.
Na to nie mógł nic poradzić, a też nie chciał nic poradzić. To był znak, że wszystko było z nim w porządku. Nieraz zastanawiał się, jak ona wygląda bez ubrania i jeśli nad tym częściej będzie się zastanawiać w końcu to wprowadzi w czyn.
Tak myślałem — odparł. Zaskakująco łatwo było wprawić ją w zadowolenie. Wiedział o tym, że straciła swojego partnera. To był jeden z głównych powodów, dla których sam nie szukał kogoś dla siebie. W ten sposób nie był za nikogo odpowiedzialny i był wolny od wszystkich uczuć związanych ze stratą kogoś bliskiego.
Słuchał tego mruczenia, które uważał za przedziwny dźwięk, który dotąd kojarzył mu się z dzikimi kotami w zaułkach, które często kończyły swe życia za sprawą katujących je obdartusów i takich ludzi, jak on. Teraz to się zmieniło i nawet on zdawał sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera na niego ten dźwięk. Chociaż – rzecz jasna – starał się tego nie okazywać.
Do usług, Lella. Potrzebujesz jeszcze rady w jakieś kwestii? — odpowiedział i sam uśmiechnął się kącikiem ust. Teraz było dobrze i chyba ona odpuściła mu to, że się trochę spóźnił. Chociaż mogło się okazać inaczej, w końcu ona była kobietą. Teraz mu dziękowała za radę, a w następnej chwili mogła mu wypomnieć, że się spóźnił lub o coś innego, czego nawet nie był winien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Wto Mar 13, 2018 10:27 pm

W tej chwili, jej głowa aż buzowała od tysiąca pomysłów. Od miliona sposobów w jaki trucizna mogłaby być rozprowadzana. Nie wiedziała ile z tych sposobów faktycznie zadziała, ale bardzo tego chciała. Chciała dokonać swoistego cudu, ułatwić niszczenie tych, którzy wierzyli i ślepo za tą wiarą podążali. Bo w sumie to nie sama wiara była problemem, ale to do czego ona mogła prowadzić. A powiedzmy sobie szczerze, w tych czasach nie prowadziła do niczego dobrego. Ludzie się w imię wiary i swoich bogów mordowali, chociaż coś takiego nie powinno mieć miejsca. Bogowie zsyłali na nich nienawiść do bliźnich, brak zrozumienia dla siebie nawzajem i to było straszne. Przez te głupie dyrdymały ginęli dobrzy ludzie, którzy robili naprawdę dobre rzeczy. Osoby, które winny żyć jak najdłużej.
Wbrew pozorom nie było to takie łatwe. Po prostu Maveth powiedział jej dokładnie to, co chciała usłyszeć. Stwierdził, że taka trucizna byłaby doskonałą bronią, a ona chciała w to wierzyć. Co więcej, chciała tę broń stworzyć, by przysłużyć się organizacji, do której ją wciągnął. Właściwie od czasu, jak straciła ukochanego, mało rzeczy ją cieszyło, większość denerwowało. A gdy widziała radość innych, to potrafiła być o to zazdrosna, a przez to również okropna. Wiedziała, że nie powinna taka być, ale cóż poradzić?
-Nie, na razie nie potrzebuję. Muszę zacząć pracować nad tą trucizną, chociaż to nie będzie łatwe – powiedziała i cicho westchnęła, ale uśmiech w sumie nie zniknął z jej pełnych warg. Na razie miała dobry humor, a także motywację do działania. A tego zdecydowanie potrzebowała. W głowie jej się kręciło, od tych wszystkich pomysłów, musiała nieco zwolnić i zacząć prowadzić notatki, może nawet wybrać się do swojego starego mistrza, by w tym jej pomógł. Musiała się uspokoić, a w tym pomogło jej spojrzenie na Mavetha.
-A ty? Potrzebujesz w czymś pomocy lub rady? – Zapytała z ciepłym uśmiechem. Mogła mu w czymś pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Sro Mar 14, 2018 3:56 pm

Gdyby ktoś go zapytał o zdanie i miał wyrazić je swobodnie, bez żadnych konsekwencji powiedziałby, że oni, Apostaci niewiele różnią się od Inkwizycji i wierzących. Są tak samo radykalni, aczkolwiek oni chcą czegoś innego – świata bez bóstw i wiary oraz terroru, jaki z niej wynika.
Gdyby nie istniała żadna wiara, nie istniałaby Inkwizycja i wzajemne wybijane się. W konsekwencji nie istnieliby Apostaci. Ludzie zawsze znajdą powód do tego się wzajemnie wybijać. Niektórzy nie robią tego osobiście, własnymi rękami, tylko zatrudniają takich jak on. Dlatego, gdyby Apostaci osiągnęli swój cel, z pewnością miałby co robić.
Przychodziło mu z łatwością mówienie tego, co ludzie chcą usłyszeć – nie musiał mówić, co naprawdę o czymś myśli i miał święty spokój, bo przecież ludzie nie chcą słyszeć czegoś, co nie pokrywa się z ich opinią albo czegoś, czego sami nie chcą. Najlepiej było mówienie im tego, co chcą usłyszeć. W przypadku Lelli było tak prawie tak samo, bowiem powiedział jej, że naprawdę mogłaby przysłużyć się tej organizacji.
Jakbyś potrzebowała to wiesz gdzie mnie znaleźć. Z tym też się nie śpiesz. Nikt nie mówił, że będzie to łatwe. Potrzebujesz jakiś zwierząt, na których będziesz mogła testować jej działanie? — wypowiedział te standardowe słowa. Nie prosiła o kolejną radę, ale ją dostała. Było to bardzo dobre pytanie, w końcu na czymś musiała testować działanie tej trucizny. Łatwiej jest zgarnąć z ulicy miasta parę psów czy kotów niż porwać ludzi.
Potrzebuję uzupełnić zapas trucizny i pysznego obiadu. Byłoby dobrze, gdybyś miała jedno i drugie — odparł, nie przestając się uśmiechać kącikiem ust. Ten delikatny uśmiech nie obejmował jego oczu, ale nieznacznie łagodził ostre rysy jego twarzy. Na razie nie potrzebował rady, ale to, czego potrzebował można uznać za potrzebę pomocy mu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Sro Mar 14, 2018 4:28 pm

Skinęła powoli głową, bo to była prawda, wiedziała gdzie go znaleźć, chociaż czasem nawet to nie wystarczyło. Czasem trzeba się było nieco więcej napracować by odkryć, gdzie tego skrytobójce wywiało. Kotce to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiła się do tego, że czasem więcej się trzeba naszukać, ale można śmiało powiedzieć, że warto było. Gorzej ze spóźnianiem, tego zdecydowanie nie lubiła. Chociaż miał szczęście, bo nie była w humorze na długie wykłady i godzinne pouczenia. Zresztą, to i tak by nic nie dało, bo Maveth machnąłby tylko na to ręką i pewnie miałby w głębokim poważaniu.
-Zdecydowanie by się przydały jakieś zwierzaki. Z drugiej strony mogę to zawsze testować na jakichś placach, czy innych tego typu miejscach – stwierdziła ze wzruszeniem ramion. Jeśli trucizna będzie zbyt słaba, nie zabije, a jedynie spowoduje jakieś średnio przyjemne efekty uboczne. Zaś jeśli będzie za silna, to zabije zbyt szybko, chociaż to nie powinno być powodem do zmartwienia. A przynajmniej Lella nie widziała w tym żadnych problemów.
Niewiele brakowało by się roześmiała, zamiast tego, uroczo zachichotała.
-Na braki w truciźnie jestem w stanie coś zaradzić, ale obiadu już dawno nie gotowałam. Więc niestety tego drugiego nie mam. Ale wiem, że tu niedaleko jest miła gospoda, gdzie za przyzwoitą cenę, można zjeść coś dobrego – powiedziała z uśmiechem. Może ten pomysł mu się spodoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Czw Mar 15, 2018 12:05 am

Zwykle był tam, gdzie przesiadują mężczyźni – w gospodach i burdelach. Rzadko można było uświadczyć go gdzieś indziej, tym bardziej, że preferował prostackie rozrywki.
Nie lubił słuchać długich wykładów i pouczeń, szczególnie z ust pięknej kobiety. A prawdą było, że ten czas można było spożytkować inaczej, w dodatku sposób, który nie wymaga prowadzenia wymiany zdań.
Mogę złapać parę kotów i psów. Z tym bym się wstrzymał na twoim miejscu, bo zwraca dużą uwagę gawiedzi i Inkwizycji, która będzie twoim celem — powiedział. Wiele nie miał do roboty, dlatego mógłby się tym zająć. To było jego zdanie, a ona zrobi jak uważa. Tak naprawdę mu nic do tego. Poradził? Poradził. Problem z głowy.
To, że uroczo zachichotała nie uszło jego uwadze.
W to akurat nie wątpię. Jeśli to ta, o której myślę, to faktycznie można zjeść tam coś dobrego za przyzwoitą cenę. Idziesz? — zwrócił się do niej. Była właściwą osobą, u której można było uzupełnić zapasy trucizny. Była jedna gospoda, w której lubił jadać. Może będzie chciała z nim iść. Tam było przecież ciepło i nawet przytulnie. Nawet on nie lubił marznąć na dworze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   Czw Mar 15, 2018 6:39 pm

Pokiwała ze zrozumieniem głową. Chociaż nie widziała osobiście nic złego w tym, by próbować pewne rzeczy na ludziach. Właściwie na nich te próby byłyby skuteczniejsze, bo wtedy mogłaby doskonale wyliczyć ile składników faktycznie potrzebuje, a także jak mocne to musi być. Przy mniejszych stworzeniach żywych istniało ryzyko, że dawka dla nich zabójcza, wcale nie będzie zabójcza dla człowieka. W końcu ten był sporo większy od kota czy psa, a liczenie proporcji nie zawsze dawało relatywny wynik. Wolała mimo wszystko eksperymentować na tym, co miała zabić, a nie na jakichś substytutach, ale już nie przypominała o tym, temu mężczyźnie, bo wiedziała ile będzie go kosztowało to przyprowadzenie zwierzaków.
-Podejrzewam, że tak. Innej gospody w okolicy nie znam, więc śmiało możemy tam pójść – mówiąc to, wzięła go pod rękę i krocząc lekko, a także bezdźwięcznie, jak zawsze, udali się w stronę tej gospody, o której rozmawiali. Była szansa na to, by zjeść coś dobrego, a także by się ogrzać.
[/zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac egzekucyjny   

Powrót do góry Go down
 
Plac egzekucyjny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Dzielnica centralna
-
Skocz do: