Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gospoda "Pod upitym bawołem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pon Sty 22, 2018 8:45 pm


Gospoda "Pod upitym bawołem"


 Jedno z najcieplejszych oraz najprzyjemniejszych miejsc, jakie można znaleźć na terenie Filirjonu. Ten skromny, aczkolwiek doskonale prosperujący dobytek zawsze chętnie wita w swoich progach wszystkich gości, nie zważając na wszelakie podziały. Choć świat pełen jest uprzedzeń, tutaj wydają się one jakby zanikać, rozgrzane ciepłem buchającego w piecu ognia, zagłuszone przez skoczny rytm muzyki, stłumione przez mącący myśli alkohol. Wydawać by się mogło, że cokolwiek stanie się na świecie, tutaj zawsze będzie można odnaleźć chwilę wytchnienia od przytłaczającej codzienności.
 Pierwszym, na co zwrócić można uwagę przy wejściu do gospody, jest wyjątkowo przyjemny zapach ciepłego jedzenia, a także gwar rozmów. Sam wystrój nie należy do szczególnie wyszukanych, lecz z pewnością nie można zaprzeczyć, iż w karczmie z reguły panuje porządek. Zanim jednak ktokolwiek zdąży dokładniej przyjrzeć się miejscu, przeszkodzi mu w tym radosne powitanie zawsze uśmiechniętego karczmarza.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice


Ostatnio zmieniony przez Selphin dnia Pią Kwi 06, 2018 4:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Einarr
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Wto Mar 06, 2018 2:58 pm

Ostatni czasy więcej przesiadywał w karczmach i gospodach, niż we własnym domu. Może dlatego, że w domu nie miał po co siedzieć? Nikt tam na niego nie czekał, nikt by go nie powitał, ani nie pożegnał. O radości z jego powrotu nie wspominając. A w gospodzie czy karczmie zawsze dało się znaleźć towarzystwo do rozmowy, picia lub do czegoś więcej.
Na razie siedział przy jednym z długich stołów, a średnio wygodnej ławie. Grzał się, chociaż w rzeczywistości nie było mu zimno. Właściwie to lubił zimę, wtedy wszystko wydawało się takie… czyste. Nie widać było zwyczajowego brudu, który wyściełał ulicę miast i innych miejsc. Nie zmieniało to jednak faktu, że było wtedy mokro, a buty i stopy nadmiernej wilgoci i zimna nie lubiły. Przed nim stał kufel pitnego miodu, doskonały trunek na takie zimne dni. Złota pianka kusiła, podobnie jak rozkoszne ciepło przenikające przez naczynie, w którym napój bogów się znajdował. Chętnie grzał o kufel nieco zmarznięte dłonie, oddychał również zapachem pieczonego jadła. Na razie nie był głodny, ale doskonale wiedział, że apetyt z czasem przyjdzie. Zwłaszcza w miarę picia.
Niebieskimi ślepiami wodził po otoczeniu, chociaż najchętniej spojrzeniem wracał do tego właśnie pitnego miodu, którego w końcu spory łyk upił. Lekko się skrzywił, gdy gorący, ale i palący na ten swój wyjątkowy sposób alkohol wypełnił jego gardło, a potem brzuch. Przyjemne ciepło rozeszło się po jego ciele, aż uśmiechnął się z zadowoleniem.

_________________
gif
VoiceFight styleBattle Song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Wto Mar 06, 2018 7:11 pm

Dla niego był to jeden z tych dni, w których po prostu nie mógł się nie napić. W takich dniach jego parszywe życie bardzo mu ciążyło i związany z nim brak perspektyw. Był osobą, która żyła z dnia na dzień, nie robiąc żadnych dalszych planów na przyszłość. Każdy dzień mógłby być jego dniem ostatnim, ale to nie powód by odrzucić wszystkie zasady, którymi kierował się w swoim życiu.
Starał się nie pić za dużo, bardziej symbolicznie. Tak by po części utopić to wszystko, co mu ciążyło w trunku, który pił małymi łykami. Pitny miód, w którym starał się utopić wszystko to, co mu ciążyło rozgrzewał jego zmarznięte ciało i roztapiał bryłę lodu, która kąsała chłodem jego trzewia.
O kufel również grzał okryte skórzanymi rękawicami bez palców dłonie. Jego gorąco przyjemnie parzyło skórę palców mężczyzny. Czuł też gorąco tego alkoholu z każdym łykiem, to jak pali go w przełyku. Było to dobre uczucie, którego również potrzebował.
Przed nim też stała miska z łyżką, w której jakiś czas temu jadł sporą porcję przyzwoitego gulaszu. Nie przeszkadzało mu to, bo apetyt mu dopisywał i lubił dobrze zjeść. Nie oddawał jej, bo może jeszcze nabierze ochoty na to, by wziąć drugą porcję.
On również spoglądał na gromadzone tutaj osoby, chociaż robił to w sposób wyuczony, mając na uwadze to, że tutaj każdy może być jego wrogiem. Każda z osób tutaj mogła być jego następnym celem, szczególnie, jeśli stoją po nie tej stronie, co trzeba. Poglądy, które wyznawał nie były tymi, które mogły być przedmiotem dyskusji.
Jego spojrzenie padało na mężczyznę siedzącego naprzeciwko niego, również pijącego ten sam trunek, co on. Czasem na niego spoglądał, robiąc to przelotnie i dyskretnie. Od niechcenia. Jednocześnie nie sposób było zauważyć to, że jest przystojny i to bardziej od niego. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na zakapiora, ale może nim był. Tacy są najgorsi. Sądząc po tej bliźnie na lewym oku mógł zajmować się walką albo po prostu miał pecha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Einarr
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Wto Mar 06, 2018 9:23 pm

Czuł na sobie czyjś wzrok, ale to w sumie nie pierwszy raz. Ludzie gapili się na niego z różnych powodów, co czasami było naprawdę przykre, a innymi momentami pożałowania godne. Chociaż były oczywiście momenty, gdy ta nadmierna uwaga mu w żaden sposób nie przeszkadzała. Zawsze był gotów do walki, chociaż przez większość czasu nie chciało mu się w sumie walczyć. Właściwie to gdyby mógł, to spałby i pił, czasem pewnie coś dobrego przegryzł. Wiódłby takie życie, które nie wymagałoby od niego wielkiej aktywności.
W pewnym momencie wzrok swój podniósł znad kufla, co sprawiło, że krótko i przelotnie spojrzał na zakapiora przed sobą. Mina jego wyrażała bezdenne znudzenie, a także totalny brak zainteresowania. Właśnie dlatego ostatecznie przemknął spojrzeniem w bok. Ku oknu. Tam gdzieś był port, w nim łodzie. Czuł wołanie wielkiej wody, a jednocześnie wiedział, że nie powinien się tam pchać. Żegluga, to nie dla niego. Jest wojownikiem, a nie marynarzem. Nie w jego kompetencji leży odkrywanie nowych lądów. Chociaż gdyby była taka szansa chętnie zabrałby się na taką wyprawę.
Wrócił spojrzeniem do swojego kufla, z którego znów upił spory łyk. Odstawił go, by potem zacząć się nim bawić. Z wielkim wdziękiem i wprawą balansował tym kuflem, nie uroniwszy z niego nawet kropli. Drugą, wolną ręką podparł swój nieogolony policzek i po prostu dalej się bawił, śledząc niebieskim spojrzeniem ten chwiejący się na własnych brzegach kufel.

_________________
gif
VoiceFight styleBattle Song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Wto Mar 06, 2018 10:35 pm

On również to znał bardzo dobrze – mieszkańcy tej krainy przyglądali mu się, ale zaraz odwracali spojrzenie, szczególnie kiedy on zaczynał spoglądać na nich. Czasem szeptali do siebie być może na jego temat.
Czasem jego obecność w takich przybytkach była przerywana przez podpitych bywalców, którym przeszkadzała jego zakazana morda i startowali do niego z pięściami.
Miał opanowane do perfekcji sposoby na tych, chociaż nie oznaczało to, że ich zabije w karczmie pełnej ludzi. Niemniej jednak o to się prosiło, ale znokautowanie takiego delikwenta przynosiło odpowiedni skutek i pozwoliło kontynuować spędzanie wieczoru nad pysznym daniem i kuflem gorącego miodu pitnego czy chłodnego piwa. W zależności od pory roku.
Nie uszło to jego uwadze, że siedzący naprzeciwko niego mężczyzna przelotnie, na krótką chwilę spojrzał na niego. Doskonale widział, że on się bardzo nudzi i że nic go nie interesuje. Możliwe, że niedługo stąd wyjdzie.
Uniósł w szelmowskim uśmiechu kącik ust, spoglądając też w następnej chwili na ręce siedzącego naprzeciwko niego mężczyzny. Szczególnie, że on zaczął bawić się swoim kuflem.
Ostrożnie, szkoda tak zacnego trunku. Chyba, że twój kufel jest już pusty. Jeśli tak mogę kazać go na nowo napełnić — zwrócił się do tego mężczyzny. Mówił ze spokojem, ale też w jego niskim, głębokim i okraszonym lekką chrypą głosi pobrzmiewała pewna wesołość, którą teraz wykrzesał z siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Einarr
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Wto Mar 06, 2018 11:54 pm

Bójki w karczmach, to poniekąd chleb powszedni. Niemniej w tej zdarzały się one nadzwyczaj rzadko. Czyżby odpowiedzialny był za to, jakże nietypowy klimat tego miejsca? To ciepło i przyjemny zapach strawy rozleniwiał wojowników, zniechęcał ich do rozpętania jakiejś większej rozróby. Było w tym jednak coś dobrego, a na pewno dużo dobrego dostrzegał w tym Einarr, który należał do osób, które jak nie musiały, to w sumie niewiele robiły. Oczywiście gdy go wzywano i musiał iść walczyć, robił to bez chwili zawahania. Co nie zmieniało faktu, że większość swojego wolnego czasu spędzał właśnie w miejscach takich jak to. Lubił uzupełnić zapas procentów, rozgrzać się przy dobrym alkoholu, czy chociażby rozluźnić w ten sposób pod koniec ciężkiego dnia. A niektóre dni naprawdę wymagały wielkiego kufla piwa i miłego towarzystwa, bo miały tendencje być koszmarnymi.
On się nie nudził. On się relaksował w możliwie najprzyjemniejszy sposób, do którego nie trzeba było towarzystwa. Choć oczywiście picie z kimś było ciekawsze, niż picie samemu. Niestety w tych czasach ciężko, o jakieś dobre i odpowiednie towarzystwo. Chociaż pewnie niektórzy byliby innego zdania. W końcu wystarczyło zagadać do ludzi siedzących w karczmie. Och to mogło brzmieć prosto, ale w rzeczywistości nigdy się nie widziało, na kogo się trafi. A czasem mogli być to jegomoście niegodni chociażby spojrzenia.
Skoro o spojrzeniu mowa, to podniósł je na mężczyznę, który zwrócił mu uwagę.
-Spokojnie, mam w takich rzeczach wprawę – po tych słowach kufel bezpiecznie stanął na całym denku. Nie chciał się już niebezpiecznie na jego krawędziach. Zachowanie tego dziwnego osobnika sprawiło, że jedna z brwi Einarra powędrowała wysoko w górę, by przywitać się z jego rozczochraną grzywką. -Niemniej… ciekawa propozycja, ale z realizacją będzie trzeba chwilę poczekać, bo jeszcze nie skończyłem pić – uniósł w pół uśmiechu jeden z kącików ust.

_________________
gif
VoiceFight styleBattle Song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Sro Mar 07, 2018 3:52 pm

Unikał spożywania dużej ilości napitków, zwłaszcza w towarzystwie osób trzecich. Możliwe, że to jeden z powodów, dlaczego przeżył tyle lat. Trunki rozwiązywały język, a w takich przybytkach nietrudno o znalezienie uważnego słuchacza  kłopoty z tego tytułu.
Gdyby sobie popił i na przykład zaczął opowiadać o swoich dokonaniach tudzież o swojej przynależności do Apostatów i poglądach, jakie wyznawał… stąd już niedaleka droga o śmierć z ręki gorliwego wyznawcy jakiegoś bóstwa lub Inkwizycji.
Mężczyzna siedzący naprzeciwko niego mógł wyznawać wiarę w jakiegoś boga albo w jakieś bóstwa. Zapytanie o to mogłoby zdradzić jego poglądy i przekreśliłoby szanse na znajomość. Nienawidził wszystkich tych, którzy byli wierzący. Uważał ich za głupców, ale też za najgorszy typ człowieka. Najgorsi byli ci najbardziej radykalni, a jednocześnie oni byli bardzo podobni do niego.
Jeśli ten mężczyzna jest wierzący z pewnością w którymś momencie zdradziłby się z tym za sprawą odpowiednich sformułowań. Uważał, że one są szczególnie lubiane przez wielu wyznawców. Pomimo jego niechęci i nienawiści do nich oraz tego, że każdy z nich mógł być jego kolejnym celem nie było tak, że będzie zabijać każdego jak leci. Jego działania musiały przysłużyć się Apostatom, a nie ich pogrążać.
Na dobrą sprawę był w stanie zabić każdego, wierzącego czy niewierzącego. Wierzący, którym odbierał życia byli najczęściej celami wskazanym przez organizację, ale też potrafił zabić z innych pobudek i tutaj już wyznanie czy jego brak nie grał roli.
W to nie wątpię. Niemniej naprawdę szkoda tak zacnego trunku — przyznał. W takich miejscach nietrudno było o rozlanie alkoholu. Wystarczyło zostać szturchniętym przez przechodzącą osobę.
Nigdzie się nie wybieram. Ja również nie skończyłem pić. Grywasz w kości? — Dodał i nieznacznie wzruszył ramionami. Może ten mężczyzna będzie chciał zagrać w kości. Może trafił na nałogowego hazardzistę. Uśmiechnął się zaczepnie do tego mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Einarr
Berserk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Sro Mar 07, 2018 9:16 pm

Jemu wszystko było jedno, nawet jeśli ktoś wierzył lub nie, to zdecydowanie nie była jego sprawa. Tak, jak innych ludzi nie powinno obchodzić to, czy w coś wierzy, czy może wręcz przeciwnie. Niemniej teraz nawet o tym nie myślał. Właściwie większą część swojej uwagi skupił na tym mężczyźnie, który wdał się z nim w pogawędkę. Osobiście nie miał nic przeciwko temu, czasem sam zaczepiał ludzi w gospodach czy karczmach. Głównie wtedy, gdy samotność już naprawdę mu doskwierała i potrzebował kogokolwiek, by móc otworzyć gębę i pogadać.
-Czy zacnego to nie wiem, pewnym jest, że to dobra rzecz – powiedział, ale co autor miał na myśli, ciężko stwierdzić. Zwłaszcza, że Eniarr już był lekko podchmielony, a co za tym idzie język mu się plątał, a to, co chciał przekazać nie zawsze było oddane tak dokładnie, jakby sobie tego życzył. Już nie wspominając o tym, że nie do końca też sam wiedział, co chciał powiedzieć. Nie zmieniało to jednak faktu, że gospody były różne, a trunek w nich różnej jakości. Niektórzy chrzcili piwo, co by na dłużej im starczało. Z miodem pitnym również mogli to robić.
Na wspomnienie o graniu w kości lekko zmarszczył brwi.
-Dawno nie grałem – przyznał, chociaż na hazardzistę nie wyglądał. Brakowało mu tego błysku w oku, który pojawiał się zwykle u takich osób, w momencie zapytania o ulubioną grę. Oczywiście blask ten nie dotyczył tylko ulubionych gier, ale jakichkolwiek w które można zagrać, wygrać, a także zakładów. Szczerze mówiąc Einarr grał dla przyjemności, a nie na pieniądze. Zresztą większość zasad tego typu gier, nie wchodziło mu do głowy. A nawet jeśli wchodziło, to na długo tam nie zostawało.
Po chwili jednak wstał i po prostu wyszedł z gospody.
[/zt]

_________________
gif
VoiceFight styleBattle Song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Czw Mar 08, 2018 12:18 am

Zdania były jak widać podzielone. Z pewnością nadal starałby się zagadywać tego mężczyznę, gdyby nie to, że dotąd nie znaleźli wspólnego tematu. Pewnie z czasem by to sprowadził do pięknych kobiet, gdyż nie każdy mężczyzna chędożył z innymi mężczyznami, na broń i hazard. W ostateczności na wydarzenia w państwie.
Z pewnością może by zagrali i w kości. Jakoś tak wyszło, że ten podchmielony jegomość zamiast ochoczo z nim zagrać postanowił wyjść. Może to wina tego, że miał dość, przypomniał sobie, że żona na niego czeka albo coś równie dziwnego, co na dobrą sprawę w ogóle go nie interesowało.
Sam postanowił dopić resztę miodu pitnego, po czym wstał z miejsca i naciągając kaptur bardziej na głowę oraz zasłaniając usta chustą, skierował do wyjścia. Tym samym opuścił gospodę.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Czw Mar 15, 2018 6:56 pm

Daleko do przejścia nie mieli, bo gospoda znajdowała się tu blisko. Weszli do niej razem, owionął ich od razu przyjemny zapach pieczonego mięsiwa, a także ogólnie dobrego jedzenia, które można było tutaj zamówić. Kilka osób, które akurat siedziało w gospodzie spojrzało krótko ku nim, by potem powrócić do własnych spraw. Maveth od razu mógł iść dalej, ona zaś musiała nieco się poprawić. Strzepnąć śnieg z łapek, czy chociażby z uszu. Potem mogła zdecydowanie iść dalej, a raczej dołączyć do Mavetha, który być może znalazł dla nich jakieś miejsce.
Jeśli je znalazł, to mogli sobie usiąść i chwilę się ogrzać ewentualnie wymyślić czy jedzą, czy może piją. Lella ten czas wykorzystała na to, by parę razy przejechać rękami po futerku na swoich uszach, tak by ładnie się ułożyło. Zdjęła również kaptur z głowy, tak by jej w niczym nie przeszkadzał. Włosy, które dotąd spoczywały na jej piersiach, odgarnęła na plecy i cicho westchnęła. Zaczęła również mruczeć z zadowoleniem.
-Tu jest naprawdę przyjemnie – stwierdziła z zadowoleniem. Na pewno lepiej niż na dworze, chociaż tutaj nie mogli rozmawiać o pewnych rzeczach. Musieli zachować stosowną dyskrecję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Czw Mar 15, 2018 11:53 pm

Jakoś nie był skłonny tego sprawdzać – najpewniej inną gospodę udałoby się znaleźć, ale podawane w niej dania mogły pozostawiać wiele do życzenia.
Sam to zaproponował i prawdę mówiąc na to spożytkuje swój czas. Łatwiej zgarnąć z ulicy parę zwierzaków niż porwać paru ludzi. Łatwiej pozbyć się zwierzęcych trucheł niż trupów. Poza tym – gdyby mu się nie udało – zawsze może zakupić jakieś zwierzęta.
Nawet, jak ona tego nie robiła od wczoraj, trudno było mu przyzwyczaić do tego, że ona po prostu bierze go pod rękę. I tym razem, zupełnie jakby go tym zaskoczyła, nieznacznie się wzdrygnął oraz spiął, by dopiero po chwili się rozluźnić, przejść nad tym do porządku dziennego.
Można by pomyśleć, że pozwalał jej na więcej niż innym i to była prawda. Znał ją już trochę i też nie powinien pogardzać obecnością pięknej kobiety przy swoim boku.
Kiedy wspólnie przekroczyli próg gospody, zrobiło mu się trochę cieplej. Za sprawą różnicy temperatur i naturalnej reakcji organizmu jego blade policzki lekko pokryły się czerwienią. Głęboki kaptur utrudniał dojrzenie ich, jednak w końcu będzie musiał go zsunąć.
Za sprawą tego zapachu tych wszystkich dań niewiele brakowało, by pociekła mu ślinka. Skoro ona chciała się poprawić to nie zamierzał jej tego zabraniać. Jedynie pokręcił głową i podszedł do lady, za którą urzędował karczmarz. Chciał zamówić dla nich posiłek. Potem zaczął szukać jakieś miejsca dla nich. I to zrobił, wybierając kraniec stołu blisko wesoło płonącego paleniska.
Siedząc w ten sposób – już bez kaptura na głowie – miał widok na większą część tego przybytku. Ona mogła siedzieć obok niego, zarówno z lewej jak i prawej strony. Obserwował to, co ona robi w ramach doprowadzania się do porządku, układając futerko swoich uszu.
Dlatego często tutaj przychodzę. Poleciłem przygotować dla nas porcje gulaszu i świeże pieczywo oraz miód pitny — powiedział i ponownie uśmiechnął się do niej. Miód pitny był tym, czego potrzebowali.
Kiedy byłem tutaj ostatnio, zagadnąłem do jakiegoś mężczyzny. Nie był zbyt rozmowny, nawet jak sam nie należę do rozmownych chłopów. Nie za bardzo chciał grać w kości a potem bez uprzedzenia wstał i wyszedł — wspomniał o tamtym wojaku, z którym starał się rozmawiać i napić oraz trochę pograć w kości, do czego nie miał okazji z racji tego, że tamten typ wyszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 2:01 am


GMowska interwencja.

W karczmie panował gwar,  co zresztą nie było niczym dziwnym – w tej gospodzie zwykle tak bywało. Obsługa jednak zdawała się nieco bardziej zaaferowana niż zwykle, choć obowiązki wykonywała ze swoją zwyczajową pieczołowitością.  Kelnerki krzątały się po głównej sali jadalnianej, jednak nie wszystkie zajmowały się obsługą klienteli. Znaczna część wydawała się przemieszczać w tę i z powrotem między wnętrzem gospody, a jej zewnętrznymi terenami. To coś przyniosły, to wyniosły, wymieniły kilka zdań, po czym znów wróciły do pracy. Nic dziwnego. Święto Fegnai zbliżało się wielkimi krokami, choć to przecież wcale nie oznaczało, że na czas przygotowań karczma zostanie zamknięta. O, nie. To byłoby zbyt krzywdzące zarówno dla stałych klientów, jak i samego właściciela przybytku, który przecież musiał dbać o dzienny utarg.
 W całej tej krzątaninie, stolikowi, do którego przed chwilą zasiedli Lellalia oraz Maveth, przyglądała się dziewczyna – młoda, prawdopodobnie kilkunastoletnia, o długich, splecionych  w warkocz miedzianych włosach. Człowiek – sądząc po rysach. Prawdopodobnie też jedna z kelnerek, choć biorąc pod uwagę jej postawę, raczej nie pracowała tu od dawna. Na jej twarzy malowało się niezdecydowanie i niepewność, zupełnie jakby się nad czymś wahała. Dopiero zachęcona przez swoją starszą koleżankę, wzięła wdech, po czym wykonała w stronę stolika kilka nieśmiałych kroków.
 - Przepraszam... – zaczęła, lecz jej cichy głos zagłuszyć mogły nawet wesoło trzaskające płomienie. – Przepraszam Pana. – Tym razem jej głos zabrzmiał nieco donioślej, choć nadal dało się w nim wyczuć nutkę lęku. – Ja, to znaczy, my... – wskazała gestem głowy na pozostałe pracownice, niezmiennie zajęte swoimi obowiązkami – To znaczy, jeżeli nie ma Pan nic przeciwko... Gdyby miał Pan taką chęć, czy mógłby Pan pomóc nam przenieść na zewnątrz te kilka beczek...? – Ponownie skinęła głową, tym razem w kierunku lady. Faktycznie, obok stały pokaźnych gabarytów beczki, samym swoim wyglądem zdradzające niemały ciężar. Dziewczyna spojrzała na Mavetha prosząco, wyraźnie speszona i zażenowana koniecznością proszenia o przysługę jednego z gości, co zdradzały jej dość silnie zaróżowione policzki.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice


Ostatnio zmieniony przez Selphin dnia Pią Mar 16, 2018 11:08 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 10:15 am

Musiało to wyglądać zabawnie, ona tak sobie po prostu siedząca i układająca mokre futerko na uszach. Chociaż prawda była taka, że tutaj chodziło o nieco więcej. Bo poza futerkiem układała również włosy, które przez kaptur troszkę się napuszyły i ogólnie fryzura jej się popsuła. Może była hybrydą i większość ludzi krzywo na nią spoglądało, ale mimo wszystko była nadal kobietą, a te lubią dobrze wyglądać. I tak właśnie było w jej przypadku.
Siedziała po jego prawej stronie, co wydawało jej się wygodne, ale tez miłe. Podniosła na niego złote spojrzenie, gdy mówił o tym, co zlecił przygotować. Skinęła również głową, bo brzmiało to naprawdę smacznie.
-Brzmi świetnie – powiedziała z uśmiechem. Czasem też strzygła uchem w kierunku grajków, którzy urozmaicali konsumpcję lub ogólne rozmyślania tu obecnych osób muzyką. Ostatecznie krótko na nich spojrzała i znów poruszyła uszami. Kiedyś dużo tańczyła, ale wtedy miała jeszcze męża i powód do tego, by tańczyć z radości. Teraz żadnej z tych rzeczy nie miała, a co za tym idzie, muzyka już nie sprawiała jej tyle przyjemności, co kiedyś. Właśnie dlatego wróciła spojrzeniem do Mavetha. Nawet delikatnie się do niego uśmiechnęła.
-Może nie miał ochoty na rozmowę? Poza tym nie wiem czy to dobry pomysł, zaczepiać ludzi w gospodzie – rzuciła z rozbawieniem. I pewnie pośmialiby się jeszcze chwilę, gdyby nie dziewczę, które do nich podeszło. A nawet nie do nich, tylko do Mavetha. Chwilę słuchała co dziewczę ma do powiedzenia, chociaż niewiele brakowało, by zaczęła się śmiać. Było to naprawdę urocze, że ktoś prosił tego nicponia o pomoc. A ona w sumie postanowiła nieco wspomóc to dziewczę.
-No, Maveth… pomóż damie w potrzebie – mówiąc to, szturchnęła lekko tego skrytobójcę między żebra. -Chyba, że sam potrzebujesz pomocy – mruknęła nieco tajemniczo, ale również z rozbawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 3:13 pm

Sam był mieszańcem i dlatego był w stanie podchodzić z większą tolerancją do pozostałych hybryd. Lella była tego najlepszym przykładem. Była osobą, której towarzystwo w żadnym stopniu mu nie przeszkadzało, a nawet nieraz było pożądane. Poza nielicznymi momentami, w których narzekała na niego i paru innych.
Zaletą bycia zatwardziałym kawalerem było to, że nie musiał słuchać narzekań swojej kobiety oraz mógł mieć wiele kobiet i mężczyzn. Wadą było to, że nie miał kto dla niego gotować, prać i sprzątać, nie wspominając o innych obowiązkach domowych. Tutaj znalazł rozwiązanie – Lella póki co była Sójką, a on był bardziej zasłużony od niej i ona musiała robić to, co powiedział.
Ponadto łączył ich wspólny cel. Chcieli zniszczyć wszystkich bogów i pozbyć się Inkwizycji, która była ich najgorszym wrogiem. Podsycała ogień, jaki płonie w sercach i umysłach wyznawców.
Ponownie uśmiechnął się, kiedy ona stwierdziła, że to brzmi świetnie.
Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać — odparł i cicho westchnął. Sądząc po tym, że tutaj były tłumy to może okazać się, że będą dłużej czekać na sporządzenie ich dań oraz ich podanie. Było to całkiem prawdopodobne, bowiem święto Fegnai  było za pasem.
Nie rozumiał tego – straciła swojego partnera, ale życie toczyło się nadal. Nie mógł mierzyć innych swoją miarą – dla niego śmierć była wręcz chlebem powszednim. On też żył z dnia na dzień, nie planował swojej przyszłości zgodnie z przekonaniem, że może jej nie mieć.
Był średnio rozmowny, ale to samo można powiedzieć o mnie. Tylko zagadnąłem podczas spożywania posiłku, nie rzuciłem się na niego z pięściami — udzielił jej odpowiedzi na pytania, które mu zadała i skomentował dalsze słowa Lelli. Nie robił nic niewłaściwego, starannie dobierając kompana do rozmów. Tylko zagadnął zamiast dać mu kulturalnie po mordzie w ramach nawiązywania męskiej przyjaźni.
Siedząc i rozmawiając z Lellą miał to dobrze znane mu uczucie, że ktoś ich obserwuje. Byli jednak w miejscu publicznym i to na dobrą sprawę mógł być każdy, nie mając nawet złych zamiarów. Wiedziony doświadczeniem wiedział, że należało zakładać najgorsze i być czujnym.
Pewnie sam by coś jeszcze powiedział, ale do nich podeszło zatrudnione tutaj dziewczę. Podniósł na nią swoje różnobarwne spojrzenie, które spoczęło na dłoniach dziewki. Nie przyniosła im zamówionego posiłku, a to już mu się nie spodobało.
Gdzie nasz posiłek? Poleciłem karczmarzowi przygotować gulasz, świeży chleb i miód pitny — zwrócił się do niej, słysząc, że zaczyna swoją wypowiedź od słów „przepraszam”. Uznał, że ona została przysłana tutaj, by powiedzieć im, że będą musieli poczekać albo dzisiaj nie zostaną obsłużeni. Był głodny.
Trudno było nie dosłyszeć nutki lęki w głosie tej dziewki i była ona uzasadniona, ale to nie oznaczało, że ją zabije tylko dlatego, że tutaj podeszła i nie przyniosła strawy albo miała mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
Bardzo szybko okazało się, że chodziło o coś innego i to sprawiło, że zmrużył powieki, a na jego twarz wkradło się pewne niezadowolenie.
Przyszedł tutaj dobrze zjeść i się napić. Najwyraźniej nie będzie mógł tego zrobić, bowiem ma wykonywać obowiązki karczmarza. Nie miał chęci i nie chciał pomóc. Nigdy nie pomagał z własnej woli i nigdy za darmo. Gdyby ona przyszła do niego i chciała, by zabił karczmarza, który lubi obłapiać młode dziewczęta, to nawet zrobiłby za kolejny darmowy posiłek.
Już miał odmówić, kiedy wtrąciła się Lella i jeszcze szturchnęła go między żebra. Niewiele brakowało, by się skrzywił.
Wiesz, że… nieważne. Nie potrzebuję pomocy — żachnął się. Nie potrzebował pomocy. Teraz okazało się, że nie ma wyjścia i musi przenieść te beczki.
Przeniosę wam te beczki na zewnątrz — zwrócił się na samym końcu do czekającej na jego odpowiedź dziewki i powoli wstał ze swojego miejsca, narzucając też kaptur na głowę. Oby było warto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 3:58 pm

Beczki w istocie były dość ciężkie, prawdopodobnie wypełnione po brzegi jakimś rodzajem alkoholu. Z pomocą mężczyzny na zewnątrz znalazły się już w kilka minut – płochliwa dziewczyna z kolei w międzyczasie ulotniła się, chcąc prawdopodobnie jak najszybciej zejść z oczu zirytowanemu klientowi i zostać po prostu zapomnianą. Interakcje socjalne z pewnością nie były jej mocną stroną.
 Gdy Maveth wrócił do stolika, jedna z dziewcząt akurat zmierzała w tę samą stronę, w rękach dzierżąc tacę z zamówieniem. Podanie wszystkiego zajęło jej zaledwie kilka sekund, z pewnością miała już wprawę.
 - Zamówienie i wszystkie  trunki dzisiaj na rachunek szefa – rzekła z uśmiechem kobieta, nieco starsza od swojej koleżanki, choć nadal młoda – jak większość zresztą dziewcząt obsługujących salę. Zdecydowanie jednak dużo bardziej charyzmatyczna, bowiem słowa wymawiała z pewnością godną właścicielki lokalu. Prawdopodobnie też jako kelnerka nie miała w teorii prawa występować z taką ofertą, lecz nie wydawała się mieć z tym problemu. Pewnie jedna z tych, które zorientowały się już, na co mogą sobie pozwolić, a na co nie. Sięgnęła po niewielką materiałową sakiewkę, kładąc na stole tuż obok miski Mavetha. – Co prawda nie wyglądasz Panie na osobę zainteresowaną festynami, ale w najbliższych dniach będą całkiem pożądane. – Skinęła w stronę pakunku. – Z pewnością znajdą się chętni nabywcy. Albo możesz też oddać je swojej uroczej towarzyszce. Jeszcze raz dziękujemy za pomoc i życzymy smacznego posiłku – dodała wesoło, po czym ukłoniła się lekko i zniknęła w tłumie.
 W sakiewce znajdowało się pięć różnokolorowych koniczyn, prawdopodobnie w jakiś sposób magicznie spreparowanych i związanych z nadchodzącym świętem.


MG ucieka z tematu, bawcie się.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 4:54 pm

Mógł również słuchać narzekania nie swoich kobiet i nie swoich mężczyzn, co z autopsji, jest mniej przyjemne, niż słuchanie narzekania swojej własnej kobiety. No, ale skoro tak mu bardziej odpowiadało, to cóż robić. W ich branży posiadanie rodziny było raczej niebezpieczne, a momentami nawet głupie. W końcu… łatwo było tą ukochaną osobę stracić w ten, czy inny sposób.
Skinęła łbem, bo również nie chciała długo czekać, ale patrząc na robotę, którą panie kelnerki i nie tylko, wykonywały to może troszkę dłużej zająć. Co nie zmieniało faktu, że warto było poczekać zwłaszcza, gdy w brzuchu kiszki marsza grały. Roześmiała się, gdy stwierdził, że ten mężczyzna był tak samo rozmowny, jak Maveth zwykle. Cóż można by powiedzieć, że trafił swój na swego i może by więcej pogadali, gdyby nie to, że ten wojownik się po prostu zmył. Mógł nie mieć chęci na rozmowę, co było całkiem zrozumiałe. W końcu niektórzy przychodzą do gospody tylko po to, by się napić i mieć wszystko w głębokim poważaniu.
Dziewczyna przyszła po pomoc, a nie żeby im przynieść strawę, co w sumie z jednej strony nie fajne, ale z drugiej… bywa. Lella gotowa była sama pomóc dziewczęciu. Jeśli czegoś się w życiu nauczyła, to tego, że dobre uczynki do ciebie wracają. Podobnie jak złe, więc dobrze jest zrobić trochę dobrego dla innych, by potem nie umierać w samotności lub w jakimś ciemnym kącie. Właśnie dlatego podeszła tego skrytobójcę, chcąc by jednak pomógł. Nawet jeśli sam nie miał na to najmniejszej ochoty.
Obserwowała zmagania z beczkami Mavetha, by potem gorącym uśmiechem powitać go znów u swego boku. Potem podniosła spojrzenie na kelnerkę, która jednak przyniosła im jedzenie.
-Teraz będzie ci się lepiej jeść – zapewniła przyjaciela ze śmiechem. Może nazbyt rubasznie, wtuliła się w jego bok ze śmiechem, tak by nieco go ogrzać, chociaż podejrzewała, że skrytobójcy raczej było gorąco, po noszeniu tych ciężkich beczek. Nie przeszkadzało jej to, jak większość kotowatych uwielbiała ciepło i była niezmiernie chętna, do tego by ukraść nieco tego ciepła Mavethowi.
-Dziękujemy – rzuciła za kelnerką, a potem z ciekawością spojrzała na tą sakiewkę. -Festyn, z jakiej okazji? – Zmarszczyła lekko brwi. Chyba ostatnio za dużo pracowała, bo nic nie wiedziała, o żadnym festynie. Może jej towarzysz coś wiedział?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Pią Mar 16, 2018 11:19 pm

Nie był zadowolony z tego powodu, że ktoś im przeszkadza i to jeszcze z czymś tak trywialnym jak noszenie beczek. Nie interesowało go to i naprawdę nie chciał pomagać zgodnie z zasadą, że nie pomaga za darmo. Nie potrzebował dobrych uczynków i też zapewne będzie zdychać w jakimś ciemnym kącie w samotności. Nie podobało mu się to, ze podeszła go w ten sposób, uderzając w jego męską dumę. W ten sposób nie mógł się nie zgodzić.
Nie brakowało mu krzepy, by sobie poradził z tymi beczkami. Niemniej ich ciężar sprawił, że mięśnie pleców i silnych barków pozostały napięte jak po długotrwałym i ciężkim treningu. Jest silny, ale nie jest prawdziwym siłaczem, co by podnosić dość ciężkie beczki jakby w rzeczywistości nic nie ważyły.
Z pewnym poczuciem ulgi wrócił do stołu, przy którym czekała na niego Lella. W jakimś stopniu ono odmalowało się na jego twarzy.
Siedząc przy stole przeciągnął się ponownie, chcąc rozprostować swoje kości. Nie uszło to jego uwadze, że kolejna zatrudniona tutaj dziewka przynosząc dla nich zamówienie.
W takim razie podaj nam dzban miodu pitnego — zwrócił się do tego dziewczęcia. Skoro mógł jeść i pić na koszt właściciela tego przybytku to zamierzał to robić. Skinął jej głową, co można uznać za podziękowanie.
Tobie też powinno się lepiej jeść, skoro to nie będzie nas nic kosztować — zauważył całkiem słusznie i zaśmiał się cicho. Kiedy Lella wtuliła się w jego bok pozwolił jej na to i machinalnie otoczył jej talię ramieniem, chociaż zapewne nie będzie to trwać długo. Było to jednak wygodniejsze i często to robił, jeśli przy jego boku siedziała jakaś kobieta.
Już miał zacząć jeść, gdyby nie to, że dziewczę postanowiło położyć na stole obok miski z porcją gulaszu niewielką materiałową sakiewkę. Uniósł prawą brew i spojrzał z lekkim niezrozumieniem na dziewkę.
W istocie, nie jestem taką osobą, która chadza na festyny. Jeśli się pojawię to z pewnością z nich skorzystam — zwrócił się do niej i sięgnął długopalczastą dłonią po sakiewkę celem sprawdzenia jej zawartości. Tutaj jeszcze bardziej się zdziwił, dostrzegając w jej wnętrzu te różnokolorowe koniczynki.
Zastanowię się nad tym, co z nimi zrobić, szczególnie jeśli wybiorę się na ten festyn. Taa, dziękujemy — odpowiedział i ponownie skinął jej głową.
Wolał nie podejmować pochopnie decyzji. Jeśli wybierze się na ten festyn to one mogą naprawdę mu się przydać. Może naprawdę przekaże je Lelli. Póki co, sakiewkę z tymi pięcioma różnokolorowymi koniczynkami schował do kieszeni spodni.
Na ulicach wszędzie wiszą afisze informujące o tym festynie. Ta gospoda go organizuje i rozpocznie się on 17 marca. Jeśli chcesz możesz iść. Wtedy oddam ci te koniczynki — poinformował swoją towarzyszkę, którą też przestał obejmować. Sięgnął po sporą kromkę chleba i zaczął jeść swój gulasz. Nie chciał, by on wystygł. To noszenie beczek i pobyt na dworze jeszcze bardziej zaostrzyły jego apetyt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Sob Mar 17, 2018 12:00 am

Jak to mówią: lepiej późno niż wcale, a z tego jego noszenia wynikło coś dobrego. Dostał możliwość jedzenia na koszt właściciela tego przybytku, co było dobrą wiadomością. Lella uśmiechnęła się, na tę wiadomość, ale to się rozumiało samo przez się. Taka wdzięczność, za okazaną pomoc, była czymś naturalnym.
Nie spodziewała się tego, że zostanie objęta w pasie. Gdy tak się jednak stało, lekko się zarumieniła, a także zaczęła mruczeć znacznie głośniej. Teraz zdecydowanie mogła ukraść trochę jego ciepła. A także wtulić się w niego jeszcze mocniej, czy na swój sposób ufniej. Był „jej” a co za tym idzie, takie czułości nie były dla niej niczym dziwne. Miała w sobie bestię, a ona była terytorialna, chociaż może nie powinna w ten sposób myśleć o Mavethcie i w sumie nawet nie myślała o nim w ten sposób. On był jej, gdyby coś mu się działo, bez wahania by go broniła, ale nie mogła sobie rościć do niego żadnych praw.
Gdy Maveth zaglądał do sakiewki, zajrzała razem z nim i delikatnie się uśmiechnęła, widząc te niewielkie, a jednocześnie śliczne koniczynki. Takie kolorowe i naprawdę były śliczne.
-Jakie śliczne – wymruczała zachwycona. Oczywiście na długo jej uwagi nie przykuły, bo zaraz to zrobił Maveth. Podniosła na niego złote ślepia, a dotychczas cienkie źrenice stosownie się rozszerzyły. Zarówno z powodu mniejszej ilości światła, ale również z powodu jawnej ekscytacji. Może faktycznie widziała jakieś afisze, ale prawda jest taka, że nie miała czasu ich czytać. Czasem coś tam widziała, kolorowego i przykuwającego uwagę gawiedzi. Niestety zwykle była zbyt zapracowana lub zabiegana, by bliżej się temu przyjrzeć.
-Pójdę, jeśli ty pójdziesz ze mną – odpowiedziała z prostotą. Odsunęła się troszkę, by zrobić mu więcej miejsca, a także sama wzięła się za pałaszowanie swojego gulaszu. Zwłaszcza, że ten naprawdę dobrze pachniał, a potem jak się okazało, doskonale również smakował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 1:20 am

On to zrobił bardziej dla wygody oraz z tego powodu, że obejmowanie pięknych kobiet jest dla niego przyjemne. Poza tym lubił towarzystwo kobiet, szczególnie jeśli były chętne. A że zwykle za to płacił to tak naprawdę mało wiedział o obchodzeniu z kobietami.
Wiedział, że mogą wykonywać obowiązki domowe, dzielić łóżko. Ojciec mawiał, że to bardzo dobre, że żona czeka na niego w domu, że wszystko jest zrobione, że byli bardzo blisko jak mąż i żona, okazując sobie czułość. On tego nie umiał. Nie był zdolny do odczuwania czegoś takiego, a tym bardziej okazywania. Tak to teraz wyglądało, ale tak nie było. Chciał od niej tego, co może chcieć mężczyzna od pięknej kobiety. Ni mnie ni więcej.
Nie była mu obojętna – tolerował ją i do tego stopnia, że można to nazwać swoistą sympatią i nieco kulawą przyjaźnią, bo jak się można spodziewać, on nie ma przyjaciół. Jednocześnie go denerwowała, szczególnie, jeśli na niego narzekała. Jednocześnie mu zdołała zaimponować tym, że zabiła tamtego mężczyznę i tym, co robiła. A coś takiego rzadko się zdarzało.
Umożliwił jej to, bowiem nie miał powodu, by tego nie zrobić. Nie postrzegał tego w taki sposób, ale to było uzasadnione.
Jeśli naprawdę ci się podobają, mogę ci je dać — powiedział coś, czego można było się spodziewać. Nabrał przekonania, że te koniczynki się jej przydadzą o wiele bardziej niż jemu.
Kiedy na niego spojrzała, dostrzegł w jej złotych oczach tę ekscytację i to ona sprawiła, że parsknął lekko śmiechem, jakby z rozbawieniem.
W takim razie nie mam wyboru i muszę pójść — odparł. Może nie będzie tak źle, nawet, jeśli twierdził w duchu, że idzie dla świętego spokoju. Gdyby tego nie zrobił, ona zapewne narzekałaby na niego przez najbliższy miesiąc.
A już miał jej mówić, by zaczęła jeść. Zimny gulasz nie jest taki zły, ale na ciepło lepiej smakuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 1:45 pm

Można powiedzieć, że to działało w obie strony. W sensie ta dziwna przyjaźń. Chociaż w tej dziedzinie Lella miała nieco więcej wprawy, ale też troszeczkę inaczej postrzegała to, co ich łączyło. W bardziej… zwierzęcy sposób, a więc mimo wszystko nutka pożądania i ogólnego pociągu fizycznego w tym była, ale na razie niewielka. Dla tej kotki jeszcze za świeża, była utrata partnera. Musiała się troszku z tym oswoić, musiała przejść nad tym do porządku dziennego, a to wcale proste nie było. Na razie jednak odnajdywała się w tym, co robiła. Nawet jeśli to co robiła nie było do końca dobre.
-Nie przekazuje się prezentów, a ty to dostałeś – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Tak samo, nie powinno się odbierać danych komuś prezentów. No, ale Maveth mógł tego nie wiedzieć. On ogólnie zdawał się, nie znać niektórych po części w sumie wymyślonych praw związanych z tymi drobnymi i może faktycznie nie istotnymi rzeczami, jak np. z prezentami.
Uśmiechnęła się szeroko, a teraz jej oczyska naprawdę rozbłysnęły, jakby wewnętrznym, ciepłym i jasnym światłem.
-Yey! Pójdziemy na festyn! Dziękuję, Maveth! – Niewiele brakowało, by rzuciła mu się na szyje. Możliwe, że to zrobi, ale dopiero po tym, jak zjedzą. Do jedzenia na szczęście nigdy nie trzeba było jej namawiać, a też tempo tego jedzenia miała poniekąd zabójcze. Bo już po dziesięciu minutach miska była pusta, a kotka oblizywała się z zadowoleniem, a także mruczała głośno szczęśliwa. Sięgnęła po kufel tego miodu pitnego i spojrzała na Mavetha.
-Napijmy się, razem… a potem z innymi – powiedziała wesoło.

1/5 zadanie główne


Ostatnio zmieniony przez Lellalia dnia Pon Mar 19, 2018 10:32 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maveth
Kruk

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 6:55 pm

Uniósł jedną z brwi, słysząc o tym, że nie przekazuje się prezentów, które się dostało. Jakkolwiek by to nie brzmiało, on tego woreczka z koniczynkami nie uważał za prezent. Sądził, że dostał to jako dodatek za to, że postanowił wynieść te beczki.
Nie wiedziałem, że to prezent. Moim zdaniem dostałem to za to, że postanowiłem wynieść te beczki — stwierdził i lekko wzruszył ramionami. Można było spodziewać się, że powie coś takiego. Naprawdę z pewnych rzeczy nie zdawał sobie sprawy, a do niektórych nieszczególnie przywiązywał wagę. Prezenty były czymś, co nie było mu potrzebne do szczęścia i nie miałby problemu z oddaniem ich komuś innemu.
Nie masz powodu, by mi dziękować. To drobiazg — odparł spokojnie. Co innego miał powiedzieć? Sam szedł tylko do towarzystwa i dla świętego spokoju. Trudno powiedzieć, czy się będzie dobrze bawić, chociaż jeśli nie będzie brakować alkoholu to nie powinno być źle. Trochę będzie mógł wypić. Podejrzewał, że ona będzie się bawić, szczególnie, że bardzo chciała iść na ten festyn.
W końcu i on zjadł ten pyszny gulasz oraz chleb, którego skórką wytarł niemalże do czysta miskę. Sięgnął po swój kufel miodu, aczkolwiek nie dlatego, że jego towarzyszka również po niego sięga. Był właściwy czas na to, by się napić.
Doskonały pomysł — zgodził się z nią i uśmiechnął się przelotnie do niej oraz do tego kufla z miodem, którego upił pierwszy łyk. Za sprawą tego wysiłku, siedzenia przy kominku i zjedzenia gulaszu było mu ciepło, ale po tym łyku miodu pitnego miał wrażenie, że jest mu gorąco.

1/5 - Lella


Ostatnio zmieniony przez Maveth dnia Nie Mar 18, 2018 10:39 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 9:59 pm

Wieści bardzo szybko się rozchodzą, choć i tajemnicą nie było, że w mieście szykuje się festyn. Gołym okiem zdało się widzieć, że w dzień samego wydarzenia wszyscy są czymś zaaferowani. Kiedy to po południu Shenron wynurzył się na chwilę ze swojej kryjówki, dość szybko dotarło do niego, że w gospodzie "pod upitym bawołem" działo się, swoją drogą nazwa sama w sobie zachęcająca. Z jednej strony był z niego typ, który stronił od zatłoczonych, a zaś z drugiej - uwielbiał alkohol i wycieczki do burdeli - jakby nie było, wyjątki potwierdzały regułę.
Mężczyzna, który na plecach nosił dwa miecze, otworzył drzwi do gospody i przesunął wzrokiem po lokalu, próbując znaleźć wolne miejsce. Na jego nieszczęście - przy wszystkich stolikach ktoś siedział, toteż ciężko było o azyl, samotny kącik dla samotnika. Shenron wypuścił z sykiem powietrze, co swoją drogą zagłuszył panujący tu gwar, i skierował się do stolika, przy którym zasiadało kilka najemników, których znał. Nie można powiedzieć, że lubił ich, bo podobnież do tego nie był zdolny, ale znosił ich towarzystwo. Nie raz pracowali razem, często musząc podzielić się zapłatą. I tak, Shenron najwyraźniej potrafił się dzielić. Dziwne.
- Shenron, Shenron. Matka nie ta sama, a jednak jak mój brat! - zawołał jeden z nich, rudy młokos z rozbitym już wcześniej nosem.
Najemnik zmarszczył czoło, przekładając nogi za ławę, jedną za drugą, i siadając na wydzielonym dla niego skrawku. To, że znosił ich obecność nie oznaczało, że z każdym uwielbiał pieprzyć o głupotach, a ten tutaj w prawieniu dyrdymałów wiódł prym.
- Zamknij się, Roche. Zabiłbym się gdybyś miał być moim bratem. - mruknął Shenron, nie patrząc nawet w kierunku rudego. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że młody najemnik myślał, że Shenron tak po prostu żartuje. Że nie jest z niego kawał chuja tylko złośliwy żartowniś.
Zamówił wodę ognistą, bo na nic innego nie miał ochoty. Zresztą był to jego ulubiony trunek, a przecież było święto i nie mógł sobie go odmówić w trakcie świętowania. Na zamówinie trochę się naczekał i fakt, zdenerwowało go to trochę, jednak zaraz wszystkie nerwy odeszły na bok, gdy pojawiła się zgrabniutka kelnereczka z jego trunkiem. Fakt, była nietuzinkowej urody, ale to na pojawienie się alkoholu on ucieszył się najbardziej. Tak, że duszkiem wychylił otrzymane zamówienie i zanim zdążyła się dziewczyna oddalić - zamówił powtórkę i drugą na zapas.
Obok niego najemnicy wymieniali się opowieściami z wydarzeń mających miejsce przy wykonywaniu kolejnych zleceń. Shenron nie słuchał tego, bo najzwyczajniej w świecie nie miał ochotę. Połowa z tych najemników była o kant dupy rozbić, a historie z palca wyssane. Siedział w branży, więc wiedział kiedy ktoś za bardzo przejaskrawiał swoją historyjkę. I trwał tak, odcięty od tego, co działo się tuż obok niego, aż jeden z najemników klepnął go w ramię, ten który zaskarbił sobie największy odłamek limitowanych pokładów sympatii Shenrona. Wzniósł kufel a T'Shaw skinął głową, podnosząc swój trunek. Napił się z nim tylko dlatego, że jako jedynemu z tu obecnych pozwalał na oddychanie bez swojej własnej, osobistej taryfy.
I tak lała się woda ognista, jedna za drugą. Kubek za kubkiem, kufel za kuflem. Nawet się Shenronowi zaczął język rozwiązywać, a bariery zamazywać. Zaczynał brać czynny (jedno zdanie) udział w debatach zebranych najemników. Z każdym kolejnym łykiem coraz chętniej.
- Głupoty pierdolisz, Dende. - czknięcie - Jak jeszcze raz w mojej obecności będziesz próbował sprzedać ludziom ten kant, to przysięgam że Ci pszy...przypierdolę w ten Twój zakłamany ryj - powiedział tonem niby nie agresywnym, a jednak miała to być groźba. Groźba wstawionego już najemnika.
Znów zawiesił się na kilka łyków swojego trunku, gapiąc się uporczywie w taflę alkoholu zebranego w kubku. Wyglądał, jakby nad czymś bardzo intensywnie rozprawiał, a jednak było temu wyrazowi bliżej do parodii, niż do faktycznego stanu. Fakt, zastanawiał się nad czymś.
- So to ja sisiaj miaem... - podparł głowę dłonią, bo ojoj jaka ona ciężka i dalej trwał w swojej zadumie. - Sa chuia sobpie nie mohe psz...przypomnieć... - zapomniał naturalnie, że miał się chyba zająć poborem rekruta dla Orsoli, na wyprawę, że dlatego go odprawiła. Przecież zarzekał się, że zna dobre mordy do tego. I nawet wśród takich usiadł, czyli był blisko realizacji celu. A jednak - plan spalił na panewce, gdy zjawiła się woda ognista. Niech to szlag.
Mimo to on dalej próbował sobie przypomnieć, męczyło go to, nie dawało - no właśnie - spać. Bo nie dość, że głowa ciężka to jeszcze powieki ulegały grawitacji.
Uderzył pięścią w stół, wybudzając się a jednocześnie próbując tym sposobem wywołać pracę pamięci.
- Kfiathki... A nie... Podlaem... - cały entuzjazm opadł, bo to jednak nie to - O juszh wfiem miaem szukhać ludzi do... Eeeej... zaraz momfent... Ja nie mam kfiathów. - bełkot, jeden wielki. Choć jeszcze nie tak straszny, by nie dało się go zrozumieć.

Misja główna 1/5

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lellalia
Sójka

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 10:39 pm

Dostał to jako nagrodę, prezent, jakkolwiek by tego nie określić, dostał to od kogoś, a takich rzeczy się raczej nie przekazywało. Coś takiego mogło zwiastować nieszczęściem lub ogólnie zostać źle odebrane, przez osobę, od której ową rzecz dostaliśmy.
-Dostałeś to, od kogoś tak? Jakkolwiek by tego nie nazwać i za cokolwiek byś tego nie dostał, to nadal bardziej prezent niż… zapłata czy coś w ten deseń – odpowiedziała z rozbawieniem, chociaż widać było, że sama się nieco motała w zeznaniach. Któż jej tego zabroni? Raczej nikt. Miała jednak nadzieję, że dobrze to wytłumaczyła temu mężczyźnie i że jednak nie będzie taki skłonny do oddawania tego podarku. Inna sprawa, że głupio byłoby jej to przyjąć, ale już mniejsza o to.
-Dla kogo drobiazg, dla tego drobiazg – roześmiała się. Maveth zdecydowanie nie wyglądał na zabawowego typa, dlatego Lella aż nie wierzyła, że się zgodził. A jednak to miało miejsce, a co za tym idzie zamierzała się tym należycie cieszyć. Chociaż może powinna z tą radością nieco przystopować.
Do gospody weszła nowa osoba, co sprawiło, że kotka na krótką chwilę przerwała cieszenie się, na rzecz zlustrowania nowego przybysza, który nie wyglądał na duszę towarzystwa, ale jak się szybko okazało, chyba nią był. Dołączył do swoich kamratów, a więc automatycznie kotka straciła nim zainteresowanie. Za to uwagę swą w pełni skupiła znów na swoim towarzyszu, który skończył już jeść. Miód dobry, chociaż znacznie szybciej niż woda ognista uderzał do głowy, a to z powodu tego, że podawało się go na ciepło. Co samo w sobie było naprawdę przyjemne, zwłaszcza w tak paskudną pogodę jak ta teraz.
Roześmiała się, gdy Maveth przyznał jej rację, a zanim się jeszcze napił, stuknęła lekko w jego kufel, tak jakby wznosili toast, ale jego treść została pominięta stosownym milczeniem. Upiła spory łyk, a potem mało na siebie tego nie wylała, gdy mężczyzna, który jakiś czas temu wszedł, uderzył ręką w ławę. Na całe szczęście nie polała się, ale nieco zakrztusiła, co sprawiło, że odkaszleć musiała swoje, ale też cicho się zaśmiała przez ten kaszel.
-Ale ze mnie strachliwy kociak – rzuciła z wyraźnym rozbawieniem, a na jej gładkich policzkach pojawiły się pierwsze, intensywniejsze rumieńce. Spojrzała w stronę pijących najemników, by potem ostrożnie podnieść się ze swoim kuflem w dłoni, drugą ręką ujęła Mavetha, tak by razem z nią powstał, a potem nadal trzymając go pod ramię zbliżyła się dziarskim, a także lekkim krokiem do grupki mężczyzn, by potem krzyknąć wesoło:
-Toast panowie! Za festyn, który nieco nam urozmaici życie – a potem pociągnęła łyk ze swojego kufla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orsola
Dama Dworu

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 10:41 pm

Wracała właśnie z bazaru, z rozmowy, która okazała się dużo bardziej owocna, niż mogła przypuszczać na początku. Trwał festiwal, w karczmie lał się alkohol, a kiedy łatwiej o wyciąganie informacji od ludzi, niż gdy są upici? Może po kilku łykach wody ognistej będą bardziej skorzy do zaciągnięcia się na jej wyprawę? Takie właśnie nadzieje miała młoda Albini wysyłając do karczmy swojego człowieka. No… może nie do końca „jej”, raczej „jej ojca”, ale w tym przypadku wychodziło na jedno. Ufała mu w kwestiach własnego bezpieczeństwa, postanowiła i zaufać teraz. Być może niepotrzebnie, w końcu przez wspólnie spędzony czas zdążyła już zbyt dobrze poznać brak obycia własnego ochroniarza. Miała jedynie nadzieję, że Shenron szybko wtopi się w chamskie otoczenie karczmy i znajdzie kogo było im trzeba. A potrzebowali wielu ludzi, ot tak, na wszelki wypadek gdyby przyszło im zapuścić się głębiej w nieznane jej tereny, natknąć na coś o wiele niebezpieczniejszego, niż przypuszczała. Może ukryta cywilizacja? Plan był ambitny- okiełznać kawałek puszczy, założyć tam główną bazę, a przez resztę eskapady działać wypadowo. Naprawdę, potrzebowała wielu dobrych ludzi.
Cenny czas upływał, a Shenrona jak nie było, tak nie było. Orsolę powoli zjadała niecierpliwość. Ile można rozmawiać z najemnikami? Przecież gdyby rzeczywiście byli zainteresowani wyruszeniem z nią, chcieliby ją przynajmniej zobaczyć, usłyszeć szczegóły planu… Dwie służki, z którymi wybrała się do miasta próbowały ją uspokoić i powstrzymać przed tym, co właśnie postanowiła zrobić. Jeśli jej ojciec się o tym dowie z pewnością czeka ją przykra rozmowa, ale… Z drugiej strony kto miałby mu o tym donieść? Jego jedyny szpieg z jej otoczenia właśnie zaginął na prostym zadaniu w karczmie. Cóż mogła poradzić? Trzeba było ruszyć za nim.
Drzwi do karczmy otworzyły się zamaszyście i stanęła w niej niska, młoda kobieta o magnetycznej urodzie tak charakterystycznej dla jej ludu. Jedna służka otworzyła drzwi, druga trzymała się prawej strony Orsoli. Elae powoli wkroczyła do przybytku i omiotła go wzrokiem. Szybko wyłapała znajomą figurę pośród motłochu. Podeszła zdecydowanym krokiem w jego kierunku. – T'Shaw Til'Illan – jej głos był lodowaty, niby spokojny, ale każdy kto znał dziewczynę nieco dłużej wiedział, że w środku targają nią zgoła odmienne emocje. – Więc pijesz… - tu zerknęła w jego na wpół pusty kufel, zmarszczyła nos- Wodę ognistą w czasie, gdy powinieneś pracować dla mnie. Zapewniam cię, że ojciec z chęcią o tym usłyszy. O pieniądzach, które obiecałam ci ja również możesz zapomnieć. Przynajmniej do następnego księżyca.
Rzuciła spojrzenie siedzącym przy stole najemnikom, zmierzyła ich dokładnie wzrokiem. Podniosła dłoń. Na ten gest jedna z towarzyszących jej dziewczyn zbliżyła się, Orsola szepnęła coś do niej, po czym służka oddaliła się w kierunku lady. Sama Albini przysiadła na ławie przy swoim ochroniarzu. – Możecie się zapewne zastanawiać, co za interes ta zakała miała tutaj do spełnienia – służka wróciła z kuflem wypełnionym grzanym winem. Jego słodki zapach rozniósł się po najbliższym otoczeniu. Kufel otrzymany przez Orsolę był nieco mniejszy, zdecydowanie czystszy i nie najbrzydziej zdobiony. Młoda kobieta pociągnęła z niego łyk po czym kontynuowała swoją wypowiedź. – Nie będę owijać w bawełnę. Szukam odważnych, którzy udadzą się ze mną na wyprawę do Nieprzebytej Puszczy. To ryzykowny plan, ale cel jest szczytny, a ja nie najgorzej płacę. On mógłby wam coś na ten temat powiedzieć, gdyby był w bardziej dyspozycyjnym stanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shenron
Najemnik

avatar



PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   Nie Mar 18, 2018 11:14 pm

Wydarzenia niby nabierały tempa, ale świat wokół Til'Illana jakoś zwolnił. I choć tego nie chciał, to zrobił się nad wyraz wylewny. Pytanie zatem - dlaczego pił? Może tak naprawdę nie odpowiadało mu życie samotnika, a wstydził się przyznać, a pił by nabrać odwagi i móc potem zwalić wszystko na alkohol? A może nawet nie był świadom, jakiż to z niego "sympatyczny" towarzysz robi się po kilku, w zasadzie kilkunastu, głębszych? W każdym razie - co się stało, to się nie odstanie. Niby znał swoje możliwości, zwłaszcza przy obcowaniu z wodą ognistą, a jednak tym razem pozwolił sobie pofolgować. I to całkiem nieźle.
Świat może jeszcze nie wirował, a on nie zamienił się w żółwia, a jednak zanim zwrócił się w stronę przybyszy, troszkę czasu mu to z życiorysu wyjęło. Na pewno więcej niż przeciętnie, a przeciętnie refleks miał porządny, godny pozazdroszczenia. Zmierzył wzrokiem najpierw panią, całkiem ładną i urody nietuzinkowej - oczy złote, włosy fioletowe i do tego uszy zwierzęce. Fakt, nie dało się jej wyglądowi odmówić wyjątkowości. Wszak hybrydy były nieczęstym widokiem, a z jego trybem pracy - nierzadkim celem. Osobiście do hybryd nic nie miał, w końcu ciężko być odpowiedzialnym za to, kto nas spłodził. On coś o tym wiedział. Może i nie był hybrydą czy innym wynaturzeniem, a jednak - ojca miał gorszego od bestii, przynajmniej tak prawiła matka. Zaś ta matka wiarygodnym źródłem też nie była, w końcu ciężko o zaufanie wobec kogoś, kto się rzuca na ciebie z rozżarzonym pogrzebaczem.
Z panią przybył pan. W oczy rzucała się blizna wędrująca przez oko. Paskudna pamiątka, ale za to jaka efektowna.
Nawet nie zauważył kiedy wypił z przybyłą dwójką postaci ten toast, wybierając z kubka tylko połowę swojego trunku. Normalnie kultura nakazałaby zorganizować tej dwójce jakieś miejsce, toteż Shenron rudego najemnika wysłał za kelnerką, a jego wątłego przyjaciela dosłownie zepchnął z miejsca, informując przy tym uprzejmie, że on musi znaleźć sobie krzesło i dostawić.
- Jeśli nie mierzi was towarzystwo tak zacnych i rozhukanych waszmościów jak my to zapraszam do nas; miejsce się znalazło - oznajmił, wstawionym tonem. Jakiż on wspaniałomyślny.
Niemalże natychmiastowo wytrzeźwiał, kiedy drzwi się otworzyły a jego wprawny wzrok dostrzegł...
- O kurwa. - mruknął pod nosem, napinając mięśnie. Nie tyle, żeby zazwyczaj bał się Orsoli, ba on był pobłażliwy. Jednak jej widok momentalnie sprawił, że przypomniał sobie po co tu tak naprawdę przyszedł. Nie wstał, gdy podeszła.
- To ja. - potwierdził, gdy wypowiedziała jego imię i nazwisko. Fałszywe zresztą, w papierach dalej był Karolem. Wywrócił oczami, słysząc jej krótką tyradę. - Panienka raczy wybaczyć, poniósł mnie duch festynu. Gdzie trzeba się bawić i choć raz nie mieć kija w tyłku - obwieścił, rzucając jej wymowne spojrzenie. Mimo to przesunął się, robiąc jej miejsce koło siebie, co jednocześnie wysadziło kolejnego żółtodzioba i oddelegowało na poszukiwanie stołka. Zajrzał jej przez ramię do kufla, a potem spojrzał na nią, jakby z niedowierzaniem. - Wino? Nawet w takiej obszczanej dziurze będziesz raczyła się takim wyrafinowanym trunkiem. - oznajmił. Wciąż jeszcze zaciągał, ale widok Orsoli najwyraźniej sprawił, że troszkę mu się pod czerepem ułożyło. Lub miał dobry proces "odrodzenia". Wywrócił oczami jeszcze raz - Nie mam pojęcia jak wytrzymasz w Puszczy. - mruknął a propos jej trunku, domawiając kolejny kufel z wodą ognistą.
Zerknął po najemnikach, którzy zainteresowali się najwyraźniej ofertą Orsoli. Kolejne przewrócenie oczami, kiedyś mu gałki wypadną.
- To jest banda amatorów, chyba że szukasz mięsa armatniego - powiedział przechylając się w jej stronę. - Tamten, o właśnie, ten co pije teraz to Octris, i on się nada. Pracowałem z nim przy wielu zleceniach. A ten obok niego, to Kawka. Dobry łucznik, ale pieprzy głupoty. Reszta to gówniarze, którzy nawet raz się o śmierć nie otarli i przy pierwszej okazji spieprzą do mamusi. - obwieścił, specjalnie jakoś tonu nie przyciszając. Nie liczył się z tym, czy panów, pożal się boże, najemników urazi czy też nie. Kelnerka postawiła przed nim kolejny kubek z wodą ognistą a on przesunął go w stronę swojej zleceniodawczyni.

Misja główna 3/5

_________________

theme | voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gospoda "Pod upitym bawołem"   

Powrót do góry Go down
 
Gospoda "Pod upitym bawołem"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Dzielnica centralna
-
Skocz do: