Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Duncan Colberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Duncan
Hersir

avatar



PisanieTemat: Duncan Colberg    Pią Mar 02, 2018 9:06 pm


Duncan Colberg
∴ Uczucia ∴

Informacje podstawowe

WIEK: 36 lat
RASA: Człowiek
PODTYP:
ORGANIZACJA: Bifrost
GRUPA:
RANGA: Hersir
WYZNANIE: Niaka


"Jesteśmy pionkami w rękach bogów"


Zdolności i słabości

ZDOLNOŚCI

»  Smak Uczuć - Umiejętność polegająca na manipulacji uczuciami danej osoby, Duncan może sprawić, że ojciec znienawidzi córkę, że matka zakocha się we własnym synu, umiejętność działa tylko gdy Duncan jest w pobliżu.
»  Uczuciopedia - Duncan jest w stanie wyczuć co czuję osoba, z którą rozmawia, mimo najbardziej pokerowej twarzy.
» Wiedza - kartografia i strategia
» Siła Woli
» Wytrzymałość
» Używanie Broni - włócznia
» Używanie Broni - miecz
» Noszenie zbroi

SŁABOŚCI

»  Honor - Duncun jest bardzo dumnym człowiekiem, często nie zrobi czegoś choćby miał przez to zginąć
»  Caryca - jego koń jest dla niego jedyną rodziną, kocha to bydle ponad wszystko
»  Rana na nodze - nie jest tak zwinny jak większość ludzi
» Prawdomówność - Duncan nigdy nie kłamie


"jednak i pionek może stać się groźną figurą gdy przejdzie całą szachownice"


Wygląd

Wygląd postaci
Duncan z reguły nie dba o swój wygląd, czesze się czy ubiera tylko i wyłącznie jeżeli wymagają tego od niego okoliczności. Włosy z reguły w totalnym nieładzie sięgają mu ramion, twarz zdobi zaniedbany zarost, przez który Duncan staje się ofiarą żartów podczas spożywania posiłków, gdzie sosy, zupy i inne, gęste płyny lubią pozostać na jego wąsach. Mężczyzna nie lubi nosić zbroi, ubiera ją tylko i wyłącznie na ważne uroczystości czy gdy musi stoczyć bitwę, zwykle nosi zieloną koszule i wytarte spodnie, często wymienia buty, które nie lubią ścierać się od nadmiaru nacisku, który towarzyszy każdego krokowi Duncana. Często w jego towarzystwie pojawia się jego towarzyszka życia, ciemnogniada Caryca, koń który towarzyszy mu już od wielu lat. Caryca jest damą o pięknej grzywie i głowie wiecznie wysoko uniesionej, niczym dama na szlacheckim przyjęciu. Koń jest zadbany i zawsze najedzony, na jego grzbiecie znajduje się piękne siodło a po boku zawieszona jest włócznia, która Duncan włada częściej niż mieczem.
Charakter

Duncan jest człowiekiem czynu, nie rzuca słów na wiatr, co każdy dobrze wie. Mężczyzna jest uparty, gdy raz obierze cel bądź wyrobi sobie o kimś zdanie to trzyma się go wiele, wiele lat.
Zdarza się, że unosi się honorem, duże ma dla niego znaczenie co ludzie o nim myślą. Jest człowiekiem pamiętliwym, jednak i cierpliwym, potrafi czekać lata aby znaleźć odpowiedni moment by się na kimś odgryźć.
Duncan z reguły nie okazuje uczuć, jest obojętny na ludzkie cierpienia czy łzy, zmienia się jednak gdy zacznie mu na kimś zależeć, albo jak jest ze swoim koniem. Nie można go nazwać personą skomplikowaną, ma swoje przyzwyczajenia, których się trzyma, oraz które stanowią jego codzienne rytuały. Jest niezwykle prawdomówny, nie widzi potrzeby aby kłamać, nawet jeżeli prowadzi swego rodzaju intrygę to mówiąc komuś prawdę o niej, ten z reguły mu nie wierzy.
Ma swój obrany życiowy cel, do którego dąży już od dwunastu lat, bardzo dużo mu poświęca,
co przekłada się na jego kontakty międzyludzkie.

Historia

Odkrywca Albert wraz z rodziną

- Nie Duncanie, nie możesz iść ze mną, zabiorę cię jak będziesz starszy - Albert zapiął skórzany plecak klamrą po czym zarzucił go sobie na ramiona, nałożył na głowę swój wysłużony już kapelusz z dziurą, w dłoń pochwycił notes. Albert wyglądał nieco komicznie w spodenkach sięgających mu do kolan i koszuli z podwiniętymi rękawami, nie pasowało to do jego postury prawie dwumetrowego, barczystego mężczyzny.
- Ale tato, powtarzasz to już od kilku lat, mam już czternaście lat, kiedy będę starszy? - zaoponował Duncan pociągając nosem, z którego sączyła się stróżka krwi, chłopak wyglądał tragicznie, ubranie miał całe poszarpane, kolana i łokcie otarte, prawa dłoń napuchła mu do rozmiarów arbuza, lewe oko było podbite.
Albert zmierzył chłopaka litościwym, ale jednak rozbawionym wzrokiem, poczochrał go po głowie, na co ten tylko się skrzywił.
- Jak tylko przestaniesz się bić z dzieciakami z sąsiedztwa.
- Ale Tomas znowu obraził Sally!
- Twoja siostra jest od ciebie starsza i od roku ćwiczy rushkush, potrafiłaby się obronić jakby tego chciała. - Duncan dobrze o tym wiedział, w jego wiosce, Potoku, mieszkał przyjaciel jego ojca Ahmann Shokul, który uczył Sally oraz Duncana rushkush, który jest starodawną sztuką walki polegającą w głównej mierze na zadawaniu ciosów z zamiarem zabicia. Oczywiście Sally mogłaby się obronić przed Tomasem, jednak nie robiła tego ponieważ wie, że źle by się to skończyło dla małego chłopaka.
- Leć szybko do mamy, niech pomoże ci się umyć i da świeże ubranie. - Albert ruszył ku drzwiom, nie miał zamiaru dalej dyskutować ze swoim synem, który oburzony ruszył w głąb domu, mężczyzna odprowadził go wzrokiem po czym wyszedł.
Duncan tego nienawidził, jego ojciec co roku na wiosnę przepadał na kilka tygodni, Albert był kartografem a za cel honoru postawił sobie sporządzenie mapy całej Nieprzebytej Puszczy, co też było powodem, że wraz z jego matką przeszło dziesięć lat temu przeprowadzili się do sąsiadującego z puszczą Potoku. Myśli chłopca rozwiał aromat drożdży i śliwek, który zaczął wydobywać się z kuchni, jego matka piekła placek, jak zawsze gdy ojciec opuszczał dom, to chyba poprawiało jej nastrój. Duncan wszedł do kuchni, jego matka, piękna, blond włosa kobieta, ubrana w zwiewną suknie i fartuch uwijała się wśród sterty garnków, garnuszków i misek. Robiła to z gracją jednorożna przeskakującego nad polaną, ten widok był hipnotyzujący, ciepły i przyjemny.
Czego nie można powiedzieć o Sally, dziewczyna była równie piękna co jej matka, jednak wdzięk i gracje odziedziczyła po ojcu. Była cała umorusana w mące, jej włosy były polepione ciastem a z ust co chwila wydobywały się siarczyste przekleństwa przez co była momentalnie gajona przez matkę. Duncan nie wytrzymał i zaśmiał się na widok swojej siostry, ta momentalnie rzuciła w niego kawałkiem zaschniętego ciasta.
- Co się śmiejesz kozi pierdzie?
- Z ciebie, krowi placku! - typowa wymiana zdań między Sally a Duncanem, dzieciaki się kochały i uwielbiały ponad życie, jednak żadne nigdy drugiemu o tym nie powie.
- Na wszystkie bóstwa, Duncanie! Znowu się biłeś z Tomasem Fishermanem? - odezwała się Yera odkładając ciasto na stół. Matka Duncana była równie piękna co przerażająca, a teraz stała trzymając się pod boki wbijając wzrok w chłopca.
- Natychmiast na podwórze wypompować wode do bali i się umyć! - Najgorsza pora dnia, kąpiel... Chłopak nie lubił całego tego procederu, trzeba wypompować wode ze studni, podgrzać ją nad ogniem,  umyć się, wysuszyć... tyle roboty a dzień się już kończył!
Wybawieniem okazały się krzyki na podwórzu, wszyscy we troje zebrali się aby sprawdzić o co chodzi.
Na podwórzu przed domem stał wóz zaprzegnięty w konia a na nim gruby mężczyzna, lekko łysiejący z gęstą brodą, obok wozu stali dwaj mężczyźni zaopatrzeni w drewniane pałki, przed nimi stał Albert. Coroczna scena, Jericho Wieprz, głowa handlu i samozwańczy sołtys wsi Potok przyjechał upomnieć się o "podatek od ochrony na skutek najazdu wrogiego państwa bądź ataku bandytów zamieszkujących puszczę", jakby jakiekolwiek państwo istniało a jedyni bandyci w okolicy to ludzie Wieprza.
- Odkrywca Albert wraz z rodziną! - krzyknął mężczyzna z wozu przyozdabiając zdanie plwociną wylatującą z jego ust. - Ciesze się, że was widzę, przyjechałem po podatek od bezpieczeństwa.
Mężczyzna poklepał się zadowolony po grubym brzuchu.
- Mam nadzieję, że macie naszykowane trzydzieści pięć srebrnych monet?
- Ile?! - oburzył się Albert momentalnie się prostując - W zeszłym roku było piętnaście!
Wieprz spiorunował mężczyznę wzrokiem gdy ten śmiał sprzeciwić się jego sumie, jednak jego mina szybko zmieniła się w szeroki uśmiech, Duncan jednak czuł drzemiącą w mężczyźnie furie.
- Drogi Albercie, utrzymanie pokoju kosztuję! Uwierz mi, że i tak pobieram od was groszę za to co sam wydaję żeby was chronić! - Jericho zaśmiał się klepiąc swój tłusty brzuch. - pomyśl co by się stało jakbyś nie zapłacił podatku i dajmy na to, ktoś przyszedł do twojego domu podczas twojej podróży i zabawił się z twoją żoną i córką, może nawet synem! Bogowie uchowajcie!
Groźba była wyczuwalna mimo wesołości w głosie mężczyzny, Duncan poczuł, jak jego ojca ścina strach, który miesza się z obrzydzeniem i nienawiścią.
- Oczywiście, to straszna wizja, jednak musisz nam dać trochę czasu, nie posiadamy takiej sumy. - Wieprz, który do tej pory zakrywał swoją irytacje wesołością momentalnie spoważniał po słowach Alberta, warknął na jednego ze strażników by ten podał mu taboret pod wóz, korzystając z niego zszedł na ziemie i podszedł do Alberta.
Scena wyglądała komicznie, mały, tłusty wieprzyk musiał wyciągać głowę wysoko by spojrzeć Albertowi w oczy.
- Wiesz, możemy się dogadać - Jericho oblizał spierzchnięte usta, to nie był przypadek, że cena była tak zawyżona, Duncan czuł w nim narastające pożądanie i radość.
- Drogi Albercie, wystarczy, że wypożyczysz mi swoją córkę na noc, obiecuję, że ja i moi chłopcy obejdziemy się z nią delikatnie, a kto wie! Może da ci wnuka! - Zaśmiał się głośnia,
jednak po chwili śmiech przeszedł w kwik, który z kolei w kaszel gdy Albert uderzył go prosto w nos, coś chrupnęło a sołtys osunął się na ziemie trzymając się za mocno krwawiący nos. Zbiry momentalnie ruszyły z miejsca, jednak szybko się przeliczyli, pierwszy który uniósł pałkę do góry szybko osunął się na ziemie próbując złapać tchu, przed nim stała Sally, była w pozycji wilka, z szeroko rozstawionymi nogami, jedną rękę miała sztywno wzdłuż ciała, druga była wyprostowana przed nią, biedny mężczyzna oberwał w krtań.
Drugi z napastników skończył równie szybko co pierwszy, olbrzymi Albert wykorzystując przewagę masy szybko znokautował przeciwnika.
Jericho popędzany adrenaliną wspinał się na wóz.
- Jeszcze mnie popamiętasz Albert, możesz uznać, że jesteś martwy! - mówił przez nos, szybko oddalając się z ich podwórza.
- W tym roku daruję sobie podróż. - skwintował Albert

Pięknej damie nie odmówię


Od felernych wydarzeń z Wieprzem minęło kilka miesięcy, wiosna już dawno odpuściła i pozwoliła pojawić się latu, które wykorzystywało swoje chwile chwały piekąc niesamowicie.
Noc już dawno zagościła, niebo rozświetlał księżyc wraz z jego mniejszymi siostrami, gwiazdami. Duncan wraz z Albertem siedzieli przy kominku studiując swoje mapy, słabe światło kominka dawało znikomą wizje, jednak to im nie przeszkadzało, lubili te leniwe noce, Abert uwielbiał uczyć Duncana kartografii a ten z kolei uwielbiał ją studiować. Sielankę przerwało dudnienie do drzwi, Albert poderwał się momentalnie i sięgnął po pogrzebacz, który stał koło kominka, nie spodziewali się gości w środku nocy.
- Kto tam? - krzyknął w kierunku drzwi.
- To ja, Malcolm - Malcolm Fisherman, ojcec Tomasa, często odwiedzał dom Colbergów, pomimo ninawiści do siebie chłopców, ich rodzice się lubili.
Albert podszedł do drzwi i odryglował je, ciekawiło go co sprowadzało przyjaciela tak późno w nocy.
- W czym mogę ci po... - zdanie mężczyzny przerwała pięść uderzająca go w twarz, za drzwiami oczywiście stał Malcolm, jendak nie był sam koło niego stał Wieprz z mocno skrzywionym nosem i trójka jego ludzi.
- Dziękuję ci Malcolmie, tak jak obiecałem w przyszłym roku zwalniam cię z opłaty, mozesz odejść. - Powiedział Jericho, w momencie jak Fisherman się oddalał ludzie sołtysa obezwładniali i związywali Alberta. Duncan stał przerażony nie wiedząc co zrobić.
- Widzisz, mój drogi Albercie - zaczął Wieprz przydeptując mu twarz. - Wieprz zawsze dostaje to co chce. - Jericho wskazał na Duncana, chłopiec czuł bezmiar furii jaka władała jego spętanym ojcem oraz poczucie wyższości Wieprza.
- Chłopaka zwiążcie i połóżcie koło ojca. - w tym momencie w korytarzu pojawiły się Yera oraz Sally, dziewczyna momentalnie podskoczyła do mężczyzn, zamarła jednak gdy zobaczyła ostrze nad głową swojego ojca.
- To byłoby głupie. - powiedział Wieprz ściskając w dłoni rzeźniczy tasak. Duncan wylądował zaraz koło swojego ojca.
- Związać dziewczynę, ale porządnie! Nie chcemy żeby się awanturowała! - zaśmiał się Jericho, - a spróbuj się stawiać to twój tatuś i braciszek trawią na kiełbasę! - Sally mimowolnie poddała się krępowaniu o wylądowała koło reszty rodziny, jeden z mężczyzn złapał Yere.
- Oh Albercie, może moje podatki nie były zbyt niske, no ale dzięki nim twoja rodzina była bezpieczna, a ty nie tylko uchyliłeś się od uiszczenia opłaty w tym roku to jeszcze ta twoja smarkula zabiła mi jednego człowieka! - z każdym słowem w sołtysie narastała furia, gęste strużki śliny ściekły na posadzkę przed Duncanem.
- Wyznaję zasadę, oko za oko, Albercie. - mówiąc to jeden z mężczyzn podniósł ciężką, okuwaną żelazem pałkę.
- Nie wiń mnie, wiń siebie. - krzyk Yery poniósł się po okolicy, jednak szybko ucichł gdy uderzenie pozbawiło ją przytomności.
- Piękna była ta twoja kobieta. - zbir ponownie uniósł pałkę, Duncan czuł ból jego matki, czuł jak bardzo chciała żyć. Potężne uderzenie znów upadło na głowe kobiety barwiąc jej blond włosy szkarłatem. Duncan patrzył na całą sytuację. Jego matka cierpiała ogromną katuszę, nie miała sił nic powiedzieć, jednak Duncan czuł jak ona krzyczy.
- Przestań proszę! - krzyknęła zapłakana Sally - chciałeś mnie! Zostaw moją matkę a zrobię cokolwiek zechcesz! - Jericho nakazał przerwać kaźń kobiety, zwrócił się w stronę dziewczyny.
- Pięknej damie nie odmówię. - uśmiechnął się po czym poprowadził ją do pokoju obok, zanim zamknął za sobą drzwi machnął do mężczyzn ręką, pałka znów poszła w ruch.

Nazywam się Ahmann Shokul


Duncan obudził się z krzykiem, wokół panowała całkowita ciemność, chwilę zajęło mu dojście do siebie, rwący ból w ramieniu obudził go całkowicie, odsunął płachtę zasłaniającą wejście do namiotu, w oczy uderzyło go poranne słońce.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dwudziesteczwartych urodzin, Duncanie. - chłopak spojrzał na osobę do której należał ten głos, był to wysoki mężczyzna o ciemniej, gęstej brodzie i oliwkowej skórze.
- Znów ten sen? - Tak, ten sen. Duncan często przeżywał noc w której zyskał wiele a stracił jeszcze więcej...
Kolejny cios padł na głowę jego matki, Duncan przestał czuć od niej cokolwiek już dawno temu, to co pozostało z głowy jego matki było tylko mieszanką mięsa i kości. Jeden ze zbirów zawiązując sobie spodnie wyszedł z pokoju w którym była przetrzymywana jego siostra, to był już ostatni z nich.
- Tak jak mówiłem Albercie, Jericho Wieprz zawsze dostaje to czego chce! - Albert szlochał cicho leżąc we krwi, która należała do jego żony.
- Głowa do góry! Ja tak nie płakałem jak twoja, dorosła już - w tym momencie Jericho zaśmiał się obleśnie - córka zabijała mojego człowieka! Zaczniesz płakać jak zobaczysz co zrobie z twoim chłopakiem! Mam takiego jednego co lubi przypalać takich.
- Proszę - powiedział Albert przez łzy - zapłace
- Tu już nie chodzi o pieniądze, drogi Albercie, ale dobrze. Puszcze twojego chłopaka pod jednym warunkiem - Wieprz zaczął rozwiązywać spodnie, obrócił się tyłem i opuścił je na kostki. - Pocałuj mnie w dupe, Albercie - Duncan czuł upokorzenie, gniew i rozpacz, które grzmiały w jego ojcu, sam niedopuszczal do siebie rzeczywistości, nie chciał uwierzyć w to co się dzieje, nie mógł uwierzyć, że jego matka nie żyję, a ojciec dopuszcza się czegoś tak upokarzającego.
Mineła chwila, może kilka minut, które dla Alberta i Duncana ciągnęły się wieki, sołtys stał przed Albertem i podciągał spodnie.
- Nie było tak źle, jak obiecałem puszcze chłopaka - zaśmiał się Jericho - ale o reszcze nic nie wspominałem! - w tym momencie trezej mężczyźni zaczęli okładać Alberta pałkami, uderzali w nerki, w nogi, w ramiona, unikali punktów witalnych.
- Słuchaj Albercie - Wieprz ukucnął przed twarzą mężczyzny - chciałbyś zobaczyć jak twoja córka ssie mi kutasa? - wszystkie emocje, które Duncan czuł od ojca znikły, zastąpione przez jedną, nienawiść.
Albert zerwał się na ile pozwalały mu więzy i wgryzł się w kroczę Wieprza, ten szarpiąc i wierzgając próbował się uwolnić z potężnych okowów, które zgniatały jego męskość, chwycił za swój tasak i zaczął ciąć, na oślep, byle gdzie, byleby się uwolnić. Po chwili nienawiść Alberta ucichła jak reszta jego emocji, był pusty jak matka Duncana.
- Pies cię jebał! - załzawiony Jericho napluł na zwłoki Alberta
- Nienawidzę cię - warknął Duncan, czuł jak rozpala go chęć zamordowana tego człowieka, po policzkach spływały mu łzy.
- Nienawidzę cię - powtórzył, jednak obolałego Wieprza te słowa jedynie rozbawiły, chwycił chłopaka pod brodę.
- I nic z tą nienawiścią nie zrobisz, młody Colbergu. - Złość i rozpacz toczyły bitwe w ciele chłopca, furia w nim wzbierała
- Nienawidzę cię! I każdy człowiek powinien! - wrzasnął po czym spojrzał na rozbawionych zbirów Wieprza.
- Powinniście go nienawidzić! Powinniście chcieć go zabić! - rozbawienie mężczyzn znikło z ich twarzy, spoważnieli. Unieśli swoją broń nad głową Jericho, pałki zaczęły opadać równo wdeptując Wieprza w posadzkę.
Mijał dzień za dniem, Duncan leżał związany w zaschniętej krwi i swoich ekskrementach, był głodny i spragniony, jednak już jakiś czas temu zabrakło mu sił na wołanie siostry czy kogokolwiek o pomoc. Usłyszał skrzypnięcie zawiasów, któś wszedł do środka.
- Na wszystkie świętości - usłyszał chrypliwy, męski głos o zabawnym akcencie. Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, przeszył go skurcz, Duncan momentalnie się skulił.
- Spokojnie chłopczę, nic ci nie zrobie. Byłem przyjacielem twojego ojca. - mężczyzna zaczął rozwiązywać więzy, dopiero teraz chłopak zobaczył jego twarz, była pokryta gęstym zarostem, a jej skóra nosiła śmieszną, oliwkową barwe.
- Nazywam się Ahmann Shokul - powiedział podnosząc chłopca.

Następny!


Podmuch ciepłego wiatru owiał twarz Duncana, wciągnął głęboko powietrze i powoli wypuszczał je ustami, nerwy po koszmarze powoli z niego uchodziły, podstawy filozofii rushkush mówiły, że emocje i ból są niczym wiatr, więc powinieneś być jak drzewo, pozwól wiatrowi się wygiąć, niech przeleci i pogna w swoją drogę.
- Ten sam co każdego roku, mistrzu. - Duncan zwrócił się do Ahmanna, który siedział przy wypalonym już ognisku upychając tytoń do fajki.
- W moich rodzinnych stronach oficjalnie ukończyłbyś Niaka'Ranu, Drogę Niaki. - mężczyzna odłożył fajkę i wstał, otrzepał swoje szaty z resztek tytoniu, który nie zmieścił się w drewnianej fajce i podszedł do Duncana, kładąc mu rękę na lewym ramieniu. Chłopakiem szarpnął ból, gdy gdy opuchlizna dała o sobie znać wraz z dotykiem mistrza, "jestem drzewem" powtarzał sobie w myślach.
- Pozwól swojemu staremu opiekunowi przeprowadzić z tobą poranny trening po raz ostatni, od dziś już nie jesteś UnNiaka'Rush, stałeś się Niaka'Rush, wojownikiem świętej Niaki.
Ahmann Shakul, człowiekiem z wieloma tajemnicami, pochodził z całkowicie drugiej strony znanego nam świata, z ziem plemion Har'dir, które wielbią Niake i oddają jej hołd już od wielu generacji. Operują oni swoim własnym językiem, a ziemie, które zamieszkują podzielili między rody, ród Shakul jest jednym z tych mniej licznych.
- I nie nazywaj mnie już mistrzem od dziś jesteśmy równi, mów mi po imieniu, chłopcze.
Duncana rozpierała duma, w końcu, po dziesięciu latach treningów zarówno fizycznych jak i mentalnych, kształtowania się, nauk, Duncan stał się w oczach swojego mistrza mężczyzną, wspaniałe uczucie, dziesięciu latach przez, które starszy Shakul stął się dla chłopaka ojce. Wspanialsze było tylko i wyłącznie to, że Ahmann odczuwał autentyczną dumę.
- Z przyjemnością ,mistr.... Ahmanie - trening rushkush nie był widowiskowy, było to ciągłe powtarzanie tych samych ruchów, kolejno, z pięściami, z mieczem oraz z włócznią. Duncan płynnie, z wpojoną dokładnością i łatwością przechodził kolejno z jednej na kolejną pozycje.
Trening trwał zwykle koło dwóch godzin, tak i było tym razem, spocony i lekko zmęczony Duncan, odłożył włócznie i spojrzał w dal, na majaczące na horyzoncie zarysy miasta, pod wieczór powinni być już w Filirjon.
- Dalej upierasz się na swój plan? - Zagaił Ahmann pakując ich sprzęt do sakiew, które kolejno wrzucał na wóz, ich dobytek nie był porażający, jednak pozwalał im przetrwać życie w trasie jakie wiedli.
- Tak, jak tylko dotrzemy do miasta zapiszę się w szeregi Bifrostu. Jest to pierwszy punkt na mojej długiej liście. - Lista była bardzo długa, Duncan sam nie był pewien czy starczy mu życia aby zrealizować każdy jej punkt, jednak nie miał zamiaru rezygnować. Celem Duncana było narysowanie mapy całej Nieprzebytej Puszczy, odkryć co znajduję się za nią, jakie ludy mieszkają na ziemiach dalej, Duncan chciał kontynuować to co zapoczątkował jego ojciec.
Do realizacji takich zamiarów potrzebował wiele, Bifrost gwarantował mu dwie rzeczy, środki finansowe i ludzi. Jednak, najpierw trzeba przejść długą drogę na szczyt hierarchii.
Chłopak wskoczył na wóz zaraz koło Ahmanna, była to stara bryczka, której używali od dwóch, może trzech lat, znaleźli ją porzuconą na polanie wraz z przyłączonym do niej koniem.
Rupert miał już swoje najlepsze lata za sobą, jednak dzielnie stawiał krok za krokiem wypełniając swój obowiązek.
Do bram dojechali gdy słońce zaczęło się chować za horyzontem, chłodnie powietrze wieczoru było przyjemną odskocznią od upałów dnia, w bramie zatrzymał ich jeden ze strażników Bifrostu, który dokładnie zrewidował ich rzeczy po czym zapytany, wskazał punk poboru.
Znajdował się on na jednej z głównych ulic, która mimo późnej godziny i uciekającemu światłu tętniła życiem, ludzie i nieludzie kręcili się alejkami głośno rozmawiając, handlując czy kłócąc się. Ogrom i ilość dosłownie wszystkiego przygniatał Duncana, dzieciństwo spędził w wiosce, której ilość mieszkańców prawdopodobnie nie przekraczała ilości osób, które aktualnie przebywały wokół niego.
Ahmann zeskoczył pierwszy, dokładnie przyjrzał ciężkim, okutym drzwiom z tabliczką "Walka jest przywilejem", odwrócił się w stronę Duncana.
- Czyli tutaj się żegnamy - podszedł do chłopaka gdy ten schodził z wozu.
- Na to wychodzi, dzięki za wszystko, Ahmanie. - mężczyźni chwycili się za przedramiona, nie potrzebowali więcej słów, przygotowali się na ten moment już dawno temu, Duncan nawet nie musiał sprawdzać aury Ahmanna by wiedzieć co ten czuję.
- Następnym razem jak się zobaczymy będę miał armie - rzucił Duncan w żartach i zwolnił uścisk - bywaj, Ahmannie synu Kijiego z rodu Shokul.
- Żegnaj, Duncanie sunu Alberta z rodu Colberg. - w tym momencie drzwi otwarły się, mężczyzna, który z nich wyszedł minął i ich szybko i poszedł w sobie znanym kierunku.
- Następny! - ze środka zawołał chrypliwy, kobiecy głos.


Ciekawostki

» Pakistański dyplomata Akbar Zeb nie został wpuszczony do Arabii Saudyjskiej, bo jego imię i nazwisko można przetłumaczyć jako "największy penis".


Ostatnio zmieniony przez Duncan Colberg dnia Nie Mar 04, 2018 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Duncan Colberg    Nie Mar 04, 2018 3:39 pm

Wszystko na swoim miejscu, kartę bardzo przyjemnie się czytało. Jedna rzecz tylko - dodaj Duncanowi jeszcze jedną słabość, żeby były te wymagane cztery i będzie akcept. Jak to będzie załatwione, to wrzucę koszt umiejętności magicznych.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Hersir

avatar



PisanieTemat: Re: Duncan Colberg    Nie Mar 04, 2018 3:50 pm

Edytowane
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Re: Duncan Colberg    Nie Mar 04, 2018 4:52 pm

Jak wspominałam, karta świetna, zwłaszcza historia. Lubię Duncana, będę chciała relację z postacią. Akceptuję, możesz się zapisać do Kronik oraz wypełnić zgodę dla MG. Co do czarów:

Uczuciopedia - wykrywasz uczucia, ale nie znasz ich przyczyny, ani niczego o głębszym znaczeniu.
Koszt: 15 Heyat (+2 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia)
 
Smak uczuć - wpływasz na ludzkie uczucia, ale nie kontrolujesz tego, jak zachowają się oni pod wpływem wywoływanych przez ciebie emocji. Nie możesz też tego przewidzieć w żaden magiczny sposób.

Jako że jest to umiejętność wpływająca na umysł, istnieją dwa sposoby na jej użycie.
» Wykorzystujący siłę woli - ty i osoba, na której używasz umiejętności, wykonujecie sporny test na siłę woli. Jeśli twój wynik jest wyższy, zaklęcie się udaje.
Koszt: 25 punktów Heyat (+3 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia)
Dodatkowe: W związku z faktem, że niektóre uczucia trudniej jest wywołać w pewnych warunkach, wprowadzone zostają dodatkowe modyfikatory do twojego rzutu.
  0, kiedy wywołanie emocji jest stosunkowo proste (jak wzbudzenie pożądania względem osoby, którą twoja ofiara mogłaby być potencjalnie zainteresowana) - a zatem wykonujesz normalny test na siłę woli.
  -15 do twojej siły woli, kiedy nastrój twojej ofiary stanowczo odbiega od emocji, którą chcesz wywołać - lecz sama możliwość, że osoba ta mogłaby odczuć coś takiego, jest prawdopodobna (jak wzbudzenie silnej niechęci do osoby powierzchownie znanej, jednak wywierającej na podmiocie twojego czaru pozytywne wrażenie)
  -30, gdy próbujesz wywołać uczucia, które mogłyby wystąpić, jednak w rzadkich lub konkretnych okolicznościach (zwątpienie w kogoś zaufanego albo nagła, nieuzasadniona zazdrość).
  -50, gdy dążysz do wywołania uczuć, które w normalnym przypadku nigdy nie miałyby miejsca (na przykład próbujesz przekonać kochającą matkę, żeby znienawidziła własne dziecko).

» Bez możliwości ochrony przed jego działaniem
Koszt: 30 punktów Heyat
Dodatkowe: Z tego samego powodu jak powyższe, dla tych samych okoliczności. Z tym, że w tym przypadku modyfikator reprezentuje liczbę, o jaką zwiększa się koszt rzuconego zaklęcia. I tak:
  Dla progu pierwszego, ponownie bez zmian. Czyli cena początkowa, 30 (+5 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia).
  Dla progu drugiego, ponownie 15. Zatem zaklęcie kosztuje 45 Heyat (+5 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia).
  Dla progu trzeciego zaklęcie kosztuje łącznie 60 Heyat (+5 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia).
  Ostatni próg ma modyfikator 50, zatem koszt czaru wyniesie całe 80 Heyat (+5 za każdy kolejny post, w czasie którego podtrzymujesz działanie zaklęcia).

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Duncan Colberg    

Powrót do góry Go down
 
Duncan Colberg
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Organizacja
 :: 
Kartoteka
 :: Zaakceptowane
-
Skocz do: