Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Bazar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Selphin
Baronessa

avatar



PisanieTemat: Bazar   Sob Mar 03, 2018 9:11 pm

Bazar

 Główne stragany, na których przedmioty tak naprawdę nie stać znacznej populacji w Filirjonie. Te rejony są tak naprawdę najlepiej strzeżone, bo i bogaci kupcy chętnie opłacają groźnie wyglądających panów, którzy niekoniecznie muszą się potrafić bić.
Jest to także ta wiecznie przyozdobiona część rynku. Odbywają sie tutaj róznorodne atrakcje, festiwale czy egzekucje.

_________________
"Did you really think I wouldn't cheat
just because I was already winning?"
Relacje
Dobytek
Mieszkanie
Komnaty
Theme
Voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orsola
Dama Dworu

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Sro Mar 07, 2018 9:27 pm

Regularnie odwiedzała bazar, szczególnie teraz, gdy przygotowywała się do kolejnej wyprawy. Tak więc i tego poranka zaszczyciła to miejsce swoją obecnością. Korzystała z luksusu póki mogła, więc towarzyszyła jej dwójka zaufanych służących i ochroniarz, który z polecenia ojca nie opuszczał jej na krok. Najchętniej by się go pozbyła, doskonale wiedziała, że jego drugim zajęciem było szpiegowanie jej. Nie próbowała jednak protestować, za dobrze wiedziała, że to bezsensowne. Nie szła przez plac, ona kroczyła. Gdy przebywała w mieście zachowywała się jak dama, tego w końcu od niej oczekiwano i takim zachowaniem mogła ugrać o wiele więcej.
Jednym z punktów harmonogramu było zrobienie rozeznania w cenach zapasów, których będą potrzebować wiele. Wysłuchiwała ofert kupców, zapamiętywała, porównywała, ewentualnie wracała by się targować. Braciszkowie mogli być niezadowoleni z tego, że znów rusza w puszczę, ale gdyby widzieli ją teraz… Może dobrze, że nie widzą. Jeszcze uznaliby, że właśnie do tego została stworzona i do niczego innego się nie nadaje. Tylko do siedzenia w murach miasta, do organizowania, spisywania przygód innych istot w domowym zaciszu. I tak myśleli w ten sposób. Świadomość tego tylko motywowała Orsolę do udowodnienia im pomyłki.
Następnym punktem było spotkanie z najemnikiem. Potrzebowała najlepszych ludzi. Może i była odważna, ale nie głupia. Chciała sobie dobrać taką kompanię, by wyprawa była możliwie jak najbezpieczniejsza. A jeden ochroniarz, nawet najlepszy i najwierniejszy, jej nie wystarczy. Człowiek nazywał się Raymont Nightlie. Jej małe ptaszki z miasta ćwierkały, że wyśmienite z niego ostrze. Jedyne co mogło ją martwić to pogłoski o pewnych powiązaniach z Latem, ale cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Wystarczy, że się upewni w jego intencjach i zaoferuje odpowiednio wysoką zapłatę. A na to jeszcze było ją stać. Z tego, co pozostawił jej dziadek i matka mogła zorganizować jeszcze jedną wyprawę. Zakładając, że drogo sprzeda mapy, będzie ją stać na przyzwoite życie. Poza tym braciszkowie tak jej nie zostawią, mogą być przeciwni jej wyjazdom, ale nie pozwolą jej wieść ubogiego żywota. Cóż by powiedział plebs? W głowie już układała listę argumentów mających przekonać jej najstarszego brata by sfinansował kolejną eskapadę. Jeszcze nie wyjechała po raz drugi, a już wiedziała, że będzie jej mało. Była jak dziadek. Jego też ciągnęło do wiedzy, ale on wolał mniej aktywne metody. Ponad puszczę i gromadzenie okazów preferował bibliotekę. Orsola to szanowała i wiedziała, że gdyby żył i on szanowałby jej metody. Dziadek zawsze rozumiał, nawet jeśli podobnie jak reszta rodziny niechętnie wypuszczał ją spod klosza.
Ocknęła się z zamyślenia, gdy służka wskazała jej zbliżającą się ku nim postać. Opis i miecz u boku się zgadzał. Najwyraźniej miała przyjemność z Raymontem Nightlie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raymont
Najemne Ostrze

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Sro Mar 07, 2018 11:26 pm

Ach, bazar. Miejsce, które Ray odwiedzał tak rzadko, jak tylko mógł. Gwar, tłumy i zero interesujących przedmiotów do zakupienia. Pióro było wyjątkowym ostrzem, więc nie zamierzał zmieniać broni nawet jeżeli ta przeszła z nim Bitwę w Ryles. A po za tym stragany miały do zaoferowania jedzenie i tkaniny. Ani jedno, ani drugie nie było potrzebne białowłosemu. Teraz jednak miał całkiem dobry humor, gdy mijał kolejne stoiska. Już niedługo miał wyruszyć w kolejną podróż, chociaż nie znał szczegółów i nie wiedział co było celem. Pomysłodawczynią ekspedycji okazała się Orsola Albini, o której czasami dało się usłyszeć nawet na dworze Lata. Obgadywanie swych rywali z przeciwnej pory roku było całkowicie naturalne. Zatem Ray oprócz plotek nie wiedział o niej nic więcej. Ciężko było zaufać słowom przekazywanym od służki do służki, a wychodzącym od aroganckich Elae Lata.
Nie chciał się spóźnić na umówione spotkanie, więc wyszedł nieco wcześniej, niż zwykle. Po drodze nucił sobie melodyjkę, którą zapewne gdzieś usłyszał i została mu w głowie. Przy stoisku z owocami postanowił przystanąć na chwilę, aby kupić sobie jabłko. Zapłacił, podziękował i ruszył dalej pogryzając soczysty owoc. Sprzedawcy przekrzykiwali się wzajemnie kto ma tańsze i lepsze przedmioty, a Ray cierpliwie ich ignorował. W końcu z jabłka został tylko ogryzek, więc podszedł do konia jednego ze strażników Filirjonu, by nakarmić zwierzę i pogłaskać. Po tym ruszył dalej. Jedno ze stoisk wydało mu się interesujące, gdyż sprzedający, grubawy mężczyzna posiadał w swej kolekcji osełki.
- Przydałoby się naostrzyć Pióro... - mruknął do siebie, spoglądając na miecz przy boku. Broń ta była dla niego szczególnie ważna, gdyż był przekonany, iż została pobłogosławiona przez Roht. Od bitwy oręż ten nie był ostrzony, zatem należało o niego zadbać, jednak teraz nie było czasu na zakupy. Odwrócił się na pięcie i ruszył dalej, wzdłuż straganów.
W końcu ją dostrzegł, a ciężko było przeoczyć ją w tłumie. Elae w czerwonej sukni, pośród szaroburych tłumów Filirjonu. Oprócz tego posiadała u boku ochroniarza, który również rzucał się w oczy swoim czujnym zachowaniem. Jakby tego było mało - dwie służki, które natychmiast Raymonta dostrzegły i wskazały na niego. Białowłosy westchnął ciężko, gdyż Orsola prezentowała się zjawiskowo, a on sam chodził w podróżnych ubraniach z tym swoim wysłużonym, poszarpanym, szkarłatnym płaszczem. Jakoś musiał to przeżyć. Całe szczęście w zawodzie najemnika nie liczyła się prezentacja, a umiejętności, zaś tych Rayowi nie brakowało, nieskromnie stwierdzając.
Zbliżył się do Orsoli krokiem pewnym i żwawym. Na jego twarzy gościł drobny, uprzejmy uśmiech, zaś jego kobaltowe oczy wpatrywały się w całkiem podobny odcień oczu Orsoli. Była od niego znacznie niższa, wyglądała na delikatną i jednak niestworzoną do podróży w tym pełnym chaosu świecie. Może o to chodziło? Może była to wymuszona podróż, a potrzebowała zabezpieczenia? Kto wie. Niedługo miało się wszystko rozjaśnić.
- Pani... - odezwał się przeciągle swoim całkiem niskim głosem, gdy tylko zatrzymał się naprzeciwko Elae Zimy. Wyprostował się, jego prawa ręka powędrowała płynnie i giętko do serca, a lewa za plecy. - Nazywam się Raymont Nightlie. Najemne Ostrze. - przedstawił się czyniąc ukłon, chociaż nie był do tego zmuszony. Władza Elae nie sięgała do miasta, a on już nie służył na dworze. Mimo wszystko zrobił to ze zwyczajnej grzeczności wobec damy - jak dżentelmen powinien postąpić. Po podaniu swej godności i zajęcia wyprostował się dumnie i uśmiechnął nieco szerzej oraz przyjaźniej.
- Jestem zainteresowany Pani podróżą, chociaż nie znam jej celu. - powiedział na wstęp, aby było od razu jasne, że jest pozytywnie nastawiony do całej sprawy. Uwielbiał podróże, a w dodatku Roht była patronką podróżników. Każda okazja, aby spotkać swą ukochaną Boginię była przez Raymonta mile widziana. Musiał też poznawać świat, rozwijać się zarówno pod względem umiejętności, jak i umysłowo. Do rozkochania w sobie Bogini była z pewnością długa droga i tylko najwspanialsi z ludzi mogliby tego dokonać. To też było celem białowłosego, który chciał poszerzać swe horyzonty tak mocno, jak tylko mógł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orsola
Dama Dworu

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Czw Mar 08, 2018 9:46 am

Kiwnęła głową na powitanie. Nie zamierzała publicznie dygać przed najemnikiem. - Orsola Giovanna Albini, chociaż zapewne już to wiesz. - przedstawiła się pełnym imieniem. Kiedyś nie używała swojego drugiego imienia, ale od śmierci matki zawsze się nim przedstawiała. Czuła się wtedy bliżej niej, jakby podtrzymywała jej pamięć.
Zmierzyła najemnika uważnie wzrokiem. Był wysoki, w pewnym sensie podobny do niej, a jednak bardzo różny. Prawie jak jej bracia. Posłała dłuższe spojrzenie mieczowi u jego pasa. Piękny. Zaczęła iść dalej, bardzo zainteresowana tym, co mają jej do zaoferowania kupcy. Miała jednak na tyle podzielności uwagi, by jednocześnie dalej prowadzić rozmowę. - Nieczęsto spotyka się najemników zainteresowanych zadaniem zanim jeszcze poznają ryzyko. - być może się myliła, być może już je znał. W końcu nie tajemnicą było jakie pomysły przychodziły do głowy najmłodszej z Albinich.
- Nie ukrywam, to duży plus, Raymontcie. - oj tak, ceniła sobie odwagę, jak mało co. Ważniejsza była chyba tylko lojalność. Bez tych dwóch nigdzie nie dotrą, dwie kluczowe cechy każdego uczestnika wyprawy. Nie kazała im być lojalnymi wobec samej siebie, a wobec eskapady. Bez względu na to czy żądali przygody, aprobaty bóstw, wiedzy, sławy… To wszystko mogło ich spotkać, jeśli tylko będą odpowiednio oddani sprawie. - Nie mam zamiaru przeciągać tej dyskusji. Udaję się do Nieprzebytej Puszczy. Tak, znowu. - tak, to nie była żadna tajemnica. Po mieście i Dworze chodziło już mnóstwo plotek. Nie wiedziała co prawda, jak zostały przekształcone przez wiele ust, przez które przechodziły. Zazwyczaj nie słuchała plotek. Może powinna zacząć. Może wtedy nauczyłaby się, jak grać w dworskie gierki…
- Pragnę zbadać ją dokładniej, ale żeby tego dokonać potrzebuję zaufanej kompanii. Jak widzisz moje dłonie nie zostały stworzone do miecza, a nie chcę stracić życia. - mówiąc to wyciągnęła swoją drobniutką, białą dłoń, by mógł jej się lepiej przyjrzeć i ocenić samemu. Nie powiedziała nic więcej na temat wyprawy. Właściwie Ray nie dowiedział się niczego nowego, to była powszechna wiedza. Orsola nie chciała zdradzać zbyt wiele tym, którzy się nie zdecydują. Informacja szybko szła w obieg, a jeśli coś nieodpowiedniego dotarłoby do uszu jej braci… Jeszcze gotowi byli ją zatrzymać. - To będzie długa eskapada, niebezpieczna zapewne. Nie wiem, co odkryjemy tym razem i na kogo się natkniemy. - zatrzymała się przy stoisku, przyglądając się ciemnozielonemu, wełnianemu płótnu. - Ale oferuję godziwą zapłatę. I pewną sławę, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z moją myślą i to na niej zależy ci bardziej.
Po chwili ruszyła dalej swoim spokojnym, rytmicznym krokiem. Nagle zatrzymała się i odwróciła w jego kierunku - Co powiesz, Raymotcie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raymont
Najemne Ostrze

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Czw Mar 08, 2018 5:01 pm

Pierwsze wrażenie - zdystansowana. Nie było to niczym negatywnym, gdyż białowłosy nie szukał przyjaciół, a sposobności, by zabłysnąć i stać się mężem godnym Bogini. Rzeczywiście znał jej nazwisko oraz pierwsze imię, ale drugiego już nie. Plotki i pogłoski, to standardowe życie służby, a Ray miał sporo okazji do zasłyszenia pewnych informacji nawet osobiście, gdy był "giermkiem" Raelyth. Mało zwracał na to uwagi, gdyż nie należał do osób wścibskich, a jego ciekawość odnosiła się do świata, a nie ludzi.
Ruszył razem z nią, równym krokiem i słuchał skupiony, nie patrząc na stoiska, a gdzieś przed siebie, chociaż co jakiś czas spoglądał na nią, jakby chciał się upewnić, że wciąż jest obok. Uśmiechnął się nieco cwaniacko, gdy usłyszał o swojej nietypowości w swym zawodzie. Cóż, z pewnością różnił się od innych najemników, gdyż sam kiedyś walczył ze zbuntowaną Szkarłatną Kompanią, która się z nich składała, a teraz rzekomo dzielił fach. Dlatego wolał przedstawiać się jako Najemne Ostrze - wymyślona nazwa, która zakładała najemnika, ale odcinała się od złych skojarzeń z nimi.
- Nie jestem takim zwyczajnym najemnikiem. Jestem Najemnym Ostrzem. Pani nie wynajmuje mnie, a moje zdolności, które mają przysłużyć się celowi. Cenię sobie... - tutaj przerwał sobie i przeniósł wzrok znów na Orsolę. -...wolność. - dokończył z zadowolonym uśmiechem. Chciał jednocześnie podkreślić, że nie jest zupełnie na rozkaz - działa według uznania, ale tak, aby jak najlepiej wykonać swoje zadanie. Korzystał ze wszystkich swych możliwości, ale nie można było mu kazać coś zrobić. Nie reagował na rozkazy - sam był sobie panem, dowódcą i żołnierzem.
Nieprzebyta Puszcza. Na te słowa oczy Raymonta otworzyły się szerzej, a usta delikatnie rozwarły, lecz szybko przywrócił się do porządku. Wychodziło na to, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy. Na Dworze Lata słyszał kilkukrotnie, że Orsola jest szalona, a jej ambicje przypominają te mieszczan. Teraz rozumiał dlaczego tak mówiono. Nieprzebyta Puszcza to niepodważalnie najniebezpieczniejszy obszar na świecie, zatem wyprawa do niej może być oznaką albo szaleństwa, albo brawury, albo odwagi napędzanej czymś poważniejszym. Wypowiedź Elae podkreśliła także, że wybiera się tam znowu, a o tym znów słyszał jedynie pogłoski. Na Dworze Lata musieli być zazdrośni o jej osiągnięcie, gdyż na ten temat milczano. On też postanowił teraz milczeć i dać dziewczynie wytłumaczyć resztę. Zrozumiałym było, że pragnęła zebrać grupę zdolną nie tylko wejść do puszczy, ale także z niej wyjść z jak najmniejszymi stratami. O Rayu również niektórzy szeptali, ale głównie ci, którzy mieli coś wspólnego z Bifröstem. W końcu był jedynym ocalałym z "bitwy" w Ryles. Bitwy, a raczej rzezi. Mało tam było z dumnych bitew i nazwa ta nie pasowała do wydarzeń. Mimo wszystko uważał to za wydarzenie najważniejsze w swoim życiu, gdyż to wtedy został uświadomiony, że Roht ma wobec niego poważniejsze plany, niż śmierć w błocie, z rozszarpanym na strzępy ciałem. Chwycił jej dłoń, gdy ją pokazała i przesunął po niej kciukiem, aby poczuć jej delikatność. Palce drobne jak gałązki, a skóra niczym papier. Tak, nie nadawała się do potyczek. Za to dłonie Raymonta były jak z innej bajki. Może nie wyglądał na zaprawionego w boju czy w fizycznej pracy, ale był i szermierzem, a od młodych lat pomagał oraz pracował w kuźni. Skórę miał twardą i czuć było, że jest na niej pełno odcisków.
- Zatem użyczę Ci, o Pani, swych dłoni i swego miecza. - powiedział, puszczając jej dłoń. Nie musiał komentować niechęci do utraty życia, bo było to najbardziej naturalne zachowanie ze wszystkich - każda żywa istota dążyła do tego, by przeżyć i nawet kiedy wydawało jej się, że chce umrzeć, to w obliczu samej śmierci budził się instynkt - prosta myśl, która zmuszała do desperackiego działania i walki o życie.
Przystanęła podczas tłumaczenia, a więc zatrzymał się też Ray, wpatrując się w nią. Słuchał ją, ale myślami zastanawiał się czy wszyscy Elae Zimy są tacy jak Ona. Znacznie różniła się od Elae Lata, którzy wiecznie uśmiechali się, jakby drwili z innych, a ich oczy posiadały w sobie iskrę, przywodzącą na myśl Bogini Niaka. Orsola była inna. Posiadała w sobie tę dumę, ale zdawała się być wyzbyta niesamowitej arogancji, szydery i umiejętności "gry", która była tak popularna na Dworze Lata.
Ponownie ruszyła, ale on pozostał nieco w tyle. Zastanawiał się czy to naprawdę dobry pomysł ruszać do Nieprzebytej Puszczy. Było to miejsce niezmiernie groźne i łatwo tam stracić życie. Jednak... Roht. Roht, go prowadziła i on to wiedział.
- Cóż mogę powiedzieć? Zgadzam się. - odparł szybko i pełen pewności siebie. - Moje usługi nie kosztują wiele. Żądam tylko tyle, abym mógł przeżyć. Pieniądze mnie nie interesują, ale sława... nieco bardziej. - dodał dla wyjaśnienia. Sława też tak naprawdę go niewiele obchodziła, ale wciąż bardziej, niż pieniądze. Dzięki sławie jego godność mogła brzmieć głośniej i szerzej, a więc i Roht słyszałaby o nim więcej oraz lepiej. Tak naprawdę zależało mu na czynach, aby udowodnić swej ukochanej, że jest naprawdę mężnym i dzielnym wojownikiem, który posiada odwagę, zdolności i wiedzę, by stać się jej wartym.
Raymont podszedł bliżej Orsoli i poprawił swój szkarłatny płaszcz, który zafalował w powietrzu. Ręce skrzyżował na piersi i ruszył powoli przodem, jakby to on chciał teraz poprowadzić kawałek. Nie śpieszył się, szedł powoli, aby nadążyła za nim. Był wyższy, miał dłuższe nogi i zapewne lepszą kondycję oraz tempo marszu. Pamiętał o tym.
- To teraz ja zadam pytanie. Dlaczego Nieprzebyta Puszcza? To ta wielka ambicja Elae, która popycha Panią do czynów równie wielkich? A może coś innego? - ciekawiło go czy naprawdę Elae Zimy są tak różni od Lata. Nie chciał pytać wprost, bo byłoby to nieuprzejme, ale taką okrężną drogą postanowił dowiedzieć się nieco więcej. Nagle zatrzymał się i odwrócił w jej kierunku z nieco figlarnym uśmieszkiem.
- I jeszcze jedno. Mogę Pani mówić po prostu imieniem? - grzeczność grzecznością, ale niewygodnie było korzystać ciągle z "pani". Większą swobodę odczuwał, gdy zwracał się imieniem, a właśnie swobodę i wolność Raymont uwielbiał. Chciał ją mieć w czynach, słowach i myślach. I do tego też dążył. Miał wiele drobnych celów, które składały się na jeden wielki. Nie od razu Filirjon zbudowano w końcu, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orsola
Dama Dworu

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Sob Mar 10, 2018 5:41 pm

Zaśmiała się perliście. Wolność. Chyba potrafiła to zrozumieć. Prawie całe życie spędziła w złotej klatce, dopiero uczyła się latać. A on? On chyba już się nauczył. Bardzo dobrze. Nie potrzebuje w swojej kompanii większej ilości nielotów. Wystarczy, że ona chaotycznie macha swoimi skrzydełkami, bardzo próbując wzbić się w powietrze. - Bez obaw, Raymontcie, wobec Puszczy wszyscy jesteśmy równi. – hierarchia była tylko pozorna. Niby dowodziła wyprawą. Ona i jej doradcy, ktoś w końcu musiał określać drogę, planować, decydować. Ale Puszcza traktowała ich na równi. Czyhało na nich takie samo niebezpieczeństwo, chorowali tak samo, umierali tak samo, tak samo cierpieli i budzili się w niemal bezsenne, pełne napięcia noce. Orsola nie mogła powiedzieć, że lubiła czuć niebezpieczeństwo na swoim gardle. Nie, wierzyła, że została stworzona do większego celu, że Ikol planuje coś dla niej. Może pod tym względem byli z Raymontem do siebie podobni, ale Albini jeszcze o tym nie wiedziała. Zdaniem matki Ikol ją kochał, w gorsze chwile spędzone w Puszczy Orsola prawie w to wierzyła, pocieszała się tą myślą mówiąc sobie, że chociażby z tego powodu nie może tam zginąć. Chociaż wszystko działało przeciwko niej. Była drobna i chorowita, zdecydowanie nie miała ciała odkrywcy i cała jej rodzina o tym wiedziała.
- Nie ode mnie zależy twoje przeżycie, tylko od twoich umiejętności. A sława jest kapryśna, wielu uzna nas za głupców narażających życie, ale przyrzekam ci, że cel jest słuszny. Poznanie Puszczy zmieni sposób, w jaki na nią patrzymy. – to były kolejne słowa powtarzane w straszne, ciemne noce, gdy nawiedzały ją wątpliwości lub zwyczajnie się bała. Okiełznanie Nieprzebytej Puszczy odmieni ich świat, głęboko w to wierzyła, głębiej niż w swego boga. A od czego należy zacząć okiełznywanie, jeśli nie od poznania? Czytała o innych odważnych, którzy zdecydowali się wybrać na eskapadę w nieprzebyte tereny. Wielu z nich nie wróciło i może właśnie to sprawiło, że jej upór był tak silny. Jej wyprawa była pierwszą tak dużą i dobrze zaopatrzoną. Wielu nazywało ją bogatą wariatką z fanaberiami, ale Orsola nie mogła dbać o nich mniej. Nie dbała nawet o zdanie własnej rodziny. A przynajmniej tak utrzymywała. W głębi duszy, brak wsparcia ze strony ojca i braci głęboko ją bolał, a serce podpowiadające, że nieżyjący dziadek by rozumiał zdecydowanie nie pomagało. - Miejmy nadzieję, że bogowie będą mieć nas w swojej opiece i chociaż u nich zaskarbimy sobie wieczną chwałę. – może i wśród niegodnych będą opowiadane historie o ich wielkiej wyprawie. W końcu opowieści o eskapadach do nieznanych, niebezpiecznych krain zawsze cieszyły się powodzeniem. Panna Albini nie mogła powiedzieć, że nie zależy jej na sławie i uznaniu. Nie tak, jak zależało jej na wiedzy, ale wciąż musiała czymś nakarmić swą pychę.
Zatrzymała się, a ich oczy spotkały się. - Nie fascynuje cię to, co nieodkryte? Co tam znajdziemy? Czego się nauczymy? – jej ślepia zabłysły ekscytacją na samą myśl o nieprzebranej ilości informacji, którą być może tylko ona mogła posiąść. Chciwość wiedzy i pycha, tak, to były jej dwa największe grzechy. Dzieliła skórę na przysłowiowym niedźwiedziu. Planowała już, co zbadać najdokładniej. Wiedziała mniej więcej czego się spodziewać, więc i mogła określić, co interesuje ją najbardziej. Już myślała, co komu sprzedać, jak spisać, gdzie zanieść… Ekscytacja zdecydowanie ją ponosiła. Próbowała to ukrywać, zachowywać te myśli dla siebie, ale w tym momencie to wszystko było widać jak na dłoni.
- Jak już mówiłam, jesteśmy równi wobec Puszczy. Od teraz jesteś członkiem wyprawy, możesz się zwracać do mnie jak chcesz tak długo, jak mnie to nie obraża. – odparła odwracając wzrok, ponownie spokojna i zdystansowana – Ale jeśli mnie obrazi, dowiesz się o tym w nieprzyjemny sposób. – w jej ustach to coś na kształt groźby brzmiało, jak żart, ale kroczący za nią ochroniarz przypominał swą cichą obecnością, że ma ona bardzo realne pokrycie.
- Chcę by ekspedycja ruszyła jak najszybciej, ale nie wiem kiedy uda mi się zebrać odpowiednią ilość uczestników. Potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze przy rekrutacji. Z organizacją zaopatrzenia sobie poradzę, ale rozumiesz, nie mogę być w dwóch miejscach naraz, chociaż niekiedy bardzo bym chciała. Potrzebuję zaufanego człowieka, który przetestuje ich umiejętności. – próbowała już namówić do tej pracy swojego ochroniarza. Ufała mu w tych sprawach, nawet jeśli szpiegował dla ojca. Niestety nie sposób było go do tego namówić, gdyż jego priorytetem było jej bezpieczeństwo, nie wyprawa i odmówił opuszczenia jej na krok. Tak jakby w mieście ktoś odważył się ją zaatakować. Miała nadzieję, że może chociaż Raymont będzie odpowiednią osobą do tego zadania. Był wyśmienitym szermierzem, o czym jeszcze miała zamiar się przekonać. Ale jak każdy miał, niestety, swoje wady. - Moje ptaszki ćwierkają o tobie bardzo dobre rzeczy. Niestety mówią również rzeczy niepokojące. Nie chcę letnich szpiegów u mego boku. Chciałabym ci zaufać, ale jakże mogę? Przekonaj mnie. – znów przystanęła, założyła ręce na piersi i uśmiechnęła się do niego delikatnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raymont
Najemne Ostrze

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Wto Mar 13, 2018 5:01 pm

Równość to piękny termin, ale jakże nieprawdziwy. Ray nie wierzył w równość, ale był przekonany, że na świecie istnieje jakiś tajemniczy, niezbadany balans, którego zagadka kryje w sobie praktycznie recepturę na sens istnienia. Równość wobec puszczy... jeżeli można było to ująć w ten sposób, to byli równi. Jednak nie byli równi wobec zagrożeń puszczy, gdyż o ile białowłosy lepiej wypadał w starciach bezpośrednich, to zapewne Orsola miała większą orientację, by nie pobłądzić w szczególnie niebezpieczne kierunki. Czy to tworzyło równość? Nie, to tworzyło balans. Raymont mimo wszystko nie chciał dzielić się tak otwarcie swoimi przemyśleniami, bo zdradzały one jaką osobą jest. Ta niewiadoma była zawsze silną stroną i przykładem mogła być Nieprzebyta Puszcza. Gdyby poznać ją całą, to zapewne dałoby się wytyczyć taką trasę, aby pokonać ją bez napotkania większych problemów. To samo mogło tyczyć się charakterów. Nie chciał, żeby ktokolwiek znalazł w nim tą prostszą drogę. Lubił być wyzwaniem, bo to wpływało na jego aroganckie spojrzenie, że jest kimś więcej niż zwyczajnym człowiekiem. W końcu był przekonany, że jest pomazańcem boskim, wybrańcem Roht.
Przemilczał też sprawę odnośnie przeżycia i sławy. Nie zrozumieli się, ale nie było to wielce istotne. Białowłosy miał na myśli, że wynagrodzenie musi być tak wysokie, aby mógł przeżyć za nie do następnego zadania, którego się podejmie. Teraz jednak wpadł na pomysł inny, ale bardziej rozsądny - miał zamiar określić cenę swoich umiejętności w zależności od tego, jak bardzo się przysłużą. Jeżeli zrobi mało, to zażąda mało, ale jeżeli zrobi wiele, to zażąda z pewnością więcej. Zmiana spojrzenia na puszczę była już czymś, co Raymont potrafił zrozumieć. Naturalny, wrodzony strach do nieznanego mógł zostać zniesiony, a więc i odbiór tego nieprzebytego kawałka gęstych lasów uległby zmianie. Pośród niebezpiecznych roślin i krwiożerczych bestii mogło kryć się coś, co nie tylko zmieniłoby spojrzenie na Nieprzebytą Puszczę, ale także na cały świat. Wystarczyłoby odkryć roślinę, której właściwości okazałyby się niezmiernie pomocne w medycynie, a Filirjon uległby przemianie. Nie byłby to proces szybki, ale stopniowy i zdecydowany.
- Słuszność celu to sprawa prywatna. Każdy i tak ma własny cel, który uznaje za słuszny. Dla jednych to okazja do nauki, dla jednych do przeżycia przygody, a dla jednych do zarobku. - odezwał się, jakby chciał wytłumaczyć nieco sprawę i naprostować podejście Orsoli do eskapady. Takie wypady nie zawierały ludzi o jednakowych ideach, a były zbiorem indywidualistów, którzy dążyli w jednym kierunku, lecz z różnych powodów i z różnym celem. Gdyby należeli do organizacji takiej jak Bifröst, to sprawa wyglądałaby inaczej.
Oj, jedna bogini z pewnością będzie mieć w opiece jednego z członków wyprawy. Raymont był równie pewien tego, że Roht nad nim czuwa, co tego, że oddycha powietrzem. Na słowa Orsoli uśmiechnął się nieco szerzej, jakby był zadowolony ze swojej, rzekomo, z góry wygranej pozycji. Czy Bogini rzeczywiście go wybrała, czy rzeczywiście chroniła go? Nie wiadomo, ale Ray był święcie przekonany, że tak i gotowy był bronić swej pewności słowem oraz czynem, który mógłby wymagać nawet miecza.
Fascynacja. Tak, było ją widać w oczach Orsoli, a nawet nie tylko - w całej niej. Jak tylko zaczęła zadawać pytania, to niemalże biła od niej aura ekscytacji, praktycznie krzyczała całą sobą, że jest to coś, co ją pasjonuje. I to wprawiło Raya w chwilę zadumy, gdyż nie wiedział czy sam posiada coś, co go doprowadza do tych emocji. Oczywiście pomijając Roht, która to wywoływała w nim cały szereg albo nawet dwa szeregi uczuć. Walka? Przyjemna, z pewnością ekscytująca, ale nie tak bardzo. Podróże? Ciekawe, pochłaniające, ale stonowane. Ciężko było mu dojść do wniosku, a nie chciał teraz milczeć i rozważać nad czymś, co zajęłoby mu zapewne więcej niż kilka minut, a mniej, niż kilka miesięcy.
- Fascynacja to zbyt mocne słowo. Ciekawi jest bardziej trafnym w moim przypadku. - sprecyzował uprzejmie i pozwolił Elae mówić dalej. A kolejne słowa sprawiły, że niemalże parsknął śmiechem, jednak na zewnątrz wydostał się tylko krzywy, zadziorny uśmieszek, który z sekundy na sekundę znikał. Oczywiście chodziło mu o coś, co mogło brzmieć jak groźba, ale brzmiało jak... ostrzeżenie. Raymont nigdy w życiu nie stwierdziłby, że takie słowa z ust Elae mogły być żartem. Nie tak ich znał i nawet jeżeli chodziło o inny Dwór, to pewne cechy musiały być jednakowe. Ochroniarz niby nic nie zrobił, ale białowłosy zrozumiał, że spogląda na niego z góry, jakby chciał zaznaczyć, że jest w stanie sobie z nim poradzić, gdyby nadeszła taka potrzeba. Aj, arogancja nie pozwalała Rayowi puścić tego płazem. Spojrzał na mężczyznę z pobłażliwą miną, jakby przytakiwał dziecku, że naprawdę się przestraszył tego "bu!". Może dzieliło ich trochę lat na niekorzyść Raymonta, ale za to pewnie dzieliło ich sporo doświadczenia na jego korzyść. No i wciąż uważał siebie za wybrańca - w końcu Roht pomagała mu zawsze wtedy, kiedy o to prosił.
Kolejna wypowiedź wzbudziła zaciekawienie młodzieńca. Miałby testować kto nadaje się na wyprawę? Brzmiało to jak doskonała okazja, aby trochę się rozerwać, poćwiczyć, powalczyć i poznać ludzi. Na świecie istniało wielu doskonałych wojowników i może właśnie z takim przyszłoby mu się mierzyć? Pomoc Bogini oczywiście była nieoceniona, ale Ray nie chciał na niej wiecznie polegać. Nie tak to miało wyglądać. Chciał jej zaimponować, a w przyszłości może nawet samemu zostać jej obrońcą. Do tego potrzebował umiejętności, których mu wciąż brakowało. Nawet mimo swej arogancji był świadomy, że jest jeszcze daleki od poziomu godnego Bogini. Musiał walczyć z lepszymi, mierzyć się z większymi problemami, rozwijać tak efektywnie, jak nikt inny.
- I, jak rozumiem, tym zaufanym człowiekiem mam być ja? - zapytał retorycznie, gdyż po sekundowej przerwie zaczął mówić dalej. - Brzmi to naprawdę intrygująco. Nigdy nie odmówię okazji, aby spróbować swych sił w starciu z innymi. Musisz mi tylko wyjaśnić, Orsolu, na czym dokładniej polegałoby to zadanie i jakich ludzi szukasz. Możliwe, że już znam kogoś, kto mógłby nam pomóc w ekspedycji. - odparł z uprzejmym uśmiechem, który jednak nie trwał długo. Dziewczyna powiedziała coś, co zupełnie nie wpadło w gust Raymontowi. Wyprzedził ją i stanął naprzeciwko. Wpatrywał się w nią twardo, ale jego usta wywinięte były w drobny uśmieszek - jakby przy tym wszystkim się dobrze bawił.
- Ostrzegasz mnie, lekceważysz mnie i obrażasz mnie. Może jednak Elae Zimy nie są tacy różni od Elae Lata? - kolejne pytanie retoryczne, które miało nieco ukłuć Orsolę. W końcu oba Dwory pluły na siebie i uważały za gorsze, więc wyrównanie ich było obelgą dla obu. Lekceważnie odnosiło się do tego, iż uważała, że ochroniarz mógłby go pokonać, zaś obraza, że byłby w stanie szpiegować dla Elae Lata. - Droga Orsolu, jako roztropny człowiek uznaję za warte zaufania tylko to, co sam poznam. Opowiem Ci krótką historyjkę. Na Dworze Lata była biblioteka. Pokaźny zbiór wiedzy wartej tyle, że nie śmiem nawet śnić o takich kwotach. Elae Lata posiadają tę wiedzę, ale kto z niej skorzystał? Ja. - interpretację dokładniejszą pozostawił jej. Uważał ją za osobę naprawdę inteligentną, więc powinna zrozumieć jego drobną alegorię. - Posiadasz wiedzę, ale z niej nie korzystasz. - mimo wszystko naprowadził ją nieco na odpowiedź. Rozłożył ręce i cofnął się o krok, a śnieg pod jego stopami zaskrzypiał. - Patrzysz, ale nie widzisz. Słyszysz, ale nie rozumiesz. Mówisz, ale po co? Czy widzisz tutaj Dwór Lata? Jesteśmy na bazarze, a ja cenię sobie wolność. Jak myślisz - jak traktowany był człowiek, służący pośród Elae? Jak myślisz - dlaczego chadzam w poszarpanym płaszczu? Dlaczego postanawiam się wybrać w Nieprzebytą Puszczę, która uznawana jest za miejsce nieuniknionej śmierci? - jego ręce złożyły się na piersi, a uśmiech złagodniał. - Myśl, droga Orsolu. Jeżeli uważasz mnie za szpiega Lata, to jakbym mógł Ci udowodnić, że jest inaczej? Nie mam zamiaru Cię przekonywać, gdyż wszystko może być jedynie zmyślną grą, jaką Elae Lata uwielbiają. Zaufanie buduje się na wiedzy. Nie ufaj mi tak długo, aż mnie nie poznasz. Jest to rada, którą warto zapamiętać i korzystać z niej zawsze. - po tych słowach, jego uśmiech stał się uprzejmy, a on delikatnie skłonił się, jakby był nie tyle Najemnym Ostrzem, co aktorem na deskach sceny teatru. Odsunął się na bok i stanął zwyczajnie. Tak, nie miał zamiaru puścić jej płazem tych słów, które go zirytowały. Koci charakterek wychodził na wierzch - mówił i robił to, na co miał ochotę, a nie zawsze to, co było słuszne. Mimo wszystko nie chciał rezygnować z wyprawy, gdyż dla Raymonta była to sprawa naprawdę drobna. Posiadał do siebie dystans odpowiedni, by przetrwać grad obelg na Dworze, a Orsola wydawała się odpowiednio zdystansowana, aby nie brać jego słów jako coś wrogiego. Było to upomnienie i sprostowanie. Na Dworze nie mógł sobie pozwalać na tak zuchwałe wypowiedzi, ale teraz nie byli na Dworze. Jak mówiła Orsola - byli sobie równi wobec puszczy.
- Proszę, nie zrozum mnie źle. Wciąż chcę być częścią eskapady. - dodał na koniec, aby nie pozostały żadne wątpliwości i czekał na reakcję dziewczyny. Mogła nie spodziewać się, że zostanie pouczona przez zwyczajnego człowieka. Ray również potrafił zadrzeć nosa, chociaż jego podstawy były nieco bardziej... rozsądne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orsola
Dama Dworu

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Nie Mar 18, 2018 8:43 pm

- Ciekawość… I to dobre. Pragnęłabym mieć tylko ludzi ciągniętych przez ciekawość, niestety to niemożliwe – zamyśliła się na chwilę – Może to i lepiej. – no tak, potrzebowała różnorodnych motywacji, by cała maszyna wyprawy działała sprawnie, by wszystko się nie posypało, gdy ciekawość okaże się zbyt słaba lub przegra, na przykład, ze zwyczajnym, ludzkim strachem.
Jedynie uniosła delikatnie brwi i słuchała. Gdy skończył rozejrzała się wokół, jakby sprawdzając, że z pewnością nikt im się nie przygląda. Jak mogła nie zadać takiego pytania żyjąc wśród wiecznej paranoi i gry? Nawet jeśli miałby odegrać przed nią ustawiony teatrzyk, to czy nie musiała go najpierw zobaczyć, by samej ocenić na ile jest on prawdziwy? Istniał jeszcze jeden sekret, z powodu którego Orsola uciekała w puszczę zamiast poświęcić się polityce i dworskiemu życiu, jak to zrobili jej braciszkowie. Orsola była osobą prostą i naiwną. Nie nadawała się do intryg. Prawdę przekładała ponad kłamstwo. Być może jej rodzina to widziała i dlatego przez tyle lat ukrywała ją przed wścibskim spojrzeniem Dworów. O ile język Elae opanowała błyskawicznie w porównaniu do rówieśników, to nauka Gry przychodziła jej opornie i do dziś zamiast tańczyć, ledwie raczkowała. Przyłożyła dłoń do skroni i westchnęła cicho. W innych okolicznościach przyrody być może słowo „przepraszam” opuściłoby jej usta, ale nie tym razem, nie w obecności ojcowskiego szpiega. – Masz rację – powiedziała więc. Odnotowała w pamięci, by trzymać Raymonta blisko siebie, bo był on osobą, która potrafiła wytknąć jej błędy. Jak miała się uczyć życia, skoro tak mało było osób chętnych do pokazania jej innej perspektywy? – Mam nadzieję, że chcesz. Właśnie sprawiłeś, że ja chcę żebyś był jej częścią. – spojrzała na niego swoimi ciemnymi, przenikliwymi oczami. Nie uśmiechała się, a jej głos był poważny. Naprawdę, potrzebowała ludzi, którzy potrafią więcej niż tylko przytakiwać.
- Dość rozważań. Jak już powiedziałam, chcę żebyś był odpowiedzialny za rekrutację nowych członków. Oczywiście i ja będę prowadzić rozmowy, ale jak dobrze wiesz, sama ich nie przetestuję. W tym miejscu wkraczasz ty, być może ktoś jeszcze, wszystko zależy od tego, kogo uda mi się przekonać. Z tobą było łatwo, ale inni… Cóż, nie uprzedzajmy faktów. Ja zajmę się zaopatrzeniem i planem wyprawy. – ponownie przystanęła i rozejrzała się wokół – Czy jest coś czego potrzebujesz? Mam na myśli głównie wyposażenie, ale nie krępuj się, może i z czym innym mogłabym pomóc – w końcu w jej interesie leżało by jej ludzie byli jak najlepiej przygotowani. Sama doskonale wiedziała, jak wroga i kapryśna potrafi być puszcza, jak niezmiernie ważne jest odpowiednie przygotowanie. Jej środki jeszcze nie należały do tak skromnych by nie móc pozwolić sobie na ograniczoną zdrowym rozsądkiem hojność. Spojrzała na jego płaszcz. Kiedyś musiał być porządny, ale dziś… Cóż, to zupełnie inna historia. Może właśnie dlatego zdecydowała się zapytać. W Puszczy liczyło się, że płaszcz był wytrzymały i wygodny, najlepiej w mniej wrzaskliwych kolorach, by ułatwić maskowanie. Nie powiedziała tego jednak na głos wychodząc z założenia, że każdy rozsądny wojak będzie potrafił to wydedukować. Jeśli nie, cóż, wtedy zareaguje i posłuży radą. – Możesz potraktować to jako zaliczkę i moją inwestycję lub po prostu jako przysługę. Żadna z tych opcji nie jest daleka od prawdy, więc właściwie to bez znaczenia.

/wybacz, że krótko, ale nie chciałam dłużej wstrzymywać fabuły



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raymont
Najemne Ostrze

avatar



PisanieTemat: Re: Bazar   Sro Mar 21, 2018 3:33 am

Tego się nie spodziewał. Nawet przez myśl mu nie przemknęło, że Orsola przyzna mu rację, że wyrazi, iż naprawdę chce, aby został częścią wyprawy. Jego usta pozostały rozchylone, jakby chciał coś powiedzieć, ale momentalnie zastygł. Jego ograniczona ekspresja w tym momencie nie powstrzymała najzwyczajniejszego w świecie zaskoczenia. Elae, która przyznaje racje człowiekowi. Zamrugał, jakby otrząsnął się z naprawdę głębokich przemyśleń lub nawet wizji i odchrząknął, przysłaniając dłonią usta i powracając do normalnego wyrazu twarzy. Czy Orsola zrobiła na nim wrażenie? Z całą pewnością, a przecież zachowała się całkowicie normalnie. I w tym tkwiło sedno sprawy - normalnie, ludzko, a była Elae. Raymont starał się nie być rasistą, ale nie mógł odpędzić się od uprzedzeń względem tej rasy. W głębi duszy oceniał ich gorzej, niż Bestie, a przecież jedna z nich omal go nie zabiła i aktualnie nosił ślady tej próby na całych plecach. Wszystko z powodu systemu wartości Raya. Walka to walka - potyczka dwóch wojowników i wygrywa lepszy. Nie żywił urazy do kogokolwiek, kto pokonał go w uczciwym pojedynku, chociaż czy tak można było nazwać Bitwę w Ryles? Mniejsza. W każdym razie - Elae Lata traktowali białowłosego jak zabaweczkę albo tresowane zwierzątko. Bawili się nim, rozkazywali mu, a z efektów śmiali się. I tego już nie umiał im wybaczyć, chociaż było to przeszłością. Nie zamierzał winić za to innych Elae, ale mimo wszystko to uprzedzenie było niezbywalne.
- A zatem zajmę się rekrutacją. Jednak musisz mi powiedzieć ilu ludzi szukasz i jakiej specjalizacji. To nie ja byłem w Nieprzebytej Puszczy, toteż nie wiem jakie dokładnie umiejętności mogą tam być niezbędne. Co najwyżej domyślam się, że równie użyteczny co wojak, byłby medyk czy znachor. Zuchwałym byłoby założenie, że wszystko pójdzie bezbłędnie. Ktoś kto zna się na roślinności, a szczególnie tej niebezpiecznej byłby wart nawet dwa razy więcej, niż wprawny szermierz. Zatem kogo potrzebujemy? - zapytał i złapał się za podbródek zamyślony. - Z drugiej strony... im większa grupa, tym więcej uwagi będziemy skupiać. Nie może być nas ani za dużo, ani za mało. - wymruczał półgłosem bardziej do siebie, niż do Orsoli, chociaż z pewnością słyszała go bez problemu. Nie chciał mówić na głos, że taka eskapada najpewniej zakończy się przynajmniej jednym zgonem kogoś z członków wyprawy. Tak czuł, bo Nieprzebyta Puszcza była miejscem niezmiernie niebezpiecznym, ale tego Elae powinna być świadoma bardziej, niż Ray. Mniej za to mogła mieć wiedzy na temat zwyczajnych akcji. Im więcej ludzi zakładał plan, im więcej było w nim elementów, tym więcej tworzyło się luk i tym łatwiej było go zniweczyć. Wraz ze wzrostem członków, rosło też prawdopodobieństwo, że zwyczajnie coś pójdzie nie tak. Ktoś się pomyli, komuś się rzekomym przypadkiem coś stanie i tak dalej. W tym momencie jednak wolał nie dzielić się swoją wiedzą z Orsolą, by jej nie zniechęcać lub stresować. Wiadomym było, że w życiu często coś idzie nie po naszej myśli, a rzadko tak, jakbyśmy chcieli. To najprostsza prawda, którą znał byle wieśniak.
- Coś czego potrzebuję? - powtórzył jej pytanie, rozłożył ręce przed siebie i wgapił się w nie, będąc przez kilka dobrych sekund głęboko zamyślonym. - Na tę chwilę potrzebuję jedynie, byś się uśmiechnęła. Czy nie zaczynasz spełniać swych marzeń? Czy nie jestem pierwszym krokiem w tym kierunku? Byłoby miło zobaczyć to zadowolenie, które mógłbym uznać za... dobry znak w nadchodzącej przygodzie. - odparł całkiem radośnie i założył ręce na piersi. - Po za tym, droga Orsolu, chętnie widywałbym częściej ten błysk fascynacji w oczach, który towarzyszył opowiadaniu o Nieprzebytej Puszczy. - dodał i chwycił za swój płaszcz, przyglądając mu się chwilę. Ściągnął brwi, a jego mina wyrażała drobne niezadowolenie czymś.
- Na przyszłość, przed samą wyprawą potrzebuję dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest płaszcz w kolorze listowia - w zależności od pory roku. Drugą z nich są skórzane rękawice, jakich nie brakuje każdemu wojakowi, którego na to stać. - mówił, dalej przyglądając się swojemu szkarłatnemu płaszczowi. Lubił go, ale rozumiał, że był w opłakanym stanie. Świadomy był też, że jego kolor może rzucać się w oczy. Może już dawno stracił swoją intensywność barwy, ale wciąż był to odcień raczej mało widywany w gęstwinach leśnych. Najwyżej dało się go dostrzec w rozszarpanych zwierzynach czy zakrwawionych pyskach lub szponach drapieżników. Nie zapomniał też o osełce, ale na nią było go stać w tym momencie. Nie zamierzał brać żadnych zaliczek, bo zwyczajnie nie miał za co. Jeżeli Orsola przygotuje dla niego płaszcz i rękawice, to niczego więcej nie będzie potrzebował. No, przynajmniej w kwestii materialnej.
- Sama rozumiesz, że wiedza jest kluczowym elementem. Jeżeli wiesz gdzie uderzyć, by zabolało, to masz przewagę. Jeżeli wiesz jak uderzyć, by zabolało, to też masz przewagę. Zatem chętnie posłuchałbym opowieści z Twojej pierwszej wyprawy do Puszczy. Chciałbym przygotować się pod względem... przemyśleń. Rozważyć na co muszę uważać, a co mogę wykorzystać. Chodzi o przemyślenie, przewałkowanie wszystkiego, by mieć już wymyślony sposób działania. - i po tej wypowiedzi rozglądnął się dookoła. Wciąż kupcy się przekrzykiwali, wciąż było pełno ludzi i wciąż było chłodno. - Ale może zmienimy miejsce? Proponuję jakieś wygodniejsze, cieplejsze i bardziej prywatne, niż stanie pośród tłumów. Karczma to może nie jest najlepszy wybór, ale zaproszenie do mojego skromnego domu wydaje mi się nie na miejscu. Co Ty na to, Orsolo? - przyjazny uśmiech wykwitł na jego twarzy i w spokoju oczekiwał czy dziewczyna rzeczywiście zechce pójść do karczmy, czy jednak odmówi. Była też opcja, że zaproponuje inne miejsce. W każdym razie - Ray nie nalegał, ot opowiadanie dłuższej historii na stojąco pośród bazarów wydawało mu się co najmniej niewygodne. Znacznie lepiej też słuchało się o tak interesujących miejscach w cieple, przy napitku i mniejszym gwarze.


//Nic się nie stało, luzik. Nie musisz się śpieszyć z odpisami - pisz kiedy masz ochotę i jak masz ochotę. No, chyba że masz zamiar nie odpisywać tygodniami, to chociaż daj znak. xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bazar   

Powrót do góry Go down
 
Bazar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Miasto Filirjon
 :: 
Targowisko
-
Skocz do: