Wszelkie prawa do użytych utworów posiada Adrian von Ziegler



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Skowyt Milczenia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dagor
Alti

avatar



PisanieTemat: Skowyt Milczenia   Sob Mar 03, 2018 11:42 pm

Skowyt Milczenia

 Większość uważa puszczę za niegościnną krainę pełną niebezpiecznych stworzeń, roślin i innych bezeceństw. Jednak nieliczni nazywają ją po prostu - domem. Ukryta pośród prastarych drzew twierdza, z wierzchu wygląda na opuszczoną, lecz dobiegające zewsząd wycie i krzyki, zaprzeczają temu mylnemu wrażeniu. Podróżnicy znikają tu bez śladu, a ich los przepowiada skowyt i następujące po nim wieczyste milczenie.
 Wewnętrzna część konstrukcji jest wykończona w surowy sposób. Nie ma tu udogodnień, jedynie prosta funkcjonalność. Bestie oddają się tu swym krwawym grą, ucztą i koegzystują razem w zróżnicowanej społeczności. Na pierwszy rzut oka, banda zupełnie niezorganizowanych człekokształtnych osiedliła się z woli przypadku na tym samym skrawku ziemi, jednakże kto wie? Może czai się za tym coś większego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zira'h
Iki

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Pią Mar 09, 2018 10:12 pm

 Zanim wyruszyłem w drogę, przygotowałem się odpowiednio, zabierając krzesiwo, toporek, płaszcz, alkohol, suche żarcie i co nieco tłustego czegoś od znachora. Mówił, że szybciej się po tym rany goją, ale nie mówił, jak się tego używa. Część z tych rzeczy i tak albo dostałem za ładny uśmiech, albo sobie przywłaszczyłem. Nie specjalnie przejmowałem się opinią ludzi, kiedy wiedziałem, że nic nie udowodnią, a i nawet nie będą mieli kogo obwiniać. Było — zniknęło... no i tyle w temacie. Nie żegnając się z nikim, z wyjątkiem dowódcy, ruszyłem w drogę... jedyne wskazówki, jakie dostałem to te, by kierować się w stronę, z której rośnie mech na kamieniach, w ten sposób znajdę Skowyt.
 Zastanawiając się w drodze nad przeszłością, miałem sporo przemyśleń. Uratowali mi życie, wrzucając mnie do tego cholernego jeziora, postawili na nogi, nauczyli walki i próbowali przetrwania... a wychodzę od nich, kradnąc ich alkohol ? ... i tak go mieli za dużo, będą zdrowsi; cholerne ochlajtusy *ekhem*. Rabując jeden z ludzkich obozów, doprowadziłem do śmierci naszych, a do tego, połowę łupów wziąłem dla siebie, a połowę odda...zostawiłem swoim... cholera, byłem pierwszy, a ofiary się zdarzają. Dlatego nie pcham się pierwszy. Idioci. Koniec końców w połowie drogi do celu uświadczyłem się przekonaniu, że nie mam czym się przejmować, ponieważ jestem niewinny i... - ucałował złoty pierścień, dodając z nutką namiętności — mam farta !
 Minęły mi dwa dni na beztroskiej podróży; zanim słońce zaszło kolejnego dnia, zdążyłem wspiąć się na jedno z wyższych drzew. Tak by się zorientować, jak daleko stąd mam do celu, o ile jest on w zasięgu wzroku... no i mam ! Wydałem odgłos zadowolenia, znów całując pierścień i w szybki sposób zszedłem z drzewa, mało się nie zabijając. W drodze na miejsce zacząłem odczuwać brak pewności siebie. Informacje, które zebrałem o tym miejscu, nie napawają mnie optymizmem, ale ekscytacja i chęć sprawdzenia siebie ciągnęła mnie na przód. Dopijając część najmocniejszego alkoholu, który został na m.in. tę okazję, trafiłem do celu. Ciekawość pozwoliła wyminąć mi zajętych dookoła strażników, jak i tych, którzy zawiesili na mnie wzrok. Kierowałem się pod samą wieżę, lecz przystałem w obrębie placu ją otaczającego, widząc cieci stojących przed wejściem. Mimo że widziałem za małego wiele dużych budynków, tak nie mogłem oderwać podniesionego wzroku, szukając jej czubka, który jest niestety częściowo zakryty koronami drzew.
Po krótkiej chwili westchnąłem, rozglądnąłem się w koło i zorientowałem, że zwróciło na mnie uwagę zbyt wiele osób. Początkowo chciałem uniknąć kontaktu wzrokowego, ale to tak tutaj nie działa... wypatrzyłem najwyższego z nich... i wlepiłem w niego ślepia, czekając, aż podejdzie. Tak też się stało, nie powiem, że nie wzdrygnąłem się, widząc jego przerośniętą posturę, lecz nie pozostało mi nic innego jak płynnie poruszyć palcami u rąk i się uśmiechnąć.
Bestia podeszła na odległość paru metrów i pytająco burknęła, nie wypowiadając ani słowa.
-wysłali mnie z Shuran - próbując zachować zimną krew i nie dając się wtrącić bestii, dodałem - nie, nic dla was nie mam, w sumie to szukam zajęcia.
Postać westchnęła i zapytała z dezaprobatą:
-A co potrafisz ?
-A no widzisz... - zamilkłem głupio, się uśmiechając, ponieważ... co ? Powiem im, co umiem ? Prędzej mnie za jaja powieszą, niżeli dadzą kredyt zaufania; po błyskawicznym przemyśleniu kontynuowałem - sporo czasu spędziłem z ludźmi i umiem z nimi gadać, do tego... -W szybkim tempie złapałem butelkę z ostatkiem alkoholu w łapy i wlałem go do pyska. Nie tracąc czasu, rozdarłem sakiewkę u pasa pazurem, by dostać się do krzemienia, który ustawiłem nieco ponad głowę i o wyprostowanych rękach splunąłem ponad kamienie. W odpowiednim momencie potarłem je o siebie, tworząc kulę ognia. Było czuć lekką woń nadpalonego futra, lecz nic się nie stało. Resztę alkoholu połknąłem i skończyłem frazę z satysfakcją -... umiem sztuczki !


Ostatnio zmieniony przez Zira'h dnia Wto Mar 13, 2018 11:07 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagor
Alti

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Nie Mar 11, 2018 3:21 am

 Skowyt Milczenia, stara jak puszcza twierdza pośrodku najniebezpieczniejszych rejonów na całym kontynencie. Teraz nazwa, którą sam jej nadał za czasów piastowania funkcji Bes, zdawała mu się niezmiernie ironiczna. Gdy osiadł tu ze swym najwierniejszym oddziałem, było tak... cicho. Tymczasem teraz? Skronie puchły od wszechobecnego jazgotu, dym kuźni otępiał zmysły, a swąd niektórych sierściuchów, przyprawiał niezaaklimatyzowanych o mdłości. Czerwonooki myślał, że się przyzwyczai, ale wciąż brakowało mu — samotności? Sam nie wiedział jak to określić. Od czasu swojego awansu i zawieszenia głowy poprzedniego Altiego w pomieszczeniu, które ludzie nazwaliby gabinetem, zawsze ktoś mu towarzyszył. Czy to warczący na siebie Bes, czy jazgoczący wodzowie, narzekający na śmierć ich ulubionej Primy. Nikt wprawdzie nie podważał słabości starego byczyska z połamanymi rogami, jednak niektórzy czuli się do niego wyjątkowo przywiązani. Rzadkie i zarazem ciekawe zjawisko wśród bestii. Chociaż może naturalne? Ciężko było stwierdzić komuś, kto nie zaznał zbyt wiele miłości.
 Ostatnie tygodnie spędzał właściwie tylko w wieży. Musiał rozeznać się w swoich siłach, obecnych hersztach band i innych informacjach. Wszystko zajmowało zdecydowanie więcej czasu, niż podejrzewał, odwlekając realizacje dalszych planów.
Tego dnia było podobnie. Siedział nad mapą, zabawiając się drewnianymi palikami, udającymi piony i przekładał je z miejsca na miejsce, a zaduma na popielatym pysku zdawała się głębsza, niż ocean. Wtem z konsternacji wyrwały go donośne słowa strażnika.
-Wodzu - potężny niedźwiedź uderzył przymkniętą pięścią w napierśnik, dygając niezauważalnie - Jakaś przybłęda przypełza pod wrota Skowytu, czuć od niej... ludzi.
Wilkor zawarczał groźnie, rozrzucając zamaszystym ruchem skrupulatnie ustawione znaczniki. Jednak już po chwili i kilku głębokich oddechach zdołał się opanować.-Rozkazy? - rzucił odźwierny, niezbyt zaskoczony reakcją Altiego - Twierdzi, że zna "sztuczki".
-Wprowadzić. Ugościmy podróżnika, jak przystało. A jeśli przybył marnować mój czas, osobiście wypruję mu flaki - parsknął, usadawiając się na granitowym siedzisku.
 Mimo iż pokaz sztuczek wywołał u większości śmiech i politowanie, atmosfera zdecydowanie się napięła, w miarę stukotu dobywającego się z klatki schodowej. Zajęci własnymi sprawunkami, niemalże natychmiastowo ucichli i przybrali maskę powagi. Nawet rechoczący z pokazu hienowatego strażnicy, zdali się przybrać uległą postawę. Wielki jak dąb niedźwiedź wkroczył do hali wejściowej i głosem przepełnionym do cna wrogością, wyraził wolę Primy.
-Wpuście go. To twój szczęśliwy dzień, Pchlarzu. Módl się do bogów, by dali ci go przeżyć - Zgromadzenie zawrzało falą warkotów i przytłumionych śmiechów - Stulić jadaczki! Pozwólmy mu nacieszyć się chwilą - po tych słowach, skinął na bestię zapraszająco, a tłum nie przerywając jazgotu, powrócił do codziennych sprawunków.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zira'h
Iki

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Nie Mar 11, 2018 6:00 pm

 Czekałem w milczeniu i konsternacji aż przestaną się śmiać, cóż, nie śmialiby się, gdybym spalił stojącego naprzeciw mnie niedźwiadka. Może i jest w stanie zabić mnie za pierwszym uderzeniem, lecz widok stojącego w płomieniach olbrzyma zakutego w blachę byłby wielce satysfakcjonujący. Tak też go sobie wyobrażałem do momentu, aż nie wprowadził mnie w głąb wieży.
 Wieża z zewnątrz wyglądała na starszą niż świat, lecz wciąż dobrze trzymającą się stertę kamieni. Została zbudowana z jasnego kamiennego budulca, jej ściany miały nieliczne wyżłobienia oraz odłupane elementy wskazujące na to, że ktoś już kiedyś próbował ją zdobyć. Do tego wszystkiego była w mniejszej części porośnięta roślinnością.
Wejście przedsionka było wysokie, zakończone półkolem i obudowane cegłą. Nie należało do najszerszych, ponieważ dwóch takich jak niedźwiedzi mnie przyprowadzających miałoby problem ze swobodnym przejściem. Przedsionek był kompletnie pusty, posiadał jedynie zamknięte, potężnie zbudowane drzwi okute metalowymi częściami.
Po przejściu przez nie, pierwszym elementem, który zwrócił na siebie uwagę były cztery kamienne filary wspierające sufit wieży, grube, z cegły z zawieszonymi nań pochodniami. Za filarami był ustawiony tron, a przed nim dwa długie, dębowe stoły bez nakrycia, multum stołków ustawionych pod nimi, było wykonane z pni drzew. Całość została ustawiona wzdłuż sali tak, by droga od drzwi wejściowych do tronu nie została zastawiona. Po prawej stronie znajdowały się trzy zamknięte pomieszczenia, zapewne nie dużych rozmiarów, a po lewej schody, przed którymi kazano mi czekać.
 Zacząłem się zastanawiać nad obecną sytuacją. Zostałem wprowadzony do wieży, a szukałem tylko jakiejś roboty, ponieważ poniekąd już przetrzeźwiałem a samym alkoholem żywić się nie da. Wnet usłyszałem warknięcie dochodzące z góry, zląkłem się, lecz po chwili przywdziałem uśmiech, przygotowując się na — co najmniej — ciekawą rozmowę.
Niedźwiadek zszedł, a jego wyraz pyska pokazywał, że moja sztuczka przestała go już bawić i najwyraźniej nigdy więcej nie będą. Rozbawiło mnie to, lecz poprzestałem jedynie na tym samym uśmiechu, zwłaszcza że Alti chce się ze mną spotkać, a raczej pozwala na to. Zostałem poprowadzony do docelowego pomieszczenia wychodząc na piętro i mijając parę innych komnat. Ledwo przybyłem na miejsce, odbębniłem prostą, głupią sztuczkę, z której się wszyscy śmiali i od razu dostałem audiencje u Altiego. Naprawdę tego nie planowałem.
Zostały mi otworzone drzwi a moim ślepiom ukazał się we własnej osobie dowódca wszystkich bestii. Zanim wszedłem wziąłem głęboki wdech prostując sylwetkę, starałem się utrzymać pewność siebie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagor
Alti

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Pon Mar 12, 2018 9:43 pm

 Kwatera dowódcy nie należała do największych komnat twierdzy, lecz zajmowała strategiczną pozycję. Trudno było dostać się do niej bez sforsowania niższych kondygnacji. Brak tu zdobień, czy monumentalnych posągów. Pospolita surowość niczym nie rzucająca się w oczy. Jedynie okrągły, nierównomiernie zdobiony stół, ukazujący ukształtowanie terenu okolicznych ziem, miałby większą wartość w oczach pospolitego kupca. Chociaż trudno było stwierdzić, czy topografia wykonana została poprawnie. Niektórych dziwić mógł fakt, iż większość elementów kunsztownego blatu, była ruchoma i najprawdopodobniej wyjmowalna. Poza wspomnianym meblem, sala zdawała się być ich pozbawiona. Kilka pomniejszych, kamiennych biblioteczek stało przy ścianie na wprost drzwi wejściowych, a między nimi, zwisała w metalowej oprawie, zaprawiona głowa byka. Nie każdy znał jej historie, a Ci którzy poznali, woleliby zapomnieć. Jedynymi źródłami światła były prostokątne, wąskie okna, połowicznie zakryte półprzezroczystym materiałem. Ostatnim punktem, na który większość wolała nie spoglądać, było kamienne siedzisko, zajmowane przez połowicznie skrytą  w mroku postać.
 Drzwi za pchlarzem zatrzasnęły się, uniemożliwiając ostatnią szansę ucieczki. Został sam, oko w oko z Altim. Zaledwie kilka snopów padało na sporawe względem hienowatego cielsko, oświetlając prawą część tułowia aż do szyi. Pogrążony w cieniu pysk z wolna wyłania się z osłony. Wilkor rzucił gościowi wrogie spojrzenie, dokładnie przypatrując się bestyjce. W jego ślepiach płonęły iskry ciekawości, a przytłaczający wzrok stracił nieco na agresywności. Czerwonooki rozluźnił mięśnie, nie znajdując najmniejszego zagrożenia w przyszłym rozmówcy. Jedynie sporadyczne kręcenie nosem, zdradzało, iż coś zdecydowanie mu nie odpowiada... zapach.
- Sprowadzasz do Skowytu ludzki swąd, mam nadzieję, że nikt Cię nie śledził -  rzucił beznamiętnie - Domyślam się, że zaproszenie do moich kwater mogło być zaskoczeniem, ale nie obawiaj się. Nie marnuję swojego czasu, tylko po to, by spuścić z Ciebie nieco krwi, ale do rzeczy - powstał i podchodząc nieco, nachylił się nad psowatym, niemalże dotykając brązowego futra nosem. Zaciągnął się zapachem - Ludzie...  - zawarczał na samą myśl, przybierając nieprzyjemny grymas - mają bardzo charakterystyczny zapach. Przesiąkasz nim w najgłębszym zakresie - ponownie się wyprostował, jakby chcąc pokazać swoją wyższość, pod każdym względem - Musiałeś sporo z nimi przebywać, jeśli trudy podróży go nie zadławiły - wrócił na miejsce siedzące i machnął łapą, by ten się zbliżył   - Opowiedz mi o nich - na popielatym pysku pojawił się kąśliwy uśmiech. Nie sposób stwierdzić, czy wydany władczym tonem rozkaz nosił ślady żartu - O ich plugawych zwyczajach, świętach. Chcesz znać każdą słabość, każdą drzazgę wystającą z murów Filirjony - Sięgnął po metalowy kielich, ukryty gdzieś w ciemnościach za siedziskiem - Nie szczędź szczegółów, mamy czas - wziął łyk szkarłatnej cieczy, rozsiadając się wygodnie i wpatrywał się w hienowatego wzrokiem, zakrawającym pod tortury.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zira'h
Iki

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Wto Mar 13, 2018 10:23 pm

 Zerknąłem kantem na zatrzaskujące się drzwi, po czym zwróciłem wzrok na krwistoczerwone oczy połyskujące w cieniu, milczałem. Czułem jak stres, a zarazem ekscytacja nasila się wraz z każdym krokiem i słowem, które Alti kierował w moją stronę. Nigdy nie sądziłem, że moment, w którym najmniejsze przejęzyczenie decyduje o moim istnieniu, będzie należał do najprzyjemniejszych, jakie kiedykolwiek doświadczyłem. Jestem pewien, że Wilkor chce wyrżnąć w pień gatunek ludzki w całym Filirjonie, ale widzę po jego wypowiedzi i zachowaniu, że ma sprawy do załatwienia. Z ludźmi. Tak samo, jak i ja.
Kiedy wrócił na tron i kiwną palcem, pewnym krokiem podszedłem bliżej. Po oparciu łap o blat zacząłem robić kółka opuszkami palców, przybierając cwany uśmiech.
- śmierdzę ludźmi nie bez powodu, przeżyłem z nimi kilkanaście lat w niewoli. Ich niewoli. Wiem jak się zachowują, czego pragną, jak ich omamić -odepchnąłem się delikatnie, prostując plecy i zaplatając ręce - powiem Ci wiele na ich temat i jak z nimi zagrywać bez rozlewu krwi. Zaczekaj... ! Proszę... - wtrąciłem momentalnie widząc grymas złości na jego pysku - cierpliwością i podstępem rozlejesz jej jeszcze więcej. No ale… do rzeczy.
Zwyczaje ? Ludzie i nie tylko oddają cześć na wiele sposobów. Szukają w lasach starych drzew, zostawiając pod nimi dary; niektórzy wędrują lasami, próbując zwabić bogów na błyskotki, które ze sobą noszą, desperaci –
wtrąciłem pogardliwie – jeszcze inni, szukając sprawiedliwości, mówią do… drzew. Tak. Drzew. Nie mam zamiaru zalewać Cię bezużytecznymi informacjami, lecz te na przykład pozwolą Ci zasiać terror w zalesionym terenie.
Co do świąt i uroczystości ? Wiele mi o nich nie wiadomo, prędzej powiem Ci o cyklicznych ucztach lub spotkaniach, w których brałem udział. Walki niewolników organizowane na czarnym rynku co bodajże pięćdziesiąt dni i trwające w okolicach pięciu. Można tu dużo stracić lub wiele zarobić wiedząc na kogo stawiać złoto. Kolejna ciekawostka o czarnym rynku to ta, że próbowałem niegdyś zdobyć coś dla pewnej osoby i jak zwykle jest tam pusto, tak o określonych porach dnia można spotkać odpowiednich ludzi, a co za tym idzie ? Wiele interesujących przedmiotów, którymi nawet Ty, Alti mógłbyś się zainteresować ! –
przystopowałem na chwilę, przypominając sobie nieprzyjemne sytuacje, których byłem świadkiem – tylko nie warto zbytnio się negocjować, można stracić język lub wzrok… lub życie. Z tych przyjaźniejszych dla ludzi uroczystości… o tej porze roku ludzie zaczynają urządzać festyny. To oznacza morze alkoholu i góry jedzenia, do tego rozbite mordy ochlajtusów lub cwaniaków; nic więcej ciekawego poza tym nie ma.
Przełykając ślinę, przeszedłem się od ściany do ściany, zastanawiając się nad tym, co mógłbym jeszcze powiedzieć. Po chwili oparłem się o jedną z nich i spojrzałem ponownie na Altiego dodając – jeśli interesowałoby Cię wejście do miasta, jest kilka opcji. Pierwsza – tylna brama, każdy ma swoją cenę, a zwłaszcza strażnicy. Druga – port, potrzebna łódka, noc i umiejętność cichego pływania. Nigdy tego wcześniej nie robiłem, co jedynie słyszałem; no i trzeci – przekonanie Inkwizycji, że jesteś wierzący i względnie niegroźny – patrząc się na tego sukinsyna ledwo, powstrzymałem parsknięcie, zdając sobie sprawę, że to się „raczej” nie uda – nie, to się raczej skończy mordobiciem. Mimo wszystko – będąc w mieście, wystarczy Ci wymyślić powód przybycia i okazanie wiary. Nikt się wtedy nie powinien przyczepić. Zwłaszcza do Ciebie.
Kończąc przemowę, oblizałem pysk i ponownie przełknąłem ślinę, czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagor
Alti

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Sro Mar 14, 2018 9:36 pm

 Przechwałki, dlaczego wszyscy zaczynają rozmowę od podbudowania swojego "JA" w oczach przełożonego. Powoli zaczynały nużyć go wszelkie opowieści o znamienitych dokonaniach zdającego raport, kiedy wystarczyłaby sama informacja. No ale cóż, żądał szczegółów, więc oto je dostał, w nieco odmiennej formie. Jednak, mimo że zwykle pomijał wstęp, tym razem spojrzał nań z większą wyrozumiałością. Nie zwrócił uwagi nawet na ten parszywie cwany uśmieszek, rodzący się na pysku bestii. Może rzeczywiście miał lepszy dzień?
 W pierwszej chwili nie mógł pojąć co hienowaty miał na myśli, przytaczając temat drzew. Jednak każde kolejne słowo naprowadzało go na odpowiednie tory, aż do kulminacyjnego wspomnienia o bogach. Nieco zjeżył mu się włos. Jakkolwiek głupim wydawałyby się ofiary i świecidełka dla bóstw, otwarte, negatywne wypowiedzieć na ten temat, mogłyby spotkać się z niemiłymi konsekwencjami. Nigdy nie wiadomo kto słucha, a spoglądający z ponad chmur, miewają wyjątkowo nieprzyjemne w skutkach poczucie humoru. Mimo to powstrzymał się od zgryźliwego komentarza. Nie ma co mącić wody. Natomiast wtrącenie o sianiu terroru w lasach, wywołało u wilkora krótki napad przytłumionego śmiechu. Do tego wystarczy gromadka byle Iki. Nie interesował się półśrodkami. Dość miał już ciągłych podchodów, pomniejszych batalii, które niczego nie przynosiły, a pociągały za sobą rzesze strat ze strony Zastępów. Celował wyżej, znacznie wyżej. Tam, gdzie poprzedni wodzowie bali się spoglądać, ale nie mieli nawet odwagi, by się do tego przyznać.
 Hazard i gierki na czarnym rynku, kto by pomyślał. Pogrążył się chwilowo w głębokiej konsternacji, nie do końca przykładając uwagę do paplaniny o walkach, przedmiotach, czy innych dyrdymałach. Sam fakt jego istnienia był mu na rękę. Odpowiednie osoby z pewnością wiedziałyby jak zrobić użytek z bogatej flory Nieprzebytej Puszczy. Może znajdzie się szalony alchemik, któremu wystarczy jedynie podsunąć odpowiednie ziółka, by wymordował miasto. Nie najgorzej.... nie najgorzej.
 Jednak to wiadomość o festynie była informacją kluczową. W oczach wielu, zabawy były doskonałą okazją do picia, rozluźnienia się i ustępstw. Na wiele rzeczy przymyka się oko, zapomina o podstawach bezpieczeństwa. Doskonała okazja, by złożyć wizytę. Nie miał tu na myśli otwartego ataku, ba, nawet gdyby się nań odważył, szansa porażki nadal nie dawała mu spokoju. Gorycz klęski nie wchodziła w rachubę, a aktualny stan Zastępów, pozostawiał jeszcze wiele do życzenia.
 Dalsza część zaledwie dodała mu pewności co do jarzącego się w głowie pomysłu. Skoro droga do miasta stoi otworem, wejście dwóch bestii nie powinno wzbudzić większego niepokoju. W końcu każdy ma prawo do libacji od czasu do czasu, czyż nie? Powstał z siedziska i kończąc napitek, odrzucił kielich z donośnym trzaskiem gdzieś na posadzkę. Podszedł do malca z władczym wyrazem pyska i poklepał go po barku. Niezwykle niecodzienny widok.
- Spisałeś się lepiej, niż podejrzewałem młody Iki, czy jakkolwiek się tytułujesz - ponownie nachylił się nad pchlarzem, przykładając mu pazur do gardła - Mam tylko nadzieję... - powoli przesuwał obsydianowym koniuszkiem, po jego skórze - że nie wprowadzasz mnie w błąd - z wolna przyłożył całą dłoń bliżej jego szyi, tak jakby z zamiarem duszenia, jednak chwyt był bardzo luźny - Wiesz jak karana jest zdrada, prawda? - Wbrew pozorom nie miał zamiaru zrobić mu krzywdy, nie dał żadnego powodu, a był pierwszą istotą od miesięcy, której słowa brzmiały jak godne zaufania. Nie wiedział dlaczego, ale tak to odczuwał. Zabrał więc po chwili popielatą łapę, zwracając się w stronę drzwi - Zaprowadzisz mnie do miasta, wyruszamy o zmroku - ton nie był proszący, bynajmniej. Nosił w sobie jasny przekaz "to rozkaz", niepodważalny i ostateczny. Po tych słowach, wilkor zastukał w drzwi, a zawiedziony niedźwiedź, widocznie liczący na flaki i krew, pospiesznie je otworzył, a Prima, zniknął w sieci korytarzy już kilka sekund później.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zira'h
Iki

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Czw Mar 15, 2018 7:27 pm

Kiedy kielich uderzył o ziemie zmrużyłem oczy zastanawiając się co powiedziałem nie tak. Nie wyglądał na złego idąc w moją stronę. Podszedł i pochwalił kładąc łapę na mym ramieniu. Nie powiem - rozluźniłoby to atmosferę, gdyby nie to, że chciał mnie jeszcze przestrzec przed zdradą. Pazur na szyi, a następnie cała jego dłoń mogąca skręcić mi z łatwością kark, o uduszeniu nie wspominając, nie była relaksująca, bynajmniej. Przytaknąłem, tyle o ile mogłem po pytaniu o konsekwencje zdrady, niekoniecznie chciałem w tym momencie wydawać z siebie jakiekolwiek odgłosy.
Puścił mnie informując wyjściu, po czym opuścił pokój. Zastałem w bezruchu, odebrało mi mowę, nie wiedziałem nawet co myśleć i jak się zachować. Po krótkiej chwili napadł mnie nieuzasadniony śmiech zaczynający się od parsknięcia, chyba w ten właśnie sposób odreagowałem sytuacje, która właśnie miała miejsce.
W końcu zmusiłem się do myślenia. Trzeba wszystko przygotować przed wyprawą do miasta... NIE ! - pomyślałem głośno, po czym zwróciłem się w kierunku drzwi dodając pod nosem - Trzeba się najpierw napić !
Głód odszedł w niepamięć tak samo, jak wszystkie negatywne uczucia z wyjątkiem pragnienia. Wychodząc z komnaty obejrzałem się na niedźwiadka pilnującego drzwi z drwiącym uśmieszkiem, korciło mnie, by zamienić z nim słówko na temat Skowytu, ale coś mi mówiło, że mogłoby się to źle dla mnie skończyć. Ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu alkoholu. Dookoła wieży było rozbite wiele namiotów, sporo drewnianych zabudowań łączących się nie raz z drzewami i niewiele kamiennych budyneczków z kominami, z których wydobywał się bez przerwy ciemny dym. Jazgot, smród, zastygłą krwią ziemia - do wszystkiego przyzwyczaiłem się bez najmniejszego problemu. Wody i jedzenia było pod dostatkiem, nie chcieli mi tego odmawiać, zwłaszcza że w niektórych miejscach rozeszła się informacja jak to wyszedłem z komnaty Altiego tego samego dnia, którego pojawiłem się w Skowycie. Tak natomiast nie było z alkoholem,co mnie wielce rozczarowało, ale - stety bądź niestety - nie byłem aż tak pijany przed wyprawą. Kiedy słońce zaczęło zachodzić upewniłem się, że cały mój ekwipunek jest gotowy na dwudniową podróż i udałem się pod wieżę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagor
Alti

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Czw Mar 15, 2018 10:07 pm

 Sprawa wydawała się prosta. Opuścić Skowyt, dotrzeć do miasta, zrobić rekonesans i wrócić. Jednak już w pierwszym kroku pojawiał się problem. Pasterz pozostawiający owce zawsze wzbudza niepokój w stadzie. Nikt go nie trzymał w twierdzy, jednak nikt nie dawał również gwarancji, że bez jego pieczy wszystko się nie zawali. Co jeśli dojdzie do puczu i przejęcia władzy? Lojalność do kogoś na dalekiej wyprawie nie znaczy wiele, wobec silnego osobnika na miejscu. Zadbał więc by znaleźć poczciwe zajęcie każdemu Bes i odesłać ich jak najdalej od głównej siedziby, ostrożności nigdy za wiele. Nakazał również strażnikowi, by nie okazywał litości tym, którzy choćby pomyślą o zdradzie. Niech wszyscy wiedzą, że nie ma miejsca na waśnie w sercu Dzikich Zastępów. Opuszczając wieżę, zatroszczył się by istotniejsi miejscowi rządcy, wiedzieli, iż nie oddala się daleko i w każdej chwili może wrócić, jeśli usłyszy "nieprzyjemne plotki". Miał nadzieję, że to wystarczy.
 Nocna pora zdawała się idealna na wymarsz. W ciemnym płaszczu nawet masywny wilkor nie rzucał się w oczy, szczególnie gdy większość obozu pochrapywała już w najlepsze. Zrezygnował również ze zdobnej zbroi, chowając pancerz do niesionego tobołka. Wcielanie się w typowego Iki na nocnej warcie nie przychodziło mu wprawdzie łatwo. Przyzwyczaił się już do wyniosłego sposobu bycia i uważni gapie z pewnością rozpoznaliby wodza po dłuższej obserwacji. Lecz właściwie obchodziło go to tak bardzo, jak zeszłoroczny śnieg.
 Docierając na miejsce spotkania, przyuważył oczekującego już hienowatego. Złapał malca za ramie, nie zwalniając kroku i skierował się w głąb drzewnej gęstwiny.
- Czeka nas przeprawa przez puszczę. Po wyjściu zabierzemy konie z zewnętrznego obozu, nie mam zamiaru dokonać żywota na podróży w głąb lądu - rzucił, upewniając się, że są już w bezpiecznej odległości - Jeszcze jedno, nie irytuj mnie zbędnymi pytaniami - dodał, spodziewając się kolejnego maratonu nużącej gadaniny z serii "Po co?" i "Dlaczego?". Następnie puścił pochwyconą wcześniej rękę i nawet nie zważając na to, czy ktoś za nim podąża, ruszył przed siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zira'h
Iki

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Pią Mar 16, 2018 10:11 pm

 Nastał zmrok, kiedy zaczęła mi się kończyć powoli cierpliwość. Co prawda i tak nie mam tu nic do gadania, ale mógłby się pośpieszyć z wymarszem, ponieważ czekam tu już kupę czasu a po nim ani śladu. Tak też zrzędziłem pod nosem, otwierając i zamykając bukłak drewnianym kołkiem, przy okazji popijając z niego wino.
Ni z tond, ni zowąd poczułem nagle, jak ktoś mnie złapał za ramie i pociągnął w gąszcz drzew, wtrącił, iż czeka nas przeprawa przez puszcze. Domyśliłem się, że to Alti, ale cisnęło mi się na usta "co Ty nie powiesz ?"; straciłbym za to pewnie głowę, więc milczałem.
-Po wyjściu zabierzemy konie z zewnętrznego obozu, nie mam zamiaru dokonać żywota na podróży w głąb lądu - Cholera, nigdy w życiu nie siedziałem na koniu, chciałem mu to oznajmić - Ale ja... ! - po czym momentalnie stuliłem pysk, stwierdzając, że nie jest najlepszym pomysłem kontynuować... dam sobie rade, a upadki bolą mniej, im bardziej jest się pijanym. Tak. Tego się będę trzymać. Oczywiście nie obeszło się bez pogardliwego spojrzenia ze strony popielatego.
 Tylny obóz. Paru iki gadających na warcie nie zbyt przejmujących się obowiązkiem siedziało przy tlącym się ognisku. Byłem zdziwiony, że nie usłyszeli ani tym bardziej nie wyczuli smrodu Altiego, z którym ukradkiem zaczęliśmy odwiązywać konie od drzew.
Widocznie Wilkor nie potrzebował ani siodła, ani lejc, wskoczył na konia bez najmniejszego problemu, po czym starając się go naśladować, wsiadłem i ja. Za drugim podejściem byłem gotowy do jazdy. Ścisnąłem konia z całych sił udami, łapiąc go do tego za grzywę i na sygnał ruszyliśmy przed siebie. Jedynie co za sobą słyszeliśmy to krzyki zaskoczonych i wkur... zdenerwowanych wartowników.
Z.T
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Forgotten
Przybłęda

avatar



PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   Pią Kwi 27, 2018 10:41 pm

- Alti nas porzucił! Kiedy ostatnio widzieliście naszego przywódcę? - ostatnie słowo wypowiedział z wyraźnym obrzydzeniem - Czas przejąć sprawy w nasze, moje, kompetentniejsze pazury. - Zanim jednak skończył tę wypowiedź rzucił się na niego jeden z najsilniejszych członków tej rasy. Nie miał on ochoty na bzdurne gadanie. Tylko siła miała znaczenia i każdy, kto uważał inaczej, zostanie zgładzony. Tak też zakończyła się i ta walka. Mówca leżał w kałuży krwi, a z jego oczu znikały ostanie ogniki życia. Potężna bestia zaś z dumą pokazywała nową bliznę na swym ciele i z arogancją godną jedynie najmocarniejszych kroczyła w stronę krańca Puszczy. A z nią setki innych.

_________________
Halucynacje
- podczas czytania można te fragmenty pomijać. Opis rzeczywisty zawarty jest w zwykłej narracji.
Mowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skowyt Milczenia   

Powrót do góry Go down
 
Skowyt Milczenia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Dzikie tereny
 :: 
Nieprzebyta puszcza
-
Skocz do: